Czesc...
Serce mi wali, zoladek sie skreca, a jutro wywala mnie z pracy jak
sie przyznam co zrobilam, a wlasciwie czego nie zrobilam

Musze sie wygadac, a nie mam komu, mezowi powiedzialam, ale on
bagatelizuje ta sprawe.
Moja firma chce wejsc na rynek miedzynarodowy, tzn. zamiast kupowac
rozne prawa itp. z zagranicy jak to mialo miejsce od czterech lat,
udalo nam sie zgromadzic pule praw ktore my mozemy sprzedac. W
grudniu szefowa kazala mi (ja zajmowalam sie tym kupowaniem
dotychczas) skontaktowac sie z "zaprzyjazniona" firma od ktorej
kupowalismy aby na najblizszych targach miec stoisko kolo nich
(pierwszy raz wogole bysmy sie wystawiali) chodzilo o to ze oni sa z
Wielkiej Brytanii i maja stoisko w najlepszej, naczesciej
odwiedzanaj hali nr 25. Nam jako Polakom daliby jakis ochlap w hali
np. 28 za te same pieniadze.
Skontaktowalam sie, zgodzili sie z tym ze panna od targow byla wtedy
na urlopie, jak sie do niej zglosilam trzy tygodnie pozniej,
powiedziala ze maja juz dawno zarezerwowane stoisko i nam nie moga
pomoc abysmy mieli kolo nich

a ja poniewaz mam chorujace zlobkowe
dziecko, w pracy z przerwami, potem swieta, odczytalam ten mail po
Nowym Roku, zdazywszy juz powiedziec Pani prezes ze zalatwione...
Probowalam sama zarezerwowac na wlasna reke takiej stoisko w hali
25, ale mi powiedzieli w obsludze targow, ze nie ze moga mi dac w
innej hali...
Pojutrze szefowa jedzie na spotkanie do Londynu do tej
zaprzyjaznionej firmy, na bank sie zgada o tym, wiec musze sie jej
przyznac, tym bardziej ze targi za pasem bo pod koniec marca.
No wyleje mnie na zbity pysk, po czterech latach pracy....
Tak sie boje jutro isc i przyznac ze nawet nie wiecie. Chyba sie
najem mojego Xanaxu (biore do latania samolotem bo sie boje) i
dopiero pojde.
Robota fantastyczna, dobrze mi placa, mam z szefowa bardzo dobry
kolezenski kontakt, ale normalnie wylece justro jak nic.
Nie wiem czy mi ulzylo, ale moze choc troche.