5 latka ma niesamowity "dar" zjednywania sobie całkowicie obcych
ludzi. I zastanawiam się co w niej jest takiego. Kilka przykładów:
1. wchodzimy do poczekalni w ZUSie - pani z ochrony za wielkim
biurkiem, od razu uśmiech od ucha do ucha na widok mojej córki.
Zainteresowała się kamerami, od razu pani zaprosiła ją za biurko,
żeby pokazać jej jak obserwuje się przez te kamerki ludzi. Pani
zdążyła przejść z córką na Ty, umówić się, żeby koniecznie przyszła
jeszcze. A to wszystko jakby poza mną.
2. Pierwszy raz była ze mną w sklepie, sprzedawczyni, jak ją
zobaczyła, zagadała i już była "kupiona" przez córkę. Wyciągnęła
ciasteczka, zrobiła herbatę, nawet zaproponowała, żebym ją zostawiła
i sama poszła na zakupy. Kiedy ostatnio byłam sama w tym sklepie,
pani nie mogła odżałować ze nie ma córki

Jest córką zachwycona,
mówi, że przychodzą do tego sklepu różne dzieci, ale córka jest
jedyna.
3. Pani z piekarni, w któej chleb kupujemy - dzięki córce bliżej się
oznałyśmy, z tym, że w tym przypadku pani się trochę zagalopowała i
musiałam trochę ukrócić kontakty i moje i córki. Ale to temat na
inny wątek.
Podobnych sytuacji było wiele, może nie aż tak spektakularnych. Dla
mnie ona jest zwykłym dzieckiem, często marudnym, fakt jest
wygadana, buzia jej się nie zamyka, jest bystra i ma poczucie
humoru,ale zastanawiam się co ona w sobie ma takiego, że ludzie tak
na nią reagują. A może wszystkie dzieci w jej mniej więcej wieku są
takie.