Za niecały miesiąc czeka nas wyjazd (mnie, męża i 2 latniego synka) 350km od domu, na wieś, na chrzciny. Mamy do wyboru jazdę własnym autem, albo jazdę pociągiem. Wiele z Was pewnie pomyśli: a jaki to dylemat, jasne że auto. No tak, tylko że...
Nasze auto ma 17 lat, często się psuje i szczerze mówiąc trochę boję się tak dalekiej jazdy nim. Boję się, że się rozkraczymy gdzieś w połowie drogi i doopa. Wiem co piszę, nie raz była taka sytuacja że wracaliśmy z zakupów i nagle nieoczekiwanie koniec jazdy. Wtedy teść nas zholował i po sprawie, ale 150 km od domu nie będzie to już takie proste. Koszt całej wyprawy jeśli chodzi o paliwo wyniesie jakieś 300-350 zł (tak myślę).
A co do pociągu... Jechalibyśmy z moimi rodzicami. Oni już nakreślili scenariusz takiej jazdy i szczerze mówiąc przeraża mnie to. 4 godziny w pociągu, moj syn dosłownie "latający" z szalonym, nieodpowiedzialnym dziadkiem po jadącym pojeździe (bo nie ma siły, żeby usiedział na miejscu czy choćby w przedziale). Do tego z dworca na miejsce trzeba dostać się samochodem, wyjechałby po nas mój brat, który nie ma fotelika

Uprzedzając ewentualne propozycje, nie, nie ma go od kogo pożyczyć. Do tego my z bagażami. Ja muszę wziąć wałówkę dla małego, bo ma specjalne potrzeby żywieniowe, a na wsi nie kupię potrzebnych produktów, tym bardziej w weekend.
Które "ryzyko" wybrać biorąc pod uwagę komfort tej całej wyprawy?
Mąż zapewnia że do tego czasu prześwietli samochód na wylot i damy radę... Ja jestem bardzo sceptyczna.