onionsoup79
18.05.10, 13:53
Dwa tygodnie temu byliśmy u znajomych na kolacji i żeby wreszcie zobaczyć ich
dziecko (ma około 3 m-cy). Wcześniej nie było okazji, bo mieliśmy z mężem
sporo problemów rodzinnych łącznie z dwoma żałobami w ciągu niecałych dwóch
miesięcy. W każdym razie wyjście do nich było pierwszym od czasu dość
traumatycznych przeżyć. Było spontaniczne, a zaproszenie otrzymaliśmy tego
samego dnia i mimo, że miałam inne plany na wieczór, uznałam że nie wypada
odmawiać.
Było sztywno, gospodarze mimo, ze znamy się od lat silili się na wyszukaną
kurtuazję i tworzyli dość sztuczną atmosferę.
Próbowałam rozładować ją żartami typu, że zawyżają standardy naszych spotkań itp.
Oboje się krzywili. Usprawiedliwieniem dla pani domu może być fakt, że bolał
ją ząb.
Wcześniej mimo, że ich dziecko jest podobno bardzo wrażliwe na bodźce
postanowili je wykąpać dopiero po naszym przybyciu. Nie osmieliłam się
wspomnieć, ze my kapiel naszego dziecka w takich okolicznościach juz bysmy
sobie podarowali, albo zaplanowali ja wczesniej (bylismy tam około 21) dodam,
ze pzyjechalismy do nich z mlodszym dzieckiem, ktore położyłam w wózku i
uspiłam bez zbednych ceregieli.
Dodam, ze nie brałam ich dziecka na rece, bo wczesniej pani domu opowiadala mi
jak to stresujace jest dla niej przezycie, nawet kiedy robi to jej własna
mama. usunelismy sie z mezem do salonu i czekalismy az skoncza kapac dziecko.
Dosc dziwnie sie czulam taka zaproszona i opuszczona, ale co tam.
Potem kiedy pojawił sie zart na temat przyszlosci matrymonialnej naszych
dzieci zazartowalam, ze moje dziecko bedzie troche za wysokie dla ich synka.
Moja córka należy do olbrzymów. Zresztą podobnie jak ja i mąż.
Potem przyszli niespodziewanie ich drudzy znajomi i z ulgą przyjęłam fakt, ze
skonczyly sie rozmowy o kolkach i pieluszkach. Bylam mila i usmiechnieta,
pochwalilam kilkakrotnie wystroj domu, piekne meble na ogrodzie, smaczne
jedzenie, nie komentowalam utyskiwań pani domu na swoją figurę po ciąży, w
międzyczasie zostałam przepytana po raz enty o moje zarobki i stopę życiową
(jej mąż jest przełożonym mojego męża), potem padły standardowe pytania o
życie intymne moich dwóch koleżanek, za którymi ona nie przepada z wzajemnością.
Kilka przechwałek odnośnie wspaniałości i posłuszeństwa jej męża i generalnie
uwagi które ze względu na łączące panów relacje zawodowe są dla mnie krępujące.
Wizyta się zakończyła. Wszystko pięknie ładnie. po czym po tygodniu mój mąż
wraca ze spotkania z jej mężem i oznajmia mi iż pani ma do mnie ogromny żal i
jest jej przykro, ze bylam dla niej niemila i złośliwa.
Ze złości zaniemówiłam, ale to już nie pierwszy raz w jej karierze w naszym
towarzystwie, keidy nie artykułuje głośno że jej coś nie pasuje, tylko skarży
się i prosi o interwencję męża. Poprzednio ignorowałam to ustępując. Ale tym
razem może przez to, że zostałam zaproszona a potem sprowadzona do roli
idiotki, nie umiem odpuścić.
Tak się złożyło, że dowiedziałąm się parę dni później, że nie powiedziała tego
tylko swojemu mężowi, tylko jeszcze kilku osobom z towarzystwa. Jest mi
cholernie przykro.
Podejrzewam, ze robi to perfidnie. Powiedziała mi kiedy zostałyśmy same, że
bardzo by chciała żeby chrzestnym jej dziecka został jej brat. Natomiast jej
mąż chciałby żeby chrzestnym był mój mąż.
Powiedziałam już mojemu mężowi, że proszę go żeby porozmawiał z jej mężem na
ten temat i zaproponował kompromis w stylu, ze zostanie chrzestnym drugiego
dziecka.
Poza tym napisałam pani maila, w którym wyraziłam jak mi jest źle.
Dobrze zrobiłam?