Dodaj do ulubionych

Depresje męża

04.03.04, 22:09
Pisze, jak wiele z was, bo po prostu nie mam sie komu wyżalić...Chce mi sie
ryczeć i juz na prawde nie mam siły do fatalnych nastrojow mojego męża. to
nie pierwszy i ostatni raz niestety, a ostatnio jest co raz częściej. Skąd to
sie bierze? Jak zwykle praca, a dokladniej brak satysfakcji z tejże, brak we
własne siły, mozliwości, brak sukcesów. A w tym wszystkim jestem ja (w domu
od wrzesnia 2002 roku) i dwoje naszych dzieci...Dzieci i cały dom na mojej
głowie (tego akurat nie musze Wam opisywać) i to cholerne poczucie
osamotnienia i bezsilności...Jestem raczej nieśmiałą osobą i trudno nawiązuje
znajomości, a o blizszych relacjach szkoda mówic. I choc mieszkam w tym
mieście od prawie ośmiu lat, pracowałam w szkole, to nie mam tu nikogo tak
naprawde bliskiego. Trudno było mi wejść z moim chrakterem w zastane i zżyte
ze sobą środowisko, ponadto koleżanki maja swoje rodziny, pracują...Do tego
te złe nastroje mojego męża: zamyka się w sobie, nie odzywa się prawie wcale,
nawet dziećmi się tak na prawdę nie zajmie.
Staram się go zrozumieć, wiem, że ma swoje problemy, aspiracje, kompleksy,
staram się go wspierać, ale już na prawdę nie mam siły.Jest tak od co
najmniej dwóch lat. Ma różne pomysły, zaczyna coś robić, a potem rezygnuje,
bo nie ma efektów, bo nie wychodzi...Zajmuję się domem, dziecmi, aby tylko
mógł zająć się sobą, ale ile można? Ja już na prawdę nie mam siły Go
wspierać. A co ze mną? Jeżeli wróciłabym do pracy doszedł by mi oprócz
domowego jeszcze jeden etat i nie wiem, czy podołam (już przy jednym dziecku
bylo mi ciężko, a co dopiero przy dwójce). Ja też mam swoje aspiracje,
marzenia, a jak narazie w ogóle się nie liczą...
Próbowałam z nim rozmawiać wiele razy, ale to nie ma sensu, tym bardziej, że
on ostatnio nie chce, nie potrafi, już rozmawiać.Dzisiaj też, bez słowa
poszedł wcześnie spać i tyle. Owszem, byłam wieczorem na aerobiku, ale jak
wrociłam po 19 co zastałam? W domu sajgon, dzieci bez kolacji,a starszy syn
rozżalony, że tato nie chce się z nim pobawić (mąż półtorej godziny pod moją
nieobecność czytał książkę, a dzieci chodziły sampopas). Powiedzialam mu, co
o tym myślę, to efekt był taki, jak już pisałam. Wiem, powinnam go wspierać,
zrozumieć, ale ja już na prawdę nie mam siły.
Do psychologa żadnego oczywiście nie pójdzie, bo to naciągacze...A ja, choć
mam już na prawdę wszystkiego dosyć, nakarmiłam dzieci, wykąpalam i polożyłam
spać; opanowałam sajgon. Jeszcze tylko powiesze pranie, bo pomimo mojego
kiepskiego nastroju maluchy muszą w czymś chodzić, zapalę na balkonie
papierosa i pójdę spać. I cały jutrzejszy dzień będę walczyła z płaczem, bo
nie chcę aby dzieci to widziały, i będę myśleć, w jakim nastroju wróci mój
mąż z pracy. Właściwie nie będę musiała myśleć: w gorszym niż dizsiaj...
Gocha
Obserwuj wątek
    • anapich Re: Depresje męża 04.03.04, 23:36
      Witaj Gocha!
      Rozumię cię doskonale. To co piszesz, to prawie jak u mnie(łącznie z pracą w
      szkole i obcym miastem). Dwa miesiące temu kolejny raz powiedziałam dość, ale
      bardziej dosadnie (zagroziłam rozwodem, wyprowadzką). Tym razem rozmawialiśmy
      spokojnie, bez nerwów. Nie wiem dokładnie dlaczego tym razem posłuchał. Poszedł
      do psychatry, ten stwierdził depresję i przepisał lek. Dziś mówiąc krótko jest
      prawie OK!i wszystko wskazuje na to, że idzie na lepsze. Cieszę się z tego
      strasznie.
      Postaraj się przekonać męża, aby zasięgną porady lekarza. Może nawet pójść do
      waszego rodzinnego i powiedzieć o swoim samopoczuciu. Dziś depresje traktuje
      się na równi z grypą, to nie ułomność, to choroba, którą można leczyć.
      Życzę wam wszystkiego dobrego!
      i odezwij się jeszcze

      Anka
      • evee1 Re: Depresje męża 05.03.04, 01:42
        Anka ma racje. POstaraj sie swojego meza przkonac, zeby poszedl do
        lekarza, bo on faktycznie moze miec depresje i na to nie pomaga
        "wziecie sie w garsc". Wiem co mowie, bo sama mam i sie lecze.
        Mozesz mu powiedziec, ze bardzo wiele ludzi na to cierpi, tylko
        boja sie diagnozy. Ale to sie zaczyna zmieniac i depresja zaczyna
        byc traktowana na rowni z innymi chorobami.
        Powodzenia,
        Ewa
    • duda.aga Re: Depresje męża 05.03.04, 09:32
      U mnie bywa podobnie.. Mąz ma złe humory nie odzywa sie albo burknie...
      Jednak ja staram sie obyc bez lekarza.. Wystarczy szczera rozmowa, przytulenie
      sie moze jeszce mile wyjscie, jakas kolacja... czasami kino.. Naprawde na
      wszystko najlepsza jest szczerosc a nie burczenie na siebie po katach. Za
      pierwszym razem tez mi nie bylo latwo ( ale zrobilam sobie liste wszystkiego co
      mnie w nim denerwuje - to jeszcze przed slubem) pOwiedziałam mu, ze chce coś mu
      powiedziec i odczytalam wszystko.. Potem oin zrobił to samo i na długo
      atmoisfera w domu sie oczyściła.. Po kolejnych humorach ( juz po slubie)
      zaczelam mu po prostu szeptac ( znow to robisz) i mowic co dokladnie mnie
      denerwuje.. On robi podobnie i w ten sposob tworzymy naprawde szczesliwa
      parke .. I mysle ze nasz dzidzius tez bedzie szczesliwy ( a urodzi sie pod
      koniec maja!!!)POzdrawiam
      Aga
      • ladydark Re: Depresje męża 05.03.04, 10:11
        witaj,
        oj wiem co to są "mężowskie humory". Przechodziliśmy przez to jakieś pół roku
        temu. Tylko, że ja na głowie miałam nie tylko dom i 2 dzieci (to drugie to
        mąż), ale studia, pisanie magisterki i dodatkowo dawałam korepetycje dla
        poprawienia domowego budżetu. Myśliszże ktokolwiek to docenił? Zap........łam
        jak mały samochód, a mężulek miał tylko wymagania. Boże, jak ja go wtedy nie
        nawidziłam. Przychodził z pracy i uwalał się na kanapie, że niby taki zmęczony.
        Z Michem to tylko sie w telewizor gapił i nie było mowy o jakiś aktywniejszych
        zabawach.Oczywiście do mnie prawie słowem sie odzywał Próbowałam porozmawiać,
        delikatnie upomnieć, ale było jak grochem o ścianę. W końcu pewnego dnia
        (wyjątkowo ciężkiego) coś pęklo i wybuchłam. Wygarnęłąm wszystko i tak się
        nakręciłam, że dostałam jakiegoś napadu histerii. Po prostu nie mogłam opanować
        ani płaczu ani krzyku ani potoku słów. Wywaliłam z siebie wszystko, wszystkie
        żale, pretensje, tęsknoty. Mąż się chyba wystraszył bo w takim stanie mnie nie
        jeszcze nie widział i zdał sobie sprawę, że to on mnie do tego doprowadził.
        Było mu na prawdę przykro. Potem jak się uspokoiłam to przegadaliśmy cała noc i
        doszliśmy do jakiegoś porozumienia.Okazało się że ja tez nie bylam taka idealna
        jak myślałam, ze on tez mial jakies potrzeby których ja nie zauważałam, a on
        nie chciał lub nie potrefił o tym powiedzieć. teraz jest lepiej. Rozmawiamy,
        jesteśmy znowu blisko i co najważniejsze mąż zaczął mówic o tym co go gryzie i
        jak sie z tym czuje. Zrozumiał tez ze zajmowanie sie domem to nie sielanka.Mogę
        znowu liczyć na niego.
        Mam nadzieje, że Ciebie maz nie doprowadzi az do takiej ostateczności. Namów
        go na szcera rozmawę i wyrzuć z siebie wszystko i pozwól mu na to samo. Zróbcie
        to zanim przepaść między wami pogłębi się tak bardzo, że już się nie
        odnajdziecie.
        Powodzenia
        madzik
    • wierz_14 Re: Depresje męża 05.03.04, 10:44
      Oj, aż nie chce mi się wspominać tego, co przez lata przeżywałam z moim mężem.
      To był koszmar i nie wiem jak wiele, a raczej niewiele osób na moim miejscu by
      to kontynuowało. Mój mąż był związany niewidzialną pępowiną ze swoją matką.
      była to zależność chora, paradoksalna, podszyta strachem, poczuciem winy
      wzbudzanym przez mamę- mamę, która nikogo nie potrafiła i nie potrafi kochać.
      To była po prostu chorobliwa zazdrość mamy o mnie, a on był między młotem a
      kowadłem. Trwało to długie 4-5 lat. Skończyło się na ostatnich wakacjach. Co do
      braku zainteresowania dziećmi, to też jestem bardzo uczulona na tym punkcie.
      Nie mogę patrzeć, jak mój synek prosi tatusia o zabawę, o pobudowanie z
      klocków, a tatusiowi najzwyczajniej się nie chce i udaje, że nie słyszy...
      Zawsze wtedy wkraczam do akcji. Facet nigdy sam przed sobą nie przyzna się, że
      jest z nim coś nie tak. Wszyscy będą winni tylko nie on! Pozdrowienia! Kasia.
    • gocha71 Re: Depresje męża 05.03.04, 12:49
      Dziekuję za Wasze posty, dziekuję za Wasze wsparcie, a le humor nadal mam pod
      zdechłym Azorkiem...Na dzień dzisiejszy niewiele da się zrobić - takie mam
      przynajmniej wrażenie, a może nastawienie.
      Rozmowy? Próbowałam nie raz, nie dwa - bez efektu. Ostatnio mąż po prostu nie
      chce o tym rozmawiać i tyle: ja mówię, a on ma to gdzieś. Dobija mnie jego
      stwierdzenie, że taki widocznie jest i tego nie zmieni (ja też się nie
      zmienię), więc szkoda czasu i zachodu.
      Naprawdę mam ogromnego doła i gdyby nie dzieci, to załamałabym się całkowicie...
      Gocha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka