Dodaj do ulubionych

sama z malutkimi dziecmi

17.03.04, 12:15
Mam dwójkę malutkich dzieci w wieku: 2 latka , 8 miesiecy. Chlopczyk i dziewczynka. Mąz caly dzien pracuje wraca dopiero wieczorem. Caly dzien praktycznie jestem sama, a musze zrobic obiad, myc naczynia, sprzatac, prać itp. Właściwie nie mam czasu iść nawet do fryzjera, bo nie ma kto zostac z dziećmi. Mama mieszka w innym mieście, teściowa lepiej nie mówić co za baba. Pomocy więc w ciągu dnia żadnej nie mam. Na spacery jest też ciężko z taki małymi się wybrac i do sklepu i w ogóle załatwić coś. Na szczęście mąż wszystkie sprawy załatwia rano przed pracą. Gdy jest w domu pomaga mi jak może. Właściwie to z niecierpliwością czekam na dzień kiedy dzieci będą większe i i zajmą się same soba, w końcu odetchnę z ulgą. Powiedzcie czy ktoś jest w podobnej sytuacji do mnie i jeśli tak to jak organizujecie sobie dzień żeby ze wszystkim się wyrobić, jak zajmujecie dzieci, żeby nie przeszkadzały gdy chcecie coś zrobić, jak je usypiacie w dzień ?
Obserwuj wątek
    • mamadwojga Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 12:52
      Ja też jestem "samotną mężatką". Mężowi często wypadają służbowe wyjazdy a jak nie wyjazdy to i tak w pracy siedzi w najlepszym przypadku do piątej-szóstej. Zanim wróci do domu jest dobranocka, soboty i niedziele odsypia. Pożytek z niego żaden, he he. Tylko ja mam trochę starsze dzieci- Misia ma 5 lat i chodzi do przedszkola. Maksiu ma dziewięć miesięcy i jest baaaardzo absorbujący. Też jestem uwięziona na osiedlu, rodzice i teściowie 100 km od Wrocławia. Ale jakoś sobie radzę. Staram się wprowadzić w swoje życie ład i porządek ale słabo mi idzie - szczególnie w kwestii porządku. W domu mam hmmmm... bałagan kontrolowany, naczynia zmywa zmywarka, przestałam prasować tylko składam nieprasowane rzeczy do szafy - w taki sposób pozbyłam się kilku godzin pracy dziennie. Dzięki temu mogę wyjść na spacer, pobawić się z dziećmi i przygotowywać projekty na studia (bo studiuję zaocznie). Tylko za przeproszeniem gęby czasami nie ma do kogo otworzyć, ale taki już mój los... "Bo męska rzecz być daleko a kobieca wiernie czekać....."
      Pozdrawiam
    • dafnezielona Zyjecie na pustyni, w gluszy czy ... ? 17.03.04, 13:03
      Nie ma sasiadek, matek z dziecmi w parku za rogiem..
      Moje biedne!

      Nie dajcie sie zwariowac dziewczyny, ja mam juz troje dzieci. Pierwsza dwojke
      dokladnie z polroczna roznica wieku, tesciowa i mama w odleglosci ponad 1000
      (tysiac..) kilometrow.

      Znalazlam sobie kolezanki. Na miejscu. Akceptuje, ze nie maja takich samych do
      konca zainteresowan, wyksztalcenia i sytuacji zyciowej, nawet narodowosci jak
      ja. Ale maja dzieci takie jak ja. Mozemy sie spotkac, zajac czyms dzieci,
      wymienic sie w zalatwianiu sprawunkow, mozemy tez pomoc sobie w opiece nad
      dziecmi ( w tym tygodniu ja zostane ze wszystkimi jedno popoludnie, w przyszlym
      ty..).
      Zycie w samotnosci jest potworne, a jakos wiekszosc rodzin sie alienuje. Trudno
      jest znalezc sobie bratnie dusze, jest to prawie niemozliwe, no moze przez
      internet - masz przeglad przez pol swiata i czasem na kogos trafisz.. Ale
      zwykle znajome?! Mieszkaja u Ciebie w bloku, wierz mi. Idzcie pozyczyc sol
      pietro nizej/wyzej, zagadajcie do matki przechodzacej obok z wozkiem ..

      Ja wiem, te nasze wspolczesne miasta to sa pustynie ale
      KTO MA TO ZWALCZYC JESLI NIE MY - MATKI WYCHOWUJACE SWIADOMIE NOWE POKOLENIE ?
    • ulala72 Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 14:10
      To i ja się dopiszę, szalenie mądrze i konstruktywnie, podobnie jak moje dwie
      baaaardzo dzielne i samodzielne znajome z forum, które już Ci odpowiedziały.

      > Mam dwójkę malutkich dzieci w wieku: 2 latka , 8 miesiecy. Chlopczyk i
      dziewczynka.
      Też mam taki skład w wieku 4,5 i 10 mies.

      >Mąz caly dzien pracuje wraca dopiero wieczorem.
      To tak jak mój. Ostatnio wraca nawet w nocy.

      >Caly dzien praktycznie jestem sama, a musze zrobic obiad, myc naczynia,
      sprzatac, prać itp.
      Tak było u mnie przez 7 mies., teraz wróciłam do pracy (1/2 et.) i pomaga mi
      niania. U nas w domu pierze pralka, zmywa zmywarka, obiad robię ja (np. z
      mrożonek lub półproduktów), niania prasuje, a sprzątanie jest w soboty po
      południu (albo go nie ma wcale az do następnej soboty).

      >Właściwie nie mam czasu iść nawet do fryzjera, bo nie ma kto zostac z dziećmi.
      Fryzjera też sobie darowałam, podcinam i farbuję się sama albo koleżanka mi
      pomaga (nikt w mieście nie ma takiej "linii cięcia" jak ja!)

      > Na spacery jest też ciężko z taki małymi się wybrac i do sklepu i w ogóle
      załatwić coś.
      Idzie wiosna i z każdym dniem będzie coraz mniej tych ubrań do założenia. Ja
      szykuję sobie wózek z manelami wieczorem, a jak jest pora wyjścia, to grupuję
      sobie potrzebne rzeczy w przedpokoju i ubieram tego, kto się akurat nawinie pod
      rękę. Jakoś udaje się skompletować drużynę. A jak już się wyjdzie, jest całkiem
      przyjemnie. Zakupy robię w budkach lub na bazarku (żeby z wózidłem się nie
      pchać), a takie większe zamawiam przez Internet (wiem, wiem, okropne to
      burżujstwo, ale u nas - jedyne wyjście)

      >Na szczęście mąż wszystkie sprawy załatwia rano przed pracą. Gdy jest w domu
      pomaga mi jak może.
      No właśnie u mnie mąż niczego nie załatwia ani przed pracą, ani po, stąd te
      zamawiane zakupy, bo przecież nie przytaszczę 10 l. soków do domu sama z
      dziećmi pod pachą. Dopłacam 15 zł. i mam wniesione do kuchni.

      >Właściwie to z niecierpliwością czekam na dzień kiedy dzieci będą większe i i
      zajmą się same soba, w końcu odetchnę z ulgą.
      Odkąd tak strasznie szybko urósł mi synek, ze strachem myślę o równie szybkim
      wyrastaniu córki. Póki dzieci są małe, jesteśmy młode i im potrzebne. A z ulgą
      oddycham, jak wreszcie pójdą spać.

      >jak zajmujecie dzieci, żeby nie przeszkadzały gdy chcecie coś zrobić, jak je
      usypiacie w dzień? jak organizujecie sobie dzień żeby ze wszystkim się wyrobić?
      Jak muszę coś pilnie zrobić, a dzieci przeszkadzają, skupiam się na maxa i
      działam szybko, a dzieci chwilowo odsuwam nogą i knebluję (żart, ale tylko z
      kneblowaniem). Kiedy to, co mam zrobić, nie jest pilne, zajmuję się dziećmi, a
      lekcje odrabiam, jak śpią. Generalnie nie staram się ze wszystkim wyrobić. I
      dzięki temu jakoś się wyrabiam.
      Miałam problemy z usypianiem małej w czasie żywiołowej obecności starszaka,
      więc teraz mała śpi raz dziennie (za to dłużej), kiedy ten jest w przedszkolu,
      a potem wcześnie idzie spać, razem z bratem.

      >Powiedzcie czy ktoś jest w podobnej sytuacji do mnie?
      W podobnej sytuacji jest połowa dziewczyn na forum.
      I najczęściej radzą sobie z tą samotnością tak, że w wolnych chwilach siedzą na
      forum i sobie rozmawiają z innymi. Co i Tobie polecam.
      PZDR
    • wio_sna Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 14:45
      U mnie 2 i 4 lata i od początku sama, do rodziców i teściów po 200 km, mąż wracający najwczęśniej o 19. Przeżyłam choć ciężko było.
      Jak sobi eradziłam:
      - łóżeczko malucha wstawiłam do dużego pokoju z aneksem więc wszyscy byliśmy razem i w zasięgu mojego wzroku.
      - gdy kąpałam małego starszemu włączałam bajkę (tylko takie, przy kórych wiedziałam, że nie będzie płakał)
      - na spacer nie wychodziłam zbyt często bo Mały chorowity to siedzieliśmy na dużym balkonie
      - często podrzucałam Starszego sąsiadom, kórzy mają syna w jego wieku a chłopcy się lubią więc miło spędzali czas (w weekandy mąż opiekował się nimi w ramach rewanżu)
      - prosiłam koleżankę by przyjechała na pogaduchy, przynajmniej był jeszcze ktoś dorosły w domu (zabierała starszego na spacery, robiła drobne zakupy)
      - Prałam w soboty, zmywarkę ładował mąż, przestałam prasować i sprzątać co dziennie, czasem sprzątałam wieczorem, gdy sił mmi starczyło a dalsze powstrzymywanie sie groziło upadkiem lub inną katastrofą.Im mniej się denerwowałam wyglądem mieszkania tym dzieci były nardziej zadowolone
      - obiady gotowałam tak, by na nastrępny dzień zostało (najlepsze zupy w dużym garnku) jeśli starczyło dla dziecka to następnego dnia żyłam na kanapkach. Zamrażałam pierożki, kopytka itp. Korzystałam z mrożonek. obiady zazwyczaj gotowałam w 0,5 godziny, tylko takie nieskomplikowane.
      I jeszcze jedna rada, gdy tylko masz okazję wychodź z domu. Nawet zrobienie zakupów jest lepsze niż siedzenie z dziećmi. Więc może niech twój mąż sprząta, a ty rano wyskocz po drobne sprawunki. Choć wydaje się, że to jeden obowiązek więcej, masz chwilę tylko dla siebie i odpoczywasz od dzieci, nawet jeśli to trwa tylko 20 min. Mnie to bardzo odpowiadało. Poza tym w sytuacji (dwoje małych dzieci), gdy trudno nad czymś zapanować, w czasie sprwunków masz jakąś kontrolę nad tym co się dzieje. MI to było BARDZOO potrzebne. Pozdrawiam.
      Wiosna
    • martelia1 Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 15:12
      Dzięki dziewczyny za pare pomysłów. Z tymi spacerami to nie tak łatwo, ten dwulatek nie chce trzymac sie za raczke i przy wszystkim sie zatrzymuje. Ale jakos powoli choć z trudem sie zawsze doczłapiemy.
      Pralkę kupiliśmy uzywaną i wciąz sie psuje więc pranie sie piętrzy i piętrzy. Piore na razie ręcznie tyle ile potrzebuje.
      Naczynia myje ręcznie, obiady robię sama. Sprzątam prawie codziennie, nie sposób przy dwójce maluchów utrzymać porzadku przez tydzień. Ciągle te zabawki i zabawki. Starszy sypia w dzień, choć nie zawsze. Jak nie śpi jest strazsliwie marudny i nic się nie da zrobić. Mała śpi kiedy starszy jej pozwoli. Bywa że cały dzień nie śpi ani jednbo ani drugie, wtedy to jest normalny sajgon.:}} Pierwszy list pisałam na raty bo bawiłam się na przemian z synkiem, teraz niunia siedzi mi na kolanach i gryzie w rękę tymi swoimi 2ma ząbkami. Noce też mam niespokojne. Tak więc niewyspana wiecznie zmęczona próbuje znaleźc chwile relaksu siadając przed komputerem, telewizorem, wychodząc choćby do sklepu aby pobyc troche w ciszy. Ale kocham te moje 2 stwory, to w końcu one dają mi radość życia. I czasem nawet zapomne o porządkach itd bo jestem tak zajęta zabawą z nimi a poświęcam na to mnóstwo czasu (wiem że to dużo uczy, dzieci sie wspaniale rozwijają, owocuje na przyszłość), może dlatego tak mi go brakuje dla samej siebie:}}
      Zmęczona Martelia
      • wio_sna Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 22:19
        Witaj! wstyd mi się zrobiło, gdy przeczytałam to co naisałaś, bo choć teraz wydaje sie to Tobie niewyobrażalne, to jednak szybko zapomisz o wszystkim tak jak ja. Po przeczytaniu tego listy przypomniałam sobie ogromne zmęczenie, które aż fizycznie bolało. Pierwsze pół roku było wielkim koszmarem, ale potem było coraz lepiej. Musisz wychodzić z domu sama, choćby na krótki spacer każdego dnia. Nie wiem jak Twoje dzieci śpią, bo mój Mały nie spał i urządzał pobudki po 4-5 razy. Może spróbuj ich kłaść w tym samym czasie w dzień. Ja czytałam książeczki Starszemu, a Młodszego wkładałam w bujaczek i bujałam nogą. Jak nie zasnął to przynajmniej był na tyle cicho, że Starszy usnął.
        Nie utrzymywałam porządku przez tydzień, po prostu był bałagan, a częściej nawet BAŁAGAN.
        Brałam magnez z wit. B6, to się nazywało chyba Filomag, w aptece Ci powiedzą. I jeszcze ta dieta eliminacyjna, nie wiem czy jesz mięso, jeśli nie to ciężko będzie dostarczyć organizmowi wszystkiego co trzeba, a szczególnie białka. Może poporoś lekarza, by wypisał receptę na nutramigen. W smaku straszne, ale ja to piłam bo bez mięsa i nabiału ciężko mi było. Nawet kilka razy zasłabłam Niestety nie przeszłam na butelkę, teraz na pewno nie wzbraniałabym się przed tym. Dzieciom jest potrzebna przede wszystkim silna, wypoczęta i pogodna mama, mniej ważne jest czym karmi: butelką czy piersią, ważne by robiła to z miłością. Pomyśl o tym.
        MAsz prawo być zmęczona, mieć wszystkiego dość, pomarzyć, że zostawiasz dzieci i wychodzisz z domu. NIe jesteś przez to złą matką. Trzymaj się. To wszyskto minie, a dzieci szybko zaczną ze sobą współpracować. Teraz jak patrzę z jaką troską odnoszą się do siebie nawzajem moi chłopcy(poza momentami kiedy się biją) to serce przepełnia mi wielka radość i duma. Doczekasz tego i Ty.
        Pozdrawiam Wiosna
        • martelia1 Re: sama z malutkimi dziecmi 18.03.04, 08:41
          Dziękuję Ci bardzo za te słowa otuchy i pocieszenia. Naprawdę ciesze sie ze mnie rozumiesz, przeciez sama byłas w takiej sytuacji. Oboje z mężem juz mamy dosyć, nigdy nie ma na nic czasu, wszystko odkładane na później, jesteśmy przemęczeni. Gdy karmniłam piersią, jeszcze tydzień temu byłam jeszczcze bardziej zmęczona. Czułam ogromny ból pleców, to przystawianie męczyło szczególnie kiedy starszy synek wciąż potrzebował zainteresowania, musiałam często małą odrywac od piersi a to powodowało kolejny płacz, zdenerwowanie moje i córeczki. Gdy przeszłam na butelkę jest trochę lżej, choc w nocy musze robic jeszcze mleko. Masz rację. Zeby dzieci były szczęsliwe muszą mieć szczęśliwą mamę. A bałagan to u mnie jest na okrągło, choć staram się utrzymywać porządek czasem się wszystkiego odechcewa gdy trzeba ciągle powtarzac to samo i bez końca - ty sprzątasz, dzieci bałaganią i tak w kółko. Czekam więc na ten moment kiedy moje maluszki dadzą mi troche wytchnienia i będą się razem bawiły, pewnie biły i kłóciły i będą przynajmniej w wieku twoich pociech. Pozdrawiam Marta mama Karolka i Karolinki
    • anek.anek Re: sama z malutkimi dziecmi 17.03.04, 15:45
      zabawki sprzątaj razem ze starszym synkiem. Oczywiście jego pomoc będzie
      jeszcze mizerna, ale zawsze coś. I do tego ogranicz sprzątanie w ciągu dnia.
      Większe porządki możesz robić raz w tygodniu, albo nawet rzadziej. Oczywiście
      jeśli trzeba umyć podłogę codziennie (ja tak mam z kuchnią), to rób to raczej
      wieczorem. Zresztą bez przesady, nawet ja się będzie trochę kleiła, to nikomu
      to nie zszkodzi. Jeśli was stać, to może pomyśl żeby raz w tygodniu przyszedł
      ktoś do ciebie i wziął dzieci na spacer - będziesz miała czas na fryzjera, albo
      na zrobienie obiadu w spokoju- zależy co ci sięzachce. Za parę groszy na pewno
      znajdzie się w okolicy jakaś miła starsza pani! Albo studentka! Przede
      wszystkim odpoczniesz psychicznie i będziesz miała więcej siły na codzienny
      kierat.
      Nie zmywaj każdej szklanki, tylko poczekaj na większą partię. rób obiady
      nieskomliplikowane, dania "jednogarnkowe" itd.
      Zamrażaj sobie poporcjowane obiady (w specjalnych pojemniczkach) i kiedy nie
      będziesz miała siły, to wyjmiesz tylko taką zupkę dla dzieci, rozmrozisz i
      gotowe! Możesz zamrażać też dorosłe jedzenie (jeśli do tego się nadaje). Jak
      smażysz naleśniki to zrób ich więcej i część włóż do zamrażarki, itd, itp.
      Mi to czasem ratuje życie.Z usypianiem to chyba sma musisz znaleźć sposób, bo
      każde dziecko jest inne.
      Jak najwięcej angażuj synka do zabawy z młodszą siostrą. Możesz włączyć jakąś
      dziecięcą muzykę i poprosić żeby razem "tańczyli", albo żeby synek zrobił
      koncert dlasiostry. ITD. Niech młody poczuje, że jest starszym bratem, niech
      sam próbuje "uczyś" siostrę, "czytać" jej książeczki, niech sam pokazuje jak
      się rysuje kredkami itd. Chociaż dwulatek może stawiać opory, to nap ewno
      znajdzie sięcoś czym z chęcią się będzie chciał pochwalić przed siostrą, a dla
      ciebie to możę być kilka chwil wytchnienia.
      Jeśli wózek na to pozwala zamontuj specjany podnóżek, tak żeby syn mógł stać na
      wózku (ale wózek musi być odpowiedni do sumy wagi dzieci!!!, albo po prostu kup
      mu szelki i "smycz". To może zacząć działać jako "straszak" i synek może będzie
      bardziej posłuszny na spacerze (mój też nie myśli o tym żeby trzymać się mnie
      blisko).
      Od czasu do czasu włącz jakąś bajkę albo w TV, albo VHS, czy DVD. Nic im się
      nie stanie, a to da ci kolejnych parę minut wytchnienia (nie ma co marzyć, żeby
      tak małe dzieci obejrzały całą w skupieniu).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka