bez_seller
23.09.10, 17:55
gdy "daje" im sie wiecznosc zamiast nicosci.
Wielu ludzi wierzacych nie podejmuje konstruktywnej, krytycznej mysli o mozliwosci nieistnienia Boga, bo samo przyblizenie sie do tej mysli, wywoluje u nich poczucie winy, strachu i grzechu.
Jak czlowiek moze, bodaj nawet przez sekunde pomyslec, ze Bog nie istnieje, skoro juz od dzicinstwa wpajano mu, ze zwatpienie, niedowiarstwo lub niewierstwo jest przyczyna spedzenia w piekle dozywocia wiecznego?
A druga rzecz.
Jaki musi takiego czlowieka ogarniac smutek, gdy mysli - Ha, jednak Boga nie ma, nie ma zycia wiecznego, nie ma sprawiedliwosci, umarli pomarli na wieki i my pomrzemy i sladu po nas nie bedzie. I wszystko to, cale nasze zycie, wszelkie staranie, walka, zwyciestwa, nie ma wiekszego, wychodzacego poza doczesnosc, sensu.
I wtedy rodzi sie w czlowieku przeleknionym ta mysla, wieksza jeszcze potrzeba obrony wiary, wieksza jeszcze zarliwosc, wieksza jeszcze radosc, ze nie poddal sie watpliwosciom i dziekuje Bogu, ze wyprowadzil go z tych manowcow, ze obdarzyl laska wiary, pokory, poczucia sensu, bezpieczenstwa i zyciem wiecznym.
A jednak ludzie odchodza od religii. Dlaczego?