Pytanie kieruję do tych, które rozwiodły się nie dlatego, że mąż pił, bił i nie szanował.
Bo powód rozstania w tej sytuacji nie nastręcza raczej wątpliwości.
Raczej do tych, które rozwiodły się z powodu rozkładu materii uczuciowej- pamiętacie kiedy i w jakiej sytuacji pojawiła sie myśl, że to koniec i żadnej reaktywacji już nie będzie?
Czy to w ogóle jest powód do rozwodu?

p
Moja matka, kiedy jej o tym powiedziałam, dostała histerii wrzeszcząc, że co ja sobie wyobrażam, że jak mogę to stwierdzić, że miłośc wygasła, przecież jestem DOPIERO 11 lat po ślubie...
Co było tym "znakiem", że oto nadszedł czas, aby wyciagnąć poduszkę spod głowy temu trupowi...a może nie było takiego przełomowego momentu, tylko wszystko umierało powoli...?
Mój pozew o rozwód czeka na zaniesienie do sądu...zamknęłam go w szufladzie i boję się ją otworzyć...