lykaena
30.09.10, 20:11
Po przeczytaniu wątku mikas o rozliczeniu za posiłki u dziewczyny tak mnie naszło na wątek o przykładach skąpstwa, sknerstwa, żerowania i wyłudzania.
Otóż miałam chłopaka - mój pierwszy oczko w głowie rodziców, zdolny, inteligentny, dobry student - na początek cud miód, ale...
Jak przychodził do mnie i moja mam robiła nam kanapki na tacy -
potrafił zjeść wszystkie i pójść z tacą poprosić o dokładkę( było to około 2 dni po tym jak poznał moich rodziców)
Pierwszy raz mama nie zareagowała jakoś szczególnie, ale za drugim zapytała mnie czy w jego domu coś nie tak.
Wszystko było tak - rodzice wykładowcy ,siostra ,kot, pies, normalny dom.
Później było już tylko gorzej.
Zapytany w sklepie o 10 groszy, gdy ja nie miałam drobnych do końcówki,
potrafił powiedzieć :" a skąd mam widzieć , że mi później oddasz" -
i nie nie był to żart.
Gdy gotowaliśmy razem i płaciliśmy po pół za zakupy( nota bene równo po pół co do 0,5 PLN) i gotowaliśmy u mnie -
brał w słoik wszytko co zostało(o ile zostało, bo brał zazwyczaj dokładki do dna)
Gdy gotowaliśmy u niego -
potrafił złapać z łyżkę w trakcie nakładania na talerz i powiedzieć mi już ci wystarczy, poczęstujemy jeszcze moją mamę i Magdę(siostra).
Jego rodzina potrafiła zresztą przyjść w trakcie gotowania i zamieszać w garnku i nałożyć sobie porcyjkę wybierając np. z zupy kukurydzianej całą kukurydzę.
Potrafił też wtrącać się do tego co ja sobie kupuję - np. jakiś kosmetyk- że za drogi, że po co mi to, strzelić focha i pójść do domu.
Takich przykładów było później jeszcze tysiące - jeden bardziej żenujący od drugiego - dziś się z tego śmieję, ale gorzko.
Znacie takich ludzi?