Dodaj do ulubionych

Mieć dziecko w Polsce?

01.10.10, 13:34
Grupa LuxMed absolutnie nie sprzyja maciezyństwu zajmowałam kierownicze stanowisko i po macieżyńskim chciałam wrócic na swoje stanowisko. Niestety podziękowano mi. Nie opłaca sie miec dzieci w Polsce brak polityki prorodzinnej
Obserwuj wątek
    • on-na Re: Mieć dziecko w Polsce? 03.10.10, 16:59
      Ta, oprócz konkursu "Firma przyjazna mamie" powinno się stworzyć czarnę listę firm niesprzyjających mamie!
      Tak chwalona na forach budżetówka (niby bezpiecznie, mało zwolnień) też popełnia wiele błędów. Matka po powrocie do pracy jest traktowana jak pracownik gorszej kategorii, zupełnie jakby z łożyskiem wydaliła i kawał mózgu. Prośby o wcześniejsze wyjście (zgodnie z kodeksem pracy - należy się przerwa na karmienie) są okraszane kwaśnymi komentarzami przełożonych, typu "Mam nadzieję, że nie będzie pani tego dziecka karmić WIECZNIE, wkońcu ma już przecież 7 miesięcy!".
      Dodam, że moja budżetówa dysponowała kiedyś przedszkolem na swoim terenie, ale zlikwidowała - bo oszczędnosci. Żłobka w pobliżu mej pracy nei uświadczysz. Koło mego domu żłobek padł parę lat temu "bo niż" i następny jest duuuużo dalej (dojazd fatalny) a na miejsce czeka sie w upiornie długiej kolejce, trzeba być farciarzem, zeby tam sie dostać! Efekt - dużo kobiet z powodu braku miejsc w żłobkach jest uwiązane w domu - a po 2 czy 4 latach powrót do pracy jest baaaardzo trudny sad
      • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 16:27
        >Dodam, że moja budżetówa dysponowała kiedyś przedszkolem na swoim terenie, ale zlikwidowała - bo oszczędnosci.

        Masz rację, lepiej żeby zaoszczędzili na pensjach i premiach dla pracowników.

        >Matka po powrocie do pracy jest traktowana jak pracownik gorsze
        > j kategorii, zupełnie jakby z łożyskiem wydaliła i kawał mózgu.

        Czasem tak niestety bywa.

        >"Mam nadzieję, że nie będzie
        > pani tego dziecka karmić WIECZNIE, wkońcu ma już przecież 7 miesięcy!".

        Tak, to za długo.
        Dla zdrowia dziecka i jego odporności zupełnie wystarczy karmić przez pierwsze 3 miesiące, powyżej jest to już fanaberia.
        Dlaczego firma ma płacić za Twoje fanaberie?
        Niektóre matki (choćby z forum długie karmienie piersią) karmią nawet i trzylatki.
        One też powinny korzystać z przerwy na karmienie?
        • sanna.i Re: Mieć dziecko w Polsce? 08.12.10, 18:05
          Jak będzie konkurs na najbardziej skretyniałego forumowicza, to mój głos masz jak w banku.
    • majeczka200 Re: Mieć dziecko w Polsce? 03.10.10, 22:53
      Ja też nie mam po co wracać do pracy po prostu matka z małym dzieckiem to wróg.Dlatego teraz jestem na urlopie wypoczynkowym a później idę na wychowawczy.
      • gwen_s Re: Mieć dziecko w Polsce? 17.10.10, 18:17
        dokładnie, ja jeszcze przed urodzeniem miałam zakomunikowane, że nie mam powrotu do pracy, byłam rok po porodzie w domu, myślałam, że oszaleję, znalazłam inną, oczywiście mniej płatną pracę, dostałam ją mimo świadomości szefa, ze mam dziecko bo jego żona była w podobnej sytuacji i doskonale wiedział jak wygląda nasz rynek dla matek...
        Niestety kiero się zmienił więc ja już tam też nie miałam czego szukać... w tym momencie zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, stwierdzając, że skoro i tak mam siedzieć w domu to z jakimś "pożytkiem" (z pierwszym od polowy 5 mca musiałam leżeć)... Jeszcze 4 mce i urodzę, potem postanowiłam dać drugie do żłobka po okresie macierzyńskim, młody chodzi do przedszkola i we wrześniu będę szukała pracy... u nas najgorsze, że bez znajomości ciężko coś trafić, a ja ze znajomościami nie chcę szukać pracy i być potem komuś coś "dłużna". Już się teraz boję jak to będzie wyglądać.
    • vvirgo Mieć dziecko w Polsce? 15.10.10, 10:28
      Mam jedno dziecko i za nic w świecie nie zdecyduję się na drugie choć bardzo bym chciała. Kompletną bzdurą jest twierdzenie, że nie decydujemy się na dzieci nie ze względu na warunki finansowe. Bardzo łatwo policzyć:
      - kredyt na mieszkanie - minimum około 1000-1.500 zł miesięcznie (bez wkładu własnego bo kogo na to stać?)
      -opiekunka co najmniej 1100 zł miesięcznie
      - czynsz 400-500 m zł miesięcznie
      To już na wstępie daje około 3.000 zł. A gdzie inne, wyżywienie, ubrania (bo o rozrywkach nie wspomnę bo młodych rodziców na nie nie stać)? Jeśli dodać tylko wyżywienie, pieluszki i inne akcesoria na miesiąc koszt życia wynosi 5.000 zł netto (z kredytem i opiekunką oczywiście).
      Kto zarabia w dwie osoby 5 tys zł netto? Jaki procent społeczeństwa? Kogo na to stać?
      Ja na zarobki sumaryczne nie mogę narzekać, ale i tak nie jest łatwo. A każdy chce jakoś w miarę przyjemnie żyć!
    • mama-mia84 Re: Mieć dziecko w Polsce? 16.10.10, 23:40
      Ja takze mam jedno dziecko, i chociaz chciałabym miec drugie to nie stac mnie na to. juz teraz ledwo dajemy rade,poniewaz jestem na urlopie wych. w przyszlym roku ode do pracy wiec bedzie lepiej.ale na podwyzke w pracy nie ma co liczyc,a wszystko cały czas drozeje. Uważam ze ciezko jest byc mama w Polsce.
      • ledzeppelin3 Re: Mieć dziecko w Polsce? 17.10.10, 12:10
        I mają zlikwidować odpisy od podatku na dzieci.
        A za KRUS się nie wezmą.
        Jedno wielkie pieprzenie o polityce prorodzinnej może sobie rząd o kant dupy potłuc. Może niech puszczą jeszcze parę reklam z odkurzaczem?
        • deodyma Re: Mieć dziecko w Polsce? 17.10.10, 20:55
          chca zawiesic odpis od podatku na 3 lata, nie zlikwidowac.
          • attiya Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 15:06
            wpierw się zawiesza a później się likwiduje
            poza tym i co z tego, że na trzy lata chcą zawiesić? Ja nie zawieszę bycia rodzicem na trzy lata.
    • lilka69 przepraszam najmocniej ale 17.10.10, 20:50
      wy glupie jestescie!
      to wy zamiast liczyc na siebie liczycie na panstwo???

      • miaowi Re: przepraszam najmocniej ale 17.10.10, 21:08
        Zeby liczyć na siebie trzeba mieć gdzie pracować. Przecież nikt nie chce doić państwa, dziewczyny chcą normalnie wrócić do pracy i zarabiać na siebie.
        • lilka69 Re: przepraszam najmocniej ale 18.10.10, 15:34
          a kto pisze o prorodzinnej polityce panstwa? ja?
      • zezzem Zanim napiszesz że ktoś jest głupi 05.12.10, 11:52
        to zastanów się czy ty jesteś mądra. Niestety nie rozumiesz podstawowych rzeczy, więc zastanów się na przyszłość.
    • prigi Re: Mieć dziecko w Polsce? 17.10.10, 21:25
      dla mnie artykuł mocno tendencyjny, sprowdzający mężczyznę do roli kasjera, nic przy dziecku nierobiącym. mój mąż wzorem ojca nie jest, tak samo, jak ja nie jestem wzorem matki, ale z dzieckim do lekarza pójdzie, L4 weźmie, do przedszkola odprowadzi, na basem sam polezie. itd itp.
      jestem teraz w drugiej ciąży. po pierwszej ciąży wróciłam bez problem do swojej pracy na stanowisko, które wcześniej miałam. w tej samej firmie, ale już na innym wydziale jestem w ciąży z drugim dzieciakiem. przez kierownictwo zostałam siłą wyrzucona na L4 od początku ciąży, aby nie ryzykować swoim i dziecka zdrowiem, z zapewnieniem bezpiecznego powrotu do pracy po macierzyńskim. nie wiem czy taka firma jak moja(ok 800 osób zatrudnionych) to rzadkość na polskim rynku, mam najgłębszą nadzieję, że nie
      • night_irbis Re: Mieć dziecko w Polsce? 18.10.10, 10:51
        Niestety - rzadkość.
        Mnie pierwszego dnia po powrocie z 7-miesięcznego urlopu wychowawczego (pomimo nieustających zapewnień jak byłam w ciąży - jakim to ja jestem wspaniałym pracownikiem i jak będą na mnie czekać) zakomunikowano, że "albo mogę dalej zostać na bezpłatnym wychowawczym, albo w pierwszym roboczym dniu po powrocie dostanę wypowiedzenie z uwagi na redukcję stanowiska". Firma polska, 200 osób zatrudnionych, Łódź.
        100% moich koleżanek z różnych firm w Łodzi (ok. 5 osób) zostało zwolnionych i nie wróciło do poprzedniej pracy po macierzyńskim i 6-12 miesięcznych wychowawczych. Nikt nie siedział w domu 3 lata, a jednak żadnej się nie udało wrócić do tej samej pracy.
        • prigi Re: Mieć dziecko w Polsce? 18.10.10, 11:16
          może to zależy od rejonu, w którym się mieszka? wśród moich znajomych nikt nie miał problemu z powrotem do pracy, chyba, że te którym umowy się pokończyły, gdy jeszcze były w ciąży. jestem z Dolnego Śląska
    • chat_chat Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 10:33
      a może problem leży w nieznajomości zasad ortografii.. macieRZyństwo!...
    • kira_81 Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 10:38
      Zawsze marzyłam o tym , że będę miała dwoje dzieciaczków , ale niestety zdanie zmieniłam jak pojawiła się córeczka. Najpierw problemy z mieszkaniem - wynajęte a potem kredyt na nasze własne gniazdko. Nie wyobrażam sobie teraz , że nie pracuję bo mam małe dziecko.Pensja męża jest za mała aby utrzymał nas teraz jak jest nas tylko troje a co dopiero jak by nas było więcej!!! Może kiedyś politycy zrozumieją dokąd nasz kraj zmierza - na razie wymieramy - to prawda!!!!
    • joanna.lew Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 10:43
      Ja też bym nie przyjęła na stanowisko kierownicze osoby z taką ortografią i interpunkcją - niezależnie od tego, ile ma dzieci.
      • brat187 Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 11:35
        No ja się mogę pochwalić czwórką. Do dwójki studentów, doszły nam niedawno dwa maluchy (teraz 1 i 3). No lekko nie jest (studnetów trzeba dofinansować, a maluchy doglądać). Trzeba się natyrać, no ale jest sympatycznie persaldo.
    • meeyore Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 11:42
      Pracuję w małej firmie. Szef (sam ma 5 dzieci) i 3 pracowników. Jak tylko powiedziałam, że jestem w ciąży to mnie szef wyściskał, wycałował, pogratulował i powiedział, że miejsce pracy będzie na mnie czekać. Dodał na marginesie, że jak wrócę z macierzyńskiego to mi pensję obetnie, bo się będę musiała wdrożyć. Mimo to pracowałam po 9-10 godzin dziennie, bo było pilne zlecenie. Jak poszłam na 3 dni zwolnienia, na badania do szpitala, zatrudnił na moje miejsce kogoś na zastępstwo. O pieniądze za chorobowe (płaci przez pierwsze 30 dni) musiałam prosić kilka razy. Teraz skończyłam macierzyński i wybieram 3 miesiące zaległych urlopów. Na samą myśl o proszeniu o pieniądze robi mi się słabo. Szukam nowej pracy. Nie chcę wychodzić wcześniej na karmienia, nie chcę specjalnego traktowania. Chcę normalnie pracować i nie wysłuchiwać uwag o wdrażaniu się. Poza tym chciałabym oddać dziecko do żłobka. Teraz ma 4 miesiące, a szansa jest jak skończy 1,5 roku. Chyba go do tego czasu zamknę na czas pracy w łazience! Ja od Państwa nic nie chcę tylko niech takie Państwo też nic nie chce ode mnie.
    • nathan_miur Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 12:00
      "Dlaczego Polki nie chcą mieć dzieci, a jeśli już, to najwyżej jedno? Odpowiedź jest prosta: mimo przemian obyczajowych, w Polsce nadal głównie na kobiety spada odpowiedzialność za opiekę nad małym dzieckiem."

      Co za bzdura. Prawda jest taka, ze wszystko rozbija sie o pieniadze. Dzieci powietrzem sie nie nakarmi!! Ta "prosta" odpowiedz powinna brzmiec: mimo przemian Polacy zarabiaja cztery razy mniej niz inne narody zjednoczonej europy placac za dobra konsumpcyjne i za rachunki tyle samo a niekiedy wiecej niz obywatele Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.
    • shroeder1970 A dlaczego tak się dzieje? 05.12.10, 13:36
      Bo polityka prorodzinna jest fikcją, co więcej, najwięcej finansowo tracą właśnie ci, co mają dzieci:
      Poświęcają się dzieciom a nie karierze zawodowej. Skutkiem tego mają mniejsze wynagrodzenia, mniej odkładają na emeryturę, przez krótszy okres, a nadto mają (kobiety) więcej okresów nieskładkowych, a nadto zamiast inwestować w siebie i swoją karierę inwestują w dzieci.
      Jeśli chodzi o samozatrudnionych - są dyskryminowani w usługach medycznych i ZUS, nie mają chorobowego i opieki nad dzieckiem jak etatowcy, za kasę, a jeszcze są gnojeni przez ZUS, że specjalnie po to kobiety się zatrudniają, by zajść w ciążę i dostawać zasiłek macierzyński.
      To tylko dwa, ale dość istotne przykłady na politykę ANTYrodzinną.
      W taki sposób zachowywać się powinno państwo okupacyjne, które chce wyniszczyć daną grupę społeczną czy narodowościową, ale nie państwo, którego los i finanse zależą od (przyszłych) obywateli.
      Ale patrząc po idiotach w rządzie i parlamencie, to się nie zmieni, więc żegnaj Polsko. Żegnaj bez żalu.
      • krapheika Re: A dlaczego tak się dzieje? 05.12.10, 14:33
        • krapheika Re: A dlaczego tak się dzieje? 05.12.10, 14:43
          No raczej nie polityka prorodzinna jest tu winna, w Niemczech akurat jest dobrze rozwinieta,a rodzi sie coraz mniej dzieci,a jesli juz to rodzice decyduja sie na tylko jedno.
          Ja osobiscie mam tez jedno i nie mam parcia na dalsze rozmnazanie,choc finansowo moglabym sobie pozwolic na kolejne, wole teraz rozpoczac kariere niz siedziec w pieluchach i z tego co zauwazylam to wiekszosc matek z jednym dzieckiem mysli podobnie.
          Druga kwestia sa pieniadze,utrzymanie dziecka w Polsce na wysokim poziomie wychodzi drozej niz w Niemczech.
          • shroeder1970 Re: A dlaczego tak się dzieje? 05.12.10, 15:46
            heh.. no własnie potwierdziłaś to, co napisałem wcześniej.
            Może z tym wyjątkiem, że masz parcie na karierę. Pytanie, skąd to parcie? Bo to parcie to IMO nie jest przyczyna, tylko skutek.
            • krapheika Re: A dlaczego tak się dzieje? 06.12.10, 19:41
              Na kariere mialam parcie zawsze z tym,ze dlugo nie moglam sie zdecydowac w jakiej dziedzinie ta kariere chce robicbig_grin,a teraz mam jeszcze wieksze,bo za dlugo w domu siedze i sie lenie,o ile lenieniem sie mozna nazwac 24godzinna opieke nad dzieckiembig_grin
              Uwazam,ze odchowane dziecko jest najlepszym startem w zycie zawodowe,bo nie trzeba przerywac swojego parcia pieluchami i smoczkamiwink no i dziecko nie jest poszkodowane,jestem stanowcza przeciwniczka zlobkow,tagesmutter i inych form opieki dla bardzo malego dziecka jesli sytuacja finansowa pozwala na siedzenie na doopiesmilekariera nie jest dla mnie wystarczajacym powodem,by takie dziecko w najwazniejszym czasie jego rozwoju pozostawiac jakiejkolwiek opiekunce.A realizowanie marzenia o dziecku grubo po 30jak kariera jest dopieta na ostatni guzik tez malo mnie pociaga,ale to oczywiscie moje zdaniesmile
              • shroeder1970 Re: A dlaczego tak się dzieje? 10.12.10, 18:30
                Aaaa co do tego poglądu, który tu wyraziłaś to ja się zgadzam. Ale najpierw trzeba mieć na siedzenie na doopie i wychowywanie dziecka przed karierą. I tu się właśnie kłania polityka państwa, która powinna wspomagać rodzica w wychowywaniu obywatela państwa. Bo nie będzie państwo dla obywatela nic robić - obywatel będzie miał je w tejże sempiternie.
    • rychu_taxi_drajwer Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 14:47
      "Odpowiedź jest prosta: mimo przemian obyczajowych, w Polsce nadal głównie na kobiety spada odpowiedzialność za opiekę nad małym dzieckiem. Mężczyźni deklarują wprawdzie, że coraz częściej pomagają swoim partnerkom, ale tak naprawdę zdecydowana większość obowiązków spoczywa na kobiecie."

      I wbij to sobie do pustej główki lemingu. Musisz spełnić marzenie feministek - zaprząść się do dzieci. Zarabianiem pieniędzy a docelowo i rządzeniem światem zajmie się twoja luba (historyczka sztuki czy inna filolożka), co nawet klawiatury do kompa podłączyć nie umie. Gejzetka wie jak zrobić Ci dobrze.
      • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 15:35
        pomimo strasznie zjadliwego tonu poprzedniego komentarza wypada się zgodzić.

        No bo teraz wychodzi na to, że matka ma dwa etaty (w pracy i w domu z dzieckiem), a o ojcu, który musi to wszystko utrzymać na przyzwoitym poziomie i 'jedzie' na dwa etaty trzeba dołożyć jeszcze przynajmniej połowę obowiązków.

        Rozumiem żal kobiet, że MUSZĄ być w ciąży i to ONE rodzą dzieci, a także ONE karmią piersią. Z pretensjami do matki nautry, a nie do mężczyzn proszę. Mężczyzna też lekko nie ma, jak mu się dziecko urodzi. Przede wszystkim odpowiedzialność nie tylko za siebie i żonę (dorośli oboje są) ale jeszcze za małe dziecko (ono już samodzielnie sobie nie poradzi). Trzeba do tego pracować dłużej, ciężej aby dostać awans lub choćby premię. Do tego matka zazwyczaj wymaga wożenia wszędzie (kobieta w zaawansowanej ciąży absolutnie nie powinna prowadzić samochodu!), potem pojawia się problem jednego samochodu w rodzinie - więc ojciec, czy tego chce czy nie i tak urywa się z pracy, by dziecko gdzieś zawieźć (chyba, że kogoś stać na taksówki 2x dziennie).

        Do tego trzeba gdzieś mieszkać, a wiadomo że nie każdy ma tyle kasy, aby samodzielnie kupić mieszkanie 'od ręki'. Tak więc kredyt. Często brany na dwie osoby, ale spłaca praktycznie wyłącznie mężczyzna, bo kobieta ma urlopy macierzyńskie i wychowawcze, nie zarabia, nie może znaleźć pracy itd itp. Tak więc ojciec ma same stresy, aby to wszystko 'grało'.

        I co? Szlachetne feministki mówią 'tradycyjny model rodziny jest be i fuj'. Lepiej, żeby tatuś miał pracę po 5-6h z możliwością przychodzenia po godzinie 10.00 i jeszcze z elastycznym czasem pracy. Świetnie płatną. I do tego tak lekką, aby potem jeszcze można było powierzyć mu opiekę nad dzieckiem przez pół dnia, jak wróci. A mamusia w tym czasie w końcu będzie miała czas szukać bezowocnie pracy.

        No sorry - świat nie jest idealny. Skoro decydujemy się na dziecko (a przypominam jak mało osób podejmuje tę świadomie - często to zwyczajna wpadka), to niestety musimy korzystać z pomocy materialnej naszych rodziców, 'zatrudniamy' ich do opieki nad dzieckiem. inaczej się nie da. Wiadomo - starych dziadków i babć nie możemy tak wykorzystywać.

        Niechęć do posiadania kolejnego dziecka przez kobiety to oczywiście obecna moda na realizację się zawodową. Niestety przypominam, że nasze ciała ewoluują dużo wolniej, niż zachodzą przemiany społeczne. Nie można odkładać założenia rodziny w nieskończoność (to mogą mężczyźni), kobiety muszą się decydować za młodu. Taka jest brutalna biologia i jest to jeden z czynników, dla których rodzi się nas coraz mniej. Po prostu niektóre kobiety odkładają ten moment zbyt długo. Rozumiem, że trzeba pracować, ale o jakim spełnieniu zawodowym może myśleć np. matka 4 dzieci? Przecież ona ma wycięte 8 lat z kariery. Oczywiście - jej koleżanki są 'bardziej' przebojowe, awansują, osiągają sukcesy w pracy. Tylko, że na starość matka 4 dzieci będzie z życia 'zadowolona' choć nie wyciągnęła z niego tyle, ile mogła, natomiast 'karierowiczka' raczej nie będzie się czuła 'spełniona' w życiu.

        biologicznym celem kobiety jest urodzić dziecko, czy to się pracodawcy podoba czy też nie. Państwo polskie powinno być na tyle 'mądre' by pozwolić na posiadanie dzieci klasie średniej a nie tylko rolnikom (akurat tutaj jest sporo dzieci) i najbogatszym (oni i tak sobie poradzą, choćby na oczy tego dziecka nie widzieli - ktoś je za nich wychowa).

        Swoją drogą - gdyby mnie było stać na więcej dzieci i ja bym bardzo chciał je mieć, ale kobieta by powiedziała 'tylko kariera' - to poważnie bym się zastanowił, czy dobrą żonę wybrałem. Na szczęście akurat w tym temacie się rozumiemy i czekamy jeszcze trochę na nasze pierwsze.
        • phalene0 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 16:02
          Nie no nie wiem kto napisał ten bzdurny post z mnóstwem schematów usztywniających już i tak sztywny gorset społeczeństwa (za sztywny). Dlaczego biologicznym celem kobiety jest urodzić? A jak nie chce to i tak musi bo to jej biologiczny cel? Ważnjejszy od biologicznego celu jest komfort psychiczny bo dziewczyna która urodzi dziecko z powodu presji społecznej wychowa nieszczęśliwe dziecko. Lol! I na pewno społeczeństwo wtedy będzie miało przyrost. Ale to jaki! Z wspaniałymi szczęśliwymi jednostkami. Tak jak jest teraz. No i świat idzie ku lepszemuwink))
          Jesteśmy ludźmi i bez względu na płeć każdy ma swoje marzenia. Jeżeli ktoś marzy o 4 dzieci całe życie - to niech ma te dzieci przewidując i przygotowując się do każdej konsekwencji z tego wynikającej - mniejszej emerytury it. Ale jeżeli ktoś chce się realizować i dzieci nie posiadać albo posiadać jedno - to niech lepiej rozwija się zawodowo niż wychowuje kolejne pokolenia frustratów.
          I niechęć do posiadania kolejnego dziecka przez kobiety to nie moda tylko dalekosiężne przewidywanie i reakcja na brak polityki prorodzinnej.
          • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 16:22
            odpowiem ci tylko jednym zdaniem:

            rozejrzyj się, w jakim świecie żyjesz. Kobieta, która nie urodzi dziecka - eliminuje z puli genowej swój wkład. I patrząc na ten komentarz mogę tylko powiedzieć - i całe szczęście.

            A teraz szerzej (jesli ci się chce czytać dalej):
            kobieta, która nie chce mieć dzieci nie jest 'wariatką', ona świadomie popełnia samobójstwo (z punktu widzenia biologii). Bo co z tego, że jej gatunek przetrwa, skoro ona nie przetrwa (nie wyda potomstwa). To może nie jedz warzyw i owoców, bo one też się 'poświęciły', żeby wydać plony, więc nie można ich tak bezkarnie 'niszczyć'. Rozumiem, że kobiety nie chcą mieć dzieci bo... 'cośtam' - brak partnera, brak kasy, brak polityki. Rozumiem. O ile mężczyzna może to przeboleć, bo jak on spłodzi dziecko w wieku 60-70 lat (przy innej polityce) to nic złego się nie stanie, o tyle kobieta, jak wkroczy w menopauzę (a także dużo wcześniej) dzieci już mieć nie będzie. I tyle.
            • phalene0 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 16:46
              Wiesz z reguły mi się nie chce odpowiadać na jakieś nawiedzone komentarze ale teraz akurat mam trochę czasu to odpowiem - to ty rozejrzyj się na jakim świecie żyjesz - zapytaj się jakiejkolwiek kobiety JAKIEJKOLWIEK czy zgadza się z tym co napisałeś i czy uważa priorytet biologiczny za najważniejszy w życiu. Ja mam jedno dziecko i już więcej nie chcę. Teraz pracuję na pół etatu ale gdy młoda trochę podrośnie zamierzam otworzyć własną firmę. I nie zamierzam być nieszczęśliwą staruszką tylko dlatego że nie będę otoczona gromadką wnuków. Świat jest przeludniony i jeżeli polaków będzie mało bo na jedną matkę będzie przypadać jedno dziecko to przybędą inni którzy będą podtrzymywać koniunkturę. Być może ten trend jest właśnie rodzajem ewolucji naszego gatunku (jeżeli już mówimy o biologii). Nic nie występuje bez przyczyny i każda zmiana ma swoją logikę. Ale żeby to dostrzec trzeba spojrzeć trochę dalej niż tylko poza swoje podwórko lub poza swój skostniały światopogląd. Nie rozpisałam się zbytnio ale nie zależy mi też na tym żeby się zbytnio rozpisywać. Ten kto chce zrozumieć ten zrozumie - a ten kto nie chce - choćbym stanęła na uszach - to i tak nic nie da.
              • mali_kali Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 17:50
                A ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego wlasnie tego pragniesz? Dlaczego dazysz do rozwoju zawodowego? Dlaczego nie czerpiesz radosci z bycia matka i zona?

                Czy to znowu nie wynika z tego, ze kobiety wystepujace w mediach wyrazaja sie z pogarda o kurach domowych? Czy przypadkiem nie dalas sie uwarunkowac?

                Z jakiego niby powodu praca domowa ma byc mnie wartosciujaca niz zawodowa? A taka opinia jest rozpowszechniana w kregach feministek. Pisze sie o wiezieniu kobiet w okowach spoleczenstwa. I co? Kobieta wpada z jedych okow - w drugie. Z pracy dla swoich najblizszych do pracy dla jakichs obcych. Czy to rzeczywiscie cos o czym marzysz? Pracowac dla obcych? Wolisz ich niz prace dla bliskich?

                A moze kieruje Toba cos innego. Prosze, napisz co.
                • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 18:34
                  nie zauważyłeś jeszcze, że kobieta-przedmówca jest zatwardziałą feministką, która w istocie rzeczy ma skłonności autodestrukcyjne?

                  Bo rzuca argumentem jedna matka - jedno dziecko. Tyle tylko, że dziecko robi się we dwoje, więc jeśli tak to trzeba napisać: jeden ojciec - jedna matka - dwoje dzieci, aby ten argument przetrwał. Niestety dla niej zależność taka nie istnieje, bo wiadomo: facet to ostatnie zło tego świata, nie dość, że zrobił dziecko to teraz jeszcze liczy, że matka je wykarmi piersią. Skandal.

                  tuszuje sprawę niżu demograficznego w sposób wielce zabawny i elokwentny - opisując 'przybyszów'. A kto by miał być, szanownej autorki? Chińczycy czy muzłumanie z indii, bo się pogubiłem. Niezależnie od tego pragnę jedynie przypomnieć, że w kulturach ekspansywnych kobiety prawie żadnych praw nie mają, nie mówiąc o dostępie do edukacji czy też prawie głosu. Cudowny świat dla twojego jedynego dziecka, nie ma co. Pamiętaj, że skoro żyjemy w demokratycznym kraju, to ich większość w społeczeństwie będzie stanowiła kolejne prawa.

                  Trzeba być naprawdę ograniczonym, by tak patrzeć na otaczający świat (spojrzenie w stylu 'jakoś to będzie, ja nic nie zmienię'). Nie widzieć żadnych zagrożeń w przyszłości dla swoich dzieci, a nawet celowo się na takie zagrożenia zgadzać w imię jakże dumnego 'rozwoju zawodowego'. Bo przecież rozwój zawodowy jest zdecydowanie wyższą wartością niż rodzina. Gratuluję - właśnie zdała pani z wyróżnieniem kapitalistyczną szkołę prania umysłów oraz zadłużania podatnika. Grunt to kasa, nie rodzina, prawda?

                  Gdybym miał taką matkę jak ty, to pewnie bym uciekł z domu, zgadzając się z mali_kali w tezie:
                  Dlaczego nie czerpiesz radosci z bycia matka i zona?
                  oraz
                  Z jakiego niby powodu praca domowa ma byc mniej wartosciujaca niz zawodowa?

                  współczuję komuś o tak wąskich horyzontach, no ale zapomniałem. Przecież oprócz naturalnie dostarczenia kasy na życie dla całej rodziny i pracując na dwa etaty mam jedynie obowiązek zająć się wychowaniem dziecka, bo ty marzysz o rozwoju zawodowym redukując rolę mężczyzny do prostego robotnika-zapładniacza. Dzięki.
                  • ww-77 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 18:53
                    porshe, ty chyba dawno baby nie miałeś. Poglądy, jakie tu reprezentujesz, są typowe dla mężczyzn, którzy mają trudności ze znalezieniem partnerki. Mężczyzna atrakcyjny seksualnie, co oznacza również, a nawet głównie, umiejętność zarabiania pieniędzy i radzenia sobie w życiu, nie ma problemów w tym zakresie niezależnie od tego, czy szuka kobiety domowej, czy intelektualistki. Feministek nienawidzą nieudacznicy, ponieważ tylko oni tracą na tym, że kobieta nie jest już przymuszana społecznie do wyjścia za mąż za kogokolwiek, nawet największego fajtłapę, żeby tylko nie zostać sama.
                    • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:44
                      moja żona jest ci wdzięczna za jakże głęboką analizę mojego charakteru oraz zdolności finansowych. Mam nadzieję, ze moje wypociny przeciwko feministkom akurat w tym wypadku są na miejscu. Bardzo szanuję kobiety, uważam, że powinny miec pełne prawo do własnego życia. Tylko, skoro tak, to niech one zarabiają kupę szmalu, ja chętnie będę ten szmal wydawał i wychowywał dziecko w domu. Jakoś do takiego 'odwrócenia ról' feministki nie dążą. Podobnie jak brakuje kobiet w kopalniach (w sensie - nie w administracji tylko kobiet-górników), brakuje ich również w wojsku (jest ich tam garstka). Natomiast nie brakuje ich wszędzie tam, gdzie jest władza i pieniądze. Może i 'czuję się zagrożony' jak ty to określasz, ale dla mnie to jest zwyczajne życiowe lenistwo i próba stłamszenia mężczyzny w mężczyźnie. Chęć redukcji roli czynnika męskiego w aspektach samodzielności, natomiast pełna zależność pod względem 'usług' z tendencją do bycia 'klientką' a mężczyzna 'ma być na zawołanie'. Mnie osobiście takie podejście do życia drażni. Albo się robi wszystko, jak chłop, albo nic. Obecnie jest tak, że feministki wywalczyły przywileje (niektóre zresztą bardzo słusznie - jak choćby prawo wyborcze), zapominając o obowiązkach.

                      I masz rację, dawno już baby nie miałem. To było w środę. Dzięki za przypomnienie.
                  • sanna.i Re: Gejzetka już ma odpowiedź 08.12.10, 18:20
                    Widać jestem antyfeministką, bo zgadzam się z porshe...Zwłaszcza kwestie demograficzne i ekonomiczne przemawiają do mnie. Jestem mamą jednego dziecka. Chciałabym więcej. Nie mogę WYŁĄCZNIE ze względów finansowych - muszę utrzymać siebie, dziecko, mieszkanie, płacić za prywatne przedszkole (a w Polsce nie jest łatwo dostać się do państwowego). I to jest jedyny powód. Gdyby socjal dla rodziców był taki jak w Szwecji, nie wahałabym się. Nie mam złudzeń, co jest najważniejsze.
                • a_gurk Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 18:58
                  Odpowiadam. Ja pracuję dla bliskich. Bywa przyjemnie, nie powiem. Na przykład nie muszę wstawać o 5 rano jak wtedy, gdy pracowałam dla obcych. Jem regularne domowe obiady i dzieci wiedzą, ze mają matkę. Ale ja nie wiem, kim jestem. Przykro mi, ale ja siebie czarno widzę w tym układzie. Pomimo samorozwoju (chodziłam na różne kursy) czuję się jak niedorozwinięta kura domowa. Cały mój czas należy niemal wyłącznie do rodziny. Posiadanie dzieci i siedzenie z nimi w domu oznacza dla mnie rezygnację niemal ze wszystkiego, co robiłam robić wcześniej. Bez dodatkowej pracy i kontaktu z ludźmi dorosłymi po prostu mój umysł i chęć życia obumierają. Dlatego popieram pomysł urlopów tacierzyńskich, pracy na pół i ćwierć etatu dla młodych mam, sieci żłobków. Zresztą nie bez znaczenia jest tez aspekt finansowy. W moim małżeństwie przez długi czas moje zarobki były wyższe niż męża i coraz częściej brakuje mi tej swobody w posiadaniu wyłącznie swoich pieniędzy. Reasumując- jakiś nikły procent kobiet rzeczywiście realizuje się całkowicie opiekując się wyłącznie swoją gromadką, ale inne (nie tylko ze względów finansowych) chcą i muszą pracować.
                  • a_gurk Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:02
                    6 linijka oczywisty błąd. Powinno być: lubiłam robić.
                  • mali_kali Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:42
                    A nie uwazasz, ze rozwijasz sie w innym kierunku? Na przyklad emocjonalnym. Ja tez mam dzieci i wiem, ze sporo zadan domowych wymaga tez zmyslu organizacyjnego i inteligencji. Byc moze nie jest to takie wyzwanie, jak zarzadzanie 20 osobowym zespolem. Byc moze nie wymaga przeczytania 50 ksiazek, lecz takiej madrosci zyciowej. Ukladania relacji emocjonalnych.
                    Co do rozwoju, to na pewno zauwazasz, ze potrzeby dzieci znacznie sie zmieniaja z czasem. Poczatkowo potrzebuja przede wszystkim pracy fizycznej, a pozniej przede wszystkim pracy umyslowej.

                    Nie uwazasz, ze to sa rzeczy wartosciowe? Moze nawet warte wiecej niz dodatkowe pieniadze. Majatek mozna latwo stracic, zycie ludzkie trudniej.

                    Nie probuje przekonac do jednej slusznej wersji, lecz dostrzec jasne strony. Wyjsc z myslenia narzuconego przez feministki, czyli: kura domowa jest w wiezieniu i na dodatek sie nie rozwija.
                    • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:47
                      A nie uważasz-że komuś taki rozwój, o jakim piszesz nie wystarcza...
                      • mali_kali Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:51
                        OK. Rozumiem, ze wystepuje tez taka opcja. Pytam sie tylko dlaczego. Dlaczego taki rozwoj nie wystarcza? W czym lepszy jest jeden typ rozwoju od drugiego?
                        • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:55
                          W czym lepszy jest jeden typ rozwoju od drugiego?

                          Dla mnie nie jest lepszy. Ale tak jak z własnej woli nie pozwoliłabym sobie odciąć jednej ręki, tak nie chcę rezygnować z aktywności poza domem. Kocham swoje dziecko i poświęcam mu sporo czasu-jednak nie jestem jedynie matką i żoną..
                          • a_gurk Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 20:22
                            Właśnie chodzi o to. Teraz jestem TYLKO żoną i matką. Kiedyś byłam też sobą, koleżanką z pracy, przyjaciółką X, Y, Z, członkiem kościoła i lokalnej biblioteki, posiadaczką własnego konta, współuczestniczką wypraw do dyskoteki i in. Przyjście na świat dzieci, ich częste choroby i kolejne przeprowadzki (wymuszone sytuacją życiową po przyjściu na świat potomstwa) po kolei wykluczały mnie z tych aktywności. Oczywiście sytuacja każdej kobiety jest inna. Ja opisuję swoją.
                            • mali_kali Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 09:30
                              Dlaczego TYLKO? A moze AZ?

                              Dlaczego bycie zona i matka nie stanowi ambicji? Wychowanie madrych dzieci i dbanie o dom nie moze byc ambicja? Zbudowanie milosci i zdrowych relacji emocjonalnych z mezem oraz dziecmi, to nie sukces? Moim zdaniem nie wielu ludzi potrafi to osiagnac...
                    • a_gurk Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 20:14
                      Rzeczywiście. Od pół roku mam obniżone samopoczucie psychiczne i jeszcze żyję. Bywa, że jestem szczęśliwa. Muszę, bo mam dzieci, które mnie potrzebują. Ale czasami wyć mi się chce. Być może kiedy w końcu pierwszy raz od 4 lat uda mi się przespać trzy noce bez przerw, to i spojrzenie na domowe macierzyństwo mi się zmieni i spojrzę na to z jasnej strony. Może nawet zauważę, że się w jakikolwiek sposób rozwinęłam (nie tylko wszerz, na wadze i w biuście)?
                      Poza tym moje dzieci potrzebują mnie całej, nie tylko umysłowo ale i fizycznie i emocjonalnie. 24/7. I nie są wcale takie małe.
                • rychu_taxi_drajwer Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 20:47
                  > ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego wlasnie tego pragniesz? Dlaczego dazysz
                  > do rozwoju zawodowego? Dlaczego nie czerpiesz radosci z bycia matka i zona?

                  Efekt nachalnego lansowania kobiet w mediach i popkulturze. Myślą że są stworzone do Bóg wie czego tylko nie do dzieci.
                • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 21:35
                  mali_kali napisał:

                  > A ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego wlasnie tego pragniesz? Dlaczego dazysz
                  > do rozwoju zawodowego? Dlaczego nie czerpiesz radosci z bycia matka i zona?

                  A byłeś kiedyś matką i żoną?
                  • mali_kali Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 09:31
                    Czy jakbym byl to zadawalbym takie pytania? Ja tylko pytam. Chce sie dowiedziec, bo nigdy nie bylem i nie bede zona lub matka.
                    • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 12:28
                      To już znasz odpowiedź.
                      Dopóki mężowie i partnerzy kobiet nie będą tej pracy w domu i przy dzieciach cenić tak samo jak swojej zawodowej-tak długo będą takie pytania.

                      Najlepiej to zapytaj swojej kobiety, siostry -albo koleżanki skąd to się wzięło.
                      Jest jeden problem- musi się to zmienić w skali całego społeczeństwa. Czyli zmiana w umysłach pozostaje.
                    • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 19:25
                      To już śpieszę z wyjaśnieniem: z byciem żoną i matką jest jak z deserem lodowym: słodko i powód do radości, smutno by to było przegapić. Ale jak spróbujesz nie jeść już nic innego poza lodami, to bankowe masz mdłości, wymioty i nienawiść do lodów do końca życia.
                      • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 19:30
                        Anorektyczna-sedno sprawy- brawo.
                    • a_gurk Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 22:40
                      Dlatego nie wiesz, co oznaczają terminy "zdrowa więź emocjonalna" czy "mądre dzieci". Ja też nie wiem i nawet nie jestem pewna, czy rzeczywiście moje bycie w domu ułatwia ich osiągnięcie. Poza tym co one oznaczają? Skąd mogę wiedzieć na tym etapie życia moich dzieci, czy w ogóle jestem dla nich dostatecznie dobrą matką? Kontaktując się z ludźmi dość okazjonalnie nie wiem nawet, jak się tego dowiedzieć, brak mi doświadczeń i zwierzeń innych rodziców. Forum edziecko i gazety dla rodziców to nie wszystko smile . Widzisz, w byciu kurą domową nie przeszkadza kwoczenie i dogladanie piskląt, ale brak innych kwok, które czasami by Cię wsparły swoimi skrzydłami. Które choćby na moment wzięły młode, byś mogła np. iść do ogrodu na przechadzkę z kogutem bez pisklatątek za ogonem. Bo skoro siedzisz w domu, to pomocy niczyjej już tak nie potrzebujesz jak wtedy, gdy chodziłaś do pracy. Brak również starych rozważnych kur i kogutów, z którymi możesz pogadać ot tak o życiu, a czasami nawet o rzeczach zupełnie teoretycznych. Twój umysł potrzebuje takich podniet intelektualnych. Niestety ciągłe pilnowanie kurcząt i dbanie o obejście niekoniecznie ich dostarcza. Twój świat właściwie ogranicza się niemal wyłącznie do spraw kurnika i tylko niekiedy możesz spojrzec dalej, głębiej, gdzieś hen w inny świat. Myślałam kiedyś, że to może być życie i dla mnie. Okazuje się że nie. Wiele zależy od samych dzieci i wsparcia partnera/męża. Toteż ile matek- tyle przeżyć, inne doświadczenia, inne słowa, inne wnioski, inny świat.
                • upiorzyca Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 22:34
                  Jestem niepracującą żoną i matką dwojga dzieci. Mam 40 lat, zajmuję się dziećmi i domem. Bokiem mi to już wychodzi mimo wspaniałych dzieci, męża który kocha, szanuje i utrzymuje na bardzo przyzwoitym poziomie. Było fajnie jak dzieci były młodsze, wtedy miałam poczucie sensu w tym co robię, teraz do mnie dociera że za chwilę dzieci wyfruną z gniazda a ja będę sama i będę froterować podłogi i gotować obiady z 3 dań (akurat bardzo lubię gotować, ale trudno z tego zrobić sens życia). Owszem dzieci zadbane, ułożone, dobrze się uczą, więź między nami jest bardzo silna. Gdybym jednak miała przeżyć jeszcze raz moje dorosłe życie, to inaczej bym nim pokierowała. Teraz zaczynam myśleć o założeniu własnej firmy, mam kilka pomysłów, na etat mnie nikt nie przyjmie, chyba że na sprzątaczkę, ale w tym jestem naprawdę marna. Kobiety nie rezygnujcie z pracy, z marzeń i ambicji, pracujcie! Kocham moje dzieci bardzo, życie bym za nie oddała, ale z perspektywy czasu dochodzę do wniosku że nie było warto ograniczać życia tylko do bycia żoną.
            • gramwzielone prostacki determinizm 05.12.10, 18:42
              nawet Dawkins jest ciut bardziej subtelny i zniuansowany
            • ww-77 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 18:43
              > kobieta, która nie chce mieć dzieci nie jest 'wariatką', ona świadomie popełnia
              > samobójstwo (z punktu widzenia biologii). Bo co z tego, że jej gatunek przetrw
              > a, skoro ona nie przetrwa (nie wyda potomstwa

              Jeśli czujesz się wyłącznie maszyną do przenoszenia swoich genów, a jedynym celem Twojego życia jest walka o ich przetrwanie i rozprzestrzenienie, to tylko pogratulować wink Dawkins rules!

              Nie rozumiem jednak, skąd ta nienawiść do kobiet, które nie chcą mieć dzieci. Przecież nie musisz się z nimi zadawać. Jako osobnik superwartościowy genetycznie na pewno nie możesz się opędzić od samic marzących o tym, żeby z Tobą kopulować. Kobiety, które wybiorą karierę zamiast dzieci, nie zagrażają Twoim genom, wręcz przeciwnie - jeśli np. taką drogę wybierze Twoja siostra, to przekaże swój majątek Twojemu potomstwu, czyli zwiększy szanse na przetrwanie Twoich genów...
              • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 19:57
                ;P

                a tak na pół-żartem, pół-serio: co mnie dręczy w kobietach, które nie chcą mieć dzieci? Właśnie to, że po jakimś czasie niestety odbija im palma i wieku 40 lat zachodzą w ciąże. Liczne ciąże zakończone poronieniami. Z drugiej strony są kobiety, które mają przynajmniej jedno dziecko i w dzisiejszych czasach to są kobiety naprawdę myślące racjonalnie - łączą swoje obowiązki i swoje pasje na tyle, na ile pozwala na to dzisiejsza ekonomia czy tempo zycia.

                W moich wypowiedziach chciałem wyłącznie zaznaczyć, że chociaż rozumiem chęć rozwoju zawodowego kobiet, to jednak mam spore trudności ze zrozumieniem, dlaczego niektóre nie chcą mieć dzieci.

                W pewnym sensie nie widzę logiki w takim zachowaniu. Bo w końcu to tak, jakby facetowi zabronić uganiania się za kobietami, zabronić mu myśleć o potomstwie. To jakieś wynaturzenie.

                nie uważam się za 'superwartościowego genetycznie', ot zwyczajny szaraczek. Gdybyś mnie widział, jak robię zakupy to nie poświęciłbyś mi czasu na drugie spojrzenie. Jednak jedna taka coś we mnie widziała i się ze mną ochajtała wink

                A co do kwestii dziedziczenia - to jest właśnie ten konflikt, o którym piszę. Biologii nie obchodzi światowy kryzys, wojny, konflikty polityczne. Nie ewoluujemy w takim tempie. Dlatego też kwestię spadku po bogatej ciotce czy siostrze pozostawię bez komentarza (nijak się to odnosi do chęci posiadania dzieci przez kobiety - a może inaczej - to jest tylko materialny punkt widzenia).
                • madzioreck Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 21:10
                  > W moich wypowiedziach chciałem wyłącznie zaznaczyć, że chociaż rozumiem chęć ro
                  > zwoju zawodowego kobiet, to jednak mam spore trudności ze zrozumieniem, dlaczeg
                  > o niektóre nie chcą mieć dzieci.
                  >
                  > W pewnym sensie nie widzę logiki w takim zachowaniu.

                  A czy to, czego człowiek chce, zawsze musi być logiczne? Czy nie wystarczy, że wszystjko się w człowieku buntuje na samą myśl o byciu rodzicem?
                  Pisałeś o wartości rodziny, że ważniejsza niż praca... tak, zgadza się. Tylko mam wrazenie, że bardziej Ci chodzi o to, aby każdy "odfajkował" obowiązek, a moim zdaniem na swiat powinny przychodzić dzieci chciane i kochane. A że nie zawsze tak jest, nie trzeba nikogo przekonywać, temat na forum pojawiał się nie raz. I po co na siłę?
                • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 21:40
                  porshe napisał:


                  > W moich wypowiedziach chciałem wyłącznie zaznaczyć, że chociaż rozumiem chęć ro
                  > zwoju zawodowego kobiet, to jednak mam spore trudności ze zrozumieniem, dlaczeg
                  > o niektóre nie chcą mieć dzieci.

                  Przeca w artykule beło, że kcom mieć, tylko nie więcej jak jedno.
                  Czy mnie już od tego mojego rozwoju zawodowego, któren jak wiemy szkodliwy jest, cóś się z oczyma porobiło?
          • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 22:54
            > Dlaczego biologicznym c
            > elem kobiety jest urodzić?
            Bo biologicznym celem mężczyzny jest zapłodnić. To się nazywa "instynkt zachowania gatunku". Czysta biologia.

            > A jak nie chce to i tak musi bo to jej biologiczny c
            > el?
            Jak nie chce to niech nie płacze, że się mało dzieci rodzi.

            > Ale jeżel
            > i ktoś chce się realizować i dzieci nie posiadać albo posiadać jedno - to niech
            > lepiej rozwija się zawodowo niż wychowuje kolejne pokolenia frustratów.

            A nie pomyślałaś, o wyzwolona i samorealizująca się, że dla niektórych samorealizacją może być wychowywanie dzieci?

            Ja naprawdę nie rozumiem tego równania "samorealizacja = kariera zawodowa". To dla mnie nie dość, że przeogromne niedocenianie tego co (w tradycyjnym modelu) kobieta robi w domu, to jeszcze ujawnianie jakiejś nieuświadomionej tęsknoty za penisem i wpisywanie się patriarchalne schematy. Takie "skoro mężczyźni nie robią w domu to znaczy, że to co robią jest lepsze". A powiedział, że tak właśnie jest?

            Panuje jakaś psychoza na punkcie "kariery". Oooo tak, drogie panie - jak dojdziecie w urzędzie do funkcji "trzeciego zastępcy kierownika pionu ds. ustalania bzdetowatości formularza FR17" to robicie KARIERĘ. Jeżeli w tym czasie wychowałybyście np. trójkę dzieci to skazałyście się na etykietkę "kur domowych bez perspektyw" i jesteście po prostu godne pogardy ze strony uświadomionych klasowo towarzyszek.

            Bo w sumie jestem ciekaw ile kobiet nie poszłoby do pracy jeżeli sytuacja finansowa by im na to pozwalała. Ile zdecydowałoby się oddać dziecko na wychowanie obcym ludziom tylko po to aby móc np. przerzucać towar na kasie (no w myśl lansowanego modelu to też jest to "samorealizacja" i jest to lepsze od "kury domowej").

            Gdyby moja partnerka miała takie zyski ze swojej firmy jaką ja mam pensję to z miejsca bym się zwolnił i poszedł na bezterminowy wychowawczy (z racji tego, że pracuję z domu i generalnie domem się zajmuję, więc miałbym to samo co teraz tylko bez pracy zawodowej).

            > I niechęć do posiadania kolejnego dziecka przez kobiety to nie moda tylko dalek
            > osiężne przewidywanie i reakcja na brak polityki prorodzinnej.

            HAHAHA. A jakiej to "polityki prorodzinnej" oczekujesz? Sponsorowanej przez państwo niani? Obowiązkowego 30letniego urlopu wychowawczego (naturalnie dla ojców, bo matki muszą się realizować w pracy poza domem)? Obowiązkowego przedszkola przy każdej firmie?
            • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 22:59
              > Ja naprawdę nie rozumiem tego równania "samorealizacja = kariera zawodowa". To
              > dla mnie nie dość, że przeogromne niedocenianie tego co (w tradycyjnym m
              > odelu) kobieta robi w domu, to jeszcze ujawnianie jakiejś nieuświadomionej tęsk
              > noty za penisem i wpisywanie się patriarchalne schematy.

              Takie "skoro mę
              > żczyźni nie robią w domu to znaczy, że to co robią jest lepsze". A powiedział,
              > że tak właśnie jest?

              Tak mówi choćby mój mąż...
              i co?
              i gdzie masz tęsknotę za penisem- wybacz dosłowność- skoro mówi to człowiek z penisem (o mężu napisałam)
              • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:06
                W spodnie mu nie zaglądałem, ale może ma za małego?

                Bo ja tam za cholerę nie wiem w czym lepszym jest użeranie się z szefem, czy klientami od wychowywania własnych dzieci.
                • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:09
                  Ja Ci odpowiem-niczym lepszym.Niestety spora część zwłaszcza polskich mężczyzn(a czasem kobiet )jeszcze o tym nie wie
            • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:03
              > Bo w sumie jestem ciekaw ile kobiet nie poszłoby do pracy jeżeli sytuacj
              > a finansowa by im na to pozwalała. Ile zdecydowałoby się oddać dziecko na wycho
              > wanie obcym ludziom tylko po to aby móc np. przerzucać towar na kasie (n
              > o w myśl lansowanego modelu to też jest to "samorealizacja" i jest to lepsze od
              > "kury domowej").

              Nie widzisz jeszcze jednego. Nie każdy mąż będzie szanował-a raczej szanuje niepracującą zawodowo żonę. Tak po prostu, po ludzku mówiąc.Czasem przerzucanie towaru jest wiec lepsze niż pozycja szmaty do podłogi w domu-zaręczam.
              • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:07
                No to wybacz szczerość, ale pójście do pracy IMO niewiele zmienia w takim związku. No może poza tym, że w tym momencie się jest pracującą szmatą do podłogi. Z punktu widzenia takiego faceta - "even better".
                • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:11
                  A tu się zdziwisz. Nie znasz mechanizmu: "nie masz kasy- nie masz głosu" ?ja znam- i niekoniecznie o moją sytuację chodzi.
                  • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:14
                    No to nic tylko pogratulować wyboru. Bo taki kolo to ani w socjalistyczno-postępowe ani w zachowawczo-religijne nurty się nie wpisuje i jak by nie patrzeć jest po prostu dupkiem.
                    • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:15
                      Bo taki kolo to ani w socjalistyczno-postę
                      > powe ani w zachowawczo-religijne nurty się nie wpisuje i jak by nie patrzeć jes
                      > t po prostu dupkiem.

                      Takich są całe masy-to nie są rzadkie przypadki niestety.
                      • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:32
                        To po co się z takimi wiązać? A bo to mało chłopów po świecie bryka?
                        • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:34
                          Szczerze mówiąc-mało- zbyt mało.
                  • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:14
                    Więc Ci wszyscy zgorszeni faktem, że niektóre kobiety nie godzą się na tradycyjny model rodziny-powinni raczej popatrzeć na siebie, czy czasem to nie oni są tego powodem.
                    • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:28
                      Ależ ja nie jestem zgorszony tym, że niektóre kobiety wolą pracować!

                      Nie mogę tylko pojąć dlaczego część kobiet (i media) wpierają wszystkim, że "kobieta w domu to coś gorszego" i pitolą coś o "samorealizacji", tudzież coś o drobiu domowym. To jest dla mnie chore.

                      Ich działanie jest IMO wręcz szkodliwe. Nie dość, że budują całą otoczkę mentalno-społeczną mającą wywierać nacisk na kobiety (moja partnerka do czasu założenia firmy była na moim utrzymaniu i nie raz musiała mówić, że nie pracuje bo nie chce u kogoś robić czym wywoływała "zgorszenie") to jeszcze utwierdzają mężczyzn w przekonaniu, że praca zawodowa to "och, ach, cud. miód i orzeszki". No bo skoro kobiety tak "napierają" to znaczy, że trzeba "dać im odpór".

                      Tak się zastanawiam - ciekawe, czy gdyby istniał np. jakaś ceremonia, że na koniec tygodnia wlepia się facetom 50 batów, to czy kobiety walczyłyby o równouprawnienie, a faceci protestowaliby przed "zalewem feminizmu". Pewnie tak. I pewnie pojawiłby się artykuł mówiący o tym, że należy wybrać "najlepszego kata w kraju" - takiego który wlepia kobietom 50 batów, ale za to lekko bije.
                      • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:34
                        Nie piszę o Tobie akurat...
                        > Nie mogę tylko pojąć dlaczego część kobiet (i media) wpierają wszystkim, że "ko
                        > bieta w domu to coś gorszego
                        tak twierdzi cała masa facetów-o tym już napisałam- nie musiałam daleko szukać.
                        Nie obwiniaj więc kobiet i mediów.

                        Praca zawodowa kobiety-tak poza konkursem(jeśli dobrze płatna)to możliwość wyjścia z kiepskiego związku- bez cierpienia głodu przez kobietę i dzieci.
                        • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:41
                          Nic nie jest czarno-białe.
                          Każdy decyzje musi podjąć sam-a raczej każdy związek -i reszcie nic do tego.
                          • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:58
                            > Każdy decyzje musi podjąć sam-a raczej każdy związek -i reszcie nic do tego.
                            Dokładnie tak.
                        • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 05.12.10, 23:57
                          Widzisz - to, że gadają to tacy faceci to jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Potrzebuje się chłopina dowartościować to popycha takie głupoty. No nie wiem, może rodzice go nie kochali?

                          Ale to, że ten sam tekst jest powielany zarówno przez kobiety, jak i media po prostu mnie przerasta. Zresztą - czniać media - nie takie głupoty powielają. Ale kobiety? To nie jest walka o równouprawnienie, lecz po prostu czysta, żywa kapitulacja przed patriarchalnym postrzeganiem świata. Oto wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem stają się "niegodne nowoczesnej, samorealizującej się kobiety".

                          > Praca zawodowa kobiety-tak poza konkursem(jeśli dobrze płatna)to możliwość wyjś
                          > cia z kiepskiego związku- bez cierpienia głodu przez kobietę i dzieci.

                          Ależ oczywiście, że tak! Poza tym, powtórzę, nie widzę nic złego w tym, że kobiety pracują. Jest to dla mnie równie naturalne jak to, że mężczyźni pracują. Wg mnie, gdy jest się z kimś w związku, to się po prostu ustala do czego chce się wspólnie dążyć.

                          Po prostu nie rozumiem tej presji wywieranej na kobiety, że "mają iść do pracy a jak nie to są niesamodzielne, zależne od mężczyzny i są kurami domowymi bez perspektyw". Do tego zwykle są dorzucane jakieś teksty o emeryturze (co obecnie, w świetle nadchodzącego bankructwa ZUS, jest dość komicznym argumentem).

                          Nie wiem - po prostu w takich tekstach jakoś widzę tylko "samiec twój wróg!". I to niezależnie od sytuacji.
                          • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:06
                            > Widzisz - to, że gadają to tacy faceci to jestem jeszcze w stanie zrozumieć.
                            a ja nie jestem w stanie- nie pojmuję dlaczego wykonująca ogromnie odpowiedzialną i ciężką pracę kobieta(wychowanie potomstwa) jest traktowana jak gorszy gatunek.
                            Jakby to tylko o słowa chodziło- to pół biedy-niestety często za tym idą czyny...
                            > Ale to, że ten sam tekst jest powielany zarówno przez kobiety, jak i media po p
                            > rostu mnie przerasta.

                            mnie nie- bo to jest niezwykle często konsekwencja powyższego- lub strach przed taką konsekwencją

                            > Po prostu nie rozumiem tej presji wywieranej na kobiety, że "mają iść do pracy
                            > a jak nie to są niesamodzielne, zależne od mężczyzny i są kurami domowymi bez p
                            > erspektyw".
                            Ja też nie do końca to rozumiem.
                            > Nie wiem - po prostu w takich tekstach jakoś widzę tylko "samiec twój wróg!"
                            Jeśli już coś takiego występuje- czego nie dostrzegam- to raczej jest to " samiec nie jest panem i władcą"
                            • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:22
                              Tak zupełnie logicznie patrząc na sprawę.
                              Wychowanie potomstwa i praca w domu jest niestety tak niedoceniana, ponieważ nie przynosi pieniędzy-choć realnie generuje zyski, zaszczytów,jest często nudna, powtarzalna, i nie widać mierzalnych efektów, nie odbywa się w zespole, gdzie można rywalizować i się wybić, za nią nie kupisz samochodu, nie postawisz domu...

                              Jest niezwykle potrzebna i istotna oraz trudna-ale efekty są długofalowe i nie zawsze dające się zmierzyć.
                              --
                              17.06.2009smile
                            • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:33
                              > > Widzisz - to, że gadają to tacy faceci to jestem jeszcze w stanie zrozumi
                              > eć.
                              > a ja nie jestem w stanie- nie pojmuję dlaczego wykonująca ogromnie odpowiedzial
                              > ną i ciężką pracę kobieta(wychowanie potomstwa) jest traktowana jak gorszy gatu
                              > nek.
                              > Jakby to tylko o słowa chodziło- to pół biedy-niestety często za tym idą czyny.
                              > ..

                              No to wyjaśniam. wink Jest sobie koleś - w życiu zasadniczo do niczego nie doszedł. W pracy jest równie ważny jak zastępca rezerwowego dozorcy bloku D. Jego ego cierpi! Oto miast być samcem alfa, przewodnikiem stada, polować na mamuty i być bykiem rozpłodowym w znanej części wszechświata jest hmmm... nikim?

                              No to rekompensuje to sobie w domu "uświadamiając" partnerkę jak to ta jego praca jest zaj*biście istotna i gdyby nie on to jeno korzonki, kit i tynk ze ścian (zapominając, że korzonki z trawy są niejadalne, okna plastikowe, a na ścianach położył tapetę).

                              A najlepsze jest w tym wszystkim to, że ten sam mechanizm działa u wielu facetów bez względu na to kim są. Wystarczy aby pomiędzy ich dokonaniami a ambicjami była duża różnica.

                              Dlatego rozumiem dlaczego tak mówią - po prostu masują sobie ego ("oto ja! Rycerz w zbroi, obrońca uciśnionych i dostarczyciel mamuciego mięcha! O!").

                              > mnie nie- bo to jest niezwykle często konsekwencja powyższego- lub strach przed
                              > taką konsekwencją

                              No i właśnie dlatego tego nie rozumiem! smile Pod przykrywką "zmian" serwuje się ni mniej ni więcej tylko utrzymanie głupiego schematu myślowego.

                              > > Nie wiem - po prostu w takich tekstach jakoś widzę tylko "samiec twój wró
                              > g!"
                              > Jeśli już coś takiego występuje- czego nie dostrzegam- to raczej jest to " sami
                              > ec nie jest panem i władcą"

                              No kurcze nie jest! Nawet KrK tego nie twierdzi! smile (kurcze - nie pamiętam nru listu ani nadawcy, w którym jest mowa o tym, że "żona ma słuchać męża, a mąż szanować żonę" - apostazja mi nie służy, takie rzeczy zapominać wink)

                              Postawa "Ja Tarzan, ty słuchać" jest piętnowana chyba przez wszystkie religie (łącznie z antykobiecym islamem). To są jakieś cholerne, przedcywilizacyjne atawizmy.

                              I dlatego właśnie uważam, że koleś przejawiający taką postawę nie jest ani "konserwatystą", ani nie "hołduje tradycyjnemu modelowi rodziny", ani nawet nie jest "objawem patriarchalnego społeczeństwa", lecz jest po prostu dupkiem.
                              • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:37
                                I dlatego właśnie uważam, że koleś przejawiający taką postawę nie jest ani "kon
                                > serwatystą", ani nie "hołduje tradycyjnemu modelowi rodziny", ani nawet nie jes
                                > t "objawem patriarchalnego społeczeństwa", lecz jest po prostu dupkiem.

                                Ale co to zmienia w sytuacji żony takiego- nic. Nic te wyjaśnienia nie działają.
                                Jedynie co ona może zrobić:
                                1. Odejść lub
                                2. Uniemożliwić takie działania choćby swoją niezależnością finansową...
                                • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:40
                                  Proponuję punkt 1, bo drugi oznacza tylko przejście na poziom "Echhh... a ile ty tam zarabiasz... Gdyby nie ja to byś jadła korzonki, kit i tynk ze ścian.".
                                  • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:45
                                    punkt 1 dla gorliwej katoliczki nie jest realny, punkt 2 owszem-tak na szybko
                                    • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 01:27
                                      No to co owa gorliwa katoliczka zrobi w kolejnym kroku? Poszuka lepiej płatnej pracy? Zacznie zaniedbywać dzieci dla awansu?

                                      Przecież to i tak tylko odwlekanie nieuniknionego.
                          • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:24
                            Zastanawiam się, czy ja czegoś nie doczytałam?

                            Dlaczego panowie w tym wątku kilkuosobowo rzucili się do ratowania tzw. kur domowych, a to uznając, że ktoś je obraża, a to, że wywiera na nie presję, a to, że odbiera im radość macierzyństwa i/lub bycia żoną.
                            Panowie: rzeczone "kury domowe" (cudzysłów daję, bo nie cierpię tego określenia) w ogóle nie były przedmiotem omawianego artykułu. Osoby, które siedzą sobie w domu, bo mają na to ochotę i je na to stać nie mają problemu, czy urodzić drugie, trzecie, czwarte dziecko bo je ktoś może z pracy wyrzucić albo nie ma w pobliżu żłobka. Problem mają kobiety, które chcą/lubią/muszą pracować a chcą mieć dziecko. Czyli nie przerażające was krwiożercze feministki, tylko przeciętne kobiety, lubiące swoja pracę i swoją rodzinę.
                            • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:31
                              Tak Anorektyczna- szczera prawda.
                              Tylko, ze ci sami panowie nie mogą się nadziwić dlaczego kobieta w ogóle nie chce pracować jedynie w domu- zwalając wszystko na feministki- nie widząc swego udziału dlaczego tak jest.

                              Po drugie niektórym trudno zrozumieć jak można łączyć te 2 role-jak by to było dziwaczne, niepotrzebne...
                              • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:39
                                > Po drugie niektórym trudno zrozumieć jak można łączyć te 2 role-jak by to było
                                > dziwaczne, niepotrzebne...

                                Zgadzam się z tym - to co robię obecnie jest dziwaczne i niepotrzebne. Gdybym mógł zająłbym się wyłącznie domem i dziećmi. I trudno mi zrozumieć, że ktoś może pragnąć tego aby jednocześnie pracować i zajmować się dziećmi.

                                Przecież gdyby nie to, że pracuję w domu, to w życiu bym nie dał rady i dobrze pracować i dobrze zajmować się domem - jedno z dwojga musiałoby ucierpieć. A im miałbym większe parcie na "karierę" tym bardziej musiałby ucierpieć dom i dzieci.
                                • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 00:43
                                  > Zgadzam się z tym - to co robię obecnie jest dziwaczne i niepotrzebne. Gdybym m
                                  > ógł zająłbym się wyłącznie domem i dziećmi. I trudno mi zrozumieć, że ktoś może
                                  > pragnąć tego aby jednocześnie pracować i zajmować się dziećmi.


                                  a ja nie jestem w stanie tego nie pragnąć- bo tylko te 2 sprawy razem sprawiają,ze jestem szczęśliwa...
                                  mam swoje powody, doświadczenie życiowe itp.

                                  przynajmniej widzisz,ze tacy ludzie też są-nie są ani lepsi-ani gorsi niż reszta
                                  • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 01:24
                                    Ok. To powiedz mi tylko dlaczego państwo ma dbać szczególnie właśnie o Twoje szczęście?

                                    Dokonałaś wyboru. Ok. To Twój wybór. Nie mnie go oceniać. Nawet nie muszę go rozumieć.

                                    Potrafisz jednak uzasadnić dlaczego wszyscy pozostali (Ty naturalnie także) powinni pokrywać koszty tego co daje Tobie szczęście? (bo do tego sprowadza się proponowana z różnych stron "polityka prorodzinna")
                                    • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 07:53
                                      > Ok. To powiedz mi tylko dlaczego państwo ma dbać szczególnie właśnie o Twoje sz
                                      > częście?

                                      Ja nic takiego nie napisałam.

                                      > Potrafisz jednak uzasadnić dlaczego wszyscy pozostali (Ty naturalnie także) pow
                                      > inni pokrywać koszty tego co daje Tobie szczęście? (bo do tego sprowadza się pr
                                      > oponowana z różnych stron "polityka prorodzinna")

                                      Mylisz się to nie o moje szczęście chodzi ale o przyrost naturalny- dzięki któremu naród istnieje-a to jest zadanie również państwa jako struktury.

                                      Powiem co mnie by wystarczyło:
                                      możliwość wyboru-spora część kobiet go nie ma - bo musi ze względów ekonomicznych iść do pracy zawodowej, ponieważ jedna pensja niezwykle często nie jest wystarczająca aby rodzina nawet z 1 dzieckiem żyła godnie-nie poniżej minimum egzystencjalnego.
                                      Jeszcze jedno :dostępność żłobków i przedszkoli, które nie rujnują budżetu domowego oraz możliwość pracy dla kobiety na poprzednim stanowisku i za nie gorsze pieniądze po zakończeniu urlopu choćby macierzyńskiego( nie zaś czekające zwolnienie z pracy) oraz np. czasowe zredukowanie etatu( a potem powrót na cały) choćby na 1/5 aby kobieta nie traciła kontaktu z tym co robi oraz mogła wychowywać i dbać o przyszłych obywateli- zresztą podobnie jeśli chodzi o ojców.

                                      Tylko to pracodawcom musi się opłacać- tu jest rola państwa.
                                      Jak zauważyłeś nie chodzi o żadne ulgi długotrwałe czy pieniądze do ręki.

                                      Takie jest moje zdanie.
                                      Nie ma narodu- nie ma Polski-rachunek jest prosty.
                                      • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 00:47
                                        > Ja nic takiego nie napisałam.

                                        A to niżej? smile

                                        > Mylisz się to nie o moje szczęście chodzi ale o przyrost naturalny- dzięki któr
                                        > emu naród istnieje-a to jest zadanie również państwa jako struktury.

                                        A w życiu. Państwo może istnieć bez narodu. Tak samo jak naród bez państwa. Zresztą sama idea państwa narodowego jest stosunkowo młoda (coś kole 200 lat).

                                        > Powiem co mnie by wystarczyło:
                                        > możliwość wyboru-spora część kobiet go nie ma - bo musi ze względów ekonomiczny
                                        > ch iść do pracy zawodowej, ponieważ jedna pensja niezwykle często nie jest wyst
                                        > arczająca aby rodzina nawet z 1 dzieckiem żyła godnie-nie poniżej minimum egzys
                                        > tencjalnego.

                                        No to stoisz w sprzeczności z mainstreamem wink Ale witaj w klubie.

                                        > Jeszcze jedno :dostępność żłobków i przedszkoli, które nie rujnują budżetu domo
                                        > wego oraz możliwość pracy dla kobiety na poprzednim stanowisku i za nie gorsze
                                        > pieniądze po zakończeniu urlopu choćby macierzyńskiego( nie zaś czekające zwoln
                                        > ienie z pracy) oraz np. czasowe zredukowanie etatu( a potem powrót na cały) cho
                                        > ćby na 1/5 aby kobieta nie traciła kontaktu z tym co robi oraz mogła wychowywać
                                        > i dbać o przyszłych obywateli- zresztą podobnie jeśli chodzi o ojców.

                                        No i właśnie to jest to o co pytałem w poprzednim poście (jakoś tak przewidziałem "program minimum" wink)

                                        > Tylko to pracodawcom musi się opłacać- tu jest rola państwa.
                                        > Jak zauważyłeś nie chodzi o żadne ulgi długotrwałe czy pieniądze do ręki.

                                        Ależ to "ulgi długotrwałe" i "pieniądze do ręki". Nie ma żadnej różnicy, czy będziesz wypłacała "Matce Polce" (obowiązkowo wielkimi) zasiłek, czy pobudujesz 1 żłobek per capita. W obu wypadkach składają się na to wszyscy obywatele. Także ci, którzy nie mają interesu w tym aby ktoś miał więcej dzieci. A to trochę tak jakby abstynenci mieli płacić akcyzę za to, że nie piją.

                                        Zaś zmiany powodujące, że pracodawcom opłacałoby się zatrudniać na 1/5 etatu zaowocowałyby dokładnie takimi samymi patologiami jak "zakłady pracy chronionej" - pamiętasz jeszcze ogłoszenia "zatrudnimy ochroniarza, wymagana grupa inwalidzka"? Tu efektem byłoby to, że pracodawcy zaczęliby zatrudniać wyłącznie kobiety z małymi dziećmi, tak aby się im to opłacało. Naturalnie po urlopach, itd. wywalaliby je na bruk zatrudniając kolejne.

                                        > Takie jest moje zdanie.
                                        > Nie ma narodu- nie ma Polski-rachunek jest prosty.

                                        I niby co - nie ma Indian, nie ma USA? Nie żartuj.

                                        Cała ta panika z powodu dzietności jest wynikiem tylko i wyłącznie tego, że piramida finansowa imienia Bismarcka właśnie zmierza ku upadkowi. I prawdopodobnie upadnie, bo nawet gdyby 8 grudnia wszystkie Polki zaszły w ciążę to nie dość, że byłoby to jeno przedłużenie agonii, to jeszcze nie wiadomo czy skuteczne, bo wyż miałby szansę się wykazać najwcześniej za 18 lat i 9 miesięcy.
                            • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 01:10
                              Odpowiem tak - a ja chciałbym w tym roku urlop spędzić z rodziną na Malediwach. W związku z tym domagam się aby państwo mi dopłaciło. suspicious

                              A bez sarkazmu.

                              Od 65 lat trwa wtłaczanie do głów propagandy, że kobieta niepracująca zawodowo to byt gorszy (co w sumie jest o tyle ciekawe, że socjalizm plasuje jako ruch patriarchalny pomimo deklaracji). Ba! Był przecież nawet obowiązek pracy! Kobieta niepracująca zawodowo (poza pewnymi wyjątkami) to był "niebieski ptak"! Pasożyt społeczny!

                              A "ruch obrony drobiu domowego" wziął się prawdopodobnie z jednego akapitu (no u mnie przynajmniej się wziął):

                              "Kobiety są coraz bardziej świadome. Zdają sobie sprawę z tego, że dziecko to mnóstwo obowiązków i odpowiedzialność. Poza tym kobiety odkryły, że mogą się realizować na wiele sposobów - nie tylko za pomocą heroicznego macierzyństwa, ale i radości z życia towarzyskiego czy zawodowego. Kiedyś kobiety rzeczywiście głównie się poświęcały, ale teraz już nie muszą tego robić."

                              Wynika z niego, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że kobiety, które decydują się na dziecko są "nieświadome" i nie mogą się "realizować".

                              Oj tak - straszliwie się poświęcam - już nie chodzę w tygodniu do knajpy z kumplami i nie pamiętam kiedy obudziłem się zarzygany w rowie. To po prostu straszliwe poświęcenie z mojej strony! Ileż ja poświęcam dla tych dzieci! Nie mogę się realizować towarzysko!

                              O cholera znowu sarkazm... No dobra - poważnie. To nie jest "poświęcenie" a wybór. Wybierasz, czy chcesz dobrze wychowywać dziecko, czy dobrze pracować (ewentualnie, jak ja, znajdujesz sobie pracę, którą możesz wykonywać w domu, ale o to zwykle ciężko).

                              Jestem przekonany, że gdyby nawet przy każdym kiosku ruchu wybudowano żłobek, przy każdym warzywniaku przedszkole, a pan w spożywczym na zapleczu prowadził szkołę, to wskaźnik dzietności nawet by nie drgnął. Bo dzieci, oprócz żłobka, potrzebują jeszcze jedzenia i paru drobiazgów. I jeżeli kobieta musi pracować to nie zdecyduje się na kolejne dziecko nawet jeżeli będzie mieszkała w żłobku.

                              Powiem więcej - jestem przekonany, że wszelkie rozszerzania "ułatwień dla matek" w naszych realiach (spore bezrobocie) będzie owocowało tylko tym, że pracodawcy będą jeszcze mniej chętnie zatrudniać kobiety i to za jeszcze mniejsze pieniądze. Natomiast przymus brania przez ojców urlopów wychowawczych będzie z pewnością pomocny przy realizacji programu 50+ - oni raczej na taki urlop już się nie wybiorą.

                              To nie jest tak, że pracodawcy nie doceniają kobiet. Oni po prostu wiedzą, że mężczyźni będą... hmm... "mniej kłopotliwi" - nie zajdą w ciążę, nie pójdą na L4 z okazji dziecka (piszę o powszechnym stanie bieżącym). Jeżeli zaś przymusi się prawnie ojców do brania urlopów i L4 to zatrudniani chętniej będą właśnie 50+ bo oni już mają odchowane dzieci.

                              I nic się na to nie poradzi dopóki bezrobocie w Polsce jest na takim, a nie innym poziomie.
                              • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 08:12
                                Natomiast przymus brania przez ojców urlopów wychowawczych będzie
                                > z pewnością pomocny przy realizacji programu 50+ - oni raczej na taki urlop już
                                > się nie wybiorą.

                                Daj Boże gdyby tak było. Nie żartuję.
                                • purpurowa_komnata Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 08:32
                                  Przynajmniej przestałaby się liczyć płeć- zaczęłyby kwalifikacje.
                                  • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 00:50
                                    Raczysz żartować.

                                    Wydano by cholera wie ile przepisów, nie wiadomo ile pieniędzy z podatków by poszło na to wszystko, a to co byśmy osiągnęli to zamiana dyskryminacji ze względu na płeć na dyskryminację ze względu na wiek? I to miałoby być lepsze?
                              • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 19:41
                                > Odpowiem tak - a ja chciałbym w tym roku urlop spędzić z rodziną na Malediwach.
                                > W związku z tym domagam się aby państwo mi dopłaciło. suspicious

                                Napisałam coś, co Cię upoważniło do podania takiego przykładu???


                                Zgadzam się w 200% że najlepszym, niedoścignionym w swej skuteczności programem prorodzinnym jest najzwyklejsze w świecie obniżenie bezrobocia tongue_out
                                Skoro to jednak naszym kolejnym kulawym rządom nie wychodzi, to wymyślają inne sposoby. Wśród tych sposobów stosunkowo najmniej inwazyjnym, czyli nie takim, który pomoże realizować 50+, są żłobki i przedszkola. I tu się bardzo mylisz pisząc, że można ich zrobić ile się zmieści a dzietność nie drgnie. Mam w domu przedszkolaka (m.in.) i stado koleżanek z dziećmi w wieku 0-7. Wiem dokładnie co wtedy boli. Tak więc, jeśli państwu zależy na dzietności (a dlaczego może zależeć wyklarowała Porpurowa Komnata) to zamiast głupich dopłat, zmuszania pracodawców do sztucznych rozwiązań- żłobki i przedszkola. A jeśli się wreszcie obniży bezrobocie, to pracodawcy sami wynajdą niezliczoną liczbę pro-matkowych rozwiązań i wdrożą, zanim się państwo połapie.
                                • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 01:47
                                  No skoro Ty domagasz się większej ilości żłobków, to ja domagam się dopłat do wczasów na Malediwach! Dlaczego ilość żłobków ma być bardziej istotna od mojego komfortu wypoczynku?

                                  A ja mam w domu "szkolaka" i "żłobkowiaka". I o czymś to świadczy?

                                  Powtórzę się - jeżeli kobieta musi pracować ze względów ekonomicznych (bo z jednej pensji nie wyżyją rodziną) to nie zdecyduje się na dziecko tylko dlatego, że nie ma problemu z przedszkolem.

                                  Nie wiem gdzie mieszkasz, ale we Wrocławiu opłata za przedszkole publiczne to około 400 zł miesięcznie. Czesne w przedszkolach prywatnych zaczynają się obecnie od 550 zł. Dolicz do tego dojazdy i koszt utrzymania kolejnego dziecka. Naprawdę sądzisz, że te (niech stracę) 400 zł różnicy pomiędzy przedszkolem prywatnym, a publicznym spowoduje, że kobiety nic tylko zaczną rodzić? Jeżeli obecnie "ledwo starcza" z dwóch etatów to lekką ręką dorzucą sobie 500-1000 zł miesięcznie obciążenia?

                                  > A jeśli się wreszcie obniży b
                                  > ezrobocie, to pracodawcy sami wynajdą niezliczoną liczbę pro-matkowych rozwiąza
                                  > ń i wdrożą, zanim się państwo połapie.

                                  Jogibabu, brawo Jasiu! Dokładnie tak! Problem tylko w tym, że "w międzyczasie" na różnie "prorodzinne" rozwiązania (nie tylko, bynajmniej - programów rządowych mających rozwiązać wszystkie moje problemy zanim sobie je uświadomię jest od groma) pracodawcy muszą się składać. M.in. dzięki czemu mamy w Polsce przefajny "klin podatkowy" dochodzący niemal do 50%.

                                  Pomyśl sobie, że na każde 100 zł które dostajesz na rękę przypada niemal drugie sto, które powędruje do budżetu.

                                  I to pod warunkiem, że się nie załapiesz na wyższy próg podatkowy!

                                  No, ale dzięki temu mamy tak sprawną policję i sądy, największą i najnowocześniejszą na świecie armię, szkolnictwo na światowym poziomie, amerykanie przyjeżdżają się leczyć w naszych publicznych placówkach służby zdrowia, a nasi emeryci wykupują całe turnusy w najbardziej egzotycznych zakątkach świata. big_grin

                                  Ech... Ten sarkazm mnie kiedyś zabije...

                                  A co do nagłego zainteresowania państwa dzietnością - gdyby nie to, że ZUS już jest pod poważną kreską (w tym roku to bodaj 50 miliardów), a idący niż demograficzny najprawdopodobniej spowoduje kompletną dysfunkcję tej hydry nienasyconej. to nikt by się nie interesował tym, że "jest nas coraz mniej".

                                  I nie piszę tego bezpodstawnie. Od mniej-więcej 15 lat różne "liberalne oszołomy" (jak np. były członek rady nadzorczej ZUS - Robert Gwiazdowski) mówią o tym, że ZUS zbankrutuje bo rodzi się za mało dzieci. Tylko, że przez te 15 lat nikogo to nie obchodziło.

                                  Kurcze - przez ostatnie 20 lat wszyscy się cieszyli, że oto zmienia się model rodziny, a kobiety nie chcą się umartwiać macierzyństwem, za to się "samorealizują" i robią "kariery". No to model się zmienił i wszyscy mi się tu cieszyć teraz, a nie płakać, że za mało dzieci.
                                  • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 16:45
                                    Trzymaj się może faktów: czy to ja się domagam większej ilości żłobków, czy państwo większej ilości dzieci? Czytając widzisz rzeczy cokolwiek różne od napisanych, za to dość bliskie temu, z czym chcesz się pospierać.
                                    A ja mówię i powtarzam, że jak państwo sobie zyczy być choć trochę skuteczne w swoich zabiegach, to niech celuje w brak żłobków i przedszkoli, a nie w pracodawców. Nie wszystkie kobiety na rzecz macierzyństwa zostawiają pracę płatną 1000 netto, żeby im się 400 (troszkę to podrasowałeś, w istocie jest niecałe 350) nie opłacało wydać na przedszkole. Jakoś dziwnie nie mogłam swego czasu znaleźć opiekunki ani prywatnego przedszkola za 750 złotych (żeby było 400 PLN różnicy), daj namiary- podam dalej big_grin Poza tym przedszkole i żłobek, nawet drogie pozwalają wrócić do pracy np po 2 latach a nie po 7. Jak ktoś nie widzi różnicy, to ja wymiękam.
                                    A wracając na Malediwy. Państwo ma w nosie Twoje Malediwy, chyba, ze pojedziecie tam i zapomnicie się w ciepły klimacie, plaża wieczorem, itd- z odpowiednim uzasadnieniem moze byś coś nawet utargował tongue_out
                                    • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 08.12.10, 02:17
                                      Prywatne przedszkole za 550 zł jest we Wrocku na Wałbrzyskiej (jak przejeżdżałem Krzycką to widziałem rozwieszony banner). Dokładnego adresu nie pamiętam, ale na banerze była rybka z mini-mini.

                                      A ja powtarzam, że jak państwo chce mieć więcej podatników to niech im w końcu przestanie "pomagać". Bo właśnie przez ową "pomoc" robi się tak, że ludzi po prostu nie stać na dzieci. Pomyśl - o ile zwiększyłaby się dzietność, gdyby nagle Twój partner (albo Ty - to obojętne) zaczął zarabiać dwa razy więcej? Czy przedszkole za 750 zł nadal by Cię przerażało?

                                      Przecież dochodzi do skądinąd chorych sytuacji, gdy potomstwo w ilości 2+ uważane jest za objaw wyższego statusu społecznego. Przecież to kuriozalne, że większą ilość dzieci posiada wyłącznie biedota i ludzie "bogaci" (naturalnie względnie, bo w Polsce za bogatego uważa się kogoś kto zarabia na poziomie nieco wyższym niż zasiłek dla bezrobotnych w Niemczech).

                                      A co do Malediwów - dotacje państwowe można uzasadniać na miliard sposobów. To naprawdę obojętne, czy państwo będzie chciało budować żłobki, czy fundować wakacje w ciepłych krajach (to nie jest absurd! AFAIK to w takiej Szwecji można się starać o dopłaty do urlopu w słonecznym kraju w czasie zimy). W obu wypadkach mechanizm jest ten sam - zabrać wszystkim, wziąć działę dla siebie, dać paru podle własnego uznania.

                                      Właśnie "dzięki" najróżniejszym "pomocom" ludzi nie stać na to aby móc dokonywać własnych wyborów. I im bardziej państwo im "pomaga" tym bardziej stają się ubezwłasnowolnieni (bo stać ich na coraz mniej).

                                      Koniec końców wariant "ekspansywnego" państwa opiekuńczego musi doprowadzić do bankructwa. I jest to wariant optymistyczny. Wariant pesymistyczny jest zaś taki, że kupno nowej kurtki (dotowanej przez państwo) trzeba będzie "odpowiednio uzasadnić", a wtedy "może coś się utarguje".
                                      • anorektycznazdzira Re: Gejzetka już ma odpowiedź 08.12.10, 17:36
                                        nikodem_73 napisał:

                                        > Prywatne przedszkole za 550 zł jest we Wrocku na Wałbrzyskiej (jak przejeżdżałe
                                        > m Krzycką to widziałem rozwieszony banner). Dokładnego adresu nie pamiętam, ale
                                        > na banerze była rybka z mini-mini.

                                        To dodaj do tego wyżywienie z cateringu, bo kwotę "za przedszkole" państwowe podałeś z żarciem i rytmiką big_grin Poza tym zobaczyć banner, to trochę za mało aby mieć pojecie o cenie. Mam obok domu prywatne przedszkole po 450 PLN/msc (plus jedzenie) za... tzw karnet 15 godzinny, co należy rozumieć jako opieka 3 x w tygodniu po 5h big_grin
                                        • nikodem_73 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 09.12.10, 01:41
                                          Proszę bardzo:

                                          www.przedszkole-minimini.pl/

                                          Banner widziałem krótko więc pokręciłem - nie Wałbrzyska, a Poranna (ta sama okolica) i nie 550 zł a 495.

                                          Dodając do tego 21*11 zł (patrz zakładka opłaty) wychodzi 726 zł.

                                          Dla porównania wygooglałem bieżące opłaty w przedszkolu publicznym. Za:

                                          www.p95wroc.przedszkola.net.pl/

                                          To tak około 317,08 zł + rytmika + angielski (w owym "prywaciarskim" są wliczone w czesne).

                                          Kalkulator podpowiada mi, że 726-317,08 to tak około 408,92 zł. I to pod warunkiem, że w publicznym przedszkolu dziecko na angielski i rytmikę uczęszczać nie będzie (rytmika to 20 zł, a angielski to nie wiem). Opłat dodatkowych typu "rada rodziców" nie liczę, bo i jak.

                                          Jeszcze jakieś pytania?
        • lejla81 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 06.12.10, 10:50
          To nie tak, porshe. Zapewniam Cię, że większośc kobiet, jeśli tylko widzi, że ich mężowie starają się zapewnic im i ich dzieciom jak najlepszy byt, z przyjemnością odciąży go w obowiązkach domowych.
          Niestety najczęściej wygląda to tak:
          Kobieta wstaje rano, robi śniadanie, szykuje dziecko do wyjścia, zawozi je do przedszkola, idzie do pracy, odbiera po pracy dziecko, robi zakupy, przychodzi do domu, sprząta, bawi się z dzieckiem, robi kolację, kąpie dziecko, usypia je, pada wykończona na łóżko.
          Co robi w tym czasie mąż? Ano z tych rzeczy to tylko idzie do pracy. I jeszcze najlepiej, żeby żona do rachunków się dołożyła, bo on musi swoje pasje realizowac i potrzebne mu pieniądze na: wykrywacz metalu/CB radio/najnowszą lustrzankę (niepotrzebne skreślic).
          Uwierz mi, sama przez to przechodziłam i wiele dziewczyn jest w takiej sytuacji. Nie jesteśmy naprawdę ani takie głupie, ani wredne, żeby nie rozumiec wykończonego pracą męża. Niestety bardzo często jest tak, że my nie tylko pracujemy zawodowo (i zarabiamy tyle samo, co partner), ale też mamy kolejny etat w domu. Uwierz mi, to rodzi straszną frustrację i niechęc do tego całego "życia rodzinnego". Feminizm tu nie ma nic do rzeczy. To po prostu zmęczenie.
          • porshe Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 00:37
            nareszcie jakiś inteligentny post, z którym wypada się zgodzić.

            tylko kilka zastrzeżeń mam:
            1) kobieta raczej pracuje 'mniej czasu' niż mężczyzna na etacie (a przynajmniej tak jest w rodzinach, które znam). Mąż w pracy siedzi po 10-14h, żona natomiast 7.
            2) żona pracuje 'lżej' od mężczyzny - tzn. mężczyzna, aby zachować się po męsku weźmie nawet łopatę do ręki po studiach, byleby tylko dzieci wykarmić
            3) spora część mężczyzn bierze aktywny udział w wychowywaniu dzieci (to nie jest tak, że my te dzieci tylko 'robimy' a potem zostawiamy pod opieką mamy i dajemy kasę)
            4) zupełnie nie wyobrażam sobie 'życia rodzinnego' w takiej sytuacji, o której mówisz. To zwyczajne 'partnerstwo biznesowe' a nie rodzina. Rodzina się wspiera (czy to w wydatkach czy też w innych decyzjach).

            Ja np. w domu robię pranie, prasowanie (nie, żebym to kochał), czasem gotuję (2-3x w tygodniu, często na dwa dni). Do tego mam dwa etaty + sporo nadgodzin. I jakoś w tym wszystkim znajduję czas, aby pójść z dzieckiem na spacer, pojechać do lekarza. A co robi moja żona? Ona przede wszystkim wychowuje dziecko, ale oprócz tego również ma dwa etaty (jeden wykonuje przed komputerem w domu), zarabia niestety dużo mniej ode mnie (chciałbym bardzo aby nasze zarobki były równe, ale niestety nie w tak rozbieżnych branżach).

            Uważam, że wygarnięcie facetowi, że chce sobie kupić CB albo lustrzankę albo cokolwiek innego i wtedy matka (pracująca!) musi się dorzucić do rachunków to już jest skandal. W końcu facet nie jęczy, jak cała pensja kobiety idzie na ciuchy, kosmetyki, duperele i artykuły dla dziecka. On przecież ze swojej pensji spłaca kredyty, opłaca rachunki i daje na wyżywienie. Jeśli musi poprosić partnerkę o kilkaset złotych 'zapomogi' w imię swojego hobby to akurat pewnie jego boli bardziej niż tę kobietę. A to dlatego, że zarabia mniej niż chciałby/mógłby i musi poprosić o pomoc.

            My nie jesteśmy skomplikowani (kobiety zresztą też nie są, tylko uwielbiają grać i mieć zachcianki) - chcemy się opiekować rodziną, chcemy wykonywać swoje odwieczne zadanie, jakim jest prokreacja (w dzisiejszych czasach nie kończy się tylko na akcie zapłodnienia - dziecko trzeba jeszcze przecież wykształcić i urządzić w życiu na tyle, na ile to możliwe). Chcemy dobra naszych kobiet, najchętniej nosilibyśmy je codziennie na rękach. Tyle że, od jakiegoś czasu kobiety są ... dziwne. Po pierwsze - nie chcą rodzić dzieci, a po drugie jeśli już z łaską urodzą jedno dziecko to świat im się wali na głowę i na kolejne nie ma szans.

            Nie chcę traktować kobiet jak chodzących inkubatorów, zaszufladkować je w czterech ścianach. Ale przecież ja sam nie zajdę w ciążę i nie wykarmię piersią. Dlatego uważam, że jako społeczeństwo powinniśmy dążyć do takiego 'konsensusu', w którym matka ma większe szanse na karierę zawodową niż np. nieródka. Bo obecnie jest na odwrót i niesie to za sobą przykre bardzo konsekwencje - od 'szlachtowania' kobiet, które nigdy nie rodziły, choć powinny aż do plucia na metody wspomagania rozrodu (in vitro i pochodne) - które to nie byłyby potrzebne, gdyby kobiety decydowały się wcześniej na dziecko.

            Przykry jest generalnie świat, w którym sama kobieta uważa, że życie rodzinne może obrzydnąć - owszem, to jest bardzo ciężka praca, nie każdy musi ją 'lubić'. Ale to jeszcze nie jest powód by się jej panicznie bać. Ja tylko staram się wyjaśnić, że 'potem' może być już stanowczo zbyt późno. A tego nie życzę nikomu.

            I nie myśl tak źle o facetach - niekiedy wystarczy wyregulować jedną śrubę, a cała machina zacznie pracować bez zarzutu.
            • lejla81 Re: Gejzetka już ma odpowiedź 07.12.10, 11:05
              To nie do końca tak, drogi Porshe, że ja zabraniam mężczyznom posiadania pasji (chociaż lepszy jest mężczyzna bez szczególnych pasji, bo więcej czasu spędza w domu wink - to żart oczywiście, podkreślam to, żebyś się na mnie nie boczył), ale w momencie, kiedy pieniędzy do pierwszego nie starcza, to może trzeba by sobie darowac ten cholerny wykrywacz. Jak nie mam pieniędzy, to nie kupuję sobie nowych butów za sześc stów. Poza tym nie zauważyłeś jednej rzeczy - napisałam, że kobieta robi zakupy. W moim związku wyglądało to tak, że za artykuły żywnościowe dla całej rodziny, czy artykuły dla dziecka (czemu sądzisz, że to jakaś fanaberia? przecież dziecku są potrzebne różne rzeczy) płaciłam ja, mój partner płacił za rachunki plus jeszcze mu się czasem dokładałam, jak miałam. O żadnych ekstra zakupach dla mnie nie było mowy, za to on potrafił sobie kupic playstation w momencie, gdy rodziło nam się dziecko i ja z karty kredytowej kupowałam łóżeczko i wózek. Do tej pory zresztą tak jest - na alimenty nie ma, ale przychodzę do niego, a on mi pokazuje nowy aparat fotograficzny. No żesz k....a! Niestety nie było tak, że pracował więcej ode mnie. Miał akurat taką pracę, że dużo czasu spędzał sam w domu. Oczywiście nigdy nic nie było w tym domu zrobione, o obiedzie mogłam pomarzyc, nawet śniadania mi nigdy nie zrobił.
              Nie myślę, że wszyscy faceci są źli, ja swojego zmieniłam na lepszy, bardziej odpowiadający mi model i po kłopocie. Myślę, że kobiety nie chcą miec dzieci z tych samych powodów, co mężczyźni - są po prostu wygodne. Człowiek to ogólnie leniwe stworzenie, które raczej robiłoby nic niż coś. Podejrzewam, że nawet seksu, gdyby nie był przyjemny, by nie uprawiał.
              Są jeszcze inne argumenty, dla których kobieta powinna jednak pracowac. Dla mnie takim koronnym argumenetem jest fakt, że kiedyś utrzymujący ją mężuś może znudzic się rodzinnym ciepełkiem i zapragnąc odrobiny szaleństwa u boku blond dwudziestolatki. Nie raz czytałam tu lamenty kobiet - co one mają zrobic, nie pracują już x lat, poświęciły się dla rodziny, a mąż wziął i się zawinął. Chocby z tego względu nigdy bym sobie nie pozwoliła na brak pracy, chociaż to kusząca opcja, z wielką przyjemnością posiedziałabym w domu z dziecmi, zamiast biegac z wywalonym jęzorem pomiędzy przedszkolem, pracą a domem. Niestety - umiesz liczyc, licz na siebie.
              Pomijam już to, że gdy zbyt długo siedzisz w domu, to po prostu gnuśniejesz.
              Ja myślę, że to jest sprawa dogadania się, trzeba byc dla siebie partnerami, a nie działac tak, jak nam najwygodniej. Niestety to często mężczyznom trudniej przekroczyc bezmiar własnego egoizmu.
    • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 16:23
      owocowa2 napisała:

      > Grupa LuxMed absolutnie nie sprzyja maciezyństwu zajmowałam kierownicze stanowi
      > sko i po macieżyńskim chciałam wrócic na swoje stanowisko. Niestety podziękowan
      > o mi. Nie opłaca sie miec dzieci w Polsce brak polityki prorodzinnej

      Patrząc na Twój post aż rojący się od błędów ortograficznych, literówek i zwykłej niechlujności stylistycznej myślę, że akurat firma podziękowała Ci za coś innego niż fakt, że zostałaś Mamą.
      • mali_kali Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 19:49
        A ile Ci placi gazeta? Bo koncentrujesz sie na osobie i formie wypowiedzi... Typowe bledy logiczne w dyskusji. Naucz sie sam(a), a pozniej zwracaj uwage innym.
    • przeciwcialo Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 16:48
      W Lux med moja połozna wróciła do pracy bez problemu.
    • donmaro Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 18:32
      504zł na osobe śmiech polacy niech się zastanowią czy jest sens mieć dzieci w takim przyjaznym kraju HA HA
    • adamczyks Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 18:33
      znow artykuł z teza wynikającą z przyjetej ideologi piszacego - feminizm
      bez znaczenia jest zgodnosc tego co sie pisze z ideologia bez znaczenia jest to ze mija sie z prawda i faktami
      a docelowo
      bez znaczenia jest podział rol w rodzinie na ilość dzieci
      rodzi sie malo dzieci w polsce bo nikogo nie stac na to aby miec ich wiecej ja mam jedno i ledwo koniec z koncem wiazałem zona zajmowala sie dzeckiem nic zarabiala przez 4 lata żyliśmy z 1 pesji gdyby nie dziadkowie to nic by z tego nie wyszlo, nasze panstwo w dupie nas mialo. Teraz zona założyła własna firmę bo zaden pracodawca nie chcial jej zatrudnic z malym dzeckiem...
    • najlepszygeorge Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 19:38
      Dla wiadomości większości: w krajach o największym zaludnieniu (kontynenty Azja, Afryka) i największej dzietności emerytury wcale nie są najwyższe.
      • kontestatorbg Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 20:17
        Ten artykuł ma tak bzdurną tezę że to musiała pisac jakaś ślepo zapatrzona w Wandę Nowicką feministka, bo tylko uczennice tej najbardziej światłej polskiej feministki mogą wymyslić taką piramidalną bzdure, że w Polsce rodzi sie mało dzieci bo faceci nie pomagają w obowiazkach domowych.

        W Polsce rodzi się mało dzieci, bo po prostu większości młodych małżeństw nie stać na więcej niż jedno dziecko. Na wiecej niż jedno stac małżeństwa mieszkajace z rodzicami lub blisko rodziców, którzy moga się zajać dziećmi. Koszt niańki w Warszawie i okolicach to przeważnie od 3/4 do całości pensji kobiety. Przedszkola prywatne sa niewiele tańsze, a państwowe niemal niedostępne. Pracodawcy polscy uwielbiają kiedy rodzice chodza na chorobowe na dziecko. Komplety ksiażek do szkół są zajebiście drogie. i zeby chociaż jedno dziecko mogło się uczyć z kompletu starszego rodzeństwa. Gdzie tam - trzeba co roku zmieniac podstawy programowe żeby dac zarobić wydawcom.
        Więc jak ktoś pisze taki debilny artykuł to tylko wk.....a ludzi, bo ma pewnie takie pojęcie o wychowaniu dzieci przez "średnią" polska rodzinę jak ja o tym co w tej sekundzie robi Pani Środa
    • 69daro Robic dzieci=strzal w kolano 05.12.10, 20:17
      Przynajmniej dla mnie bylo by to bardzo nieprzyjemne zdarzenie.Jako,ze lubie zycie na luzie,bez oszczedzania,dziadowania pomysl posiadania dzieci uwazam za chybiony.Lubie normalne zycie na poziomie/extra ciuchy,wycieczki,restauracje,kawiarnie,zakupy markowych produktow,itd,itp,wiec decydujac sie na dziecko/i/,musialbym zrezygnowac z tego wszystkiego co wyzej opisane a takze i innych ciekawostek o ktorych malzenstwa z dziecmi moga zapomniec.A nie zrezygnuje,bo nie jestem glupi zeby pozniej klepac biede i zyc od wyplaty do wyplaty tak jak 99% moich kolegow.
    • katastrofa.smolenska Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 21:00
      No sory ale na gornikow ktos zarabiac musi - ich dupom sie nalezy, wiec niech inni zaciskaja zebiska i zapiep... do smierci. Praca jest w polsce opodatkowana jak dobro luskusowe , pracodawca jest dojna krowa - jak juz nie daje rady to na rzez. Dziwicie sie ze matki z dzieciakami traktowane sa jak zlo? a jak maja byc traktowane skoro za pierwsze 30dni zwolnienia lekarskiego PLACI PRACODAWCA pomimo tego ze odprowadza sie skladki do ZUS z tego tytulu? Nie mowiac juz o tym ze jak pracownika nie ma to jego robote ktos zrobic musi - zastepstwo darmowe tez nie jest. Osoba prowadzaca wlasna dzialanosc placi ZUSowi skladki jak osoba na etacie zarabiajaca 6 TYS ZL. Osoby samozatrudnione i pracodawcy jeszcze sie nie zbuntowali i nie poszli z pochodnami na sejm tylko dlatego ze wiedza dobrze, ze jak oni nie beda pracowac to kasy nie dostana. Proste - kto nie pracuje ten nie je.
      Zwiazkowe szmaty i inne k... slaskie zyja z naszej krwi - jak dlugo jeszcze bedziemy sponsorowac ich lezenie na dupskach?
    • joguwa Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 21:03
      Kurde, ta dyskusja nie ma sensu. Niech każdy robi, co chce. I tak, cokolwiek ktokolwiek nie zrobi, wszystko zakończy się katastrofą. My przeminiemy, świat przeminie.. i tyle.
    • anorektycznazdzira Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 21:22
      Idiotyczne jest zupełnie stwierdzenie w artykule, że to nie o pieniądze chodzi.
      A o co do jasnej cholery?!
      Mam dwoje dzieci i z drugim czekaliśmy prawie 9 lat- bo nie było kasy. Co mi po macierzyńskim 4 miesiące?! Dziecko po nim samo zacznie zostawać w domu czy jak? Albo po wychowawczym- 500 złotych, o ile 2 lata wcześniej nie zarabialiście ponad ustawowe żałosne minimum. Ile kosztuje życie każdy wie, mieszkania mają ceny z kosmosu. Opiekunka- majątek, żłobków nie ma wcale, prywatne przedszkola drożyzna. U mnie do posiadania dziecka nr dwa poza wyprowadzeniem na prostą ogólnej sytuacji materialnej rodziny przyczyniła się głównie... wcześniejsza emerytura jednej z jego babć,
      którą to prawdę dedykuję naszemu bystremu rządowi.
      • mantha Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 21:55
        trafilas w sedno, nie ma co sie tutaj opluwac, warunki w Polsce do rodzenia dzieci to jedna wielka ch..nia z grzybnią. JA mam tylko jedno pytanie - co zrobic z 4-5 miesiecznym dzieckiem do (teoretycznie) 3 r.ż kiedy pojdzie do przedszkola (haha - o ile sie dostanie).
        Moja corka ma 2,5 roku i jest to jedna wielka kombinatoryka alpejska miedzy dwiema babciami, prywatnym klubem malucha, moimi zwolnieniami z pracy, a na drugie dziecko nie zdecyduje sie za chiny ludowe, chociaz chcialabym.
        na slowa 'polityka prorodzinna' ogarnia mnie pusty smiech.
        • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 22:12
          Przykro mi, że Twój mąż nie jest na tyle zaradny aby był w stanie przez pierwsze trzy lata utrzymać Ciebie i dziecko.
          • purpurowa_komnata Re: Mieć dziecko w Polsce? 05.12.10, 22:16
            Gazetka-a potem pani spadnie z nieba praca-kiedy ma np. 3 letnią przerwę...Bo przecież już po 3 latach mąż obowiązku nie ma- prawda?.
            Żartowniś z Ciebie Gazetka.
            • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 00:23
              Bezrobocie w Polsce jest na niskim poziomie.
              Jak ktoś chce znaleźć pracę to znajdzie (niekoniecznie na poziomie 5000zł/miesiąc), ale znajdzie.
              • purpurowa_komnata Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 00:26
                za ile? za najniższą krajową na czarno?
              • a_gurk Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 01:05
                My znaleźliśmy. Tą (tę?) pracę oczywiście. Ja nawet dawno temu. I co? I okazało sie, że owszem we dwoje z naszych pensji jakoś tam przeżywaliśmy (stąd myśl o przychówku), ale już w trójkę było kiepsko, a przy czwartym członku rodziny cieszymy się z członkostwa Polski w UE smile . Gdyż problemem nie było znalezienie pracy w naszym mieście (jedno z najwiekszych w Polsce), ale takiej pracy aby pensja pozwoliła na przeżycie. Właśnie z tym było zdecydowanie gorzej. Zwłaszcza gdy stawia się na samodzielność i niezależność od rodziców, tudzież brak na miejscu bliższej/dalszej rodziny, sieci wysoko postawionych znajomych i in. tzw. kontaktów czy znajomości, ubogie zasoby finansowe nie pozwalają na otwarcie jakiejkolwiek prywatnej działalności i w dodatku posiada się zawody bardzo niespecjalistyczne. Cóż dzieci i życie kosztują.
                • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 09:23
                  Masz rację, ale faktem jest, że o pracę (choć niekoniecznie dobrze płatną) wcale nie jest tak trudno.
                  Inną sprawą są oczywiście pensje.
                  • kontestatorbg Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 09:56
                    gazeta_mi_placi napisała:

                    > Masz rację, ale faktem jest, że o pracę (choć niekoniecznie dobrze płatną) wcal
                    > e nie jest tak trudno.
                    > Inną sprawą są oczywiście pensje.

                    Brednie. Rusz zadek 100 km od dużego miasta i powiedz ludziom że nie ma problemów ze znalezieniem pracy
                    • gazeta_mi_placi Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 22:15
                      A to jest jakiś obowiązek mieszkania od urodzenia do śmierci w jednej miejscowości?
                      Nie wiedziałam.
                      Za granicą normalne jest przeprowadzanie się tam gdzie jest praca, niekoniecznie cały czas tkwienie w pipidówie 20000 mieszkańców (lub mniej).
                      • a_gurk Re: Mieć dziecko w Polsce? 06.12.10, 22:48
                        Właśnie w związku z dostępem do rynku pracy mieszkaliśmy z mężem w dużym mieście, dość odległym od miejsca zamieszkania naszych rodzin. I zapłaciliśmy za to cenę. Emocjonalną, rodzinną, społeczną, ekonomiczną. Jesteśmy samodzielni, niezależni ale i samotni, a z życiem musimy sobie radzić bez jakiegokolwiek wsparcia. Przy dwójce bardzo chorowitych maluchów brak wsparcia rodziny odbija się czkawką.
    • men_53 Bez pracy te dzieci i tak w Polsce nie zostaną. 05.12.10, 21:50
      Na etapie wychowania dzieci to koszty (również społeczne), a nie zyski. A gdy już dorosną i powinny zacząć się "amortyzować" wyjadą za granicę i będą przynosić zysk innym państwom. Bez pracy, a jeżeli nawet się znajdzie - to za głodową pensję te dzieci i tak w Polsce nie zostaną.
      Może więc lepiej, że się nie rodzą?
    • agnienienia Mieć dziecko w Polsce? 08.12.10, 15:47
      Kilka lat temu moja Mama, leżała na oddziale onkologii z jedną Panią (obie już nie żyją). I ta Pani widząc, że odwiedzamy Mamę (jest nas troje rodzeństwa, mama była do końca życia aktywna zawodowo), powiedziała coś czego nie zapomnę:
      "Całe życie praca była dla mnie najważniejsza. Robiłam karierę w instytucie. Otrzymałam tytuł profesora. W między czasie zaszłam w ciąże-co było dla mnie wtedy ogromną porażką, opóźniły się moje awanse, rozważałam aborcję, ale urodziłam.
      Teraz jestem schorowaną osobą, myśli Pani, że ktoś z instytutu o mnie pamięta, wiązankę na grób przyśle, nie......................................, mam tylko córkę."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka