monique31
25.11.10, 08:11
Z grubej rury: czy uważacie czasem że macie męża debila???
Ja teraz tak myślę, bo doszłam pod ścianę.
Po krótce: nasza 6letnia córka od 2,5 roku chodzi na gimnastykę artystyczną. Od zawsze uważaliśmy, że nigdy nie będzie gimnastyczką; traktowaliśmy to jako formę zabawy. Popołudniami miała zajęcie, cieszyła się z wyników, my cieszyliśmy się z nią. Było super. Do ostatniego czasu.
Zaczęła chodzić do grupy wyżej. I tu już nie jest tak miło. Są wymagania, treningi 4 razy w tygodniu po 2,5 godziny. Wiąże się to z dojazdami 30 km w jedną stronę (bo w międzyczasie zdążyliśmy się przeprowadzić). Stroje za min. 300 zł, zwiększone opłaty za treningi. Obręcze za 100 zł. Dla nas to już jest b. dużo. Tym bardziej że mamy inne wydatki związane z przeprowadzką. Więc sprawy finansowe to jest jedna strona medalu. Teraz, w tym czasie, zwyczajnie nas na to nie stać. Ale drugą strona medalu jest to, że widzę, że córka odstaje bardzo od koleżanek z grupy. Nigdy nie miała figury gimnastyczki. Jest ubitą, zdrowa wyglądającą dziewczynką. A tam wiadomo same chudzinki. No takie są gimnastyczki. I pewnego razu, przy próbie stania na rękach, pani powiedział do mojej córki, że jest za gruba. Musi schudnąć to wtedy na rękach stanie…… Dowiedziałam się dopiero o tym po ok. 2 tyg. Kiedy zauważyłam że córka przestała jeść. Tzn. jadła b. mało. Gdy mi o tym powiedziała, mnie normalnie w sercu zakłuło. Jak tak można?? Sześciolatce mówić takie rzeczy?? Wiadomo z czym to się wiąże: kompleksy i inne problemy. Nie będę rozwijać tematu bo pewnie wiecie o co mi chodzi. Problem też jest taki, że ona w domu bez problemu stanie na tych rękach, a na sali nie. Jest zestresowana jak widzi inne dziewczynki, które robią to bez najmniejszego problemu. Chcę jej tego oszczędzić; całe życie przed nią w ciągłym stresie. Po co ją na to narażać jak i tak nie będzie z tego efektów. To jest odpowiedni moment na to żeby zrezygnować. Wg mnie. Zapisałabym ją na jakieś inne zajęcia(np. plastyczne bo pięknie maluje) bliżej miejsca zamieszkania. Ale nie; mąż nie chce o tym słyszeć. Mimo braku pieniędzy, uparł się że będzie ją wozić a na strój pożyczy od kolegi. Powiedzcie czy to nie jest chore????? Jak ja mam mu to wyperswadować??? Nie docierają do niego żadne argumenty. Dziś rano tak się pokłóciliśmy że nie wiem. Przelewa na nią swoje niespełnione ambicje. Wiem ,że nie mam w to wciągać dziecka. Ale on to robi. Ona jest już tak zestresowana że sama nie potrafi się określić czy chce chodzić czy nie.
Boższszsze gdybym wiedziała, że tak będzie to w życiu nie zapisywałabym jej na tą nieszczęsną gimnastykę…. Co zrobić????