rewolucja128
13.04.04, 10:44
Czasem klocimy sie z mezem, niestety wtedy zdarza nam sie nawyzywac sobie od
swin, chamow itp, ale nigdy nie uzywamy "wiekszych" obelg. Wiem, ze to jest
bardzo zle, ze ponizamy siebie, ale czasem nie panujemy (glownie ja) nad
slowami. W swieta moj szanowny maz upil sie do nieprzytomnosci. Nie zdaza mu
sie to czesto, ale niestety akurat w swieta to zrobil. I jak wrocil do
sypialni, gdzie ja juz prawie spalam, byl w ogole bez kontaktu, nie bardzo
wiedzial co sie z nim dzieje. Kazalam mu sie polozyc, ale on wtedy zaczal sie
buntowac i chcial wrocic do pokoju, gdzie nadal trwala impreza. Co chwila
tracil swiadomosc i w ogole nie mozna bylo sie z nim dogadac. Byl jakos
dziwnie zdenerwowany, mial oczywiscie jakies zwidy i omamy, jak sie polozyl
krzyczal "sku..syny" i inne przeklenstwa nie wiadomo do kogo, bo oczy mial
zamkniete. Potem wstal i chcial wyjsc. Ja mu zabronilam. I wtedy
powiedzial "wypierd.. ty szmato". Powtorzyl to potem kilka razy, ale jakos
tak w otoczenie, nawet nie patrzac na mnie. Zatkalo mnie. Poryczalam sie.
Nigdy w zyciu tak sie nie czulam. Wiem, ze on mial omamy i nie do konca
wiedzial kto jest kto (mowil nawet cos do mojej siostry, ktorej ni ebylo w
pokoju...) i w ogole gdzie on jest i co sie z nim dzieje. Ale nigdy w zyciu
mi czegos takiego nie powiedzial. Rano nic nie pamietal i nie chcial
uwierzyc, ze powiedzial cos takiego. Przepraszal mnie caly dzien, nie
wyobrazal sobie, ze cos takiego przeszlo mu przez usta. Ale ja czuje sie
urazona i jest mi bardzo smutno. Nienawidze go za to i nie moge nawet na
niego patrzec. Wczoraj spalam oddzielnie. Mam go dosyc. Sama nie wiem, co
robic.