Dodaj do ulubionych

Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarzeń

31.12.10, 09:54
Wczoraj wieczorem, opis sytuacji:
Leżę, karmię dziecko, oglądam tv. mąż siedzi przy stole, coś przegląda w necie. Na telewizorze leży dekoder ( młodsze dziecko wiecznie wyłączało go nam i wyciągało kartę-więc decoder przenieśliśmy na telewizor). Telewizor starego typu nie-płaski. Na dekoderze leży mój kot, śpi. Leży po przekątnej, bo się nie mieści. Z uporem maniaka umiejscawia swe kocie ciało na dekoderze, mimo tego, że już nie raz z dekoderem zsunąl się po telewizorze i zatrzymał na ścianie.
Patrzę w ten telewizor i widzę jak kot zsuwa głowę na ekran. W jednej chwili pomyślałam, że coś go zainteresowało i zajrzał na ekran. Ale nie, ta głowa schodzi coraz niżej, ja się patrzę a on leci. Głowa pociągnęła resztę a jego ciało bezwładnie zleciało na podłogę. Pod telewizorem stoi stolik edukacyjny dziecka, on w niego przywalił głową odpalając jakąś muzyczkę na stoliku i upadł na dywan. I leżał z zamkniętymi oczami. Mąż w jednej chwili podbiegł do niego i go złapał i wziął na ręce. Kot dopiero się obudził jak przywalił na ten dywan. Musiało go mocno zaboleć bo się nie ruszał. Wystraszyłam się śmiertelnie, kot chyba też. Bałam się że przywalił kręgosłupem. Jak spadał to spał, inaczej pewnie by zareagował i się odwrócił, aby upaść na przysłowiowe łapy i zamortyzować upadek. Biedny mój sad
Obserwowałam go resztę wieczoru. Początkowo leżał, musiała go chyba głowa boleć, potem na szczęście włączyła mu się nocna kocia jazda i szalał po mieszkaniu.
Dzisiaj rano zachowywał się normalnie.
I teraz wyobrażam sobie jak jadę z nim do weta i mówię co się stało. Kto by mi uwierzył, że kot sam sobie to zrobił? Z reguły koty potrafią wyjść obronną ręką z takich sytuacji ( nie mówię tu o wypadaniu z piętra, ale o takim spadaniu z niewielkich wysokości).
Mam nadzieję,że mu nic się nie stanie.
Obserwuj wątek
    • morgen_stern Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 09:58
      Mój stracił w niewyjaśnionych okolicznościach dwa przednie kły. Na szczęście wet nie podejrzewał, że to ja mu je wybiłam smile
      • annaa77 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:12
        Moja kocica robi takie numery srednio raz dwa w tygodniu....sypia jak zabita! Ona wogole jakas nie kotowata jest bo np. boi sie wysokoscismile
      • attiya Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:56
        taaa....
        same mu wyleciały?
        może to mleczne...?


        big_grinbig_grinbig_grin
        • morgen_stern Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:58
          Kły były złamane wink podejrzewam upadek podczas szaleństw z kotką, ale zagadka pozostaje nierozwiązana smile
      • candyca Oj,Morgan... do ciebie to wszystko podobne :P n/t 31.12.10, 17:16
    • marychna31 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:22
      ktoś, kto maltretuje kota nie jeździ z nim potem do weta. Zresztą do weta z którym się widzi bardzo często bo a to trzeba znowu zaszczepić a to odrobaczyć, a to kotek jakis smutny i ma gorszy apetyt a to pokłócił się z ze swoim kocim sąsiadem i ma zadrapanie na karku itp. itd. Nie, zdecydowanie nie- mój wet, niezależnie z czym bym do niego przyjechała, nigdy by nie pomyślał, że zrobiłam swojemu zwierzakowi celowo jakąś krzywdę.
      • attiya Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 11:04
        zmień dilera
        • marychna31 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 12:01
          attiya napisała:

          > zmień dilera
          a co pipcia, szukasz nowych rynków zbytu? Wykup płatna reklamę w gazecie a nie ogłaszaj się za darmo.
          • attiya Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 18:08
            ależ elokwencja big_grin
    • asia_i_p Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:31
      Ja byłam raz podejrzana o kocie maltretowanie u weterynarza. Znaleźliśmy z mężem taką kocią biedę tuż po domem - chudy, mizerna sierść, łapa nam się wydawało, że złamana, ale była krzywo zrośnięta. Weterynarz, dopóki myślała, że to nasz kot, była dla nas wyraźnie niegrzeczna, kiedy dowiedziała się, że przybłęda, nie chciała wziąć pieniędzy, pozwoliła sobie zapłacić tylko za leki. Nie przeżył i tak, prawdopodobnie zaszył się w ogrodzie, żeby umrzeć, a myśmy mu tylko utrudnili ostatnie godziny - ale nie umieliśmy tego odróżnić od zwierzęcia potrzebującego pomocy.
      No i raz jeszcze bałam się jechać do weterynarza z koszatką średniej siostry, której (koszatce) najmłodsza siostra oskalpowała ogon (twierdziła, że złapała za ogon sterczący przez szczebelki i skóra została jej w ręku, myśmy jej nie wierzyli). Siedziałam w tej poczekalni i czułam się jak patologia społeczna, zastanawiałam się co lekarz powie sadystom skalpującym koszatki. Lekarz, o dziwo, stwierdził, że wersja przestępczyni jest całkiem prawdopodobna i że to bardzo częsta kontuzja u koszatek.
      • morelee Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 14:14
        U koszatniczek jeśli już, faktycznie koszatniczki często "gubią" ogonki.
        Koszatka to polskie, chronione zwierzątko, którego z całą pewnością nie wolno hodować w domu.
      • mondovi Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 03.01.11, 10:52
        > Ja byłam raz podejrzana o kocie maltretowanie u weterynarza.
        Moja przyjaciółka wzięła kota ze schroniska - poszła z nim do weterynarza, który darł się, że na policję ją oda o maltretowanie zwierzęcia..
    • attiya Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 10:57
      wiem, ze dla Ciebie nie było to śmieszne ale ja się uśmiałam
      zdrowia dla kota życzę big_grin
      • morgen_stern Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 11:00
        No mnie też to śmieszy.. w ogóle koty i psy są okrutnie zabawne, kiedy się wywracają / spadają, ta mina "aleocochodzi" zaraz po zdarzeniu i powrót jak gdyby nigdy nic do codzienności wink
        • attiya Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 11:07
          pies moje siostry ciotecznej - dom obok zawsze jest głodny. Nawet jak przed chwilą skończył jeść piąta miskę pełnej mięsa.
          I zawsze ma taki wzrok "nieee, dziękuję, nie jestem głody" odwracając przy tym łeb na bok jakby chciał pokazać, że zupełnie nie jest zainteresowany. Ale jak trzy sekundy później rzuca sie na to co ja mu daję, to naprawde warto czasem to zobaczyć big_grin
          a jednocześnie patrząc w bok delikatnie popatruje co mu dziś przyniosłam big_grin
    • agao_72 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 11:32
      jeden z moich kotów zaliczył wstrząśnienie mózgu. był wtedy podrośniętym kociakiem. zasnął na fotelu z resztą kociej bandy, we śnie, któryś z kotów zepchnął go z fotela. i Bazyl, bo tak się zwie. spotkał się z podłogą dość boleśnie. obudził się, zaczął latać za ogonem i potwornei się ślinić, miał też dość dziwne oczy. od razu pojechał do weterynarza.

      zupełnie nie wiem dlaczego u weta się śmiali, gdy mówiłam, że Bazyl spadł z fotela wink. ale kociskiem się zajęli z szacunkiem i czule.
      • myszka_333 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 13:29
        Moja kotka łaziła po karniszach (mieszkanie wysokie) , kiedyś karnisz się pod nią załamał i spadła.Okazało się że ma dużą przepuklinę, w ostatniej chwili operowana.Poszłam ją odebrać z kliniki po operacji, pamiętam że stałam w poczekalni ledwo co kojarząc rzeczywistość z nerwów, wyszedł lekarz i do mnie powiedział "trzeba było kotem tak mocno o ścianę nie rzucać".Szok , stałam w tej poczekalni i zaczęłam ryczeć ( myślałam że nie przeżyła) ,dopiero w domu dotarło do mnie co ten facet mi powiedział. Kotka przeżyła operację i od wielu lat ma się świetnie.
        • verdana Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 31.12.10, 13:34
          Trzy lata temu moj syn z zupełnie nową dziewczyna wybierał się na sylwestra. Oboje stali już ubrani w drzwiach, kiedy maly kotek syna, pięciomiesięczny skoczył z wanny i kontuzjował sobie łapę.
          Sylwestra spedzili na ostrym dyżurze weterynaryjnym. A drański kot, jeszcze parę miesięcy po kontuzji, gdy ktokolwiek na niego krzyknąl, podchodził kulejąc i siadał wyciagając przed siebie zwisającą bezwładnie łapę. Jak nikt się na niego nie gniewał, łapa byla OK.
          • majenkir Verdana, 31.12.10, 14:04
            verdana napisała:
            > Sylwestra spedzili na ostrym dyżurze weterynaryjnym.


            Bo to byla "proba kota".
            Wszystkie dziewczyny tak testujecie wink?
            Super pomysl, bede pamietac, kiedy moje dzieci zaczna randkowac smile.
            • verdana Re: Verdana, 31.12.10, 14:09
              No, dziewczyna zdała, fakt. Mam nadzieję, ze jej chory pies dziś numeru nie wywinie.
              • czarka77 Re: Verdana, 01.01.11, 22:15
                Eeee tam, ja to dopiero miałam. Mój 9-letni kot wiosną tak sobie tylną łapę połamał, że miał b. skomplikowaną operację, w trakcie której omal nie zszedł (nie wiem, jak wygląda reanimacja kota, ale była potrzebna). Oczywiście nie wiadomo, jak tę łapę połamał (nikogo nie było w domu, gdy wróciliśmy, leżał z nogą spuchniętą i gorącą); lekarz też dziwnie patrzył - no jak to nie wiadomo, jak połamał? No nie wiadomo, przecież sam nie opowie. Operacja kosztowała półtorej mojej pensji (sztuczne ścięgna z jakichś żyłek i cośtam sztucznego w "kolanie"). Rekonwalescencja była gorsza niż w przypadku naszych dzieci (chyba z 10 nieprzespanych nocy, po wielokroć zasikane łóżeczko turystyczne po Młodym, rozmowy "uspakajające", wynoszenie na "kupkę" do kuwety, gonitwy za kotem wbiegającym z usztywnioną nogą pod łóżko, moje prawie-płacze z bezradności).
                A teraz skubaniec znów biega i wspina się jak szalony sad
                Za każdym razem, gdy zeskakuje, choćby z kuchennego blatu, ja mam stan przedzawałowy.
                Koty już chyba takie niereformowalne są...
                No i oczywiście bezcenne komentarze znajomych - tyle płacić, tyle się męczyć, nie lepiej uśpić?
    • schere Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 01.01.11, 23:54
      Mój kot miał przykre spotkanie z szybkim psem i trzeba było wezwać weterynarza, żeby obejrzał rany.Na szczęście nic się nie stało... Tyle, że to była sobota rano, a po południu brałam ślub smile.
      ledwo ledwo zdążyłam poczynić ostatnie przygotowania (fryzura, makijaż) tyle było nerwów wink
    • katharsisss Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 02.01.11, 00:34
      Moje koty często biegają po domu, a że mamy panele, to często kończy się to wielkim poślizgiem i wyrżnięciem głową o szybę balkonowąsmile Myślę, że weterynarze są przyzwyczajeni do wysłuchiwania dziwacznych historii wypadków podopiecznych, i jak już ktoś wcześniej naipisał, ludzie maltetujący zwierzęta nie jeżdza z nimi do weteynarzy. A tych normalnych opekunow tez da się wyczuc. Ostatnio czesto jexdzilam z moimi i widzialam jak wpasciciee przytulaja zwiezeta i glaskaja. Od razu widac, ze im zalezysmile
    • schere Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 02.01.11, 20:46
      Ja wiem, że to nie o kocie. Ale..
      Wracamy sobie z dzieckiem ze spaceru, czekamy na zielone, a tu obok nas wpada na ulicę młody, uroczy beagle. Noż jak walnął samochód w tego psinę! Centralnie przed nosem mojego czterolatka.... Piesek zerwał się, ewidentnie w szoku, pognał do parku.
      Za szybko na moje sanki i dzieciaka w histerii... (zresztą sporo dzieci wraca tą trasą z parku i płacz się zerwał). Noż ch....a gdzie był właściciel???? Kupił/a sobie psa za parę stówek a smyczy już nie? czy też nie ogranicza swojego pupila? (a tu ludność nadal odpala petardy)
    • siasiunia1 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 02.01.11, 21:07
      Ja to miałam taką historię z kotem że szłam z kumplem pod moim blokiem a tu nagle kątem oka widzę jak mi coś białego mignęło. Odwracam się a tu młody kot leży - na oko miał złamaną łapę i przygryziony język. To od razu do sąsiadki z parteru zapukałam a ona od razu mi koszyk przez okno podaje.
      No to my do weta osiedlowego od razu. Doktor kochana kobieta nic też nie wzięła, kota opatrzyła, dała leki i mówi że trzeba go na prześwietlenie jak najszybciej i w sumie mamy z godzinę na znalezienie właściciela a potem trzeba go wieśc.
      No to szybka akcja moja, kumpla i siostry. My rozwieszamy ogłoszenia i patrzyliśmy które okna były otwarte a siostra siedzi i pilnuje kota (bo mój był bardzo niezadowolony z towarzysza i warczał z łazienki)
      W końcu dozorczyni mówi że widziała podobnego kota u sąsiadów i to może ich. I trafiła. Tyle że mi się wierzyc nie chciało bo to było 10 piętro!! Potem jak spotkałam sąsiadkę jak szła na wizytę kontrolną parę dni później to się dowiedziałam że kot oprócz prostego złamania i języka lekko przygryzionego miał się dobrze. Odsunąl skubany zabezpieczenie i wypadł. Proponowałam żeby go Farciarz nazwali smile
    • osa551 Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 03.01.11, 09:57
      Mój kot kiedyś wskoczył na poręcz od krzesła, stanął, przeciągnął się i .... stracił równowagę. Zleciał bokiem (jak na kreskówce) na śpiącego pod poręczą psa, który zerwał się przerażony. Kot jakby nic się nie stało, otrzepał się i odszedł majestatycznie.
    • mondovi Re: Znowu o kocie, w kontekście ostatnich wydarze 03.01.11, 10:50
      aby upaść na przysłowiowe łapy i zamortyzować upadek.
      no właśnie, łapy są przysłowiowe, kto ma kota, ten wie, że zdarza im się zasnąć na ciepłym (tv, parapecie nad kaloryferem) i obudzić się w locie w dół, kiedy już za późno. Mam nadzieję, że wszystko ze zwierzem ok.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka