Wczoraj wieczorem, opis sytuacji:
Leżę, karmię dziecko, oglądam tv. mąż siedzi przy stole, coś przegląda w necie. Na telewizorze leży dekoder ( młodsze dziecko wiecznie wyłączało go nam i wyciągało kartę-więc decoder przenieśliśmy na telewizor). Telewizor starego typu nie-płaski. Na dekoderze leży mój kot, śpi. Leży po przekątnej, bo się nie mieści. Z uporem maniaka umiejscawia swe kocie ciało na dekoderze, mimo tego, że już nie raz z dekoderem zsunąl się po telewizorze i zatrzymał na ścianie.
Patrzę w ten telewizor i widzę jak kot zsuwa głowę na ekran. W jednej chwili pomyślałam, że coś go zainteresowało i zajrzał na ekran. Ale nie, ta głowa schodzi coraz niżej, ja się patrzę a on leci. Głowa pociągnęła resztę a jego ciało bezwładnie zleciało na podłogę. Pod telewizorem stoi stolik edukacyjny dziecka, on w niego przywalił głową odpalając jakąś muzyczkę na stoliku i upadł na dywan. I leżał z zamkniętymi oczami. Mąż w jednej chwili podbiegł do niego i go złapał i wziął na ręce. Kot dopiero się obudził jak przywalił na ten dywan. Musiało go mocno zaboleć bo się nie ruszał. Wystraszyłam się śmiertelnie, kot chyba też. Bałam się że przywalił kręgosłupem. Jak spadał to spał, inaczej pewnie by zareagował i się odwrócił, aby upaść na przysłowiowe łapy i zamortyzować upadek. Biedny mój

Obserwowałam go resztę wieczoru. Początkowo leżał, musiała go chyba głowa boleć, potem na szczęście włączyła mu się nocna kocia jazda i szalał po mieszkaniu.
Dzisiaj rano zachowywał się normalnie.
I teraz wyobrażam sobie jak jadę z nim do weta i mówię co się stało. Kto by mi uwierzył, że kot sam sobie to zrobił? Z reguły koty potrafią wyjść obronną ręką z takich sytuacji ( nie mówię tu o wypadaniu z piętra, ale o takim spadaniu z niewielkich wysokości).
Mam nadzieję,że mu nic się nie stanie.