lipsmacker
06.01.11, 03:07
W watku o slubie i chrzcinach, ja w kazdym o tematyce katolickiej, natychmiast rozgorzala dyskusja o zasadach i intepretacji katolicyzmu. Co chwila oburzona wypowiedz o tym ze najniejsza proba wlasnej interpretacji tego lub owego sakramentu czy przykazania skresla autora jako falszywego katolika, niewierzacego wygodnisia czerpiacego z wiary tylko to co mu sie podoba.
Ciekawa jestem ile z tych osob studiowalo teologie, religioznastwo, historie religii? Jesli zadna to radze najpierw to zrobic aby wystrzec sie pisania banialukow. Ogromny odsetek tego czym zasmiecaja umysly 'wiernych' ksieza w Polsce nie ma nic wspolnego z podstawami katolicyzmu czy nawet chrzescijanstwa, a fakt iz Pan Bog uczynil czlowieka myslaca istota kloci sie z idea slepo idacej przed siebie trzodki jako chcialby widziec polski kler.
Oplujcie sie ze zlosci bo smiem twierdzic ze jestem katoliczka mimo ze wspolzylam przed slubem, stosowalam przezwiele lat antykoncepcje, nie chodze co niedziele do kosciola. Katoliczka jestem poprzez chrzest jakiego udzielono mi w niemowlectwie, chrzescijanka z potrzeby serca a i nie sa mi obce zasady innych wyznan i wolno mi powazac ich prawde tam gdzie ja widze. Wybiorcza wiara? Tak. Jestem wszak istota rozumna. I calkowicie mi zwisa i powiewa to co na ten temat ktos powie czy napisze.