Dodaj do ulubionych

babki-pocieszcie...

03.02.11, 08:43
Ryczę jak bóbr-mój mężczyzna po raz pierwszy wyjeżdża za granicę- do Belgii do pracy.Jedzie po lepsze dla nas jutro...I powinnam się cieszyć bo bardzo długo staraliśmy się,żeby któreś wyjechało...ale...Jeju-czemu to tak boli,czemu tu w Polsce nie da się normalnie zarobić w małym miasteczku,czemu musimy teraz być skazani na rozłąkę nie wiadomo jak długą?Czemu tak musi boleć-rozstanie Dziecka z Ojcem i jego płacz-nie jedź tatusiu?Czemu tu tak jest?
Pocieszcie,że damy radę.Oboje tyle w życiu przeszliśmy ale to też jedna z najgorszych chwil w moim życiu...
Dodajcie mi sił....
Obserwuj wątek
    • mirmunn Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 08:53
      przytulam mocnosmile
      to bardzo trudne doświadczenie, ale na pewno znajdziecie w sobie siłę, żeby przez to przejść

      trzymajcie się

      swoją drogą, parszywy ten nasz kraj, że człowiek musi zarobić na podstawowe rzeczy (mieszkanie, studia dla dziecka itd) tłukąc się po całej Europie, bo w ojczyźnie nie ma przyzwoitej pracy, aby godnie żyć
      • hexella Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:05
        ej no, bez przesady... gdyby tak było większość mieszkałaby w szałasach w podmiejskich gettach. Żyje w tym kraju i pracuję, chłop mój takoż i dobrze nam jest- ogarniamy wszystko. Kwestia podjęcia odpowiednich wyborów i zrealizowania planów.
    • lilly_about Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:14
      To znaczy, że w Polsce w mniejszych miastach wszyscy głodują? To mi teraz dałaś do myślenia, bo sądziłam, że my z mężem i dzieckiem mamy się całkiem nieźle. Sytuacji w której jedna osoba w małżeństwie żyje i pracuje w jednym kraju, a druga w innym nie znam i nie zgodziłabym sie na nia.
      • asiorzynka Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:19
        dzięki za pocieszenie...
        Mam studia on fach i co z tego skoro ja pracy nie mogę znaleźć a on jest oszukiwany(nie che mi się wyliczać ilu ludzi nie popłaciło mu za zrobioną pracę)
        Rodziców nie mamy i jedno tylko pracuje bo dziecko małe.
        Jedzie po to by zarobić na nasz wspólny interes.

        Ale nie ma co-dzięki-pocieszyłyście co poniektóre.Wychodzi na to,że matoły jesteśmy bo tu nie potrafimy żyć na poziomie i biedotą jesteśmy.

        Do moderatora-proszę o skasowanie wątku.
        • hexella Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:28
          spokojnie, nikt cię od nieudaczników nie wyzywa. nie zamierzam sie jednak zgodzić z uogólnieniem, że nie da się w tym kraju normalnie żyć.
          masz skłonność do dramatyzowania.
        • lilly_about Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:32
          Po co się tłumaczysz? To wasza sprawa jak zyjecie, za co i gdzie. Ale nie wypisuj głupot, że trzeba jechać do Belgii, żeby żyć na poziomie.
          • claudel6 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:24
            to, że TOBIE się żyje na poziomie nie znaczy, ze kazdemu sie tu udaje. gdyby tak było, to nie byłoby wielomilionowej emigracji składającej się z nie tylko ludzi bez wykształcenia.
            wygląda na to, że oboje się starali, ale nic z tego nie wyszło.

            ale wy jesteście nieempatyczne wiedźmy
        • ewasuwek Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:49
          nie przejmuj się, ja też wiem jak żyje się w małej mieścinie. Też mam skończone studia, ale w moim zawodzie nie ma tu pracy. Pracuję, ale zarobki są kiepskie. Mąż też pracuje, ale większość forsy idzie na rachunki i opłaty.
          Tak niestety dzieje się w małych miastach...
    • gazeta_mi_placi Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:23
      Pocieszę Cię- musiałaś być do tej pory wyjątkowo szczęśliwą osobą skoro wyjazd zagraniczny męża uważasz za najgorsze co Ci się przytrafiło.
    • kota_marcowa Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:28
      To nie tak, że dziewczyny na ciebie naskoczyły bez powodu. Pamiętam twoje poprzednie wątki. Większość rad, jakich tam dostałaś było be. Twój mąż z tego jak go opisywałaś tytanem pracy nie jest, a jeżeli jest i WSZYSCY go oszukują, to znaczy, że jest niezaradny, z resztą oboje jesteście. Bardzo dobrze, że mąż wyjechał, bo się odkujecie, tylko na waszym miejscu kilka razy bym się zastanowiła, czy prowadzenie własnego biznesu to dobry pomysł.
    • alba27 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:29
      Przytulam!
      Zrozumiałam, że Ty nie pracujesz a dziecko jeszcze do szkoły nie chodzi to może jak za bardzo zatęsknicie to pojedziesz do niego? Może na zawsze, może na jakiś czas.
      A na długo ten wyjazd mąż planuje? Bo jak na kilka miesięcy to dacie radę jak na dłużej to może być róznie...
    • alanis11 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:31
      No właśnie a Tuski będą Ci puszczać oko żebyś się rozmanażała.
      W tym kraju rodzina ma nieciekawie , szczególnie młodzi ludzie.
      Rozgladam sie wokół i widzę mase ludzi skazanych na rozłąkę , matki wychowują dzieci własciwie same.
      Mnożyc na potęgę to się mogą politycy !
      • aggy80 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:38
        w belgii jest ok
        moze jak sie twoj maz ustawi to i ty z dzieckiem przyjedziesz?
      • gazeta_mi_placi Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:39
        Bez przesady, dziecko nie musi mieć dodatkowych lekcji angielskiego i tenisa, w Polsce nie ma jeszcze przypadku aby jakiekolwiek dziecko umarło z głodu, a dla najbiedniejszych są dwudaniowe obiady w szkołach.
        Jak się chce to się dziecko wychowa.
        • figrut Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 21:02
          w
          > Polsce nie ma jeszcze przypadku aby jakiekolwiek dziecko umarło z głodu, a dla
          > najbiedniejszych są dwudaniowe obiady w szkołach.
          Z głodu może nie umarło, ale wiele dzieci cierpi głód lub jest zapychana byle czym, aby tylko przeżyć do dnia następnego. Po za tym nie wszystkie dzieci chodzą do szkoły, a zważ na to, że i szkolne dzieci mają wakacje, ferie i weekendy bez obiadów JEDNODANIOWYCH często. Życie w Polsce to dla wielu wegetacja i celują w tym niestety małe miasteczka i wsie.
      • anias29 alanis11 03.02.11, 09:44
        > Rozgladam sie wokół i widzę mase ludzi skazanych na rozłąkę , matki wychowują
        > dzieci własciwie same.

        A gdzie mieszkasz? Z ciekawości pytam, bo nie znam ani jednej takiej rodziny.
        • alanis11 Re: alanis11 03.02.11, 09:46
          w Krakowie
          • anias29 Re: alanis11 03.02.11, 09:50
            > w Krakowie

            ha, ja w Trójmieście i zupełnie nie mam takich obserwacji jak TY
            sądziłam, że ten problem dotyczy raczej małych miejscowości (autorka wątku) lub tzw. Polski B
          • gazeta_mi_placi Re: alanis11 03.02.11, 10:07
            Ja znam tylko jedną taką rodzinę (też Kraków) , ale tak się składa, że wiem że akurat ten konkretny facet jest taką trochę "ofermą", może to niesprawiedliwe dla pracowitych i zaradnych mężczyzn którzy mimo to muszą wyjeżdżać za granicę do pracy, ale z tego co widzę to najczęściej wyjeżdżają albo studenci, albo single bez zobowiązań albo faceci z rodziną ale typu "leniwce" lub "ofermy".
            • kota_marcowa Re: alanis11 03.02.11, 10:14
              ale z tego co widzę to najczęściej wyjeżdżają albo studenci, albo sing
              > le bez zobowiązań albo faceci z rodziną ale typu "leniwce" lub "ofermy".

              Nic dodać, nic ująć.
              • imasumak Re: alanis11 04.02.11, 19:22
                kota_marcowa napisała:

                Nic dodać, nic ująć.

                A ja powiem, że to co napisała gazeta, to spore uogólnienie.
                I może tak napisać wyłącznie osoba, która nie zna specyfiki małych miasteczek.
            • thegimel Re: alanis11 03.02.11, 20:45
              Znam sporo rodzin, które w UK żyją i świetnie sobie radzą - choć w PL sobie nie radziły. Zazwyczaj oczywiście nie są to osoby z dużych miast- ta grupa faktycznie pewnie rzadziej musi wyjeżdżać a jeśli to robi, to traktuje to bardziej jako przygodę.
              Natomiast znałam rodziny z Mazur, z Pomorza, ze ściany wschodniej - w niektórych rejonach jest rzeczywiście masakra, u nas na Śląsku też nie jest łatwo - oczywiście poza Katowicami i okolicą, gdzie jest nieco lepiej. Stąd też sporo ludzi ucieka - ale głównie do Niemiec.
              A, tak poza tym, ofermy i lenie wyemigrowały w maju 2004 roku i w sporej większości o ile nie przestały być leniami i ofiarami losu, rok później były już w PL, często na koszt Elżbiety II.
              • alanis11 Re: alanis11 03.02.11, 22:16
                Wiecie co hymm akurat w Krakowie nie jest łątwo znalesc pracę ponieważ jest zalewany przez morze absolwentów którzy przyjezdzają tu studiować i zostają. Satrsze pokolenie które zaczepiło się gdzies w latach 90 czy wczesniej te prace ma , młodzi ludzie mogą liczyć na posadę owszem ale po znajomości dlatego kombinują , byle jaka praca jest jak w każdym dużym mieście ale nie każdy ma ochotę dreptać w kółko po markecie jako ochrona.
                Ja akurat znam ze dwóch górników którzy musieli szukac pracy w polsce z powodu likwidacji kopalni na miejscu ( jakies 40 km od Krakowa ) teraz są kilka set km od domu , znam żołnierzy ale ich nie biorę pod uwage bo to jest specyficzny zawód i kazdy kto decyduje sie wstąpić do armii wie że musi się z tym liczyć. Młodym ludziom tym totalnie na starcie jest bardzo trudno , rynek pracy psuje też system finansowanych przez instytucje trzecie umów stażowych np i jak tu zakładac rodzinę ?
    • nisar Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:42
      Bardzo Wam współczuję - nigdy nie miałam zadatków na żonę marynarza, więc takie rozstanie także dla mnie byłoby absolutnym koszmarem.

      Przywykniecie, może mąż się bardziej otrzaska o rzeczywistość i potem już pociągnie biznes tu na miejscu? A może uda się wyjechać dokądś razem?

      Bardzo mocno Cię przytulam, wyobrażam sobie co przeżywasz.

      A do Szanownych Współforumek: do prowadzenia własnej firmy nie każdy ma 100% predyspozycji (ja nie mam na pewno), a w małej miejscowości może to być jednak jedyna szansa na pracę. Poza tym - co by nie mówić - w ogóle w życiu, a we własnym biznesie w szczególe, potrzebny jest tzw. łut szczęścia, nie ma cudów. A jeśli komuś życie rzuca wiecznie kłody pod nogi... Cóż, łatwo radzić z daleka i krytykować jak się nie ma doświadczenia w takim życiu jak druga osoba. I brawa dla Asiorzynki i Jej Męża, że walczą o swoje życie i byt a nie opuszczają ręce i lecą do MOPS-u po zasiłek. Ciekawe ile z tych krytykantek nigdy nie żyło z zasiłu, pożyczki, kredytu, tego co dała mamusia?
      Kurczę, co za durne forum, zawsze się znajdą mendy, które dowalą. Od razu czujecie się lepsze, co?
      • hexella Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:03
        nisar napisała:


        > Kurczę, co za durne forum, zawsze się znajdą mendy, które dowalą. Od razu czuje
        > cie się lepsze, co?

        a kto konkretnie w/g ciebie dowalił? i w jaki sposób?
      • kota_marcowa Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:11
        do prowadzenia własnej firmy nie każdy ma 100% pr
        > edyspozycji , w ogóle w życiu, a we własny
        > m biznesie w szczególe, potrzebny jest tzw. łut szczęścia, nie ma cudów. A jeśl
        > i komuś życie rzuca wiecznie kłody pod nogi...

        Tu nie chodzi o krytykę, ale zdrowy rozsądek. Żeby prowadzić własny interes trzeba mieć o tym jakieś pojęcie, kto ma własną firmę wie, że to nie takie proste. Osoba, która do tej pory tylko traciła zamiast zarabiać (niech będzie, że ich oszukiwali) nie ponosząc przy tym kosztów utrzymania działalności, się po prostu do tego nie nadaje. Za rok powstanie kolejny wątek: nieuczciwi dostawcy, klienci oszuści, współpracownicy złodzieje, a ja niem z czego zapłacić ZUSowi i ściga mnie US bo nie mam kasy na podatek.
        Za przywiezioną kasę mogą się przenieść np. do durzego miasta, gdzie mąż budowlaniec nie będzie miał problemów ze znalezieniem pracy, są przedszkola więc i autorka mogłaby pracować choćby i w markecie.
        • kota_marcowa Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:12
          Matko święta dużego
        • chloe30 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:54
          kota_marcowa napisała:

          mogą się przenieść np. do durzego miasta,

          Np. Białego Stoku
          big_grin

          wiem, widziałam że sie poprawiłas, ale nie mogłam sie nie dopisać wink
          • kota_marcowa Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 11:09
            mogą się przenieść np. do durzego miasta,
            >
            > Np. Białego Stoku

            I jeść tam wontrupkesmile
            • lolinka2 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:22
              kota_marcowa napisała:

              > mogą się przenieść np. do durzego miasta,
              > >
              > > Np. Białego Stoku
              >
              > I jeść tam wontrupkesmile

              chyba wąchać woń trupka smile
            • pitahaya1 Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 16:55
              kota_marcowa napisała:

              > mogą się przenieść np. do durzego miasta,
              > >
              > > Np. Białego Stoku
              >
              > I jeść tam wontrupkesmile

              W truikoncie z somsiatkom.
    • ylunia78 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 09:49
      nie,no pnie przesadzaj.Tyle czasu moja teściowa wyjeżdża i teściu jakoś nie płaczewink
      A tak poważnie....nie Ty jedna,nie Wy jedni musicie tak pracoważ-żyć.Można dać radę.Tymbardziej teraz jest net-skype,GG i inne pomocne w kontakcie usługi.Kiedyś to ja tylko mogłam czekac na tel od męża jak z budki zadzwoniwink
      • elske Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:14
        Ja tak przez rok żyłam : mąż w Norwegii, ja z dzieckiem w Polsce.Daliśmy radę. Tylko że przed wyjazdem męża określiliśmy , jak długo będzie trwała nasza rozłąka. Ustaliliśmy , że po roku- góra 2 latach , albo ja jadę do niego z córką, albo on wraca do nas do Polski. Po roku przeprowadziłyśmy sie do niego.

        Moja rada: określić już teraz maksymalny czas, jaki twój maż będzie pracował za granicą. Zeby nie było tak że jeszcze 2 miesiące, a pózniej pół roku, jeszcze ostatni rok i na pewno wracam.
        • beata118 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:38
          Też tak żyłam, po dwóch latach (oczywiście założyliśmy, że tyle będzie trwać rozłąka) mój mąż wniósł pozew o rozwód. Spodobało mu się życie bez obowiązków dnia codziennego, opieki nad dzieckiem. Uznał że jego życie to TYLKO JEGO praca i fan. Tyle moich obserwacji n/t
    • julek_i_ja Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 10:38
      Widzę, że co niektórym bardzo łatwo przychodzi ocenianie innych jako niezaradnych z pozycji ciepłej posadki w dużym mieście. Nie zawsze jest tak różowo, czasem splot niekorzystnych okoliczności sprawia, że człowiek wpada w pajęczynę kłopotów i nie może się z niej wyplątać mimo umiejętności i chęci, aż w końcu wpada w taką beznadzieję, że nie jest w stanie już podjąć żadnego działania, bo traci siły i nadzieję.
      Nieuczciwi kontrahenci zawsze się zdarzają, a w małych miastach z dużym bezrobociem takich cwaniaków, co chcą tylko wykorzystać za friko jest na pęczki. Mój przyjaciel np. prowadzi biznes, ma do tego zamiłowanie i talent, ale praktycznie nie może rozwinąć skrzydeł przez takie osoby, zalegają mu od dłuższego czasu z należnościami - żeby uzyskać sądowy nakaz zapłaty trzeba mieć potwierdzone odebranie faktury, cóż z tego kiedy większość tego nie robi, nie ma sposobu by im doręczyć inaczej niż siłą, listów z sądu też nie odbierają i sprawa przeciąga się w nieskończoność.
      Asiorzynka - na pocieszenie napiszę Ci tylko, że początki rozłąki są najtrudniejsze, potem się przyzwyczaisz, wpadniesz w rytm i będzie ok. Mam nadzieję, że wkrótce się polepszy i znów będziecie mogli być razem. Trzymaj się ciepło i nie poddawaj, w końcu macie szansę na odbicie się od dna i tylko to się liczy.
      • thegimel Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 18:55
        Niestety sporo emam mieszka w Wawie i ocenia z tamtejszej perspektywy. Też mieszkam w małej miejscowości, w dodatku z beznadziejną komunikacją i jedyną robotę jaką można u nas złapać jeśli nie ma się kontaktów, to w zakładzie robienia okien, oczywiście na czarno. Dookoła państwowe zakłady, które raczej zwalniają niż zatrudniają, w usługach zarabia się grosze, zazwyczaj płacą minimum. Można znaleźć pracę ale jak się ma plecy, my niestety nie mamy. Mąż dojeżdża do Katowic, też czasami jeździ w delegacje, przez pół roku byliśmy weekendowych małżeństwem.
        Też wyjechałam, też byłam oceniana, że jak mogę wyjeżdżać. Teraz żałuję, że wróciłam, miałam tam już życie poukładane, głupi sentymentalizm i tęsknota za ojczyzną. Gdyby nie to, że dziecko jest bardzo związane z dziadkami, pewnie byłabym dawno znów w UK.
        Nie martw się na zapas. Belgia to nie koniec świata, można znaleźć tanie połączenia, żeby w miarę często się widywać.
        A, postarajcie się, żeby rodzina była wnet razem - niech mąż po określonym czasie wróci, albo urządzi się tak, żebyście mogli do niego dojechać. Długo rozłąka może niestety rozbić nawet bardzo kochającą się rodzinę. I nie przejmuj się krytyką. Nawet jeśli faktycznie nie potraficie sobie poradzić w PL, to trudno, nie wszyscy muszą być ludźmi sukcesu.
        Powodzenia!
        • makazuga1 Re: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy 03.02.11, 22:14
          Mieszkam w Warszawie i też mogłabym powiedzieć że się nie da żyć normalnie. Mąż-kierowca ciężarówki. Wiecznie w drugim końcu Polski,nigdy nie wiadomo kiedy wróci,ile zarobi itd. Pracując przez cały miesiąc zarabia tyle że stać nas na wynajęcie niewielkiej kawalerki i opłacenie rachunków.Też jesteśmy weekendowym małżeństwem z dwójką małych dzieci. Zamiast siedzieć w domu i narzekać na Tusków,oszustów i nieuczciwych pracodawców,dorabiam w każdej wolnej chwili sprzątając. Jak nie mogę wszystkiego ogarnąć to dzieci jadą ze mną do pracy lub sama jadę późnym wieczorem(wtedy na noc przyjeżdża mój brat).Co z tego ze na czarno i nie zawsze są to ogromne pieniądze.Radzę sobie.Trzeba tylko wziąć się w garść.
          • thegimel Re: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy 04.02.11, 09:00
            Problem w tym, że nie wszyscy chcą pracować na czarno.
          • imasumak Re: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy 04.02.11, 19:31
            Ale pracując na czarno, nie odprowadzasz podatku. Myślałaś o tym?
            • makazuga1 Re: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy 04.02.11, 20:01
              Tak,myślałam.Mam do wyboru nie pracować lub pracować na czarno. Wolę pracować niż narzekać i stać w kolejce po zasiłek.
              • thegimel Re: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy 04.02.11, 20:48
                Cóż, ja wolałabym legalnie zagranicą niż na czarno w PL.
      • claudel6 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:34
        no właśnie, ja nie wiem, te niektóre baby tutaj sa albo kompletnie pozbawione empatii, albo elementarnej wyobraźni. dominuje postawa niewyglądania poza własny czubek nosa, który to nos cały świat przesłania. Bo Mi sie udało, bo Mi się wiedzie, bo Mi się. same bomisie tutaj.
        zazwyczaj w każdym takim temacie - szukającym porady, pocieszenia, pierwsze wpisują sie te najgorsze zołzy, co to wszystkie rozumy pozjadały, wszystko potrafią, we wszystkim same sobie radzą i uważają, ze w związku z tym maja mandat do mieszania każdej innej forumki odbiegającej od tej wyśrubowanej 'normy' z błotem
    • przeciwcialo Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 19:00
      Dasz rade. Ja z mężem żyliśmy tak kilka lat. Trzeba tylko w głowie ustalić przegródki i tam sobie poukładac wszystko. Bedzie dobrze, zawsze możesz do męża dołączyc.
      • asiorzynka Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:16
        Dzięki dziewczyny za pozytywną energię.
        Wiem,że to nie tak daleko i wiem ,że mamy wspólny cel, który nas trzyma na powierzchni.I od dawna wiedzieliśmy,że któreś wyjedzie-albo ja do Anglii albo On do Belgii.Tylko co innego wiedzieć a co innego nagle zostać w dużym,wiejącym nagle pustką domu samej.
        Dobrze,że Smyk śpi za ścianą.I pies krząta się po domu.
        Będzie dobrze-po tylu latach zmagań z szarością,z parciem pod górę wreszcie zaczyna się nowy etap w naszym życiu.Wiem to i może za parę tygodni napiszę wreszcie pozytywny,tryskający energią postsmile
        Tylko po raz pierwszy od 8 lat rozstajemy się i to dołuje.
        Poukładam sobie swój świat na nowo-bez Niego obok.
        Cieszę się,że są teraz net,Skype,gg.Jest kontaktsmile

        Zostaję sama bez rodziców,teściów,sióstr itp.Dlatego tak emocjonalnie reaguję bo NIKT mnie wesprze niestety.
        Pod opieką mam 5 latka.I czuję brzemię odpowiedzialności.
        Ale dam radę.Muszę.
        Dzięki jeszcze razsmile
        • thegimel Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:37
          Dasz radę. Tylko serio, postarajcie się, żeby ta rozłąka nie była za długa.
          A tak w ogóle, skąd jesteś?
        • claudel6 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:43
          dziewczyno, słuchaj, będzie dobrze, tylko 1. koniecznie ustalcie termin tej rozłaki, tak jak dziewczyny piszą i 2. i ustalcie jak często bedziecie się widywac i nie oszczędzajcie na tym.
          i pociesze cię, że nie jesteście żadnymi nieudacznikami - w PL rynek pracy jest bardzo trudny i jest bardzo trudny nawet dla takich osob jak ja - z wyksztalceniem, specjalistycznym i bogatym doświadczeniem i kilkoma latami pracy zagranicą (w firmach z mojej branży, nie na zmywaku).

          i przeczytaj sobie ten reportaż:
          wyborcza.pl/1,75480,9001133,Londyn_kolo_Gdanska.html
        • memory11 Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 19:01
          ja tak żyję od 5 lat, maż zjeżdza do domu co 2 tygodnie na tydzień, jestem sama z 4,5 latkiem i mam się całkiem dobrze
          • schiraz Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 19:33
            Ja tak miałam tylko, że zdaje się - jeszcze gorzejsmile Mąż dostał propozycję pracy aż w Brazylii, masz pojęcie? W Polsce zarabiał jakąś jedną pięćdziesiątą tego, co zaproponowano mu tam, długo zastanawialiśmy się czy damy radę, w grę wchodziły trzy lata. Urlopy dawano mu co trzy miesiące - 10 dni i firma opłacała mu przelot do Polski. Zostałam w kraju z czterolatkiem, całkiem sama. Było ciężko, ale wiedzieliśmy, że dla nas jego praca tam to spełnienie marzeń o własnym domu i druga sprawa - mąż był zachwycony tamtejszą firmą, nic nie było na siłę, on po prostu uwielbiał tam pracować. Rozmawialiśmy codziennie na skypie, pisaliśmy maile i nigdy potem nie miałam takich dużych rachunków za komórkęwink W międzyczasie zaszłam w kolejną ciążę (z mężem, a jakżesmile) i okazało się, że to go przerasta, ja sobie radziłam a on po każdym urlopie zmuszał się do wyjazdu (bardzo przeżywał, że nie ma go podczas ciąży a potem jak urodziła się córka to po prostu oszalał na jej punkcie). Skrócił kontrakt o pół roku, tracąc sporą premię, ale to nie było najważniejsze, choć nie ukrywam, że jego pobyt tam pozwolił nam bez żadnych kredytów wybudować dom i wyposażyć go tak jak nam się marzyło. Teraz pracuje w Polsce za zdecydowanie mniejsze pieniądze, ale nie chce już jechać mimo, że co jakiś czas tamta firma wysyła mu oferty pracy. Przez krótką chwilą myśleliśmy nawet, żeby tam się wyprowadzić, ale to jednak za daleko, inna kultura, inny klimat. Gdyby to była Europa, jakikolwiek kraj w Europie, to bez problemu byśmy się zdecydowali. Jedno wiemy na pewno - nigdy więcej takich rozstań, jeśli praca w innym kraju to razem. Zmierzam do tego, że na pewno dasz radę, Belgia to rzut beretem, wszystko będzie dobrzesmile
            ------
            Milcz, albo powiedz coś takiego co jest lepsze od milczenia.
        • landora Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 20:27
          A nie możesz z nim pojechać do tej Belgii?
    • izabellaz1 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:40
      asiorzynka napisała:

      > do Belgii

      Rany będziesz miała regularne dostawy najwspanialszej czekolady i czekoladek!!! big_grin
      • thegimel Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:47
        A czekolada poprawia nastrójsmile
        • asiorzynka Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 21:01
          jestem ze świętokrzyskiego.
          Tutaj bezrobocie jest olbrzymie.
          Dziś potkałam się z żoną człowieka,do którego mój właśnie pojechał.Dziewczyna z biegłą znajomością 2 języków w mowie i piśmie.Skończone studia ekonomiczne.
          Pracowała w jakiejś firmie współpracującej ze Wschodem(nie powiem dokładnie bo w nerwach nie wszystko zapamiętałam)
          I nie ma pracy.
          Poszła na kurs robienia tipsów bo innych brak i pomysłów gdzie już szukać pracy tez brak.
          Dąży do tego by mąż ściągnął ją tam z powrotem(kiedyś byli tam razem.A on po 3 latach bycia tu wyjechał z powrotem pod koniec tamtego roku bo tak jak mój został nieraz oszukany i ma dość życia w takim kraju).
          W moim mieście panują układy.Jeśli nie ma się znajomości-NIE MA SIĘ PRACY.
          Ja wiem,że niektórym z Was trudno to zrozumieć-ale tu u nas tak jest.
          Ja znam osobiście wiele rodzin z mojego otoczenia,gdzie któreś wyjechało(i niekoniecznie mąż)
          Bo żeby tu przeżyć albo trzeba mieć znajomości albo bogata rodzinę,która da na start.
          My NIE MAMY NIC z ww.
          Mamy TYLKO siebie-od 15 lat razem pod górę.Ale przemy.
          Dlatego wierzę,że to też przetrwamy i może za pół roku otworzymy nasz mały interes.

          A co do czekoladeksmile-wiem,że tam są pyszne.Już jakiś plus w tej sytuacjismile
    • volta2 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 20:58
      rany, dziecko jest jeszcze nie szkolne, to najlepszy czas, by dołączyć do faceta i nie skazywać się na rozłąkę.
      potem szkoła nieco blokuje.

      w tej belgii są chyba jakieś publiczne placówki typu przedszkole/żłobek i takiego małego na parę godzin można zostawić, a samemu "na zmywaczek" na godziny.

      siedzenie w domu samej nie ma większego sensu.


      sama tak zrobiłam, tylko nieco za późno, bo dzieciom szkoła się za granicą zaczęła. mieszkanie wynajęłam w pl, z tego jest tak jakby moja polska pensja, której tu na emigracji nie zarabaiam, dzieci mają ojca, kraj widzimy 2 razy do roku - to trochę mało, fakt.

      ale jesteśmy razem, to najważniejsze.
      dziś przy usypianiu mały mi szlochał z tęsknoty za ojcem, bo ten w delegacji tygodniowej jest, więc nie wobrażam sobie za bardzo rozłąki na dłużej...(choć możliwe, że mnie kilka miesięcy będzie czekało, akurat my się powoli szykujemy do powrotu do pl, mąż ma jeszcze zostać na 3-6 m-cy)
      • elka323 Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 21:57
        Asiorzynka , dasz radę ! I tak jak piszą dziewczyny , jeśli będzie taka możliwość , pomyśl o wyjeździe do męża .A może zastanówcie się nad wyjazdem na stałe , jeśli jemu będzie się tam wiodło?
        Druga rzecz - jeśli patrzy się z perspektywy dużego miasta i dobrej pracy ,a nie ma się pojęcia , jak wygląda prawdziwe życie w małych dziurach , to może lepiej cicho siedzieć i się nie wymądrzać?Też mieszkam w małej dziurze i tez aby przeżyć musiałam wyjeżdżać do pracy za granicą - dzieci zostawały same i musiały sobie radzić , bo nie było wyjścia.Albo wyjadę i zarobię - wtedy będzie na podstawowe potrzeby i szkołę , albo trzeba zrezygnować z nauki.I nie chodziło tu o jakieś wymyślne dodatkowe zajęcia , ale o skończenie szkół średnich.Teraz też czekam na wyjazd , bo najmłodszy rozpoczął technikum i za coś musi do szkoły dojeżdżać , mieć na książki , ubrania i coś jeść.
        Był niedawno taki wątek - ile trzeba mieć na osobę , aby w miarę spokojnie żyć.Gdy go przeczytałam , nie wiedziałam , czy śmiać się , czy płakać.Dla niektórych 4 - 5 tyś na miesiąc to skromna sumka.W realnym świecie ma się około 500 zł na osobę i to musi wystarczyć.Bo w małych dziurach otrzymuję się najniższą płacę , a jak się nie podoba , to wypad , i nie ma dyskusji.Inni czekają na pracę.
        Wiem , że będzie mi ciężko , ale nie mam wyboru , tak jak twój mąż.Muszę synowi zapewnić wykształcenie , bo będzie musiał sobie radzić w przyszłości sam.
        A starszych namawiam , aby zwiewali z tego kraju , bo tu są marne szanse na godne życie.
        Trzymaj się , asiorzynka , więcej jest takich , jak wy , i wcale nie są nieudacznikami - to ten kraj jest nieudany , nie dla zwykłych ludzi , którzy chcą uczciwie pracować.
        • czar_bajry Re: babki-pocieszcie... 03.02.11, 22:14
          przywyknieszsmile
          Jak przyjdzie taki czas iż mąż po 2 tygodniach urlopu na łonie rodziny zacznie Cię wkurzać- natychmiast pakuj manatki i jedź do niego albo niech on wraca do domu - na stałe oczywiściesmile
          • majan2 Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 18:46
            Dziewczyny jestescie naprawde nieprzyjemne. Tak im sie ułożyło w życiu, że w Polsce nie mogą zarobić dobrze, wielu tak ma, rozumiem, ze to trudne doświadczenie. Moj ostatnio wroicl po miesiącu (ze szkolenia) i wiem ze nie było to długo, ale dla mnie to było trudne i baaardzo męczące. Mam nadzieje, ze masz kogos kto cie czasem odciązy.
    • imasumak Asiorzynko i co tam u Ciebie? 04.02.11, 19:33
      Jak się czujesz?
    • gazeta_mi_placi Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 20:14
      Cóż, nie zapomnij wobec tego kupić zapas baterii-paluszków.

      https://www.suwaczki.com/tickers/4apfo0uufqlmahpy.png
      • asiorzynka Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 20:37
        Jestem lekko zdołowana i czasem jeszcze łza się potoczy.Ale wiem,ze to dla naszego dobra.Jeśli da nam to możliwość stanięcia wreszcie na nogi to musimy oboje dać radę.Ja chyba bardziej jednak muszę zacisnąć zęby bo z tych płaczliwych jestemsmile
        Nie wiem jak długo nie będziemy się na razie widzieć-prawdopodobnie 2 miesiące.
        Planujemy na oko rozłąkę na jakieś pół roku maksimum.
        Z chęcią pojechałabym tam razem z Nim-ale niestety na razie niemożliwe bo nie pracuje na własną rękę lecz u dawnego szefa swojego i z nim mieszka.Może z biegiem czasu-jeśli będzie taka możliwość-pomyślimy.
        Rozmawiać na razie nie bardzo mamy jak-Skyp'a dop. 22 będzie miał.
        Właśnie zjadło mi za 3 min prawie 9zł-szok.
        Jemu lepiej bo ponad 4 euro za min.Ale usłyszeć siebie wzajemnie-bezcennesmile
        Smutno tylko bo nie ma wokoło mnie ludzi-i gdy mały śpi cisza aż dźwięczy.
        Mieszkam w domu więc nawet odgłosu sąsiadów brak.
        Ale muszę dać radę i już.
        Dzięki emamy-podniosłyście mnie na duchu.Skoro wiele z Was dało rade więc ja też dam-zresztą wokoło mnie wiele rodzin tak funkcjonuje.
        Jeszcze raz dziękismile
      • schiraz Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 20:40
        No i jeszcze jedno, trudny jest tylko sam początek, kiedy człowiek musi zorganizować się sam, jak już to sobie poukładasz to wcale nie będzie Ci brakowało drugiej osoby (w sensie organizacji życia codziennego, bo jeśli chodzi o uczucia to przez te dwa i pół roku tęskniłam aż bolało). Do tego stopnia byłam poukładana w swoim życiu bez męża, że gdy wracał to oczywiście każdy kawałek mojego ciała umierał z radości, że go zobaczy, ale wkurzało mnie, że burzy mój dzieńwink Gdy zdążyłam się do tego przyzwyczaić już wyjeżdżał i tak w kółko przez dwa i pół rokusmile Ja też nie mogłam liczyć na nikogo, ale radziłam sobie doskonale, w końcu samotne mamy też sobie świetnie radzą, pamiętaj, że najtrudniejsze są pierwsze dni. My nie żegnaliśmy się na oczach dziecka, Syn codziennie mógł rozmawiać z tatą przez skypa i korzystał z tego, ale gdy mąż wyjeżdżał nie robiliśmy wokół tego atmosfery rozpaczy, choć nie ukrywam, że zawsze miał lot nad ranem i na ogół szedł do pokoju Syna a potem i córki jak już spały i wychodził z mokrymi oczami, ale przy dzieciach się nie rozklejał i staraliśmy się tłumaczyć im, że tata wyjeżdża na dłużej, ale wróci, a już jutro będzie można go zobaczyć i porozmawiać z nim na ekranie komputera. Ja i mąż ryczeliśmy często, ale nie przy dzieciach, bo byłoby im jeszcze ciężej, szczególnie Starszemu.
        --------
        Milcz, albo powiedz coś takiego co jest lepsze od milczenia.
    • maly.lew Re: babki-pocieszcie... 04.02.11, 20:51
      powiem Ci z doświadczenia mojej kuzynki i jej męża... dobrze, że jedzie! niech zarobi tyle, ile wam potrzeba, ale nie więcej!!!
      jeśli zechce wracać, jeśli choć piśnie, że dłużej nie może, pozwól mu wrócić!
      a słowa pocieszenia: nie ty pierwsza i nie ostatnia! wredna jestem, ale tak jest... powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka