agnieszkatk
09.02.11, 17:34
Zatrzęsło mnie dziś kolejny raz i jestem zła, rozgoryczona i jest mi przykro. Sama nie wiem...
Moje dziecko jest niepełnosprawne ( autuzm ) i jest w szkole integracyjnej, w pierwszej klasie. Uczęszcza sobie na religię ( mam wrażenie, że już nie długo... ) i z tym mam problem.
Syn oprócz "klasycznych" problemów autysty ma ogromne problemy manualnie i z koncentracją. Jesli sam miałby odrabiać lekcje, na pewno by ich nie zrobił. Wszyscy to rozumieją oprócz, jak mi się wydaje, siostry katechetki ( czy jak ona się nazywa )
Dostają do domu prace do narysowania. Co tu kryć - syn sam nic nie narysuje, jesli temat jest abstrakcyjny ( typu jak pomagamy bliźnim ) bo nie umie, nie rozumie a poza tym jest tak niekreatywny, że moja pomoc jest niezbędna. Ma także problem z pisaniem i rysowaniem - odrabianie zadań z polskiego jest długotrwałe i czasochłonne. Zatem pomagam mu. Żeby było jasne - nie wyręczam. Pomagam, ułatwiam. Tkwię nad głową i zmuszam do pisania po 10 razy w linijkach ( ścieram jak jest źle ) rysujemy na brudno, rysujemy przy uźyciu ekierki itp.
Zmuszam do kolorowania , pomagam dobierać kolory i gdy do pokolorowania jest duża przestrzeń na ten sam kolor często biorę jego rękę w swoją rękę i razem ciągniemy kredkę. W szkole wiadomo - nikt go tak nie przypilnuje jak ja, więc syn nie raz ogranicza się do rysowania byle jak i kolorowania na zasadzie postawienia dwóch kresek. A potem przychodzi do domu i poprawiamy.... Nie wiem, czy dobrze robię, robię najlepiej jak umiem, nikt mi w tym nie pomaga i widzę, że jest co jakiś czas trochę lepiej więc uważam, że to co robię ma sens. Probelm w tym, że siostrzyczka ma odmienne zdanie.
Syn przy jednej z pierwszych prac ( do pokolorowania rysunek w domu ) dostał zamiast oceny wpis " 5 dla mamy" chociaż to on kolorował - a ja stałam jak kat nad dobrą duszą pilnując : tu jeszcze białe miejsce. Lżej kredkę. Mocniek kredkę przyciśnij. Fakt - dziecko przypilnowane i dużo czasu nam to zajęło, ale praca różni się od tych robionych na lekcji.
Następna sprawa. Mieli w szkole narysować stół przygotowany do wizyty duszpasterskiej. Na białym obrusie Pismo Święte, krzyż, dwie świece i centralnie na środku.... koperta. Jestem osobą niewierzącą i nigdy u nas w domu księdza nie było więc byłam ciekawa, skąd syn wziął pomysł z kopertą... Po rozmowach z rodzicami okazało się, że siostrzyczka narysowała tak na tablicy i kazała przerysować. Trafiło mnie, kopertę wymazałam, dziecko było z lekka zakręcone. PO przedostatniej katechezie przyszedł do domu z informacją, że siostra zwracała mu uwagę, że ma następną pracę przez mamę rysowaną ( tu akurat ciekawostka, bo częśc narysował sam w szkole, a w domu tylko pomalował tło ) ale dziś wrócił z wpisem " To nie jest praca dziecka" po9d pracą domowa. Przyznaję: pomogłam. Mieli narysować "czy miłośći" dla syna to abstrakcja a siostra nie wyjaśniła, co ma na myśli. Narysowaliśmy chłopca karmiacego ptaszki w karmniku. "Darmową restaurację dla ptaszków" narysował syn korzystając z ekierki i sam pokolorował. Naszkicowałam mu chłopca - bo on nie umie, nie umie i już! Którego on pokolorował i pomogłam mu pokolorowac tło - trzymałąm go za dłoń, bo nie dałby rady sam tyle posmarować. Zajęło mi to dużo czasu siły i jemu też. Byliśmy zadowoleni. Tymczasem taka notatka, podczas gdy dzieci podostawały oceny. Dodatkowo siostra zmusiła go do rysowania nowej pracy domowej - narysował to, z czym walczę - ostatnio ma manię rysownania samych wieżowców.
Jestem zdrowo wkurzona i zastanawiam się, gdzie siostrzyczka ma aureolkę bo tylko istoty wyższe wiedzą, co w domu robię a nie siostrzyczka. Nie wie, ile pracy mnie to kosztuje i publicznie mnie dyskredytuje, moje decyzje, moją pomoc w oczach innych i mojego dziecka.
Jutro też jest religia i mam ochotę jej nagadać, żeby się douczyła, co to jest autyzm i co to jest indywidualizacja pracy i podejście do dziecka.