Prawie każdy zetknął się z pojęciem "syndrom aborcyjny" ( a już na pewno przeciwnicy aborcji, pro-life), na stronach i forach dotyczących aborcji pełno jest o tym syndromie.
A co z syndromem poadopcyjnym? Kobieta (załóżmy normalna, nie pijaczka) jest w trudnej sytuacji i oddaje do adopcji.
W końcu to po niej nie spływa jak po kaczce prawda? Czemu pro-life nigdy nie poruszają tego problemu? Czyżby faktycznie adopcja była takim dobrym dla kobiety wyjściem, że każda jest z tego zadowolona i nie ma żadnych problemów psychicznych z tym związanych ani depresji?
Czemu o tym się nie pisze (co dzieje się z psychiką kobiety po oddaniu dziecka do adopcji, jak potem z tym żyje, rok, dwa, więcej...)?
Istnieje (dla pro-life) tylko kobieta ciężarna i kobieta która poddała się aborcji (najczęściej określana przez nich "morderczyni"), nie ma kobiety po oddaniu do adopcji..
Piszcie, bo dawno nie zakładałam tu tematu

Tylko dużo

Będę jutro to sprawdzę