Dodaj do ulubionych

Korepetycje-co z tymi ludźmi???

28.03.11, 18:36
Wnerwiona jestem po raz kolejny.

Po raz kolejny dziecko zostało na lodzie. Nowe książki (każdy korepetytor chce pracować tylko z sobie znanymi podręcznikami, czyli za każdym razem kupujemy nowe).

Czy tylko ja mam pecha??

Pierwsza nauczycielka-j.obcy.
Zaczęło się od podniesienia ceny na "dzień dobry" z powody dojazdu do nas. Ok, w końcu dojeżdża. Ale wkrótce okazało się, że lekcje muszą się odbywać u pani, bo tam są książki, pomoce, bo tam lepiej. Oczywiście cena pozostała bez zmian, "bo wszystko idzie w górę".
Zrezygnowaliśmy, u pani nie było warunków (mieszkanie wynajmowane przez kilka osób, hałas, brak warunków).

Druga nauczycielka-j.polski.
Początek dobry, po jakimś czasie pani zaczęła przychodzić 5-10 minut po czasie i wychodzić 5 minut przed końcem, zawsze miała jakieś wytłumaczenie. Zwróciłam uwagę, pani zrezygnowała z fochem. Zostawila syna miesiąc przed egzaminami, z powodu których się spotykała z synem. Ot, stwierdziła, że sobie da radę.

Trzecia pani-j.obcy.
Po kilku miesiącach pani miała, do wyboru, nadgodziny w pracy, wizytę u lekarza, chora mamę, zepsuty samochód, komórka padła...Dramat za dramatem. Dopiero potem okazalo się, że pani zmieniła miejsce zamieszkania i nasza lokalizacja nie była jej na rękę. Przeciez wystarczyło powiedzieć.

Za każdym razem akceptowałam stawiane mi warunki, jeśli chodzi o miejsce nauki, cenę, zmianę podręczników. Za każdym razem płatność po lekcji.
Ale każda zmiana nauczyciela to dla dziecka jakiś problem, coś nowego, etap wdrażania się, docierania.

W końcu postawiłam na zajęcia w szkole językowej. I tu znów wpadka, czyli połowy grupy nie ma i pozostali niemal stoją w miejscu z materiałemsad Cena nieadekwatna do ilości przerobionego materiału. Wyboru nie ma, jedna szkoła odpowiadająca poziomowi dziecka.

W końcu powiedzialam sobie, że wezmę osobę solidniejszą, taką, co ma zarejestrowaną firmę, nawet swoją stronęsmile Taką, która lekcje prowadzi z pracownikami firm, słowem osobę solidną, choć zdecydowanie droższą.
Nie wiem na co w duchu liczyłam, chyba na uczciwość i solidność.

Osoba z polecenia, czyli będzie super. Teraz okazało się, że to polecenie to po prostu znajomy, który w zamian za polecenie miał tańsze lekcjesmile

Pani zaczęła od stawiania warunków: płatność z góry za cały miesiąc, lekcje opuszczone z naszej mają być zapłacone. Lekcje opuszczone przez nauczyciela będą zawsze odrabiane.
Wyboru nie miałam, u nas strasznie trudno o nauczyciela o czym tych kilka osób świetnie wie.
Pierwszy miesiąc ok.
Drugi-dwie lekcje opuszczone z winy nauczyciela (coś tam wypadło).
Trzeci miesiąc (luty)-firma zmienia lokalizację i kompletny bałagan, część lekcji poprzesuwana, nadal część nie została odpracowana. Ale obietnice, że już po przeprowadzce i będzie wszystko w porządku, nadgonimy, nadrobimy. Lekcje powoli były odpracowywane choć mając inne osoby pani nie była elastyczna, to my się do niej dopasowywaliśmy.
Dałam sobie marzec na przyjrzenie się i ew. zdecydowanie, idziemy dalej czy nie.

Ano nie jest dobrze. W marcu, pomimo płatności z góry nie odbyła się niemal żadna lekcja. Pani albo nie odbiera, albo znów tłumaczy się tak pokrętnie, że aż mnie to śmieszy. Chyba wszyscy już pomarli, pochorowali się, szef się uwziął.
Od trzech lekcji cisza, ani telefonu (milczy), ani odpowiedzi na maile. Pieniądze wpłacone. Niestety, bez faktury, bo pani i nie chce zwiększać dochodów.

Co z tymi ludźmi się dzieje? Wkurzona jestem, bo kilka stów poszlo w błoto. Wkurzona jestem, poniewaz znów czeka nas szukanie nauczyciela.

Aha, żeby nie było, że ja taka kulawa jestem. Podpytałam znajome i wyszlo, że nauczycielom języków obcych po prostu poprzewracało się w głowie. Koleżanka wprost powiedziała mi, że gdyby nie egzaminy syna, już dawno pogoniłaby panią, która do jej dziecka przychodzi.

Nie pytam, czy Wy też tak macie. Inna sytuacja jest w W-wie, inna w Pcimiu.

Mieszkając w W-wie (kilka lat temu) nigdy nie byłam świadkiem takich sytuacji. Nie wiem, czy to kwestia kryzysu, czy miejsca zamieszkania i braku innych nauczycieli. Nie zmiania to faktu, że szlag mnie po raz kolejny trafia.

Pozostaje urząd skarbowy i donos na podstawie przelewów za lekcje, ktore nigdy się nie odbyłysad
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 18:41
      To, co opisujesz, to dla mnie jakiś kosmos. Całkiem możliwe, że trafnie diagnozujesz problem i wszystko to zależy od miejsca zdarzeń - nigdy nie miałam takich obserwacji, ale też i obserwacje mam z dużego miasta z masą uczelni, gdzie podaż korepetytorów ze wszystkiego i na różnych poziomach (od studentów do profesorów) jest duża.
      • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:26
        Dla mnie też to jakiś kosmos. W poprzednim miejscu drugi syn miał zajęcia z jedną panią kilka lat. W obecnym miejscu po prostu jest okropny deficyt nauczycieli. Jest kilku nauczycieli i oni maja zapchane grafiki.
        Cóż, ja akurat trafiłam na osoby, które zmieniały miejsce zamieszkania, pracę i lekcje udzielane dzieciom były taką zapchaj dziura na czarną godzinę.
        Tu chyba jest problem.
    • wuika Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 18:54
      Masakra jakaś uncertain Szczere wyrazy współczucia takimi przejściami z nauczycielami.

      U nas jest trochę lepiej - brat najmłodszy ma korepetycje z angielskiego, pani uczy poza tym na kursach, godziny dopasowane i do zajęć młodego i jej, rodzice bardzo zadowoleni, młody też, bo może nie został od razu orłem, ale zaczął mieć lepsze stopnie i nie uczy się już odmiany 'to have' przez trzy tygodnie smile
      • krapheika Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:06
        Wolalabym wyslac dziecko na miesiac na wakacje do kraju w ktorymmowi sie w danym jezyku niz placic za korepetycje.Ogolnie nie rozumiem tego parcia na korepetycje.
        • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:28
          Nie każde dziecko nadaje się, by wysłać je do obcego krajusmile
          • krapheika Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 22:56
            Tzn co z nim nie tak? z mniejszym dzieckiem mozna samemu jezdzic, starsze powinno sobie radzic, jesli sobie nie radzi to raczej srednio widze jego przyszlosc bez rodzicow przy bokutongue_out
            Moj syn w wieku 2lat jezdzi do dwoch krajow, ktorych jezyki poznaje oczywiscie w towarzystwie kogos z rodziny.
            • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 08:38
              Dziecko dziecku nierówne.
        • olena.s Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 20:31
          Wyjazd może rozwiązać język, ale nie poprawi gramatyki, wymaganej przez szkołę.
          • krapheika Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 22:53
            Hmm z tego co pamietam to na egzaminach sa moze z dwa pytania typowo gramatyczne.Poza tym nie trzeba znac gramatyki, by mowic dobrze w obcym jezyku.Tubylcy mowia z reguly bardzo poprawnie, wiec nie widze przeszkod.Ja osobiscie bylam noga z polskiej gramatyki, zdania podrzednie, nadrzednie zlozone,i inne tego typu byly dla mnie i pozostaly czarna magia. Z polskiego bylam najlepsza w klasie mimo tego hmm wybrakowania gramatycznego.
            Na temat nacisku na gramatyke w polskich skolach nie chce mi sie nawet wypowiadac, bo to jest zwyczajna glupota, uczniowie znaja odmiany, nazwy czasow itd. a nie potrafia zdania sklecic gdy przychodzi do rozmowy z obcokrajowcem.
            • niamn Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 03:46
              sorry krapheika, ale gadasz jak poltuczona: gramatyka jest kluczowa przy nauce jezyka obcego (nie mowie tu o 2latkach), ale o co najmniej 8-10 latach, co czytaja i pisza, i akurat bez gramatyki sie jezyka nie nauczysz, bo przeciez zdanie trzeba skleic i o przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci etc. I zadna ze skrajnosci nie jest tu dobra, ani wytwor polskiej szkoly co zna nazwy czasow, ale zapytac sie o droge nie umie, ani obcokrajowiece gadajacy jak najety, z ubogim slownictwem, ktory nie rozroznia przyszlosci od przeszlosci, z ktorym po prostu nie mozna sie dogadac, bo tylko powtarza, ze jest pieknie i wspaniale.
              a co do wyjazdow za granice, wszystko fajnie i pieknie, ale dzieciak nie jest pewien siebie i ma braki, to sie skumpluje z innymi Polakami i z nauki nic nie bedzie.
              • krapheika Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 11:47
                To ty pier... jak potluczona.Twoim zdaniem jak sie ucza dzieci mowy, zaczynaja od gramatyki? uczylam sie podobna metoda, bez gramatyki i potrafie bez problemu sie prozumiewac, napisac pismo urzedowe, czytac ksiazki i gazety.Moge byc na maksa pijana , a i tak mowie poprawnie. Natomiast z wspanialej szkoly wyciganelam tylko regulki gramatyczne itd, efekt, moj jezyk angielski kuleje straszliwie. Ta sama metoda ucze mojego syna jezyka polskiegotongue_out a moze zle robie, powinnam usiasc i dwulatkowi czas przeszly, przyszly zlozony tumaczyc czy custongue_out nie potrafie, nie znam polskiej gramatyki, nigdy nie byla mi ona potrzebna do prawidlowego wypowiadania sie.Schematy gramatyczne mozna poznac nie rozbijajac zdania na czynniki pierwsze.Szczerze, moja siostra uczy sie jezyka od podstawowki, gdy przyjechala do mnie potrafila pieknie czasy przedstawic, co za czym stoi i dlaczego, ale po niemiecku ani be ani me ani kukuryku mimo sporego slownictwa.
                • mmena Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 13:05
                  krapheika napisała:
                  > To ty pier... jak potluczona.Twoim zdaniem jak sie ucza dzieci mowy, zaczynaja
                  > od gramatyki?

                  "Pier..."??? I sama uczysz syna polskiego?
                  Co do nauki jezyka - zdanie egzaminu, a nauczenie sie jezyka to dwie rozne rzeczy. Zwlaszcza w ostatnich latach kiedy to dominuje, tzw. klucz.
                  Czerpanie dziwacznych wzorcow z zachodu sprawia, ze egzaminy przypominaja chocby najprostszy FC. Przygotowanie prowadzone w sposob typowy dla tego egzaminu. A ze oderwany od rzeczywistosci? Jakie to ma znaczenie.... w koncu nie przygotowujesz sie do rozmowy z Anglikiem, tylko do zdania egzaminu.
                • niamn Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 13:35
                  Pozostaje miec nadzieje, ze jednak stac Cie bedzie na korepetycje dla dziecka w zakresie umiejetnosci czytania ze zrozumieniem, bo patrzac na twoj post to twoje umiejetnosci w tym zakresie sa raczej niewielkie.
    • marzeka1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:11
      Starszy syn ma korki z matmy, jest w liceum, raz w tygodniu, 60 min. - zero problemu, pani jest chyba zawsze (w ciągu 3 lat może jedne/dwa zajęcia przepadły). Opisujesz jakiś kosmos dla mnie, pomijam, że płacenie z góry w sposób, w jaki zażądała ostatnia pani to frajerstwo czystej wody. Nigdy nie oczekiwano ode mnie płacenia z góry.
      • myszmusia Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:20
        a w jakim wieku jest dziecko autorki watku?

        prawde mówiac korki jako takie to dla mnie w ogóle kosmos - dziecie nie miało nigdy nawet jednaj godziny(teraz jest w liceum) - jezeli jakikolwiek problem gdziekolwiek zaistnial to nauczyciele przedmiotu tłumaczyli. Nie rozumiem w ogóle tego parcia na niezbednosc korepetycji.
        • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:35
          14 lat ma dziecko autorki.

          Dziecko ma korepetycje, ponieważ w podstawówce język byl już nawet nie w kratkę a w linię. Miesiąc był, dwa miesiące nie było, pani na wiecznym zwolnieniu i w ciągu trzech klas 4-6 czterech nauczycieli j. angielskiego. W szóstej klasie zaczęli przerabiać książkę z piątej klasy, takie mieli opóźnienie. I teraz gimnazjum i szoksad Syn zaczął mieć dodatkowe lekcje rok temu, żeby podgonił materiał i przede wszystkim miał pewną swobodę w mówieniu. Nie mamy jakiegoś parcia na ocenysmile))
          Z drugiej strony za dwa lata egzamin gimnazjalny z języka obcego.
      • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:31
        Płacenie z góry to dla mnie nowość. Założyłam jednak, że osoba z polecenia, mająca zarejestrowaną firmę, obsługująca kilka firemek, jest osoba solidna i mogę zaryzykować.

        Dla mnie ta cala sytuacja to też jakiś kosmos. Starszy korzystał kiedyś z dodatkowych lekcji i nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji. Ale też nauczycieli było po prostu mnóstwo. A tu jest kilka osób, które marudzą i stawiają warunki.
        Języki w szkołach są na takim poziomie, że wyjścia nie ma.
    • lilka69 a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:18
      z j. obcym moze byc roznie. ale polski???? ten przedmiot chyba nie przerasta twoich umiejestnosci???
      • joanna35 Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:23
        A co tu mają do rzeczy jej umiejętności? Stać ją na to, żeby wynając korepetytora i bardzo dobrze. Większość rodziców kompletnie sie nie nadaje do uczenia swoich dzieci - za duże oczekiwania, presja własna, "parcie" na sukces i w efekcie dziecko ma dużą szansę znienawidzić rodzica i przedmiot oraz dorobić się cięzkiej nerwicy.
      • pitahaya1 Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:28
        A jeśli przerasta????? Ło matkosmile Ja jestem umysłem ścisłymsmile Matmę mam w jednym palcu. Sprawdzania wypracowania z języka polskiego się nie podejmę. Jestem świadoma błędów, jakie popełniam.
        • myszmusia Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:33
          ale ile to dzeicko ma lat?

          naprawde szkoła nie wystarcza?
          • pitahaya1 Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:36
            Odpisałam wcześniej, dlaczego takie zainteresowanie językiem.
            Syn ma 14 lat.
      • angazetka Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 19:35
        To, że się mówi po polsku, nie oznacza jeszcze, że się umie przekazywać wiedzę z tego zakresu.
      • siasiunia1 Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 20:23
        Lilka, rozumiem że TY z palcem w nosie zrobisz np. analizę wiersza, tłumacząc dziecku wszystkie zawiłości języka poetyckiego?
        • krapheika Re: a nie lepiej samemu usiasc z dzieckiem? 28.03.11, 23:04
          Ja zrobie, dodatkowo przytaczajac podobne motywy z innych dziel literatury, z czego jak z czego, ale z interpretacji wiersza bylam najlepsza.Pisalam interpretacje dla osob ze swojej i rownoleglych klas, a takze dla uczniow spoza naszej budybig_grin akurat interpretacja nie jest ciezkasmile pewnie mi sie pogorszylo przez lata gdzie nie rozmawiam praktycznie w jezyku polskim, ale z synem znow przerabiam wszystko od poczatku, wiec przypomne sobie wsio z czasembig_grin
        • lilka69 siasiunia 29.03.11, 10:01
          biorac pod uwage fakt, ze pomagam dziecku od1 klasy szk. podst. na biezaco ucze sie tego, czego sie nie douczylam sama w dawnych latach. razem z mezem jestesmy w stanie nauczyc i przedmiotow humanistycznych i scislych. pomijam kwestie naszych umiejetnosci peagogicznych ale zakres podstawowki i gimnazjum-obejmujemy.
          • antekcwaniak Chyba jednak niczego się nie nauczyłaś !!! 29.03.11, 10:33
            Chyba jednak niczego się nie nauczyłaś skoro masz problem z pisaniem wielkimi i polskimi literami !!!
      • antekcwaniak Twoje możliwości jednak przerasta j. polski !!! 29.03.11, 10:34
        Twoje możliwości jednak przerasta j. polski skoro nie potrafisz pisać w tym języku.
        A gdzie są wielkie i polskie litery ???
    • czarnaalineczka Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 19:34
      raczej masz koszmarnego pecha

      albo czasy sie zmienily odkad ja byłam w szkole
    • dama_2010 Angielski przez skype 28.03.11, 19:55
      Moj kolega korzysta w taki sposob. Nie mam pojecia skad to wzial i jak ale to jest jakos tak, ze ma native'a na skype a platnosci dokonuje na konto jego kolezanki (?) w Polsce.
      Umawiaja sie na jeden dzien w tygodniu na skype i gadaja. Jesli jest problem na laczu lub ktorys nie moze - przekladaja sie na inny dzien. Dla zadnego z nich nie jest problemem poswiecic 2h przy kompie z sluchawkami na uszach. Fakt - chodzi o angielski mowiony...

      Dosc dobra metoda jest Callan. Takie troche wtlukiwanie do glowy ale to jest oparte na wyuczeniu 'nawyku' w sposob w jaki uczylismy sie mowic od dziecka. Jak uczysz swoje dziecko mowic to nie objasniasz mu gramatyki tylko mowisz, mowisz, mowisz i poprawiasz jesli cos zle powie. Tu tak samo.
      Jest kilka poziomow trudnosci, ksiazki, plyty.
      To tez dotyczy bardziej mowienia.

      Jesli chodzi o pisanie - nie wiem. Na zajeciach z Callana sa dyktanda, zamykajace kazda czesc. Nie wiem czy tam gdzie mieszkasz jest ta metoda dostepna.

      Ja nienawidze gramatyki i tych wszystkich cholernych zasad, ktorych nie rozumiem. Z Polskiego to samo - wypowiedzi, wypracowania na 5 (jedna z lepszych w klasie) ale na gramatyce sie zawsze wykladalam. Nie trafia to do mnie. Nie kapuje i nie chce kapowac. I po co mi wiedziec co to imieslow, przyimek czy czas zaprzeszly czy przeszly niedokonany? Mam wiedziec jak tego uzyc a nie jak sie to nazywa...
      No ale na maturze pewnie wymagaja a wiec szkola idzie tym torem.


      To co opisalas nie miesci mi sie w glowie... Moze z kazda taka osoba nalezy spisywac umowe, iz zajecia beda trwac tyle a tyle, zostanie przerobione to i to a w razie niewywiazania sie z umowy... no wlasnie... co? Jak wymusic zwrot kosztow? Po sadach biegac?
      Nie wiem moze zastaw bierz albo weksel kaz in blanco podpisywac smile
      Co za ludzie...
      • pitahaya1 Re: Angielski przez skype 28.03.11, 20:15
        U nas jest tylko jedna szkoła, w której syn mógl mieć lekcje. Jest jeszcze jedna ale nie dla niego.
        Wszystko odbywa się w W-wie a dojeżdżać na lekcje i wracać nocą nie ma sensu. Dlatego szukalam czegoś na miejscu. A na miejscu jest tak, jak opisałam.
        Ja szukam kogoś, kto "rozgada" syna ale i nadrobi zalegly materiał. Parcia na mega wyniki nie mam. W poprzednich latach mieli duże opóźnienia w materiale i w porównaniu z kolegami w klasie ma angielski do tyłu.
        Niby moglibyśmy uczyc go sami ale po pracy rzadko kto ma siłę na dodatkowe lekcje. Poza tym syna trzeba sprawdzić z pozostalych lekcji, podgonić rzeczy firmowe...i nocka zagląda do okien.

        Tu chyba po prostu tak jest: mało nauczycieli i dużo chętnych. kto się załapie, ucieka do W-wy. Mam na myśli zarówno nauczycieli w szkołach jak i korepetytorów.
        Z tego powodu odeszły nam dwie panie.

        Tylko jednej płaciłam z góry, pozostałym za każdą godzinę. Koszt podręczników i stracony czas to już inna sprawa.
        • dama_2010 Re: Angielski przez skype 28.03.11, 20:24
          No ale wlasnie niech moze nawiaze kontakt z kims zza granicy - to sie rozgada. Nawet tak tylko dla znajomosci. Moga tez popisac sobie. Nie ma lepszej szkoly niz musiec mowic czy musiec pisac. Jesli zaznaczy kolezance czy koledze z GB aby go poprawiac jak zrobi blad - powinno to mu takze sprawiac przyjemnosc.
          • verdana Re: Angielski przez skype 28.03.11, 20:41
            Dawno temu miałam jeden taki rok, gdy panie od angielskiego zmieniały się jak w kalejdoskopie. Ale to był jeden raz. matematyk (nie, nie umiem pomoc licealiście) przychodzi regularnie jak w zegarku, anglistka byla trzy lata, teraz sa b. dobre kursy.
            Nie ukrywam - w opisanej przez Ciebie sytuacji zastanowilabym się, czy własne dziecko nie robi czegos, co powoduje, ze korepetytorzy uciekają. Przy czym oczywiście nie twierdzę, ze tak jest - ale moze warto nad tym też się zastanowić.
            • tullinka Re: Angielski przez skype 28.03.11, 20:45
              Udzielam korepetycji 9 lat już, z angielskiego i nie wyobrażam sobie takich sytuacji jak opisane. Zazwyczaj z 60 minut robi mi się 70-75, pewnie że zdarzyło mi się spóźnić a jak już się spóźniłam na pierwszą lekcję danego dnia to leciały wszystkie następne bo jeden dzień daję u uczniów a nie u siebie. Z góry nikt nie płaci, część płaci co 2 lekcje żeby końcówki 5 uniknąć.
              Dziwy nad dziwami co Ci młodzi robią sad
              • tullinka PS. O książkach 28.03.11, 20:48
                Książki mam swoje i xero z nich wliczone w koszty, czasem coś wyślę mailem, do poczytania dla ucznia.
              • pitahaya1 Re: Angielski przez skype 29.03.11, 08:43
                I tak było niemal zawsze. Zdarzało się, że musiałam delikatnie przypominać, że już dawno po czasie.
                Taka sytuacja ma miejsce tylko teraz i tylko w nowym miejscu. Stawiam przede wszystkim na kosmiczny brak nauczycieli i sporą ilość uczniów.
                Kto ma dobrą szkołę, ma naukę języków z głowy.
                Kto nie, szuka korepetytora albo sam się męczy.
            • pitahaya1 Re: Angielski przez skype 29.03.11, 08:37
              Verdano, zakładam trudny wiek nastolatka, choć tu akurat wszystkie osoby chwalą zaangażowanie syna.
              Jednak w takim wypadku mówi się otwarcie "przykro mi, muszę z róznych powodów zrezygnować z udzielania lekcji". Proste i logiczne. Dla mnie ciągnięcie na opisanych przeze mnie zasadach jest zwykłym naciąganiem z korzyścią dla nauczyciela. Byle do kolejnego miesiąca.
              Czym w takim razie tłumaczyć to, że nauczyciel spóźnia się na lekcje i wychodzi ciut wcześniej?
              Czym tłumaczyć to, że nauczyciel bierze dzieci na styk, zostawiając sobie 10 minut na dojazd w miejscowości, w której wszędzie trzeba chodzić pieszo?
              Czym wytłumaczyć to, że nauczyciel przenosi się do W-wy i nie bierze zapasu na dojazd a chętnie na początku zostawiłby sobie klienta?

              Wczoraj rozmawiałam z mężem, co z tym fantem zrobić.
              Po rozmowie doszliśmy do wniosków, że powodem takiej sytuacji (oprócz tego, o czym nie wiemy) jest:
              -traktowanie korków jako pracy dorywczej (coś tam umiem, maturę zdałam, mogę uczyć kolejne pokolenia)
              -mam popołudnie wolne, chętnie bym gdzieś dorobił
              -chwilowo straciłem pracę, podratuję budżet korkami
              -załapałem się blisko W-wy na stancji, korki będą najlepszym panaceum na brak funduszy, po załapaniu się na etat trwa okres przejściowy, czyli praca i korki, po czym ktoś (czyli rodzic) traci cierpliwośc
              -trafiło się pięciu chętnych, jakoś ich upchnę, najwyżej tu się spóźnię, tam 5 minut wcześniej wyjdę
              -szef kazał zostać dłużej? praca najważniejsza, korki poczekają, i tak rodzice nikogo na moje miejsce nie znajdą

              Mieszkając w W-wie nigdy nie miałam takich sytuacji. Stąd m.in. moje spostrzeżenia.
        • myszmusia Re: Angielski przez skype 29.03.11, 05:06
          > Wszystko odbywa się w W-wie a dojeżdżać na lekcje i wracać nocą nie ma sensu. D
          > latego szukalam czegoś na miejscu. A na miejscu jest tak, jak opisałam.

          a jak daleko do w-wy mieszkasz? ja tez mieszkam pod w-wa i CAŁA edukacja córki własnie przez denny poziom w okolicy odbywa sie w warszawie. Dzieki temu ,że chodiz tam do dobrych szkół mamy z głowy jakiekolwiek dodatkowe lekcje. (nie wiem czy do samej matury ale moze sie uda)
          Moze warto pomyslec o zmianie szkoły? Niestety to jest efekt wyprowadzi z w-wy na "wies"wink
        • tully.makker Re: Angielski przez skype 29.03.11, 11:41
          Wszystko odbywa się w W-wie a dojeżdżać na lekcje i wracać nocą nie ma sensu.

          W grupie mojego dziecia byla dziewczyna, ktora dojezdzala na angielski do wawki z Zyrardowa.
    • sharpless6 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 21:10
      niesamowite, jakaś nauczycielska mafia czy co.
      Ty płacisz i wymagasz. Ja biorę pieniądze za poprzedni miesiąc/tydzień i jeszcze nie słyszałam o podobnych praktykach ,które opisujesz.
      • el-an Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 28.03.11, 21:53
        Czytając listy młodzieży studencko – absolwenckiej „Stracone pokolenie” w ich cv – większość pisze, że udzielała korków. Właśnie tak, jak twoje nauczycielki – miesiąc, dwa, potem nowy pomysł na zarobienie paru złotych. Więc jest to jak najbardziej możliwe.
      • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 08:46
        Płacę i wymagam, gdy mam wybór wśród nauczycieli. Po raz kolejny napiszę, że u nas jest może pięć korepetytorek języka obcego, z czego niemal wszystkie mają tzw. kontynuacje, czyli zapchany grafik już na początku roku szkolnego.
        Do mojej znajomej dojeżdża dziewczyna z W-wy. U nas nie mogła nikogo sensownego znaleźć. Znajomy szukał nauczyciela j.włoskiego, bezskutecznie.
        • grocholica Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 11:09
          Podejrzewam, że mieszkasz pod Warszawą, moze jakieś Piasecznosmile
          ja mieszkam w raszynie, z jednej strony problem podobny, ale na szczęście mamy firmę szkoleniową wynajmującą sale w szkole i bardzo sobie tą firmę (sieciówkę) chwalimy.

          Ja wolę kurs właśnie dlatego, że robi to ktos bardziej poważny i jest się do kogo w razie czego postarać. Ale wiem, że parę lat temu moi znajomi posyłali córkę na zajęcia do pani razem z 2-3 koleżankami. Takie grupowe korepetycje miały ten plus, że dla pani były juz jakims zobowiązaniem. Kilkoro rodziców trudniej "kiwać" niz jednych. Może można namówić rodziców kolegów syna na jakieś wspólne lekcje...
          • pitahaya1 Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 11:32
            Dobrze podejrzewasz, choć to nie Piaseczno.
            Ciężko u nas znaleźć 2-3 dzieci do jednej grupy. Każdy chce indywidualnie, czyli u siebie w domu, w komfortowych warunkach, w ciszy i spokoju. Poza tym moje sąsiedztwo to dzieci w wieku przedszkolnymsmile)
            Niby mamy podstawówkę i dzieci w tym wieku ale, gdy pytałam o zajęcia dodatkowe, zdecydowana większość nie była zainteresowana, niektórzy patrzyli na mnie jak na ufoludka. Spora częśc dzieciaków ma dobre zajęcia w swojej szkole. Syn koleżanki, uczący się w W-wie, po szkole siedzi u mamy w pracy, potem leci na język i wraca razem z mamą do domu. Ot, taka logistyka. U mnie jest trudniej, syn wraca około 14-tej i musiałby zaraz wracać do W-wy na zajęcia. Bez sensu. A siedzieć na ławce i czekac na lekcje, które z reguły są późnym popołudniem tez nie ma sensu.
            Rozejrzę się w szkole syna. Tam kiedyś były zajęcia zaraz po lekcjach. Tak byloby najwygodniej dla niego.
            My tu mamy niby kilka "szkół" językowych. Jedna prowadzi zajęcia tylko dla uczniów szkół podstawowych. W drugiej nie mogła się grupa zebrać, tylu było chętnych.
            Rok temu otworzyli nową szkołę językową, zamknęli po kilku miesiącachsad
            Znaleźc nauczyciela nie jest tak znowu trudno. Problem w tym, że częśc chce wyłącznie uczyć dzieci w wieku do podstawowki, pozostali tylko matura i studia ew. certyfikat. Gimnazjalistów nikt nie chcesmile)
    • wirtualnaja Re: Korepetycje-co z tymi ludźmi??? 29.03.11, 13:16
      współczuje
      JA mam cos podobnego z nianiami tylko ze mnie ogranicza budzet.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka