mijaczek
18.04.11, 20:16
... nie poszlam dzisiaj do pracy... bo mi sie najnormalniej w swiecie nie chcialo.... zadzwonilam, ze corka i maz chorzy i musze z nimi zostac...
co tydzien w niedziele wieczorem mysle o tym jak spedzilam weekend i mysle z rozrzewieniem, ze "gdybym tylko miala jeszcze jeden dzien wolnego, to zrobilabym wszystko, czego nie udalo mi sie zrobic w sobote i niedziele..."
no i dzisiaj rano gdy z premedytacja wylaczalam kolejne budziki i nie wstawalam do pracy myslalam sobie o tym wszystkim, co moge zrobic....
i co? jest 12.12 i oprocz zawiezienia Emki do szkoly, zrobienia sobie kawy i wrzuceniu jednego prania do pralki nie zrobilam nic. NIC.
nie cierpie tego wlasnie w sobie, ze potrafie snuc romantyczne plany w glowie a kiedy nadazy sie okazja do ich realizacji okazuje sie, ze to, co chce robic naprawde to siedziec przed telewizorem i ogladac "Community", "Big Bang Theory" i "Modern Family"...
jak zmuszacie sie do bycia "produktywnym"....?