To sytuacja z wczoraj.
Szłam do znajomych, a po drodze zonk.W parku, tuż przy ulicy, leżała nawalona w sztok kobieta.Obok niej stał usyfiony wózek, w ktorym siedziała może roczna dziewczynka. W torbie na zakupy leżała do,polowy opróżniona butelka rumu (sprawdzałam czego ile przy wzywaniu karetki). Obok kobity siedział jakiś facet i sprawdzał jej puls, zagadywał, szczebiotał i ogólnie tworzył atmosferę, przy wózku stał jeden chłopak, mój znajomy. Wezwaliśmy policję i karetkę; najpierw przyjechała policja (zresztą nie wiem, czy karetka w ogole dojechała). Kobita najpierw leżała i bełkotała, potem aczęła kojarzyc fakty, potem wszczęła awanturę.
Rzuciła się najpierw na policjantkę. Kiedy wyszła poza agresję słowną, została po prostu skuta i rzucona na glebę (brytyjscy policjanci są bardzo mili. Do pewnego momentu)
Dziewczynka, widzać i słysząc, że coś sie dzieje z mama, zaczeła płakać. Wzięłam ją na ręce, dalej od tego cyrku, więc babsztyl zaczął drzeć sie na mnie. Miałam to naprawdę w doopie, wzięlam malą na bok i dałam jej klocki do układania (mój synek zawsze wkłada mi jakiś amulet do torebki jak wychodzę- wczoraj był jak znalazł

)
Fajnie, malutka się zaśmiewała do łez (nie wykluczam, że to pierwsze klocki, jakie w życiu widziała)
Ponieważ mamcia awanturowała się dalej, przyjechała druga ekipa, potem podziękowali nam za postawe, bla bla bla. Poszliśmy.Na koniec tylko zobaczyłam, ze pakują mamusię do policyjnej karocy, a dziecko do innego samochodu.
Pijana w sztok matka leżąca przy wózku zostanie mi w pamięci. Z jednej strony miałam serdeczną ochotę kopnąć ją w twarz, z drugiej strasznie było mi żal straconej rodziny.
Tu pogadanka nic nie da. Chyba. Baba musi przeżyć wstrząs.
Przed chwilą dzwonili do mnie z policji, że chcą się spotkać i pogadać o tej sprawie.Czyli jutro mam powtoreczkę z rozrywki.
Chce mi się rzygać.