No i natrafiłam na problem, jakiego się nie spodziewałam.
W skrócie: jestem ateistką, nastawioną anty-KK i przy okazji apostatką

M- wierzący, niepraktykujący, do KK nastawiony sceptycznie
Dziadkowie- wszyscy jak jeden mąż wierzący, praktykujący, z czarnymi za pan brat, jak to mówią.
No i wybuchła wielka wojna o chrzciny, rodzice nas cisną, ale ja trzymałam się twardo- nie chcę i nie zamierzam chrzcić dziecka, bez sensu, po co ma się wychowywać w hipokryzji. Myślałam że M mnie wesprze w walce z babciami, a on co? Stwierdził że 'skoro żyjemy w katolickim kraju to on chce dziecko ochrzcić żeby z niego nie robić odszczepieńca i od małego pod górke'. No szlag mnie trafił! Wychodzi na to że muszę toczyć bój samotny z całą rodziną (a nawet dwiema).
Czy ktoś z was był w takiej sytuacji? Warto obstawać przy swoim czy dla świętego spokoju zagryźć zęby i odpuścic?
Nie chcę żeby dziecko żyło w hipokryzji, dziwię się mojemu facetowi, ze ma takie podejście, zwłaszcza, że bynajmniej, nie żyjemy po katolicku

pomijając mnie i moje świry, żyjemy bez ślubu, żremy mięcho w wielkie piątki (hehe), całą robotę zostawiamy na niedzielę, a jakże, kościoła wewnątrz nie widzieliśmy od czasów niepamiętnych, a księdza po kolędzie szczujemy kotami. I ja naprawdę nie wiem JAK w takim domu ma wychowywać się dziecko, teoretycznie w duchu katolickim? Zytałam Ema o tę drobną nieścisłość, wzruszył ramionami i stwierdzil rozbrajająco: 'przecież to tylko chrzest, za bardzo się nakręcasz'
No ręce opadają. Póki co zawzięłam się i zapowiedzialam, że ja do tego ręki nie przyłożę, a obawiam się że bez mojej zgody mi nie ochrzczą dziecka potajemnie
Pomijam fakt, że moi rodzice nie wiedzą że sie wypisałam KK, to by ich kosztowało zawał chyba, żal mi ich było, niech tam sobie w duchu wierzą że mi 'przejdzie'

Przy chrzcie to by chyba wylazło? Nie orientuję się wcale w tych kościelnych meandrach.
Jeśli ktoś z was był w podobnej sytuacji- w opozycji do rodziny, napiszcie mi proszę jak sobie z tym poradziliście. Odpuścić? czy się zaprzeć?