blimpka
16.07.11, 12:07
Trochę na podstawie wątku o wybitnie głupkowatym dopytywaniu się "kiedy dziecko".
Jak się poczyta Biblię, można łatwo zauważyć chyba kulturowo uwarunkowane uważanie bezpłodności za okoliczność hańbiącą osobę nią dotkniętą (zresztą zawsze to kobieta, dzisiaj mamy inną wiedzę na ten temat). Niby takie myślenie powinno być przeżytkiem, prawda?
Nie uważacie, że to ciągle pokutuje w społeczeństwie? Że otoczenie uważa niepłodność za coś wstydliwego dla kobiety? Nie podoba mi się to.
I nie chodzi o to, że to dlatego, że to jest bolesne. Bo na przykład strata dziecka - rzecz porównywalnie bolesna, o ile można tu porównywać - już takiej "wstydliwej" konotacji nie ma.
I zastanawiam się jeszcze, czy na tym odczuciu wstydu nie jest budowany cały rynek związany z parciem na dziecko za wszelką cenę.