Dodaj do ulubionych

MAKABRESKI (długie)

17.05.04, 23:27
Mam obawy,że nikt się do tego wątku nie dopisze i okażę się najgorszą mamą
na tym forum ale ryzyk fizyk...
Czy zdażyło Wam się kiedyś drogie E-mamy z własnej
winy,głupoty,nieuwagi,lenistwa,beztroski(do wyboru)narazić swoje pociechy na
niebezpieczeństwo??Mnie niestety kilkakrotniesad
-dałam mojemu półtorarocznemu synowi landrynkę,którą natychmiast się
zadławił.Nijak nie umiałam tego z niego wytrząsnąć.Waliłam go między
łopatki,a on już tylko zwisał głową w dół i charczał.W panice pomyślałam o
karetce,w głowie przeliczałam minuty jakie upłyną zanim zadzwonię od
sąsiadki,zanim przyjadą żeby go ratować i byłam pewna że nie zdążą.Złapałam
młodego pod pachę żeby lecieć do telefonu...i cukiereczek wyskoczył.
To wszystko trwało ze 2 minuty,a odebralo mi chyba z rok życia.(po kiego mu
takie cukierki dawałam!?)
-Kacper miał chyba 3 lata .W domu był mój mąż,moja matka ija.Babcia stała na
przedpokoju koło wnuka,stary zmywał,a ja w pokoju czytałam książkę.Pysiek
stał pod wieszakiem przytwierdzonym do ściany,na którym wisiały kurtki.Z
jednej z nich zwisały sznurki.Zaczął sobie te cholerne troczki zakręcać pod
brodą i wtedy się poślizgnął.Nie,nie udusil się ale pręgę na szyji miał
miesiąć! A ja mimo upału fantazyjnie wiązałam mu na szyji apaszkę.
Tak to 3 dorosłe osoby pilnowały dziecka...od tej pory już z a w s z e
zakładałam mu skarpetki z ABS-em.
-miałam termin szczepienia ustalony na konkretną godzinę,bałam się,że nie
zdążę więc poganiałam i mężą i dzieci.Kajkę wsadziłam do wózka ,Kacper biegł
z tatą za rączkę.No i chyba z tego zamieszania nie przypięłam Kaji
szelkami.Kiedy po drodze Pysiek wszedł na murek,Kajunia natychmiast stanęła w
wózku żeby prędko dołączyć do braciszka i..wypadła z wóżka na chodniksadMogę
Was z ręką na sercu zapewnić: byłam pewna że zabilam własne dziecko.Dostałam
prawdziwej histerii,a młoda uderzyła w ryk.Lotem błyskawicy znalazłam się w
przychodni i zaraz ją pani doktor dokładnie zbadala.Dziecku nic się nie stało-
to chyba cud!!A gdybym ją zapieła nigdy nic takiego by się nie stało...
-a na roczek zrobiliśmy Kajuni dwa zdjęcia...rentgenowskie.Rozmawiałam przez
telefon,a młodą trzymałam na ręce.Zeby mi nie przeszkadzała w rozmowie dałam
jej pierwszą rzecz jaka mi się pod rękę nawinęła,była to żółta kurka w
wiklinowym koszyczku(taka malutka ozdoba wielkanocna).Skończyłam
gadać ,.patrzę na tą kurkę a ona straciła pół swojej styropianowej głowy.Kaja
ją zeżarła.Ale to nic -przyglądam się dokładniej, a kurce zostało jedno
koralikowe oczko.Złapałam za nie,a tu się okazuje że jest przyczepione do
drucika(ok.1 cm).Drugiego oka nigdzie nie ma, więc pewno jest w Kaji..Zaraz
sobie wyobraziłam perforację jelit i inne miłe rzeczy,więc poleciałam do
szpitala.Kurzego zadrutowanego oczka w mojej córce nie było...(a co by było
gdyby było??)
-a już ostatnio popełnilam rzecz straszną -dałam Kaji miętowego cukiereczka
(ma już 3 lata),landryneczkę taką..jadła je już wcześniej...i się
zadlawiła.Ale mam już wprawę i ją uratowałam!
I CO WY NA TO//
Obserwuj wątek
    • jagusia7 Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:40
      Po przeprowadzce bardzo inteligentnie poukładałam rzeczy w
      szyfladach...Najcięższe do najwyższej. Mały jeździł rowerkiem po mieszkaniu,
      złapał za górną szufladę, która się wysunęła...I wszysto poleciało na niego,
      cała szafka z zawartością(ponieważ siedział na rowerku, była od niego wyższa).
      I właśnie ten rowerek go uratował, bo szafka upadając popchnęła Roberta i
      odjechał z rowerkiem. Skończyło się na lekkim otarciu rączki, ale co
      przeżyliśmy oboje, to nasze!
      Więcej grzechów nie pamiętamsmile
      • aga173 Re: WITAM KAZIA76 04.07.04, 20:38
        Witam Cie Kazia76, wiesz ze poznałam Cię po tym poście?Znam ją osobiscie i
        uwierzcie mi dziewczyny jest po prostu "CZAD" wiele razy mi pomogła ale teraz
        niestety nie ma jej blisko nas i bardzo mi jej brakuje.
        Uściski dla Kacperka i Kaji.
        Agnieszka
    • dorotadu Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:42
      u mnie nie jest tak źle smile
      1.Maja spadła mi z łóżka mając ok 6m - podczas karmienia zasnęłam
      2.podczas kapieli 4m Mai chciałam jakąś rzecz uratowac przed wodą i puściłam
      jej główke - na szczęście było mało wody i mała nie dała "nura"

      i to byłoby chyba tyle mam nadzieje że to juz koniec
    • mamaadama4 Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:42
      Najlepiej zrezygnuj z kupowania landrynek. I nie trzymaj w domu ozdób
      światecznych, a w kurtkach i innych ubraniach obetnij wszystkie zwisające
      sznurki.
    • pesteczka5 Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:44
      U nas się wiele nie uzbiera, bo jestem chorobliwie i nawykowo ostrożna
      (tfu!!!), ale... jakis miesiąc temu jakiś idiota przymknał tylko bramkę na
      strome schody do piwnicy i półtoraroczny Kubuś klecząc chwycił i pchał tę
      bramkę... Zobaczyłam to stojąc o jakieś pięć metrów od niego, gdy już wisiał
      nad tymi schodami i wrosłam w ziemię... Darłam się za to tak, że mój tata,
      dziadek czyli, zafurgotał dosłownie przez hol i pokonał 10 metrów z szybkością,
      o którą go nigdy nie podejrzewałam!!! Uratował Kubę... chwała Bogu!
    • pasik Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:44
      >Ale mam już wprawę i ją uratowałam!

      bez komentarza, nastepnym razem możesz nie miec takiego szcześcia.
      A przy okazji ja boję się przy takich "jedeniowych rzeczach" zachłystowego
      zapalania płuc.

      > I CO WY NA TO//

      Mam się śmiac czy płakać ???
      Ukazujesz własną g.....( bo dawanie tak małemu dziecku landrynek nie nalezy do
      chwalebnych rzeczy) czy ostrzegasz matki przed " takimi nieszczęśliwymi" do
      których przysłużyli się rodziciele.
      My też miewamy wpadki(nie powiem)...ale staram się myśleć trzeźwo i przewidywać
      co może się stać.
      pozdrawiam Pasik
      • iwonaw2 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 13:51
        Wiesz, ja też się staram. Naprawdę baardzo, ale czasem mam chwilowe zaćmienie i
        kiedyś np. jakby nigdy nic wyszłam za mężem do kuchni a w łazience zostawiłąm
        moją kąpiącą się córkę.

        Jak sobie uświadomiłam co zrobiłam to zmiękłam i o mało nóg nie połamałam w
        drodze do łazienki.

        Iwona
    • kazia76 Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:53
      No więc kochana o ludzką bezgraniczną głupotę tu chodzi.Ja się swojej nie
      wypieram.I wstyd mi za te wszystkie wypadki jak cholera.
      A może moje historie kogoś uchronią przed popełnieniem podobnych
      idiotyzmów.Chociaż jak widać i na własnych błędach człowiek nie zawsze się uczy:
      ((
      • pasik Re: MAKABRESKI (długie) 17.05.04, 23:57
        kazia76 napisała:

        > No więc kochana o ludzką bezgraniczną głupotę tu chodzi.Ja się swojej nie
        > wypieram.I wstyd mi za te wszystkie wypadki jak cholera.

        To dobrze,że chociaż świadoma tego jesteś bo znam takie kobitki, które nic
        sobie z tego nie robią.
        > A może moje historie kogoś uchronią przed popełnieniem podobnych
        > idiotyzmów.Chociaż jak widać i na własnych błędach człowiek nie zawsze się
        uczy
        Nie dawaj więcej landrynek..ani to super smaczne, niezdrowe dla zebów i
        zdecydowanie niebezpieczne.
        Czego doświadczyłaś na własnej skórze
        pozdr.Pasik
    • kazia76 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 00:05
      A wiesz co mi się jeszcze przypomniało?Ale to już nie ja...
      Jakaś "mądra" mamusia z równie "mądrą"babcią wnosiły wózek po schodach z
      półrocznym,nie przypiętym szelkami dzieckiem.Ale dla tego maleństwa nie
      skończyło sie tak ulgowo..oczywiście im wypadł i mial jakieś straszne problemy
      z głową.
      Strach się bać

    • ochotka69 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 00:15
      Swojej wieszej wpadki sobie nie przypominam. Ale za to Ola do tej pory wspomina
      upadek z łóżka.
      Mając 1,5 roku babcia postawiła nocnik na łóżko oczywiscie Olę na tymże
      urządzeniu żeby jej nóżki na podłodze nie zmarzły. W tym czasie zadzwonił
      telefon, babcia odeszła a moja córeczka spadła na główkę. No niestety "pomysły"
      rózne przychodzą do głowy.
      pozdrawiam marzena
      • satoofka Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 03:12
        To babcia miala 1,5 roku??
        wink
        • marzenalach Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 08:03
          z Moich wpadek przypominam sobie synka, który spadł z łóżka i o wiele gorszy
          wypadek, który spotkał Moją córcie.
          Gdy mała miała 5m spadła z przewijaka (nakładanego na łóżeczko)
          Na szczęście w nieszczesiu spadła jak "kot na cztery łapy", bo jakby spadła na
          główkę to nie wiem co mogło by się stać?
          Miałam straszne wyrzuty sumienia, jak mogłam Ją zostawić(co prawda tylko na
          chwilkę). To było straszne!
          • mamaestery Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 08:27
            no niestety ja tez mialam dwa wypadki z corciasad a wszystko z mojej winy jakos
            tak nieszczesliwie sie skladalosadsadpierwszy jak zaczelo chodzic (pierwsze
            kroki!!) skierowala do odstawionego zelazka i przy mnie(nie zdarzylam
            zareagowacsad ) zlapala za nie,skonczylo sie wizyta na pogotowiu a drugie na
            spaceru juz duzo pozniej (tzn jakis rok?...) zaczynala sie era polegiwania tzn
            jak nie chciala isc poprostu sie kladla na ziemi,wiedzialam o tym ze nie wolno
            ciagnac za raczki dziecko i nigdy tego nie robilam ,a tym razem mialam zakupy w
            jednej rece a ona polozyla sie w kaluze,podeszlam ,ona podala raczke co by ja
            wyciagnac i wtedy cos sie z raczka stalosad znowu na pogotowiu,lekarz zrobil mi
            wyklad na temat chwytania dzieci (podnoszenia itp),a ja przeciez wiedzialamsadsad
            i obylo sie bez gipsu tylko jednym ruchem nastawil jej raczke odtat juz NIGDY
            nie lapie ja za jedna raczke a era lezenia minela.....na szczescie...
            pozdrawiam!
            • szymanka Re: nastawianie rączki 18.05.04, 14:47
              My mieliśmy podobny wypadek z rączką. Byliśmy całą trójką na spacerze, mały
              szedł między nami marudząc całą drogę. Żeby go trochę rozruszać, wieliśmy go za
              rączki, mąż z jednej strony, ja z grugiej i hopla do góry. No... rozruszaliśmy
              go. Skończyło się tak jak u Twojej córki nastawianiem rączki na pogotowiu. I
              też wiedziałam, że dzieci za rączki się nie podnosi. Wiedziałam, ale nie
              zastosowałam. I też wysłuchałam wykładu lekarki na pogotowiu smile Głupio mi było
              strasznie... Teraz jak widzę rodziców bawiących się z dziećmi w ten dość
              popularny sposób, zawsze mam ochotę podejść i zwrócić uwagę czym to grozi.
          • sierhart Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 08:43
            Ja niestety miałam podobny wypadek. mój połroczny malec spadł z przewijaka
            ustawionego na pralce (do ubrania po kąpieli). Na szczęście nic mu się nie
            stało (też spadł na "cztery łapy") ale nigdy nie byłam tak przerażona....
          • iwonaw2 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 13:55
            Moja córka pierwszy raz spadła z łózka jak miała niecały rok - sama ją na nim
            zostawiłąm. Kolejny raz spadła bo niestety usnęłam. No i całkiem niedawno
            również: nie mogła usiedzieć na miejscu i się tak wierciła że runęłą z wersalki
            na podłogę - bez dywanu!!! - a ja siedziałam obok!!!

            Bez komentarza.

            Dodam, że kiedyś przechyliła się w śliskiej wannie i ostro zachłysnęła wodą, a
            my z mężem staliśmy pół metra od tejże wanny, ale zajęci byliśmy oglądaniem
            sobie.... krost.

            Nie prosze o łagodny wymiar kary.


            Iwona
    • kochamcie Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 08:21
      Nam udalo sie dzieki Bogu nie doprowadzic do nieszczescia juz na samym
      poczatku, a dokladnie mojemu mezowi:
      rodzilismy razem i tuz po porodzie (a trwal on od pierwszych skurczy ponad 30
      godzin!) lekarz polozyl mi corcie na brzuchu. W zwiazku z tym, ze dziecko bylo
      sliskie a do brzucha to raczej nie mialam sily dosiegnac, dziecko zeslizgnelo
      sie i w ostatniej chwili moj maz je zlapal. Nawet nie chce sie zastanawiac jaki
      moglbyc final sad(
    • kazia76 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 08:31
      Czytałam ostatnio świetną książkę Katarzyny Korpolewskiej"Tamten poranek".Młody
      tatuś wraz ze swoją babcią pierwszy raz kąpali noworodka chyba najlepiej będzie
      jak ten fragment zacytuję;"Wanienka była mała i nie mogliśmy się obok niej
      pomieścić.Wpadłem na pomysł,aby babka stanęła po drugiej stronie stołu.właśnie
      podczas przechodzenia zahaczyła swetrem o guzik mojej
      koszuli.Szarpnęła,uchyliłem się i w pewnym momencie wanienka wylądowała na
      podłodze zakrywając dziecko.-Dobry Boże!-jęknęła babka.Ppodnieś wanienkę.Nie
      mogłem.Stałem jak sparaliżowany.Zabiłem swoje dziecko.Byłem pewny,że je
      zabiłem. Babka widząć mój stupor bardzo delikatnie podniosła wanienkę.Chudy
      bobas leżał na podłodze w kałuży wody.Nie poruszał się.
      -Piotr,on się nie rusza-zaszeptała babcia.
      -podnieś go-powiedziałe3m nawet się nie schylając. Babcia delikatnie złapała
      maleństwo z dwóch stron korpusu. -Nie tak.Pod głowę-pouczyłem ją. Spróbowała
      wsunąć rękę pod głowę i resztę ciała.Uniosła dziecko w górę,ale ponieważ było
      mokre wyślizgnęło się i ponownie spadło na ziemię.Tym razem jednak zaczęło
      głośno płakać.
      -Dobrze.Chwała Bogu-krzyknęła z ulgą babcia.-Żyje!"

      Jak myślicie fikcja literacka??Ja bym czegoś takiego nie wymyśliła.
      Zgroza
      • bebejot Re: MAKABRESKI (długie) 02.07.04, 22:47
        Słabo mi...
    • mirinda11 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 09:46
      działo sie to u znajomych i ja tego nie widzialam...ale oczami
      wyobrażni...ach ...przejde do rzeczy.
      Domek dwupoziomowy..(brrr....juz to zabrzmiało groźnie...a jak wiadomo ze
      bedzie o dziecku to jeszcze wieksze brrrrrrr.)
      mama 1,5 rocznego bobasa weszła na dosłownie chwilke na pietro schodami ledwo
      co postawionymi...niewykończone , poręczy nie ma no i z takimi dziurami miedzy
      schodkami...mały tomek sie grzecznie bawił na dole w saloniewink
      nagle znajoma bedąc na gorze odwróciła głowe w strone schodów a na nich na
      ostatnim schodku stoi chwiejnie, wygłupiając sie nie kto inny tylko tomek. i
      teraz znajoma miała zagwozdke...podejść do niego...czy nie...tomek sie
      wyglupial no to mógłby pomyśleć że mama chce sie z nim wygłupiać i bedzie
      próbował uciekać jak każde dziecko.... a z drugiej strony...może spaść
      jejku jak sobie wyobraze takie dziecko na schodach i co mogło by sie stac to
      ciarki przewiercaja moje ciało..
      tak tak mogłoby sie stać ....ale na szczescie sie nie stalo!!!! na gorze tez
      byla siostra tomka ktora go zagadywala a w tym czasie mama spokojnie go złapała.

      a co do moich pzygód to wczoraj bedac na basenie zanurzyłam swoje dziecko
      niechcacy ...wykonując ćwiczenia...ale mam usprawiedliwienie( chociaż wyrzutów
      sumienia sie nigdy nie pozbęde.) Takie zanurzenia i tak byśmy robiły ale to
      były nasze pierwsze zajęcia i pierwszy taki duży kontakt z wodą więc
      instruktorka powiedziała ze zanurzenia bedziemy robiły tak na 4 zajeciach...no
      ale przeze mnie mamy to juz za sobą....acha nic sie nie stało!!
    • anek.anek Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 10:11
      Ja miałam jedną poważną wpadkę. Sprowadzłam własne dziecko po schodach
      trzymając je za obydwie rączki - panikara, bo sam na pewno spadnie, tym
      bardziej, e miał wtedy stopę w gipsie (ale to problemy ortopedyczne).Schodziłam
      za nim, też niczego się nie trzymając. i w pewnej chwili po prostu się
      potknęłam. W bezwarunkowym odruchu puściłam dziecko żeby złapać się poręczy. A
      dziecko po prostu zleciało na"łeb i szyję" na sam dół. To było 4-5 schodków,
      stalowych na szczęście a nie kamiennych (kamień jest twardszy. Wszystko trwało
      góra ze 2 sekundy, dla mnie to była wiecznośc, widziałam to jak film w
      zwolnionym tempie, jak przewraca się na tych schodach i obija główką o nie.
      Skończyło się na siniakach i guzach. Ale chociaż to było rok temu, to czasem
      jeszcze mi się to śni. Od tej pory puszczam dziecko same po schodach i staram
      się dawać maksymalnie dużo swobody ruchowej- i nic takiego już się nie
      wydarzyło. antoś lepiej kontroluje swoje ciało niż ja dwa naraz.
      • magdawro Re: MAKABRESKa na schodach 02.07.04, 18:19
        Też mieliśmy taki przypadek w rodzinie. Tylko sprowadzał staszy brat i zaplątał
        sie w papcie - 1,5 roczne dziecko wyglądało jak pobitesad((
    • marzek2 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 10:28
      No cóż, chyba wiele mam zaliczyło upadek dziecka z przewijaka zostawionego tam
      "tylko na chwilkę". Ja nie, ale 6 miesięczna córcia wypadła nam z fotelika
      samochodowego postawionego na stole, w którym nie była przypięta! Od tej pory
      nie stawiałam fotelika wysoko, a jeśli to dzidzia zawsze była przypięta pasami.

      Najgorsze w tych sytuacjach jest to, że nawet jeśli jesteśmy przewidujące i
      ostrożne to nigdy do końca nie da się wszystkiego zabezpieczyć bo nie znamy i
      nie przewidzimy tego, na co może wpaść dziecko, bo nie myślimy już w ten sposób.
      Dlatego ja ciągle dziękuję Bogu za sytuacje, w których ratował moje dziecko i za
      te, kiedy to robił, a ja nawet o tym nie wiem. Myślę, że aniołowie stróże dzieci
      to na pewno weterani "służby ochronnej" smile))))
    • anja_mama-kuby Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 10:37
      Żebyś się tak źle nie czuła, to i ja się dopisuję wink
      - Kuba swój pierwszy obrót z plecków na brzuszek wykonał podczas mojej bardzo
      chwilowej nieobecności, a on był akurat na rozłożonym narożniku; spadł na
      podłogę, nic mu się nie stało;
      - ponieważ jest bardzo ruchliwym dzieckiem, nie liczę licznych upadków z
      różnych rzeczy, bo okazywały się mało groźne;
      - ostatnio, kilka miesięcy temu przytrzasnęłam mu rączkę drzwiami od samochodu!
      To jest dopiero makabra! Oczywiście, że niechcący, mało tego - ja z nim w tym
      czasie rozmawiałam, patrzyłam na niego, zamykałam tylne drzwi, a nie
      zauważyłam, że on trzyma rączkę w tej szparze, która powstała (te drzwi mi to
      przysłoniły)! Natychmiast na pogotowie, prześwietlenie, syrop na ukojenie
      bólu... Zeszły mu dwa paznokcie (już pięknie odrosły). Co przeżył, to nawet nie
      można sobie wyobrazić!!! Pewnie, że teraz, zanim zamknę drzwi, to sto razy
      popatrzę, gdzie ma ręce... Dobrze, że w sumie skończyło się ulgowo (mógł mieć
      tę rękę np. zmiażdżoną...). Moje biedactwo!

      Nie sądzę, że można przewidzieć wszystko... Ale zawsze jest to NASZA wina! Jak
      byśmy tego nie tłumaczyły, to zawsze skutek naszej nieuwagi, niedopilnowania,
      braku wyobraźni...
      Ania
      • verdana Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 11:36
        Jak już wszyscy wiedzą, jestem wyrodną matką. Ja w swoim zyciu zaliczyłam
        -podtopienie rocznego dziecka w kąpieli (odwróciłam się na chwilę, o on
        zanurzył się z głową)
        - upadek na głowę dziecka w mojej obecnosci z wysokiego murku na który
        pozwoliłam mu wejść
        - przytrzaśnięcie w drzwiach palców córki (sine przed 3 tygodnie)
        - upuszczenie dziecka (2 lata) na ziemię przy podrzucaniu
        - parokrotne wypadnięcie z wózeczka spacerowego, który przechylił się pod
        wpływem gwałtownych ruchów, albo torby.
        Tylko ja nie mam wyrzutów sumienia. Uwazam, ze nie da się wszystkiego
        dopilnować - takie wypadki dzieciom po prostu się zdarzają. Powtarzałam to
        sobie za każdym razem. Mogę zrezygnować z dawania landrynek, ale nie zrezygnuję
        z kanapy ani drzwi. Trudno. Najgorszą rzecza jest zamartwianie się i obsesyjne
        pilnowanie, aby dziecku nic się nie stało. Czy wiecie, że w póxniejszym życiu
        dzieci nadopiekunczych matek najczęściej ulegają wypadkom. A synkowi, po
        zbadaniu przez neurologa, czy nie dostał wstrzasu mózgu, po kilku dniach znowu
        pozwoliłam wejść na murek...
        • iwonaw2 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 14:04
          Trudno. Najgorszą rzecza jest zamartwianie się i obsesyjne
          > pilnowanie, aby dziecku nic się nie stało. Czy wiecie, że w póxniejszym życiu
          > dzieci nadopiekunczych matek najczęściej ulegają wypadkom. A synkowi, po
          > zbadaniu przez neurologa, czy nie dostał wstrzasu mózgu, po kilku dniach
          znowu
          > pozwoliłam wejść na murek...

          Popieram. W końcu dziecko samo zacznie się wszystkiego bać.

          Iwona
        • ewa216 Re: MAKABRESKI (długie) do Verdany 19.05.04, 00:01
          Myślę,że jeśli nie po pierwszym razie to chociaż po drugim upadku z wózka
          powinnaś pomyśleć o pasach bo "parokrotnie" to trochę dużo. Wypadki wypadkami
          ale myślę,że co innego jest zwalić się z murku, rozbić kolano,a co innego
          wypaść kilka razy z wózka.
          Pozdrawiam i życzę trochę zdrowego rozsądku. Nadopiekuńcze matki to na pewno
          nic dobrego ale myślę, że przesada w drugą stronę jest jeszcze gorsza.
      • iwonaw2 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 14:03
        > Nie sądzę, że można przewidzieć wszystko... Ale zawsze jest to NASZA wina!
        Jak
        > byśmy tego nie tłumaczyły, to zawsze skutek naszej nieuwagi, niedopilnowania,
        > braku wyobraźni...
        > Ania

        Oczywiście!
        Jeszcze mi się cos przypomniało: byłam strasznie dumna z mojej córci, że już
        sama je no i pozwoliłam jej samej jeść w Wigilię ziemniaki, które wczesniej
        ugniotłam widelcem. Jak się niestety okazało mało dokłądnie no i Mała wzięła do
        buzi za duży kawałek i niestety zaczęła się dusić.
        Nie pytajcie co czułam, ale Bóg czuwał na szczęscie.

        Co do zachłystywań to mamy już kilka za sobą, gdyż jak jeszcze karmiłam ją
        piersią to jadła tak łapczywie, że często nie nadążała z połykaniem i często
        miewała chwile bezdechu.

        Iwona
    • ewalewi Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 11:39
      Ja ty sobie czytam i sie zasmiewam albo przerazam ( w zależności od tonu
      postu ) moja 8 tygodniowa córeczka spi sobie najlepsze w wózeczku w ogrodzie za
      moimi pllecami, jest straszny wiatr i poszłam sprawdzić czy mi sie pranie nie
      wywaliło... ranie nie ale wózek tak.... na całe szczęście obok jest filar od
      balkonu sasiadów to sie oparł pod kątem...
      ewa
    • bruksia Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 12:10
      chyba każdy kto ma dzieci ma takie makabreski na koncie. pewnie że nie które są
      z głupoty czy nie uwagi, ale nie sposób wszyskiego przewidzieć, poza tym czasem
      człowiek instynktownie "ratuje" coś innego spuszczając z oka dziecko. ja
      uważam, że to że większości dzieciom nic się nie dzieje to musi być OPATRZNOŚĆ
      BOŻA, bo po ludzku nie da się wszystkiemu zapobiec.
      ja mam taką historyjkę. siostrzenice 1,5 r. łaził sobie po żuku (samochód) przy
      samochodzie stały 3 dorosłe osoby i go asekurowały a popodwórku latał pies.
      nagle pies zaczął "rozrabić" i wszyscy odruchowo odeszli od samochodu (może 2
      sekundy). gdy mnie olśniło, że dziecko... zdążyłam wrócić mały stał właśnie na
      brzegu "paki"
    • aha44 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 12:19
      Oczywiscie,że nie da się wszystkiego przewidzieć.Mój dom jest zabezpieczony ,
      ale co z tego.Dawanie landrynek to przesada ale z drugiej strony jak dziecko
      się samo nie przekona to nie nauczy się .Mój synek zamyka szuflady trzymając za
      uchwyt , po tym jak w końcu przyciął palce ,przedtem moje zrzedzenie i próby
      odciągania nie skutkowały . Tak jest ze wszystkim , pilnuję tylko,żeby się nie
      zabił.A jak widzę w piaskownicy mamy ze ślicznymi , pieknie ubranymi dziećmi ,
      i co chwilę słyszę nie jedz piasku , nie dotykaj, zabijesz się itd. to robi
      mi sie jakoś dziwnie , i sama zaczynam się bać.Pozdrawiam.
    • dagbe Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 12:27
      W temacie "Makabreski" to może ja opowiem o starszym dziecku... W kwietniu
      byliśmy na rodzinnej (mama, tata, 10-latek i 2-latek) wycieczce w Paryżu. Przez
      cały pobyt udało nam się dzieci nie zgubić. Zresztą starszy miał przy sobie
      telefon komórkowy na wszelki wypadek. To był już powrót do domu. Jechaliśmy
      kolejką RER na lotnisko. Telefon syna rozładowany. Do odlotu samolotu około
      dwie godziny. W pociągu straszny tłok. Na szczęście większość pasażerów
      wysiadała na kolejnym przystanku. Powiedziałam do syna: "Przesuń się. Ludzie
      wysiadają." Ludzie wysiedli. Ja się rozglądam, gdzie mój starszy syn... Nie ma
      go koło nas, nie ma go w sąsiednich przedziałach. Otóż stał na peronie w
      odległości około 5 metrów od pociągu. Na szczęście jeszcze drzwi były otwarte,
      wysiadłam i wciągnęłam delikwenta spowrotem do pociągu. Zaraz potem musiałam
      usiąść - nogi jak z waty... Dziecko samo na peronie, w obcym kraju, bez
      znajomości języka, bez telefonu, nawet nie wiedzielibyśmy, na którym przystanku
      go szukać... Okazało się, że syn usłyszał: "Wysiadamy" i po prostu wysiadł. Do
      tej pory słabo mi się robi, jak o tym pomyślę.

      Pozdrowienia,
      Dagmara
    • kazia76 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 13:37
      Coś mi się jeszcze przypomniało;Mój Kacper nienawidził wózka.Spacery odbywały
      się tak,ze wózek pchałam a młodego nosiłam.No i miał on chyba z 5 tygodni kiedy
      swoim sposobem wybraliśmy się na przechadzkę.Na glowie moje dziecko miało
      czapeczkę smerfetkę,która mu sie przekręciła i odsłoniła uszko.Koniecznie
      musialam mu to ucho zakryć(bo pewnie by mu zaraz nawiało,i by sie pochorował i
      Bóg wie co jeszcze-typowa młoda,przewrażliwiona mama),no ale jak to zrobić
      kiedy obie ręce za;jęte?Użyłam własnych zębów...i ugryzłam młodego w uchosmile)
      Pozdrawiam Ania
      • anek.anek Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 14:26
        no, z tego to się uśmiałam, bo groteskowe.
    • olamad Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 15:00
      Dumna mama (czyli ja) cieszac się z pierwszych samodzielnych kroków dziecka,
      wymyśliła wspaniała zabawę: ja cie gonię od drzwi balkonowych do drzwi
      wejscowych, a ty mnie w drugą stronę. Ula niestety nie miała zbyt duzej wprawy
      w chodzeniu, nózki jej się poplątały, a ze takie brzdace wszędzie biegiem, z
      całym impetem przywaliła głową w drzwi wejsciowe. Aż się sąsiadki zbiegły taki
      był "grzmot". Nic jej sie nie stało, na szczęście...
      A to przypadek z ostatnich dni, którego nie widziałam - ale moze to i dobrze,
      bo sądząc po opisie naocznych świadków, wylądowałabym z Ulą na pogotowiu. Ula
      stała sobie na takim wzniesieniu otoczonym z jednej strony parkanem; po drugiej
      stronie tego parkanu był beton i było znacznie wyżej niz od strony górki. Ula
      wspięła się na ten płot i fiknęła na drugą stronę. Gdy ja zobaczyłam, siedziala
      na pupie i cicho chlipała - chyba była taka przestraszona. Na szczęście
      skończyło się tylko na porysowanych okularach i kilku otarciach. Sądząc po
      pozycji, w której siedziała, można podejrzewać, że albo zrobiła pełne salto,
      albo spadła na głowę... Czapka była jednak czysta i nie zgłaszała bólu głowy,
      więc stwierzdziłam, ze poczekam do dnia następnego, ale nic jej nie było..
      Te wszystkie wypadki to oczywiscie tylko i wyłącznie moja wina. Naprawdę staram
      się zawsze mieć Ulę na oku, zawsze wiedzieć z kim i gdzie się bawi - ale
      czasami nachodzi mnie takie zaćmienie umysłowe... i to są efekty.
      Pozdr.
      Ola
      • mamulka-kubulka Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 15:08
        kubus mial 11 miesiecy madra mamusia postawola w kuchni goraca herbate i
        odwrocila sie zeby siegnac po cukier oczywiscie buba wykorzystal ten moment
        potem karetka szpital poparzenia 2 stopnia i placz nad wlasna glupota ale na
        szczescie nie ma juz sladu
        • milenka29 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 16:29
          witam i też mam nie jedno na sumieniu, wychodziłam z córką( wtedy miała dwa
          latka) na podwórko, zamykałam dzwi od domu na klucz a córka w tym czasie człap,
          człap, zaczeła sobie schodzić po schodach, ja odwróciwszy sie kątem oka patrze
          a ona sobie ładnie schodzi trzymając sie ściany, myśle aha fajnie sama juz
          umie, ale nagle na ostatnich stopniach przyśpieszyła i spadła na główke na
          beton, płacz okropny, ja rozdygotana porwałam ją na rece i chodu do domu
          zpowrotem , i patrze nie dowiary , zrobiła salto i spadła na główke ale nawet
          siniaka nie miała ufff ale wyglądało makabrycznie, drugi raz to było jak
          pojechałam z nia do siostry, wyszliśmy na podwórko z dziećmi i spacerowaliśmy
          po chodniku, a moja bardzo ruchliwa córcia (miała około 2 latka)szła sobie
          spokojnie ,zdążyłam zobaczyc tylko jak raptownie dała kroka w bok i najechał na
          nią dużym rowerem 10 latek, szok przeżyłam...... twarz porysowana , dosłownie
          przejechał jej po nóżkach, ale nic jej sie nie stało , miała tylko posiniaczoną
          bużke, a ja wtym czasie ( szkoda gadać)zagadałam sie z siostrąsad pozdrawiam
        • milenka29 Re: MAKABRESKI (długie) 18.05.04, 16:35
          przypomniało mi sie rok temu , też miała dwa latka, spadła z chuśtawki , ale co
          śmieszne nawet sie nie chuśtała, koleżanka staneła za jej plecami i coś do mnie
          mówiła to była sekunda spojrzałam na koleżanke , a mała w tym momęcie chciała
          stanąć nogami na chustawke i wylądowała bużą w piasku,wbiła sobie górne ząbki
          w dolną warge no i od tej pory nie wymawia r, sad
          • mika2 MAKABRYCZNA HUSTAWKA !!! 04.07.04, 21:45
            Co do huśtawki to mam baardzo złe wspomnienia….Mieszkałam w bloku. Za nim był
            plac zabaw, na którym zawsze bawiły się dzieciaki a rodzice co jakiś czas
            doglądali ich przez okna. Pewnego dnia (miałam 12lat) ktoś puka, otworzyła moja
            mama – jakaś trójka dzieci i jedno mówi „on leży pod huśtawka i się nie rusza”…
            chodziło o mojego brata…obie z mama pobiegłyśmy za blok. Mój 5 letni brat leżał
            pod huśtawką w kałuży krwi i nie dawał oznak życia. Mama wzięła go na ręce i
            zaniosła do swojej siostry – jej mąż zawiózł go dostawczym samochodem (mój brat
            leżał z tyłu „na pace”wink do szpitala. Ja wróciłam do domu po dokumenty,
            książeczkę zdrowia i na piechotę pobiegłam do szpitala. Zrobili mu
            prześwietlenie i okazało się, że kość wgniotła się do mózgu. Natychmiast na
            sygnale zawieźli go do szpitala oddalonego o ponad 40km. Zabrali tylko mamę. Ja
            rozdygotana wróciłam do domu. Mama wróciła. Obrzęk rósł. Mój brat musiał mieć
            trepanację czaszki (ogolili mu głowę i rozcięli czaszkę z tyłu prawie na całej
            długości). W nocy dzwonił lekarz i powiedział, że jeżeli mój brat przeżyje do
            rana to dalej powinno jakoś pójść. Moja mama nawet nie mogła płakać z
            przerażenia i strachu…wyszedł z tego, potem mnóstwo badań (w końcu to mózg),
            mógł nie widzieć, nie mówić, nie słyszeć, nie rozwijać się normalnie itd….
            Teraz mój brat ma 16 lat, skończył właśnie normalne gimnazjum, ma mnóstwo
            energii w sobie i rozwija się jak każdy nastolatek. Jedyne co mu zostało po
            tamtym zdarzeniu to blizna z tyłu głowy i gwarancja, że nie pójdzie do wojska.
            A mi kołotanie serca jak słyszę karetkę, strach przed huśtawkami – mojego
            szkraba chyba nigdy nie puszczę na taka metalową – huśtamy się na oponach.
            Po tym zdarzeniu w gazecie był nawet artykuł „czy huśtawki będą zabijać
            dzieci?”. Uważam, że na placu zabaw nie powinno być ciężkich metalowych
            huśtawek – teraz coraz popularniejsze są „drewniane” place zabaw z huśtawkami –
            oponami. I uważam, że wszystkie powinny tak wyglądać!

            Pozdrawiam

            P.S.
            A wiecie co zrobił jak kilka tygodni po tym zdarzeniu wyszedł na
            dwór?.....poszedł się pobujać na tej huśtawce!!???
    • grrrrw Szalona matka i PKP 18.05.04, 17:01
      Jedno z moich dzieci otworzyło pralke i wylał sie mu na noge wrzatek!

      Inne zostawione na moment samo w mieszkaniu zdarzyło znależć zapałki, zwinąc w
      kulke gazetę i podpalić (a nawet pokropić pasta w płynie)!! To wujek
      poprzedniego dnia uczył (!) przedszkolaka na działce, jak prawidłowo rozpalic
      ognisko.

      Moje najstarsze dziecko (wtedy sześcioletnie) zostało samo w pociągu relacji
      Szczecin- Brześć, ja wysiadłam z młodszym w Łowiczu.
      Pojechało w sina dal !
      Pobiegłam do zawiadowcy stacji. Zanim go znalazłam i wyjasniłam o co chodzi
      minał dobry kwadrans.
      Zawiadowca połaczył sie z kims tajemniczym telefonicznie. Nastepnie
      spytał; "Czy dziecko ubrane jest w niebieska wiatrówkę i chusteczkę" ?
      Potwierdziłam.
      "Dziecko czeka na pania na stacji Boza Wola" !!!

      Okazało się ze córka narobiła krzyku, ze nie zdązyła wysiąść,ze się zgubiła,
      pasażerowie odprowadzili ja do konduktora, ten poprosił o zatrzymanie pociągu w
      Bozej Woli i tam ja wysadzono.
      Dotarłam do niej najblizszym elektrycznym pociągiem.
      Siedziała grzecznie u zawiadowcy stacji.
      Strasznie się wstydziłam, ale okazało się, ze na PKP nie takie matki widziano.
    • higa Re: MAKABRESKI (długie) 02.07.04, 12:55
      podciągam bo pouczające dla przyszłych mam - takich jak jasmile
      higa
      • kocianna Re: MAKABRESKI (długie) 02.07.04, 14:03
        Ja dopiero za pół roku zacznę grzeszyć przy swoim dziecku... Ale wprawę już
        mam. W wieku 6 lat wywaliłam moją półroczną siostrę z gondoli na beton
        (płakała, więc huśtałam wózek... troszkę za mocno). Mama w tym czasie mordowała
        się jeszcze w domu z dwuletnim bratem, który za Chiny nie chciał zejść ze
        schodów. Wybiegła w jednym bucie...

        Mniej więcej w tym samym czasie przycisnęłam bratu palec drzwiami wejściowymi.
        Udało się go przyszyć...

        Nie chciałam dać dwuletniej siostrze książki z regału, wiec zaczęła się na
        niego wspinać. Regał (rozporowy, od podłogi do sufitu, w wyższej części
        zapełniony encyklopediami itd) się na nią przewrócił i zasypał książkami. Życie
        jej uratował wózek dla lalek, o który regał się oparł, więc nie dostała półkami
        po głowie (ino tomem encyklopedii).

        Siostra szybko musiała nauczyć się bronić przede mną. Teraz jest mistrzynią
        Polski w judo...
    • bebejot Re: MAKABRESKI (długie) 02.07.04, 23:30
      Scenka rodzajowa:
      - Siedzi sobie 20 miesięczny chłopiec na stołeczku i ogląda bajkę. Nagle lekko
      odchyla sie do tyły wykonuje salto. Płacz i przerażenie w oczach, ale kości
      całe.
      Kolejne zdarzenie opisałam już w poście "Wpadł do stawku - boi sie wody"
      - Synek wpadł do niezabezpieczonego stawku ogrodowego - biegł patrząc w
      zupełnie innym kierunku. Byłam od niego 3-4 metry dalej, zdążyłam tylko
      krzyknąć: "Stój!", a potem po prostu wskoczyłam za nim do wody. Synek zanurzył
      się 2 razy - stawek ma około 1,3 metra głębokości. Kiedy go wyjęłam z wody, od
      razu płakał, więc wiedziałam, że nie zachłysnął się. Pobiegłam do domu, z
      myślą, że po takim wypadku, muszę zrobić wszystko, żeby po pierwsze się nie
      przeziębił, a po drugie nie miał urazu do wody. Napuściłam ciepłej wody do
      wanny i wykapąłam go jak zwykle, bawiąc się zabawkami itp. Synek wyraźnie
      zrelaksował się w tej kąpieli.

      Są sytuacje, kiedy faktycznie chyba Anioł Stróż stoi za plecami naszych dzieci,
      ale jestem zdania,że trzeba mu ułatwiać zadanie. Wyznaję zasadę,że to dom i
      siebie trzeba dostosować do dziecka, po to,żeby zminimalizowć jakiekolwiek
      prawdopodobieństwo wypadku. Lepiej dmuchać na zimne, a na hartowanie przyjdzie
      jeszcze czas...
      I jeszcze jedno - wyobraźnia, na którą nie zawsze niestety mamy czas...
    • wieczna-gosia Re: MAKABRESKI (długie) 03.07.04, 08:28
      Tych wszystkich upadkow to ja nie bede liczyc....
      ale...

      Ola wsadzila palce w drzwi metra (one sie otwieraja zachodzac na siebie jak
      harmonijka) ja stalam 5 cm od niej teraz mam oczywiscie odbsesje na punkcie
      palcow corek.
      Stac jej sie nic nie stalo ale nie mogla wyjac zaczelam krzyczec bo balam sie
      co bedzie jak te drzwi sie zamkna.... na szczescie uslyszal nas jakis mlody
      czlowiek wcisnal alarm ( w ogole o tym nie pomyslama) i jakies 15 minut
      wyluskiwalismy te paluszki. Nic sie nie stalo troszke byly nadwyrezone bo
      trzeba bylo nimi poszarpac....
      moj maz myl Przema. Piate dziecko myl. Zeby nie byo ze zoltodziob. Trzymal mu
      glowke ale nie sztywno tylko po prostu podpieral, uszka byly zanurzona. I
      Przemo szybciutko przekrecil glowke w bok, buzia i nsek znalazly sie w wodzie.
      Serce mi stanelo...Ja go zaczelam obklepiwac a moj maz flegmatycznie- a podobno
      niemowlaki wstrzymuja oddech pod woda same z siebie....
      Starsze dziewczyny tluka sie w wannie. Nagle fik... i jedna laduje z glowa pod
      woda. Matka czyta ksiazke na kiblu do wanny ma pol metra.... A moja corka
      wynurza sie z wody zadowolona wink))
      Grrw.... twoja opowiesc zabija wszystkie... ja sie tego zawsze bioje jak
      wysiadam z komunikacji miejskiej i dlatego odliczam wink))
      • aetas Re: MAKABRESKI (długie) 03.07.04, 10:19
        Ja z kolei mam obsesję, nie stawiałam syna wysoko nieprzypiętego itede itepe...
        ale to sie nie wzięło samo z siebie.
        Miałam przez wiele lat uraz z dzieciństwa i chyba mi zostało: kiedy miałam
        jakieś 7,5 roku, poszłam z młodszym bratem (1,5 roczku) do koleżanki (tu ukłon
        w stronę moich Rodziców, którzy pozostawili półtoraroczniaka pod opieką
        siedmiolatki);
        u znajomej było sympatycznie, bawiliśmy się z jeszcze innymi znajomymi (w
        takiej wioseczce, gdzie sporo dzieci sie zbiera u tego, kto np. ma huśtawkę).
        Moja znajoma miała dużą metalową huśtawkę na dużych metalowych wspornikach, jak
        na miejskich placach zabaw, to istotne.
        Kiedy huśtałam się w najlepsze (braciszek sobie biegał w najlepsze), wracając z
        mocnego wychylenia w tył, zobaczyłam, że przede mną, tam, gdzie zaraz znajdę
        się w metalowej huśtawce ja, stoi mój braciszek, to były ułamki sekund,
        oczywiście huśtawką uderzyła go w główkę tak, że się przewrócił...
        Nie miał potem problemów ze wstrząsem mózgu, czy coś, tylko wielkiego guza...
        Widok huśtawki (ze mną na niej) pędzącej na malutkie dziecko, prześladował mnie
        przez wiele lat, jak mi się to przypominało, oblewałam się zimnym potem.
        Zabrakło mi wyobraźni, żeby sie aż tak nie bujać, ale z drugiej strony, to
        chyba nieodpowiedzialne było, że ja pilnowałam brata, będąc niewiele mądrzejsza
        od niego, ale przez pół życia obwiniałam się o to.
        Dopiero z perspektywy matki, widzę, że dzieckiem byłam i trudno aż tyle
        wymagać, a może po prostu musiałam sobie z tymi wyrzutami jakoś poradzić i
        spycham je od z górą dwudziestu lat coraz dalej...
        I jeszcze wyrzuciłam brata z wózka gondoli, jak biegnąc pchałam wózek i wjechał
        mi na ścianę domu, dziecko wypadło, nic mu się nie stało (tu ukłon w stronę
        naszych Aniołów Stróżów)...
        Ponieważ ciągle prześladują mnie te historie z dzieciństwa, jestem raczej
        nadopiekuńczą matką, chociaż swoje grzeszki tez mam na sumieniu...
        ale najczęściej jest tak, że wyobrażam sobie czarne scenariusze nawet tam,
        gdzie są mało prawdopodobne...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka