3.14-roman
24.07.11, 00:20
W okolicy, w której często przebywam (osiedle domków jednorodzinnych na wsi), właściciele psów mają dosyć brzydki zwyczaj puszczania psów luzem.
Żeby było jasne -nie chodzi mi tutaj o sytuację, kiedy właściciel bierze sierściucha na spacer i spuszcza go ze smyczy, cały czas mając go na oku. Chodzi mi o coś takiego - panu Zenkowi nie chce się rano pomykać na spacer ze swoim Burkiem, więc wypuszcza go na ulicę, żeby sobie polatał - bez jakiegokolwiek dozoru, bez kagańca, bez smyczy, ot pies leci, gdzie chce, a właściciel zadowolony siedzi sobie w ciepłym domku.
Gdyby te puszczane luzem psy to były jakieś małe kundelki, można byłoby to znieść. Problem w tym, że często robią tak właściciele większych zwierzaków, na przykład podrabianych wilczurów z pokątnej hodowli pana Gienia (poprawniej politycznie brzmiałoby: "psów w typie owczarka niemieckiego").
I teraz moje pytania:
1) Spotkałyście się z takimi praktykami?
2) I teraz taki przypadek. Muszę dostać się do domku, który usytuowany jest przy bocznej uliczce (wąskiej i ślepej, nie ma innego sposobu dostania się tam). Idę główną ulicą, skręcam w tę mniejszą, a tu 10 metrów od zakrętu leży sobie wilczur. Spokojnie, nie wykonując gwałtownych ruchów, idę dalej, próbując wyminąć psa. Niestety urocze zwierzątko nie pozwala mi przejść, zaczyna warczeć, wstaje, zaczyna iść w moim kierunku. Powoli więc się wycofuję i co dalej? Mam czekać w deszczu, aż pieskowi się znudzi i sobie pójdzie? Co mam zrobić, jeżeli chcę po prostu dostać się na drugi koniec ulicy, nie ryzykując ugryzienia (szczerze wątpię, aby właściciele uroczego Burka go szczepili)?