Dodaj do ulubionych

"Mamy, rozwódźcie się!"

02.08.11, 21:32
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,66725,10023343,Rozwodzcie_sie_.html
myślicie,że ma rację obwiniając mamę za niewiarę w związki?
Obserwuj wątek
    • karra-mia Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:38
      nie. Myśle, że łatwiej jej zrzucić winę na mamę, zamiast przyjrzeć się trochę sobie. bez przesady, pewnie zachowanie rodziców (a właściwie dlaczego nie ocenia ojca tak krytycznie? bo jak był to byl kochający, jak był...) jakoś wpłynęło na nią, ale to my jesteśmy kowalami własnego losu i skoro widzimy problem, powinniśmy spróbowac go rozwiązać, a nie zwalać winę za swoje niechciejstwo na kogoś innego.
      • marzeka1 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:46
        "akoś wpłynęło na nią, ale to my jesteśmy kowalami własnego losu i skoro widzimy problem, powinniśmy spróbowac go rozwiązać, a nie zwalać winę za swoje niechciejstwo na kogoś innego. "-

        - zgadzam się, gdybym patrzyła na małżeństwo moich rodziców, byłabym w niefajnym związku, a ja gdy dorosłam powiedziałam sobie: u mnie będzie inaczej, niż w rodzinnym domu widziałam relację mąż- zona i tego się trzymałam. Nie jesteśmy skazani na powielanie schematów z domu.
    • rosapulchra-0 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:40
      Jeśli ktoś chce psa uderzyć, to kij zawsze znajdzie.
      Pani się nie układa w życiu osobistym, no to mamusi wina..
    • tosterowa Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:46
      zrzucanie winy na rodziców jest ostatnio w modzie, fajnie jak ktoś szuka przyczyn swoich porażek, ale stwierdzenie, że coś w życiu szwankuje z winy matki problemu nie rozwiąże, ewentualnie pozwoli poczuć się lepiej. Niestety, żeby coś się zmieniło, trzeba zapomnieć o przeszłości i samemu wziąć się za swoje życie.
    • kropkacom Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:57
      > myślicie,że ma rację obwiniając mamę za niewiarę w związki?

      Nie wiem czy ma rację. Wiem na pewno, że to w jakich domach się wychowaliśmy nie zawsze ma wpływ na nasze dorosłe życie w równym stopniu. Jednemu się przyłoży do spaprania sobie życia, a drugiemu przy podobnych fatalnych wzorcach - nie. Zależy najpewniej od osobniczej wrażliwości.
    • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 21:59
      Myślę, że najprawdopodobniej miałaby również pretensje, i to zapewne większe, niż w tej chwili, gdyby mama się rozwiodła - bo po co ludzie się pobierają, skoro i tak się rozwodzą, małżeństwo nie ma sensu i brekekeks.
    • to_nie_my_toniemy Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 22:31
      Widzę tu u niektórych niezły symptom wyparcia.Nieźle musicie mieć za uszami, żeby aż tak zaprzeczać.
      Tak, tak matka i ojciec jednak są ważni w procesie wychowania dziecka.
      • karra-mia Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 22:33
        my mamy problem, bo uważamy, że życie trzeba brać we własne łapy i próbować robić wszystko, zeby było lepsze, zamiast leżeć i jęczeć, że jest do d.upy przez matkę czy ojca???
        • to_nie_my_toniemy Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 22:46
          Jak dla mnie to nie jęczenie tylko próba zwrócenia uwagi na pewien problem pokoleniowy.
          Tyle.
          Trza się tylko przyjrzeć własnemu postępowaniu.
          Niekiedy to "robienoie wszystko" to walka z demonami przeszłści, które zasłaniają teraźniejszość i nie pozwalają iść ku lepszemu.
        • bye.bye.kitty Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 21:03
          branie życia w swoje ręce nie wyklucza a wręcz zawiera element poradzenia sobie z przeszłościąsmile i uświadomienia sobie wpływu rodziców/innych ludzi na "własne" poglądy, decyzje etc

          wyparcie jest niebezpieczne
          chronienie osób które np nas skrzywdziły, zraniły, nie stanęły na wysokości zadania jest niebezpieczne
          branie odpowiedzialności za decyzje innych (np rodziców) jest niebezpieczne
          nienazywanie emocji, zdarzeń etc po imieniu jest niebezpieczne

          jednym z mechanizmów przemocy jest uniemożliwianie ofierze nazwanie tego co się dzieje po imieniu. Analogicznie - paradoksalnie sądzę, ze autorka listu miała mniej dysfunkcyjnych rodziców niż wielu oskarżających ją o "zrzucanie na mamusię winy"

          smile
          • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 21:35
            Oskarżenie o 'zrzucanie na mamusię winy' - cóż za paradoks - nie świadczy o tym, że się własnej traumy nie przepracowało. Ba, może świadczyć o tym, że się jest u końca dość trudnej drogi, rozpoczynającej się od 'to wszystko przez mamusię' do 'ode mnie zależy więcej, niż się wydaje'.
            Najbardziej niebezpieczny jest brak wyobraźni, Bye.Bye.Kitty.
            • bye.bye.kitty Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 21:44
              tak, brak wyobraźni jest niebezpieczny ale nie o wyobraźni tu rozmawiamysmile

              odpowiadałam poprzedniej rozmówczyni i jej postu tyczy się mój, nie każdej sytuacji na naszym pięknym świecie

              zresztą, brakiem wyobraźni jest też właśnie takie "oskarżanie o "zrzucanie na mamusię winy""
              brakiem wyobraźni jest pewność że ta czy owa mamusia tudzież tatuś w żaden sposób odpowiedzialny nie jest

              /słowa "wina" nie lubię/
              • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:09
                Nie wiem, czy ktoś twierdzi, że mamusia ani tatuś nie są za nic odpowiedzialni. Mogą być, jak najbardziej, tylko do ich dziecka należy decyzja, co z tym zrobić, i o tym mówimy. Można siedzieć jak Job na gnoju, narzekać i czekać, aż się zrobi samo, ale można podjąć jakieś kroki w kierunku zmiany.
                Weźmy DDA - ni cholery nie da się ukryć, że za taki stan rzeczy odpowiada pijący rodzic i jego współuzależniony małżonek. Tylko co dalej? Można stwierdzić, że ma się symptomy DDA, zachowywać się jak DDA, rujnować sobie życie jak DDA i obwiniać o wszystko ojca czy matkę im pozostawiając sterowanie swoim życiem nawet zza grobu, ale można też stwierdzić, że ma się symptomy DDA, że jest się DDA, skorzystać z terapii indywidualnej, grupowej itd.
                Pani z listu prezentuje postawę pierwszą, żyje przeszłością i - co gorsza - żyje złudzeniem, że inne postępowanie matki na pewno zmieniłoby jej teraźniejsze życie.
                • bye.bye.kitty Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:18
                  wiesz co, tak osobiście to myślę że wielkim krokiem czasem jest samo przyznanie że "z nimi" było coś nie halo lub zrobili "coś nie halo". czasem przyznanie tego sporo kosztuje i dopiero to rozpoczyna pracę nad odpiłowaniem pępowiny i urwaniem sobie metafizycznych marionetkowych sznureczków do sterowania przez rodziców czy innych toks-bliskich.

                  z tym dda - żeby zauważyć że się wpada w schematy dda trzeba najpierw przyznać że rodzic był/jest A. Prawda?

                  • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:31
                    wiesz co, tak osobiście to myślę że wielkim krokiem czasem jest samo przyznanie
                    > że "z nimi" było coś nie halo lub zrobili "coś nie halo"

                    Mam czasem wrażenie, że tendencja jest odwrotna - wszystko, co spapraliśmy, staje się nie naszą winą, tylko winą ojca, matki, babki, ciotki, sąsiada i psa sąsiada. Ale OK, zdjęcie rodzica z piedestału łatwe nie jest.

                    > z tym dda - żeby zauważyć że się wpada w schematy dda trzeba najpierw przyznać
                    > że rodzic był/jest A. Prawda?

                    Prawda, tylko co z tego? To miał być jakiś haczyk?
                    DDA stwierdzając, że jest DDA, jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że ojciec czy matka byli uzależnieni. Nikt nie twierdzi, że to bułka z masłem, tylko CO DALEJ? Jak długo można się podniecać aktem własnej odwagi? W końcowym efekcie nie o to przecież chodzi, że rodzic pił i jestem biedny, tylko o to, że mam nauczyć się żyć na nowo, minimalizując wpływ tego faktu na swoje życie.
                    • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:35
                      Przeczytałam list jeszcze raz i - bardzo mi przykro - dochodzę do wniosku, że pani nie ma problemu z rodzicami, tylko problem z tym, na kogo zwalić odpowiedzialność za swoje nieudane życie uczuciowe.
                    • bye.bye.kitty Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:40
                      to nie miał być żaden haczyk tylko taki fakt - nie ma dda bez rodzica a, nie ma też problemów związanych z dda . zatem dda nie jest odpowiedzialny za to że jest dda.

                      a to czy po przyznaniu faktu że rodzice coś zrobili be się rozwinie temat to rzecz inna. zastanawiam się w jaki jednak inny sposób, bez zauważenia obszarów na których inni ludzie coś nam wpierali etc, można dojść do życia zgodnie ze sobą, na swoich zasadach?

                      nie chodzi przecież o to, że jakaś dysfunkcyjna matka czy ojciec mają teraz przeżyć życie od nowa i wychować to dziecko od nowa bo to jest not real . Ale branie na siebie odpowiedzialności za wyrządzone nam na wczesnym etapie krzywdy (czy błędne wzorce żeby nie było tak soł macz for patos ) nie pomoże tylko zaszkodzi.

                      żeby coś odciąć , wiedzieć, że to nie jest jakaś nasza integralna część, trzeba wiedzieć co to i to nazwać . tak myślę.
                      • echtom Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:53
                        > Ale branie na siebie odpowiedzialności za wyrządzone nam na wczesnym etapie krzywdy (czy błędne wzorce żeby nie było tak soł macz for patos ) nie pomoże tylko zaszkodzi.

                        Kitty, ale tu chodzi o branie odpowiedzialności za własne życie, nie za cudze błędy. Pani twierdzi, że nie potrafi ułożyć sobie życia, bo jej matka się nie rozwiodła. Gdyby się rozwiodła, też by nie umiała, bo zdiagnozowałaby u siebie DDR.
                      • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 04.08.11, 07:20
                        zatem dda nie jest odpowiedzialny za to że j
                        > est dda.

                        A czy ja twierdzę, że jest?

                        w jaki jednak inny sposób, bez zauważenia obszarów na
                        > których inni ludzie coś nam wpierali etc, można dojść do życia zgodnie ze sobą
                        > , na swoich zasadach?

                        Nie rozumiem, dlaczego BEZ, nikt tego przecież nie wyklucza.

                        Ale bran
                        > ie na siebie odpowiedzialności za wyrządzone nam na wczesnym etapie krzywdy (cz
                        > y błędne wzorce żeby nie było tak soł macz for patos ) nie pomoże tylko zaszkod
                        > zi.

                        Napiszę jeszcze raz:
                        Nie uważam, że należy brać na siebie odpowiedzialność za wyrządzone nam krzywdy.
                        Nie uważam, że nie należy identyfikować krzywdziciela i nie należy uznać, że to matka czy ojciec może być winien w pewnych sprawach.
                        Ja się po prostu pytam - co dalej? Co po tym, kiedy już ktoś wie, że nie on zawinił tu czy tam, kiedy przyjął do wiadomości, że to rodzic odpowiada, a nie on?
          • karra-mia Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:15
            to uważasz, ze najlepiej usiaść i jęczeć, że ma się takie okropne życie, bo mamusia się nie rozwiodła z tatusiem, który byl cudowny tak?

            Nie wypieram, nie chronię, nazywam rzeczy po imieniu, nie chcę brać odpowiedziqalności za to, co zrobila moja matka, ale o własne życie walczę ja i będe walczyć. Poddanie się i przyznanie, ze nic się nie da zrobić, bo mama byla taka a nie inna i zgotowała mi taki żywot a nie inny, będzie dla mnie oznaczać koniec.
            • bye.bye.kitty Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:26
              a czemu nazywanie tego co ktoś zrobił po imieniu jest dla ciebie jęczeniem czy poddaniem się?

              bo tak jakoś zdaje mi się że twoim zdaniem jest albo-albo: albo ludzie np. przyznają że rodzice zrobili coś nie tak i że to wywarło na nich jakiś wpływ , albo robią coś z tym co im w życiu przeszkadza ? dlaczego nie i to i to? Bo dla mnie to się cudownie łączy : poznać czyjąś przestrzeń i czyjąś odpowiedzialność by znaleźć swoją odpowiedzialność i własne metody.



              • karra-mia Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:29
                poznać czyjąś odpowiedzialność i znaleźć swoją i własne metody - o to właśnie chodzi.
                A pani z artykułu poznała czyjąś odpowiedzialność, ale ze swej strony nie ma ochoty już nic zrobić. najwygodniej usiąść i powiedzieć "nie udało mi się, bo moja mama/tata/siostra/brat... wszystko prze nią" i na tym zakończyć swój żywot
      • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:09
        O, są bardzo ważni.
        Tak samo jest ważne zrozumienie, że możemy sami sobie układać życie, niezależnie od tego, czy i kiedy mamusia się rozwiodła (swoją drogą zero pretensji do tatusia, ciekawe). Niektórzy rozumieją to sami z siebie, innym potrzebna jest terapia, a jeszcze inni do końca życia są więźniami swoich wspomnień i urazów.
        Pani z listu zdecydowanie zmierza ku trzeciemu wariantowi.
        • bi_scotti Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:30
          No i gdzies jest ta wspomniana na poczatku siostra, o ktorej niz dalej nie wiemy. Czy ona ma podobne refleksje, czy moze wrecz przeciwnie - uwaza, ze rodzice jak mogli tak sobie radzili z rozpadajacym sie malzenstwem a gdy dzieci dorosly ulozyli sobie zycie od nowa i szafa gra. Oczywiscie, wplyw domu jest nie do przecenienia, ale juz jako dorosli ludzie mamy pelna kontrole nad tym, co z tym wplywem zrobimy we wlasnym zyciu.
          • kropkacom Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:40
            Naprawdę uważasz, że mamy pełna kontrolę?
            • tosterowa Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:43
              po to się chodzi na terapie, żeby tę kontrolę mieć.
              • kropkacom Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:46
                No, oczywiście. Kwestia jakie efekty daje terapia. Co nie zmienia faktu, że problem MA jakąś przyczynę, prawda?
                • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:50
                  Kwestia nie leży w efektach terapii, ale w chęci dostrzeżenia problemu i zrobieniem z nim czegokolwiek. Jeśli zaczniemy od tego, że terapia może nie przynieść efektów, nigdzie nie dojdziemy.
                  Łatwo - wbrew pozorom - jest usiąść na dupie i rozpaczać nad tym, czego matka nie zrobiła albo co zrobiła, przejęcie kontroli nad swoim życiem wymaga pracy, i to niekiedy ciężkiej.
                  • falka32 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 22:41
                    > Łatwo - wbrew pozorom - jest usiąść na dupie i rozpaczać nad tym, czego matka n
                    > ie zrobiła albo co zrobiła, przejęcie kontroli nad swoim życiem wymaga pracy, i
                    > to niekiedy ciężkiej.

                    No dokładnie. Zwłaszcza, że matka w zasadzie zrobiła tylko to, co robi autorka listu - nie przejęła kontroli nad swoim życiem, nie odrzuciła bagażu wychowania i wpojonych jej stereotypów o tym, jak powinien wyglądać związek małżeński. Matka postąpiła zgodnie z wartościami swojego pokolenia, czyli chroniła małżeństwo dla dobra dzieci i swojego, albowiem w jej pokoleniu i w pokoleniu jej matki i babki tak właśnie postępowała dobra matka i żona.
                    • kawka74 Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 04.08.11, 07:26
                      Już sobie wyobrażam, co by było, gdyby matka autorki listu się rozwiodła - dwa domy, nowi partnerzy, przyrodnie rodzeństwo. Już widzę, jakim entuzjazmem pała do balansowania pomiędzy dwiema nowymi komórkami społecznymi.
                • tosterowa Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 02.08.11, 23:52
                  każdy ma i zgoda, że trzeba go sobie uświadomić.
                  ale z pewnymi rzeczami po prostu trzeba się pogodzić, bo się ich nie zmieni i ruszać dalej, samemu, bez bagażu w postaci "winnej mamuśki".
                  • kropkacom Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 00:00
                    Tak sobie trudno uświadomić, że nie każdy TAK potrafi? Mnie ten problem nie dotyczy, ale to rozumiem.

                    > dalej, samemu, bez bagażu w postaci "winnej mamuśki".
    • jusytka Re: "Mamy, rozwódźcie się!" 03.08.11, 19:17
      Myślę, że na siłę próbuje kogoś obwinić za brak powodzenia u płci przeciwnej.
      Obserwując znane mi kobiety po rozwodzie częściej widzę, jak trudno im radzić sobie samotnie z prowadzeniem domu, wychowywaniem dzieci i zarabianiem na rodzinę. Historie jakby zaraz po rozwodzie znajdywały królewiczów z bajki można między bajki włożyć, bo zdarzają się niezwykle rzadko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka