szymanka
24.05.04, 10:37
W sobotę byliśmy na imprezie. U znajomych. Z okazji zdanej magisterki przez
pana domu. Szczerze mówiąc wynudziłam się jak mops. Średnia wieku ok. 30-tki.
Łącznie jakieś 20 nieznanych sobie osób. Raczej pary małżeńskie. Przez pół
nocy towarzystwo siedziało przy zastawionym stole, jadło, piło i gadało.
Tematy rozmów: o dzieciach, samochodach, bankach, urządzaniu mieszkań, pracy,
lekarzach itp.
W połowie imprezy zjawiła się jeszcze jedna para. Też koło trzydziestki, ale
że tak powiem bez zobowiązań. Dzieci nie mają, nie dorabiają się, nie
urządzają mieszkania... Widać było, że zupełnie inaczej wyobrażali
sobie "imprezę". Pogłaśniali muzykę, tańczyli, wydurniali się. Wreszcie
zapalili po skręcie, na co większość towarzystwa zrobiła wielkie oczy. Po
jakichś dwóch godzinach, ulotnili się. Pewnie na inną imprezę.
I tak mi przyszło na myśl: starzejemy się? Nie żebym popierała narkotyki ale
siedzieć pół nocy przy stole? Rany, jak przypomnę sobie co wyprawialiśmy
kiedyś na imprezach, w czasach licealnych czy studenckich... Gdzie te
całonocne balangi, psychodeliczne klimaty, durnowate pomysły, brzuch bolący
ze śmiechu...? Czy teraz potrafimy gadać tylko o pieluchach i pieniądzach?
Przyznam, że nie chodzimy często na takie imprezy. Z różnych przyczyn: brak
czasu, nie ma komu zostawić dziecka itp. Poza tym takich większych imprez
jest mało, przeważają kolacje w kameralnym gronie.
A jak u Was teraz wygladają imprezy? Jak się bawicie?