Dodaj do ulubionych

No to po co te dzieci?

    • ewenekgosia Re: No to po co te dzieci? 15.09.11, 21:56
      mam teraz dziecko studiujace w USA, ktore na razie deklaruje ze wroci- ale wcale nie jestem pewna czy wroci i kiedy. Na razie kontakty wychodza nam duzo intensywniejsze niz przez jej liceum, a na wiosne jade pozwiedzac smile
      Sadzilam ze studia w stanach to bedzie masakra a tymczasem jest calkiem przyjemnie a dziecko jak sie okazuje na bilet zarobilo z wizgiem....
    • demonii.larua Re: No to po co te dzieci? 15.09.11, 22:07
      Nic w tym złego, sama byłabym zadowolona gdyby tak właśnie było - dziecka ze swoimi rodzinami czy same gdzieś w pobliżu smile Oczywiście jeśli wybędą gdzieś daleko i będą szczęśliwe to nic mi do tego, ale nie będzie mi łatwo. I już nie chodzi o ten nieszczęsny dom opieki, ot po prostu bardzo jestem z nimi bardzo związana (mąż i dzieci) i to się nie zmieni nawet za 50 lat. I już.
      • znowu.to.samo lipcowa 15.09.11, 23:30
        To po co w ogóle sie ruszałaś z Polski skoroś taka rodzinna???

        Każdy normalny rodzic chciałby aby dziecko było blisko, ale życie pisze najrozmaitsze scenariusze...
        nie ma sie co nastawiać że dziecko za X lat będzie robiło to czy tamto, a potem mieć do dziecka pretensje bo zrobiło coś innego...
        Dziecko i tak zrobi to co chce. A my będziemy żyli w żalu że dziecko takie niewdzięczne...

        I Lipcowa potem będziesz chciała żeby młoda wybrała szkołę tą albo tamtą, studia takie a nie inne, potem facet ma być taki a nie inny......a to sie niestety tak nie da...



    • ahnesa.m Re: No to po co te dzieci? 15.09.11, 23:53

      z jednej strony to, o czym piszesz fajnie brzmi i w zasadzie mogłabym się zgodzić. a z drugiej strony, sama mieszam jakieś 160 km od miasta rodzinnego. wyniosłam się na studia i jak pamiętam postawę moich rodziców wtedy, to było coś w stylu "no oczywiście wyjeżdżaj, tu nie ma przyszłości", a wtedy chłonęłam to co oni mówili jak gąbka (no nie w każdej sprawie, ale w tej tak). i wszystko jakoś wyglądało ok dopóki nie założyłam rodziny i nie urodziłam dziecka. wtedy się zaczęło. "a bo gdybyście byli bliżej", "a bo wnuczka tak daleko, będziecie ją ode mnie izolować", "a bo ja marzyłam, że się będziemy zwyczajnie na kawę spotykać, ale widać się nie spełni" i tym podobne teksty. długo to przeżywałam, wydaliśmy masę pieniędzy na dojazdy (dla nas wtedy to było dużo), oczywiście my do nich, w drugą stronę b rzadko i oczywiście nigdy nie wystarczająco długo i w ogóle nie wystarczająco. nie wspominając o wiecznych rozmyślaniach pt "a może tam wrócić na stałe". teraz się przegryzłam przez temat, wiem już gdzie _ja_ chcę mieszkać i co _ja_ chcę robić i mam resztę w nosie (nie, nie mam moich rodziców w nosie, ale pewne ich postawy mam). robię co mogę, żeby często przyjeżdżać, ale już się nie szarpię i tak nie stresuję. dodatkowo mam tez świadomość, że jak wyjeżdżałam na studia te x lat temu, to uciekałam też z domu w którym nie mogłam wytrzymać i to nie jest tak, że wszystko się bierze z niczego. moim zdaniem kluczem nie jest to, czy zachęcać dziecko do wyjazdu, czy nie, tylko czy będę z dzieckiem zaprzyjaźniona, czy mi się to nie uda. myślę, że jak będę, to nie ma się czym martwić.
      • hamerykanka Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 00:13
        Jak ja cie rozumiem....
        Moi rodzice podobnie nie maja ochoty przylatywac do nas (koszty, brak paszportow, lot samolotem a to wiadomo, spada; brak znajomosci jezyka ani checi nauczyc sie choc podstaw). Za to ja slysze ze mam przyjechac z dzieckiem bo mama chcialaby sie wnusia nacieszyc (kto spedzil 26 godzin na lot z malym dzieckiem ten wie dlaczego sie wzdragam), o koszty nikt nie dba bo wiadomo, w Stanach dolary na drzewach rosna....Proponowalam kupienie im kompa i zamonotwanie skype'a z kamera, ze mogliby nas widziec i vice versa ale tez nie, bo na starosc sie nie naucza , bla bla (rodzice 57 lat).
        Rozmawialam kiedys z mama, ze chcialabym ich zabrac do siebie na starosc. Nie. Bo nie chca sprzedac domu, bo nie znaja jezyka, bo nie znaja ludzi.

        To ja mam zrezygnowac ze swojego zycia, rozwiesc sie chyba z mezem bo za mna nie pojedzie, zostawic wlasne dziecko bo oni nie chca ustapic ze swojej strony. Dlaczego ich warunki maja byc wazniejsze dla mnie niz moje zycie?
        Nie wiem co bedzie, ale niedobrze mi sie robi od tych zalow i siakania nosem ze' ty coreczko to tak daleko...'. Bo to jest dla mnie emocjonalny szantaz, a wlasnie od niego ucieklam na druga polkule.
        • ahnesa.m Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 00:22

          taaa, no właśnie, brzmi znajomo.
          mnie pomogło jak kiedyś na spokojnie zastanowiłam się, jakby wyglądało moje codzienne życie, gdybym się przeprowadziła do miasta rodzinnego (akurat wtedy tam utknęłam na dłużej z dzieckiem, więc miałam czas na analizy), bo sobie uświadomiłam na czym mi zależy. i teraz to już nie jest ucieczka, tylko mój wybór optymalnej dla mnie opcji. może kiedyś zmienię zdanie, a może nie. paradoksalnie jak ja się przestałam napinać, to mam wrażenie im też ciśnienie spadło.
    • sadosia75 Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 00:06
      Nie ma nic złego w tym, że matka chce mieć dziecko blisko siebie. Ale nie ma też nic złego w tym, że dziecko jedzie w świat spełniać swoje marzenia. A matka jest od tego, żeby dziecku pomóc spełnić marzenia dziecka nie matki.

      Dziecko to
      > ma miec super hiper wolnosc, a my po cichutku jak myszki mamy sie starzec nie o
      > czekując nic w zamian za lata ktore im poswiecilismy?


      Oczekiwać to ty sobie możesz. Ale dziecko nie musi spełniać twoich oczekiwań bo dziecko żyje swoim życiem. Nie twoim.

      ale kurde, moze jakos to wyposrodkowac, bo niedlugo to stary
      > rodzic bedzie sie bal o cokolwiek poprosic dziecko by nie byc cięzarem?


      Prosić o pomoc to jedno. Wymagać, żeby dziecko zostało z mamusią bo mamusia tak chce to drugie. Nie zdziw się jeśli dziecko odmówi pomocy bo poczuje że zmarnowało sobie życie bo mamusia nie pozwoliła wyjechać.

      > naprawde to cos zlego kiedy dziecko nam pomaga, kiedy my troche na tą pomoc lic
      > zymy?


      Lecisz w skrajności.
      Jeśli dziecko wyjeżdza z PL to mamusia jest taka hiper i super i w ogóle. Jeśli dziecko nie wyjeżdza to mamusia jest zdecydowanie lepsza bo chce mieć dziecko obok siebie bla bla bla.
      I za chwilę tekst o pomocy Tak jak by dziecko mieszkające za granicą nie mogło pomagać rodzicom, tak jak by rodzic nie mógł pomóc dziecku mieszkającemu za granicą.
      Bo pomoc to tylko na terenie kraju.
    • glagonia Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 00:11
      To ja się też dopiszę do grona tych, które lipcową rozumieją...
      Oczywiście nie wiadomo jak będzie, jakie sytuacje i wybory, ale uważam za oczywiste, że matka wolałaby swoje dziecko (i potem wnuki) mieć w miarę blisko. Wolałaby - oczywiście nie oznacza, że będzie tego wymagać, albo truć d.pę jak jednak wyjedzie.

      Ja miałam taką sytuację, że wyemigrowałam (rodzice tęsknili, ale przecież zaakceptowali ten wybor) - kiedy jednak mama sie pochorowała - niestety powaznie (nie dało sie przyjechac na tydzien czy dwa, potrzebna byla opieka na dłuższą metę, a poza tym mieliśmy świadomość że to jednak będą nasze ostatnie chwile) - to po prostu zostawiłam tamto zycie i wróciłam do Polski. I tak już zostało, mieszkam w Polsce, ale myślę że gdyby nie to to pewnie bym stamtąd tak szybko nie wyjechała.

      I chyba właśnie o to chodzi, że nigdy nie wiadomo jak życie sie potoczy. A w niektórych sytuacjach naprawdę dobrze jest być blisko z rodziną. I kiedy myślę w przyszłości o sobie i swoich dzieciach - to chciałabym, żeby w razie czego były ze mną, kiedy już naprawdę będe ich potrzebować.
      • bi_scotti Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 00:37
        Dzieci nie mamy dla siebie - wychowujemy je dla swiata. I o tym naprawde warto pamietac KAZDEGO DNIA - dla dobra tych wlasnie dzieci. Jest wielkim przywilejem, ze mozemy sie w pelni cieszyc naszymi dziecmi przez kilkanascie-dwadziescia lat i ze w tym okresie mamy tak ogromny na nie wplyw ALE to nie jest przywilej forever, ma swoja cene i ta cena sa wszystkie nastepne lata doroslosci i pelnej samodzielnosci naszych dzieci, wielokrotnie w znacznej odleglosci od nas. Nothing is for free smile
        • evee1 Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 02:07
          Ja tam swoje dzieci bardzo lubie i bardzo bym chciala miec z nimi kontakt, nie tylko telefoniczny, tylko taki namacalny smile. Nie tylko jak sa dziecmi, ale jak juz beda dorosle. My sie chyba dobrze rozumiemy. To tak jak ze znajomymi - znajomi na miejscu czesto sa nam blizsi w takich codziennych sprawach, niz ci mieszkajacy na innym kontynencie. Dlaczego inaczej mialoby byc z dziecmi? Dlatego ja nic nie oczekuje, ale fajnie by mi bylo jakby dzieci byly w miare blisko.

          Corka (16) to juz kopytkami przebiera, zeby z domu wyfrunac i opowiada, gdzie to ona nie bedzie mieszkac (glownie Kanada pojawia sie w jej wizjach). Mnie to w sumie cieszy, bo wtedy latwiej bedzie mi te miejsca odwiedzic smile.
          Syn, mlodszy, jest raczej malo chetny do jakichkolwiek zmian czy wyjazdow, ale kto wie, moze go jakas dziewczyna zainspiruje i tez go gdzies wiatry poniosa.
        • glagonia Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 13:51
          bi_scotti, zgadzam się z Tobą, ale jednocześnie uważam, że dobrze jest wychować dzieci tak, żeby jednak wartości rodzinne były dla nich ważne. Od wieków dzieci opiekowały się swoimi rodzicami, gdy ci byli już starzy i potrzebowali tej opieki i uważam to za naturalny i słusznny porządek rzeczy.
          Oczywiście, nie zamierzam zabraniać swoim dzieciom wyjazdów i jeśli się okaże że wyjadą bo taka będzie sytuacja to ok. Ale szczerze - to na pewno będę tęsknić, w końcu taka rola matek wink
          Btw, podobno jestesmy pokoleniem, ktore jednak - mimo wszystko - bedzie konczylo swoje dni w domach opieki. Smutne.
          • gazeta_mi_placi Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 16:40
            Nie smutne ino nowoczesne, słuszne i postępowe.
      • katia.seitz Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 08:29
        No właśnie mniej więcej tak to wygląda.
        Ja na przykład jestem jedynaczką. Moi rodzice są już na emeryturze. W związku z powyższym, nie zdecydowałabym się na migrację "na całe życie". Wyjechałam kiedyś na niecały rok i to było absolutne maksimum.
        Po prostu wiem, jak ważny jest dla moich rodziców kontakt ze mną i ich jedynym wnukiem.
    • lilly_about Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 08:14
      Trudno mi gdybac, ale: w zyciu nigdy nie chcialabym spotykac sie z corka raz do roku, chcialabym, zeby zawsze byla na tyle blisko, zebym mogla byc przy niej, kiedy mnie potrzebuje, chcialabym zyc jej zyciem i zeby ona zyla naszym. Chcialabym zebysmy byli rodzina, a nie ludzmi, ktorzy odwiedzaj sie od czasu do czasu.
    • echtom Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 09:00
      Mam troje dzieci i też jakieś marzenia i oczekiwania wobec nich, ale inaczej ustawione. Przede wszystkim chciałabym, żeby wszystkie były samodzielne. Znacznie bardziej niż perspektywa wyjazdu za granicę przeraża mnie wizja, że któraś mogłaby się zakotwiczyć w rodzinnym domu z mężem i dziećmi. I uznałabym za porażkę, gdyby próbowały mnie wkręcać w etatową opiekę nad wnukami, branie kredytów na ich wesela, mieszkania itp. Chciałabym w przyszłości przyjaźnić się ze swoimi dziećmi na zasadzie, że każda ma własne życie, a w razie potrzeby wzajemnie sobie pomagamy. Marzenie drugie, żeby moje córki potrafiły ze sobą współpracować i kiedy za ileś lat wypłynie kwestia opieki nade mną, ustaliły wspólnie wariant optymalny i najmniej dla każdej z nich obciążający. Generalnie nie oczekuję, że dzieci spłacą mi dług za wychowanie, bo to mają spłacić swoim dzieciom, tylko żeby żyły własnym życiem i dały mi żyć moim. Nie powinnam mieć z tym problemu, bo od ich urodzenia nastawiłam się, że wychowuję je dla świata. Poza tym nie jestem osobą, dla której macierzyństwo jest sensem życia, tylko zadaniem. Czas jego wykonania niedługo dobiega końca i przyjdzie pora, by zająć się czymś innym.
      • rosapulchra-0 Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 10:12
        Echtom, lepiej bym tego w słowa nie ubrała. Też mam trzy córki i też chciałabym, aby były dla siebie wzajemnym wsparciem, a jak będą żyć, gdzie i z kim? Będą dorosłe i odpowiedzialne za siebie. Moim zadaniem i mojego męża wychować je tak, aby zawsze brały odpowiedzialność za SWOJE czyny i żyły dla SIEBIE przede wszystkim. Amen.
        • gazeta_mi_placi Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 11:27
          Gdyby każdy żył przede wszystkim dla siebie ludzie szybko by wyginęli.
          • echtom Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 11:35
            Skrót myślowy smile "Dla siebie", czyli dla stworzonej przez siebie rodziny lub innej wspólnoty. Generalnie chodzi o "podaj dalej", nie "oddaj rodzicom". Gdyby każdy żył dla rodziców, ludzkość wyginęłaby w drugim pokoleniu wink
            • gazeta_mi_placi Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 16:38
              Można łączyć jedno z drugim.
              Stosunkowo do niedawna wręcz normą były rodziny wielopokoleniowe.
      • krecik Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 14:36
        Echtom, wyrazilas dokladnie to, jak ja patrze na sprawe. Oczekiwanie od dzieci, ze beda placily jakiej wyimaginowane dlugi wobec rodzicow to prosta droga do emocjonalnego szantazu w stylu "ja dla ciebie tyle zrobilam, tak sie POSWIECILAM, a ty teraz chcesz MNIE zostawic".

        Ag
        • evee1 Re: No to po co te dzieci? 19.09.11, 03:53
          Alez to nie ma nic wspolnego z jakims poswiecaniem sie przez mnie (bo ja sie tam specjalnie nie poswiecam wink) czy splacaniem jakichs dlugow wobec moich dzieci!!! Dzieci sa po prostu bardzo bliskimi mi osobami i to, ze chce sie z nimi miec kontakt i je widywac nawet jak juz sa dorosle wcale nie oznacza, ze chce sie im podcinac skrzydla, czy osaczac.
          Nie wiem jak beda sie zachowywac w stosunku do mnie moje dzieci jak bede juz stara, zniedolezniala i samotna (oczywiscie jezeli tego dozyje). Mam srodki na to, zeby obce osoby sie mna zaopiekowaly i ciezarem dla dzieci byc nie musze, ale bedzie mi bardzo przykro, jezeli moje dzieci stwierdza, ze mama swoje zadanie wykonala i one juz "nic nie musza".
          I wcale sie tego nie wstydze, bo uwazam, ze doroslosc i niezaleznosc wcale nie musi isc w parze z brakiem empatii i zainteresowania dzieci w stosunku do rodzicow, ktorzy spelnili juz swoja role jako rodzice. Oczywiscie pisze tu o normalnych rodzinach, a nie przypadkach patologicznych.
    • sanciasancia Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 10:25
      Moi rodzice mają bardzo podobne podejście. Dodali do tego jeszcze wieczne pretensje o to, że za mało się im poświęcam, fochy o to, że spotykam/kontaktuję się z innymi członkami rodziny i szantaż emocjonalny, że blokuję im kontakt z dzieckiem i nie wożę go do nich (ja mam etat + doktorat, mama emerytka, tata wolny zawód, oboje przed 60-tką) regularnie (mieszkają 30km od mojego miasta i prawie codziennie w nim bywają, naprawdę spotkanie się z wnuczką, czy nawet zabranie jej ze żłobka na kilka godzin nie powinno być problemem).
      W efekcie, jako że i tak powinnam wyjechać na kilka lat do pracy z powodów zawodowych, coraz bardziej skłaniam się ku szukaniu pracy nie w Berlinie, który jest w miarę blisko, tylko w Melbourne.
    • pszczolaasia Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 10:32
      kiedys na jakims forum jedna z ekolezanek powiedziala ze ma juz syna a teraz chce corke zeby jej kto mial na stare lata herbate podac, zaopiekwoac sie nia. starsznie mnie to wtedy podqrwilo, do tego stopnia ze nawet na maglu chyba wontala zalozylam...czy gdzies indziej nie pamietam. bo nie po to sobie dzieci zrobilam , mowiac brutalnie, zeby sobie opieke na stare lata zalatwic darmowa. jesli stworzymy ze soba takie relacje , jesli sobie na to sobie zapracujemy jako rodzice ze beda chcialy bede super hiper zadowolonawink
      wracajac jednak do tematu poruszonego w watku....nie chcialbym, zeby moje dzieci byly gdzies tam daleko... bardzo bym nie chciala. jesli jednak z tego powodu mialyby byc straszliwie nieszczesliwe...to chyba sie poswiecilabym. ciezko jest gdybac.
      na chwile obecna przezyciem jest dla mnie zostawienie ich w przedszkolususpicious nie mysle o anglii ani o nowej zelandi bo bym chyba padla na zawal w kapciach ktore zostawilam w domu...wink
      do rzeczy. chcialabym zebysmy stworzyli taka rodzine i chcialabym zeby myslaly o mnie tak jak ja o mojej s.p. babci. ze chcialam do niej isc i pogadac, ze nie musialam a chcialam. sama z siebie. jak umierala na raka nie musiala nikogo z nas prosic o pomoc. dla nas to bylo normalne i naturalne ze bedziemy sie nia opiekowac. bo to byla nasza kochana babcia.
      ciezko to opisac bo sie to sprowadza tylko do tej nieszczesnej opieki na starosc a przeciez nie o to tu tylko chodzi. chodzi o chcenie sie dziecka. bo ma dobre relacje z rodzicami. bo to moja mama i moj tata. jesli bedzie sie moim dzieciom chcialo do nas przychodzic pogadac, poplakac, przytulic tylko albo zwyczajnie posiedziec to bede szczesliwa. jesli koniecznie beda musialy jechac na koniec swiata..to coz. pogodze sie z tym. chcialbym zeby byly blisko mnie...gdzies obok. zebym ja mogla isc i czasem na nie spojrzec, do nich wpasc, pobawic sie z wnukami. ba nawet zaopieowac sie nimi tez moglabym i chcialabym miec taka mozliwosc. tak chcialabym. a jak wyjdzie..sie okaze.
      • echtom Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 11:03
        > ze chcialam do niej isc i pogadac, ze nie musialam a chcialam. sama z siebie.

        O to, to. Wykluczam wiązanie dzieci szantażem emocjonalnym.
        • aqua48 Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 16:56
          No właśnie, przypomniało mi się jak pracowałam jako baby sitter. Dziecko, którym się zajmowałam miało babcię w odległości 20 km. Ta babcia była zawsze w sytuacjach awaryjnych, dziecko jeździło z nią na część wakacji, ferii, wolne dni itp. Po jakimś czasie odkryłam ze zdumieniem, że drudzy dziadkowie mieszkali po drugiej stronie ulicy...
          Znam rodziny utrzymujące bardzo serdeczne stosunki mimo ogromnych odległości i takie mieszkające obok siebie, które albo się nie widują, albo mają do siebie wyłącznie pretensje.
          Ja się nie boję samotności, nawet gdyby moje dzieci wyjechały daleko. Zależy mi bardziej na ich szczęściu i powodzeniu niż na tym, żeby mi podawały tę szklankę wody z zaciśniętymi zębami.
    • kawka74 Re: No to po co te dzieci? 16.09.11, 16:52
      > Co jest złego w tym, ze sie chce miec dziecko blisko i czesto?

      Nic.

      > A z tą przydatnością dzieci?
      > Nie mamy ich choc troche do pomocy?
      > Do podania tej szklanki wody, do potowarzyszenia?

      Nie.

      naprawde to cos zlego kiedy dziecko nam pomaga, kiedy my troche na tą pomoc lic
      > zymy?

      Nie/Tak
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka