a.va
10.10.11, 11:46
Dlaczego w polskich sklepach z ciuchami królują te 3 kolory? Plus jeszcze biały i szary - i to jest 90% asortymentu? Bluzki i spódnice daje się ostatecznie znaleźć w czerwieniach, błękitach, fuksjach, zieleniach, chociaż trzeba się nachodzić pomiędzy burościami. Kurtek i płaszczy kolorowych nie ma prawie w ogóle.
Od kilku lat usiłuję sobie kupić kurtkę zimową, ale nie sportową, tylko taką płaszczowatą, tyle że krótką, w jakimś żywym kolorze. Nie ma. Jak już znajdowałam jakiś pojedynczy zielony albo różowy egzemplarz, to oczywiście był nie w moim rozmiarze albo kroju (ludzka rzecz, jak coś jest jedno, to małe prawdopodobieństwo, że będzie idealne). Kiedy pytam sprzedawców, czemu nie ma kolorów, to słyszę odpowiedź: nie zamawiamy, bo tylko czarne i beżowe schodzą.
Owszem, widzę to na ulicach - 90% ulicy jest w czerni/beżu/brązie/szarości. Czemu, pytam się? Polki z reguły mają jasną cerę w typie "lata", czyli akurat w tych kolorach wyglądają okropnie. Po co więc to kupują? Rozumiem, że w tych kolorach biegają te nieliczne "jesienie", "wiosny" i "zimy", które spotykam, ale cała reszta? Czy to nawyk z komunizmu, kiedy wszyscy byli szaro-burzy? Czy może kobiety wybierają "bezpieczne" kolory ziemi, bo nie wiedzą, w czym dobrze wyglądają i wolą nie ryzykować? Czy też Polki chciałyby kupować kolorowe ciuchy, tylko nie znajdują ich w sklepach, jak ja?