W skrócie tak-był sobie król i królewna.Żyli tak sobie kilka lat,w zgodzie i szczęściu,decyzję o ślubie przekładali z miesiąca,na miesiąc,z roku na rok.Pracowali za granicą Państwa,zbierali na mieszkanie itd itp...
I Król zachorował-tętniak mózgu,bez żadnych rokowań dobrych-ba bez żadnych rokowań co do wyzdrowienia,bo nie wiadomo-przypadek jeden na 100000,i tyle medycyna..
A królewna trwa-opiekuję sie nim juz prawie rok.Król sparaliżowany,po wylewie-nie mówi-rozumie ale nie mówi. porozumiewa się tylko wzrokiem i mimiką twarzy,wbrew pozorom nie jest to takie trudne-załapałam po 10 minutach

I teraz właśnie królewna chcę wziąść slub-, w sumie król też chce

A królewna zdecydowana,bo chce być z nim na dobre i na zle?pomimo tego ze wie ,że być może skazuję sie na opiekę 24 h na dobę
.Poświęcenie? raczej nie ,Królewna jest moim najlepszym przyjacielem i ja w pełni popieram jej decyzję !
Ale inni już nie..nie chcę pisać co mówia,tyle wszyscy odradzają "zostanie pielęgniarką do końca życia" "Podcierana tyłka i rehabilitacji aż do śmierci "
Pytanie?
zdecydowały byście się? na slub? zakładając że facet jest miłością waszego życia? I że być może umrze? W sumie w każdej chwili? albo zostanie kaleką do końca zycia?
www.youtube.com/watch?v=pT_zpPIvY50&NR=1