Cześć kochane e-mamy.
Oczywiście jak się może już ktoś domyśla dziś mijają moje 30-te urodziny.
Goście (teść, mama i brat) się już rozeszli, dzieci "uśpione", a ja po dużej
dawce wina musującego pogrążam się w głupich refleksjach na temat....mojego
porodu, którego rzecz jasna sama nie pamiętam

). Tak mi tylko przychodzi do
głowy.....gdyby można było cofnąć czas... Oczywiście dowodu wprost na to nie
mam, ale....urodziłam się rzekomo z wrodzonym obustronnym zwichnięciem
bioder, czego konsekwencje były i SĄ nadal dla mnie straszne, bo chorobę
bardzo późno rozpoznano i fatalnie leczono. Przeszłam wiele operacji jako
dziecko 3, 4,5- letnie. Właściwie na same operacje nie ma co psioczyć, bo
dzięki nim chodzę. A na co nie mam dowodu wprost? Ano na to, że jakaś miła
położna lub lekarz odbierając poród bardzo niedelikatnie wyciągał dzidziusia
czyli mnie - np. z całej siły za nogi....nie wiem.... Nie wierzę
we "wrodzoność" mojej choroby bioder - moje dzieci urodziły się stuprocentowo
pod tym względem zdrowiutkie, a przecież prawdopodobieństwo odziedziczenia po
mnie takiej wady było spore - tak przynajmniej mówią statystyki, zwł. te
dotyczące "płodów żeńskich". Jak sobie przypomnę, jakiego stracha miałam w
drugiej ciąży, kiedy wiedziałam już, że drugim dzieckiem będzie
dziewczynka...A tu miła niespodzianka. Wiem, że ludzi dotykają poważne
choroby i niewyobrażalne tragedie, przy których moje chore biodra to pryszcz.
Niemniej przykro mi, że ktoś mnie aż tak na starcie hm...naznaczył i
przysporzył mnie i moim rodzicom wiele zmartwień i bólu (oraz mojemu tacie
pretekstu do picia). Cieszę się, że teraz bardzo uwaza się przy porodach, że
nie chwyta się już noworodka za nóżki i nie klepie się go w pupę, żeby
krzyknął. Ale mimo hm...problemów ze zdrowiem, jestem szczęsliwa. Warto było
czekać te 30 lat, żeby zobaczyć dziś rozanieloną minę Szymka, który MUFAŁ 5
razy 3 świeczki na MOIM torcie (1 świeczka=10 lat)i.....był święcie
przekonany do końca imprezy, ze to jego....drugie trzecie urodziny - bo
pierwsze jak widać niżej - miał w styczniu. Za 2 miesiące znowu tort, tym
razem z jedna świeczka....Wiecie co? Warto żyć (bo ja bardzo, ale to bardzo
lubię dobre torty

). Jak to jest z seksem po 30. już dziś nie sprawdzę, bo
mąż mi padł.Ale słyszałam, że dobrze jest. I tak trzymać. Pozdrawiam nocnych
marków.
Agnieszka