default
09.11.11, 10:13
Z racji posiadania znacznej ilości zwierząt ciągle mam do czynienienia z weterynarzem - jak nie szczepienia, to odrobaczenia, albo sterylizacje, albo drobne dolegliwości od ropiejących oczu do skaleczeń itp. I coraz bardziej podejrzliwie odnoszę się do cen żądanych ode mnie przez "mojego" weta... Nie macie wrażenia, że weterynarze strasznie zdzierają, żerując na tym że ludzie jak kochają pieska/kotka to nie będą się targować o cenę kuracji ? Ja już kiedyś powiedziałam (trochę żartem) : "powinien pan mi liczyć ceny hurtowe" - chodziło o zakup dla całej gromady preparatu spot-on na kleszcze + pratel. Zapewnił mnie, że oczywiście liczy mi z rabatem za hurt, ale potem sprawdziłam ceny w necie - żadnego rabatu mi nie dał.
Ostatnio zapytałam go o cenę sterylizacji suki (należącej do mojej córki), krzyknął 400. Sprawdziłam ceny w innych gabinetach - 350. Kiedy mu to powiedziałam, trochę spękał (w końcu żal stracić taką klientkę) i opuścił do 320. W końcu suka została jednak wysterylizowana gdzie indziej i za całość (łącznie z antybiotykiem po) policzono 270 zł. A on za moje dwie naraz sterylizowane suki wziął (trzy lata temu) po 350 zł + po 50 zł od każdego zastrzyku antybiotyku przez 5 kolejnych dni! Przy czym zapewniał mnie, że jest to niezbędne, a tu okazuje się że jeden zastrzyk o przedłużonym działaniu jest całkiem wystarczający!
Jakie macie doświadczenia w tym względzie ? Pytacie o zasadność i cel ordynowanych zabiegów/leków ? Targujecie się z weterynarzem, porównujecie ceny, czy płacicie w ciemno ?