Dodaj do ulubionych

Przeżyć za 3000zł w Warszawie

16.11.11, 05:49
Czy da się przeżyć za 3000zł w Warszawie,rodzina dwoje dorosłych plus czterolatek, opłaty miesięczne w wysokości tysiąca złotych, mają samochód,dzieciak chodzi do przedszkola. Podobno oni dają radę,dla mnie to niemożliwe.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 06:07
      1000 - opłaty
      400 - przedszkole
      400 - paliwo
      1200 na resztę.... czyli po 400 PLN na osobę (odzież/jedzenie/inne). Dzieciak je w przedszkolu - trochę odpada. O ile nie karmią się na mieście i przy założeniu, że są z grupy tzw. słoików big_grin (tak jak ja), czyli tych, co od mamusi ze wsi ziemniaczki, marchewkę, wreszcie nieśmiertelne kiszone ogórki w słoikach przywiozą (a przy okazji do tego jaja, twaróg, mięcho, wędliny etc.), są w stanie przeżyć. Na poziomie baaaaardzo bez rewelacji.
      Mieliśmy podobną kwotę na 2+2 swego czasu, tyle że bez samochodu, ale z mieszkaniem wynajmowanym za 1600. Sama nie wiem jak, ale przeżyliśmy smile
      • melancho_lia Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:25
        My swego czasu żylismy za 1200zł na trzy osoby (ja nie pracowałam, dziecko w domu, samochodu nie mieliśmy)- dało się, chociaz z dzisiejszej perspektywy zupełnie nie wiem jakim cudem... Czasami zywiliśmy się u rodziców, na mieście nie jdalaiśmy, zresztą teraz tez nie, wiekszość ciuchów dla dziecka i zabawek dostałam jeszcze jak byłam w ciąży od kolezanek, więc jakoś się dało.
      • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:47
        po 40 zł dziennie na 3 osoby.....jak dla mnie niewykonalne, ale kto wie, jak ktoś nie kupuje odzieży, nigdzie nie wychodzi z domu i nie wyjeżdża na wakacje, ferie i jeszcze żywi sie na koszt rodziców /bardzo popularne jak zauważyłam/to może się da.
        • iuscogens Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:52
          E tam a jakbyś musiała to co?? Z mostu skoczyć, bo to niewykonalne?? Ludzie zyją na świecie w o wiele gorszych warunkach i jakoś dają radę. Ja wiem, że to jakoś jest tu kluczowe, ale darujmy sobie teksty, że za 3000 nie da się przezyć w Wawie, bo ludzie tak zyją.
          • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:57
            iuscogens napisał:

            > E tam a jakbyś musiała to co?? Z mostu skoczyć, bo to niewykonalne??

            No OK, ale ile tak mozna żyć? Można sie spręzyć misiąc, dwa ale na dłuższa metę bym nie mogła. Szukałabym jakiejś kasy
            • lacitadelle Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:13
              > No OK, ale ile tak mozna żyć? Można sie spręzyć misiąc, dwa ale na dłuższa metę
              > bym nie mogła. Szukałabym jakiejś kasy

              Rozumiem, że jakbyś nie znalazła dodatkowej kasy, to byś umarła?

              Rozwalają mnie takie bezmyślne wypowiedzi ludzi, którzy nigdy w jakiejś sytuacji nie byli, ale oczywiście wiedzą lepiej i nie przegapią okazji, żeby ze swoich wyżyn skrytykować tych, co mają gorzej, oczywiście na własne życzenie, bo przecież można poszukać kasy - leży na ulicy normalnie.
              • iuscogens Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:23
                Tak naprawdę to nam się wydaje, że za taką kwotę się nie da zyć, bo jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego poziomu, ja sama niżej napisałam, że za 2000 z rodziną bym nie dała rady, a teraz tak się zastanawiam, ani kablówka, ani internet, ani komórka nie jest czymś co jest niezbędne do przezycia, samochód tym bardziej, a jak się to odejmie to już opłaty lecą trochę do dołu. Teraz myślę, że i za te 2000 da się przezyć, tylko trzeba porezygnować z wielu rzeczy. Niekażdy ma bogatych rodziców tudzież nadzianego mężą, albo jest rozrywanym specjalistą w wieku 25 lat (wiem, na emamie wszyscy są smile, więc przez te etapy 2000-3000 zł jakoś trzeba przejść. Alleluja i do przodu smile
                • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:26
                  Niedawno był watek i wyszło,że bez samochodu na każdego członka rodziny z prawkiem nie da się żyć.Nie,że trudniej,nie da się po prostu,to nawet do wyobrażenie za trudne,a co dopiero do realizacjismile
              • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 18:12
                lacitadelle napisała:

                > Rozumiem, że jakbyś nie znalazła dodatkowej kasy, to byś umarła?

                Myśle że bym znalazła lub szanowny małżonek


                > Rozwalają mnie takie bezmyślne wypowiedzi ludzi, którzy nigdy w jakiejś sytuacj
                > i nie byli, ale oczywiście wiedzą lepiej i nie przegapią okazji, żeby ze swoich
                > wyżyn skrytykować tych, co mają gorzej, oczywiście na własne życzenie, bo prze
                > cież można poszukać kasy - leży na ulicy normalnie.

                Ale kogo ja tu krytykuję? Ja poprostu pisze, że bym nie dała rady, nie potrafiłabym tak długo pociagnąć. Autorka zadała pytanie wiec sie wypowiadam.
            • foro-estupido Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 18:32
              mama303 napisała:


              > No OK, ale ile tak mozna żyć? Można sie spręzyć misiąc, dwa ale na dłuższa metę
              > bym nie mogła. Szukałabym jakiejś kasy


              Nie wiesz,bo pewnie zyjesz na innym poziomie.
              A na tym opisanym żyje wiele osób w ten sposób.I da się....Może nawet w Wawie?
        • pierr-dzioszek Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:57
          To prawda,nie wychodzą nigdzie,koleżanka ubiera się wyłącznie w szmateksach,ale ponieważ jest wysoką,bardzo zgrabną,piękną kobietą i ma smykałkę do szycia,we wszystkim wygląda pięknie. Stołują się wyłącznie w domu,ona wspaniale gotuje,potrafi z niczego zrobić coś,wspaniale gospodaruje,nie widać u nich braku gotówki,no,może poza tym,że ciężko ich gdzieś wyciągnąć. W ogóle to wspaniali,weseli ludzie,konie można z nimi kraść,mam nadzieję,że sytuacja się zmieni jak koleżanka pójdzie do pracy a kolega przejdzie okres próbny.
          • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:00
            pierr-dzioszek napisała:

            > W ogóle to wspaniali,weseli ludzie,konie można z nimi kraść,mam nadzieję,że sytuacja się zmieni jak koleżank
            > a pójdzie do pracy a kolega przejdzie okres próbny.

            żeby z kims poszaleć /czyli kraśc konie/ to jednak kasa by sie zdała.
            • angazetka Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:56
              "Można z nimi konie kraść" oznacza, że można im w pełni ufać. Do tego kasa zbędna.
          • asiablues Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 15:12
            czyli widzisz - da się.

            w klasie u mojego syna jest jedna mama (no moze nie u niego w klasie, ale mama kolegi z klasywink - wysoka, szczupła, super twarz i włosy. Zawsze jak ja widze, to nie moge sie nadziwic, jak ona to robi, ze tak dobrze wyglada ( a widac, ze to nie sa drogie ubrania) - jeansy, t-shirt, japonki ( w lecie, rzecz jasnawink, a wygląda, jak by ja z reklamy wycieli...
          • foro-estupido Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 18:35
            pierr-dzioszek napisała:

            > To prawda,nie wychodzą nigdzie,koleżanka ubiera się wyłącznie w szmateksach,ale
            > ponieważ jest wysoką,bardzo zgrabną,piękną kobietą i ma smykałkę do szycia,we
            > wszystkim wygląda pięknie. Stołują się wyłącznie w domu,ona wspaniale gotuje,po
            > trafi z niczego zrobić coś,wspaniale gospodaruje,nie widać u nich braku gotówki
            > ,no,może poza tym,że ciężko ich gdzieś wyciągnąć. W ogóle to wspaniali,weseli l
            > udzie,konie można z nimi kraść,mam nadzieję,że sytuacja się zmieni jak koleżank
            > a pójdzie do pracy a kolega przejdzie okres próbny.


            No i tu jest wyjasnieniewink
            Dają radę,bo ona umie się ubrac i ugotowac coś z niczego.A to dużo daje...smile


        • foro-estupido Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 18:31
          mama303 napisała:

          > po 40 zł dziennie na 3 osoby.....jak dla mnie niewykonalne,


          Niewykonalne???
          40zł to ja miałam na 3dorosłe osoby i dwojkę(małych co prawda)dzieci.
      • jajko54 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:55
        lolinka2 napisała:

        > 1000 - opłaty
        > 400 - przedszkole
        > 400 - paliwo
        czemu 400 na paliwo? to że się ma samochód nie znaczy jeszcze że się nim jezdzi smile ja używam gł. na zakupy w supermarkecie, na paliwo wydaję max 200zł/m-c
        • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 14:12
          A mieć samochód i nie używać? Opłaty stałe jak dla mnie zbyt duże aby stał big_grin Pół biedy jak stoi w garażu.
          • niektorymodbija Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 10:37
            Zaraz, nie dla kazdego nieuzywanie samochodu w W-wie to oszczednosc. My sobie przeliczylismy i taniej jest nam (2 os. bez znizek na komunikacje miejska) jezdzic samochodem...
            Przed podwyzkami cen biletow sie ograniczalismy, ale teraz juz naprawde nie ma to sensu (oczywiscie wiem,ze to zalezy jakie trasy sie pokonuje).
    • iuscogens Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 08:50
      Spokojnie się da, skromnie bo skromnie, ale się da, miałam tak jakiś czas temu a opłaty były wyzsze, fakt odłożyć nie było co i jakby przyszły jakieś nieplanowane wypadki to byłby problem, ale na bieżąco dało się wytrzymać. Zawsze można z samochodu przerzucić się na cudowny transport miejski, sporo można oszczędzić na jedzeniu jak się robi je w domu, nie tylko obiady, ale pasty kanapkowe, pasztety itd.
      Znam osoby, które za tyle (i mniej) zyją w Wawie, znam rodzinę 2+2. która zyje za około 2000, ale tu już nie wiem jak to możliwe, ja chyba bym polegała.
    • marianna1970 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:04
      Bez problemu w Warszawie ceny sa niższe niż poza nią
    • agaja5b Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:41
      A czy da się przeżyć za 2000 poza Warszawą, kiedy ceny np w sklepach wcale od warszawskich nie odbiegają? Jak sie ma te 3000 to wiadomo szału nie ma, żywisz sie w domu, rezygnujesz z auta, bo taniej jest komunikacją miejską, nie wydajesz na byle pierdoły i ciuchy, dzieci ubierasz skromniej i taniej i żyjesz i często się jeszcze cieszysz że masz te 3000, bo inni i tego nie mają.
    • gazeta_mi_placi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:52
      W Warszawie nie, ale w małym mieście poza województwem mazowieckim za tę kwotę będziesz lokalną bogaczką.
      • ewasuwek Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 14:42
        bez przesady
        w małym mieście ceny są podobne jak większych miastach, opłaty typu prąd, gaz, woda, telefon itp są takie same.
        ja mieszkam w małym miesteczku, za przedszkole płacę ok 350zł, dużo jeźdżę samochodem więc paliwo kosztuje mnie ok. 400 miesięcznie. Do tego ciuchy sezonowe dla dzieci, kóre cały czas rosną...
        Z mężem razem zarabiamy 3600 i naprawdę nie jesteśmy bogaczami...
    • mymamba Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 09:58
      serio jedzenie, czy środki czystości w warszawie, a np lublinie to zupełnie inne ceny?, jakoś ciężko mi uwierzyć, a 3 tys w lublinie na rodzinę to żadna bieda, zwykłe szare życie
      • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:05
        Też mnie to interesuje. Ja rozumiem czynsz, fryzjer czy opiekunka. Jednak woda czy prąd chyba podobnie cenowo zarówno w Warszawie jak i w Bździszewie. Nie zauważyłam też różnic w cenach w poszczególnych "Biedronkach" (nie dotyczy osobników stołujących się wyłącznie w delicjach"). Wyjeżdżając na wakacje Warszawiacy tez nie płaca dodatkowego podatku z racji zameldowania w stolicy prawda? Co ma na celu to demonizowanie Warszawy jako miejsca zamieszkania?
        • czarne-jagody Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:41
          Były juz takie watki, gdzie autorki Warszawianki udowadniały jaki to majatek 3000 na mięsiąc na prowincji. To miałby być odpowiednik 8000 w Warszawie. Śmiech pusrty ogarnia, co takie taniego jest na prowincji jakby to był inny kraj. Wszedzię sa bedronki, cena benzyny, gazu czy pradu bardzo wyrównane w skali całego kraju, odzież nawet droższa. Zgadam się usługi są drozsze w stloicy ale co poza tym.
          • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:47
            Śmiec
            > h pusrty ogarnia, co takie taniego jest na prowincji jakby to był inny kraj. Ws
            > zedzię sa bedronki, cena benzyny, gazu czy pradu bardzo wyrównane w skali całeg
            > o kraju, odzież nawet droższa.

            Rok temu benzyna w miejscowości na Mazurach była tańsza niż w moim mieście.
            Bilet rodzinny w małej miejscowości (moje woj)nie dość ze na 5 osób(we Wrocławiu bilet rodzinny to 2 dorosłe i jedno dziecko)i dłuższy czas pobytu niż w mieście woj jest tańszy(na obiekt podobnej klasy).
            Ale dopóki nie było biedronek i polomarketów żywność zawsze była droższa,o ciuchach nie wspomnę.Bo te i droższe i dużo mniejszy wybór.
            • e_r_i_n Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 11:07
              Akurat paliwo na Mazurach jest wyjątkowo drogie.
              • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 12:35
                Pisałam o miejscowości na,nie całych Mazurach
                • e_r_i_n Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 12:41
                  No to jakaś wyjątkowa miejscowość musiała być. Bo jak po nich jeżdżę, a jeżdżę dużo, to zdecydowanie ceny wysokie.
                  • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 12:46
                    Też byłam zdziwiona.
              • a-ronka Ruciane Nida 16.11.11, 14:04
                e_r_i_n napisała:

                > Akurat paliwo na Mazurach jest wyjątkowo drogie.

                cena powalała na kolana. Wyżywienie plus hotel w puszczy mniej trzepnęły po kieszeni niż paliwo na stacji koło PKP.
                Normalnie zdzierstwosmile
                • chipsi Re: Ruciane Nida 16.11.11, 18:48
                  Całe Ruciane Nida chyba całuje po nogach tych co otwarli biedronke i polomarket bo ceny w innych sklepach to jakiś koszmar był. A już samo zaopatrzenie w pobliskich wioskach poza sezonem (np Karwica) to jak w komedii u Bareji było.
        • upartamama A ile trzeba zarabiać w Warszawie 17.11.11, 14:08
          żeby "moje"twoje dochody nie były komentowane na forum? Ile trzeba mieć na rękę żeby inni sie nie dziwili, że jeszcze egzystuję?
      • erba Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 10:59
        Nie wiem jak środki czystości, bo w Wawie nie kupowałam, ale spożywka itp. jest droższa. U mnie (Białystok) w spożywczaku osiedlowym, czyli teoretycznie droższym sklepie niż sieciowy market jest taniej niż w Carrefurze w Wawie. Paliwo i LPG również w wawie droższe o co najmniej 10gr. Jak na każdym artykule się płaci więcej, to w sumie na miesiąc może wyjść kilka stów.
        Żłobki i przedszkola są tańsze, niańki są tańsze, piwo w knajpie i jedzenie.
        • e_r_i_n Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 11:08
          Jedzenie w małej miejscowości na Mazurach w supermarkecie jest droższe, niż w Wwie.
          • papalaya Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 11:18
            w Warszawie czy innych większych miastach życie jest o tyle droższe, że istnieje presja społeczna na trzymanie tzw. ymydżu i "stylu" , a więc na wydawanie masy kasy na zupełnie niepotrzebne wydatki, do których głupie gąski dają się namówić pijarowcom i innym markentingowcom - rozmaite kursy, wernisaże, fitnessy, opery i inne badziewia

            może 10% z tego chłamu jest warte swoich pieniędzy, reszta sluży tylko temu aby polansować się w tzw. "towarzystwie" gadką szmatką jaką nową ekspresyjną instalację z kupy i połamanych desek widziało się ostatnio na wystawie kolejnego naćpanego "artysty"
            • mathiola Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:33
              Kurcze jak ty ładnie opisałaś to, co ja myślę wink
            • ally Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 16:22
              Pudło. Bilety na wystawy z kupami i deskami są tańsze niż do multikina.
              Bilety na "przyjechane" z innego miasta głośne przedstawienia teatralne kosztują w Warszawie mniej niż w Łodzi.
              • papalaya Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 19:40
                niepudło, po wernisażu konieczne jest przegryzienie wrażeń śmierdzącą rybą z ryżem i wodorostami lub inno syfillą i zapicie ich rozwodnionym drinkiem albo żywcem za 15 zł/butelka
                • ally Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 22:01
                  Przekąski i wino są zwykle za darmo. W przeciwieństwie do popcornu we wspomnianych multipleksach wink
                  • papalaya Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:13
                    w modnych lansiarskich klubach i innych żarłodajniach gdzie treba się pokazać co weekend?

                    rozmaitei fusilie i tuttifrutti i w brunczloundżach też za friko?

                    a chodnikowy lans z tekturowym kubkiem kawy za 16 zł?

                    wracam do Warsiafy, hehe...
                    • ally Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 14:13
                      Co do lansowania się za pomocą kawy to zgoda, ale mowa była o tym, że bywanie na wystawach dużo kosztuje. I to akurat nie jest prawda. Tyle.
        • ally Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:01
          Mieszkałam jakiś czas w Warszawie, teraz mieszkam w Łodzi. Nie zauważyłam, by było tu taniej. Czasem mam wręcz odwrotne obserwacje.
        • mathiola Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:29
          no nie wiem, ja znowu gdzie nie pojadę na prowincję (przepraszam, hehe, inaczej nie umiem nazwać jednym słowem zakątków Polski wink) to wszędzie widzę drożyznę w sklepach. Małe sklepy na wsiach i w małych miasteczkach zdzierają tak, że kapcie spadają. W Warszawie człowiek ma wybór, może iść do Biedronki, do Tesco, do Reala, poszperać i kupować taniej. Moja teściowa (Podlaskie) nie ma wyboru, musi brać tam gdzie bierze i za tyle, za ile sprzedają. A ceny powalające.
          • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:34
            Ceny żywności w SKLEPIE na prowincji powalają. Oczywiscie jest taniej, bo sobie w ogródku człowiek kartofle posadzi, na grzyby do lasu pójdzie a po galeriach nie łazi.
            • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:42
              I wodę ma ze studni, muszelkami płaci w sklepie, kury po łąkach za jajkami gania a prąd mu w wiadrach do chałupy przynoszą.
              • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:48
                Często ma ze studni. A kury tez jeszcze ludzie trzymają big_grin Niestety muszelek w sklepie nie biorą. Naprawdę trzeba być zupełnym ignorantem aby stwierdzać, ze żywność w sklepie na wsi jest tania.
                • iuscogens Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:57
                  Nastapiła ta wiekopomna chwila, że zgadzam się z kropką smile
                  Wiem jakie ceny są u mojej babci na wsi, sklep w okolicy jest aż jeden, ceny są nieźle wywindowane, u mnie na warszawskim bazarku jest znacznie taniej.
                  Za to ludzie na wsi mają ten plus, że zazwyczaj mają trochę ziemi i mogą coś sadzić, jak ktos tego nie wykorzystuje i potem narzeka, że nie ma co jeść to jakoś mi nie żal takich osób.
                  Naprzeciwko mojej babci mieszka rodzina, matka, ojciec, dziadek, babka i 3 dzieci, nikt nie pracuje (czasem ojciec na czarno), miejsce na ogródek jest spokojnie, a nic nie posadzą, tylko potem do mojej 80-letniej babci przychodza czy im nie da trochę ogórków/pomidorów/jajek/ziemniaków/truskawek/malin/wiśni. Babcia na poczatku dawała, potem powiedziała, że da, ale żeby coś pomogli jej w ogrodzie za to. Przestali przychodzić.
          • babunia_wygodka Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 10:17
            mathiola napisała:

            > w sklepach. Małe sklepy na wsiach i w małych miasteczkach zdzierają tak, że kap
            > cie spadają. W Warszawie człowiek ma wybór, może iść do Biedronki, do Tesco, do
            > Reala, poszperać i kupować taniej. Moja teściowa (Podlaskie) nie ma wyboru, mu
            > si brać tam gdzie bierze i za tyle, za ile sprzedają. A ceny powalające.

            A to ch*je w tych małych sklepach że nie chcą dokładać do interesu i do cen które płacą w hurtowniach (wyższych niż dla kupującej na wagony Biedronki) doliczają jeszcze koszty swojego transportu, utrzymania sklepu i nawet, co za zbydlęcenie, jakiś swój osobisty zarobek.
            • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 10:30
              babunia_wygodka napisała:

              > A to ch*je w tych małych sklepach że nie chcą dokładać do interesu i do cen któ
              > re płacą w hurtowniach (wyższych niż dla kupującej na wagony Biedronki) dolicza
              > ją jeszcze koszty swojego transportu, utrzymania sklepu i nawet, co za zbydlęce
              > nie, jakiś swój osobisty zarobek.

              I co? Ja mam ze swoich im dopłacać? Żeby mieli zarobek? A ja to co, sram kasą? No niestety jeszcze nie potrafię dlatego wybieram tańsze sklepy i ciesze się że mam taką możliwość w nieco większym mieście.
              Nikt też nie mówi że drobni sklepikarze to ch.je, tylko zgodnie z prawdą padło stwierdzenie że jest cholernie drogo w małych sklepikach. Ja rozumiem powody tych cen ale nie muszą mnie one zachwycać.
              • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 10:42
                Ja uważam, że handel to ciężki kawałek chleba. Jednak niekoniecznie jako konsument muszę się rozczulać nad wysokimi marżami i małym wyborem kiedy w sklepie trzeba kupić codziennie produkty podstawowe. To chyba jasne.
              • babunia_wygodka Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 10:47
                chipsi napisała:

                > babunia_wygodka napisała:
                >
                > > A to ch*je w tych małych sklepach że nie chcą dokładać do interesu i do c
                > en któ
                > > re płacą w hurtowniach (wyższych niż dla kupującej na wagony Biedronki) d
                > olicza
                > > ją jeszcze koszty swojego transportu, utrzymania sklepu i nawet, co za zb
                > ydlęce
                > > nie, jakiś swój osobisty zarobek.
                >
                > I co? Ja mam ze swoich im dopłacać? Żeby mieli zarobek? A ja to co, sram kasą?

                Cóż, możesz nie "dopłacać" tylko tracić czas i benzynę żeby sobie kupić "tesco value". Twoje prawo. Ja wolę mały lokalny sklepik gdzie mi sprowadzą to co chcę, a nie to co akurat było najtańsze lub zalegało w magazynie. Kwestia priorytetów.

                > No niestety jeszcze nie potrafię dlatego wybieram tańsze sklepy i ciesze się że
                > mam taką możliwość w nieco większym mieście.
                > Nikt też nie mówi że drobni sklepikarze to ch.je, tylko zgodnie z prawdą padło
                > stwierdzenie że jest cholernie drogo w małych sklepikach. Ja rozumiem powody ty

                Nie. Padło głupie i niczym nie uzasadnione stwierdzenie że "zdzierają". A to jest zupełnie co innego niż "z przyczyn ekonomicznych ceny w małym sklepie są wyższe niż w supermarkecie".

                > ch cen ale nie muszą mnie one zachwycać.
                • ally Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 14:15
                  > Cóż, możesz nie "dopłacać" tylko tracić czas i benzynę żeby sobie kupić "tesco
                  > value".

                  A to wszystko w ramach oszczędności smile
                  • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 18.11.11, 09:10
                    Jeśli mieszkam w większym mieście to mam tesco itp pod nosem. Na wsiach wyboru niema i dlatego m.in. uważam że jednak w mieście łatwiej. Inna sprawa że jeśli pod domem coś kosztuje majątek a 5km dalej jest np. biedronka to wybacz ale majątku na transport nie wydam a zakupy robię zawsze większe. Plusem większych zakupów jest to że zjadam po kolei to co trzeba i to co mam. A np. moja ciotka czy teściowa codziennie biegają na zakupy po wsi, kupują na co ich tylko najdzie a potem mają pełne lodówki przeterminowanego żarcia i brak kasy w połowie miesiąca, nie tylko z racji cen w sklepikach.
    • mathiola Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 13:26
      1000 zł opłaty czyli zostaje im 2000 zł na życie? Przy jednym dziecku? Da radę. Bez fajerwerków i szaleństw, ale się da. Trzeba tylko z głową planować zakupy i myśleć, kombinować. Nie bez znaczenia pomoc mamuś (mrożoneczki, słoiczki, zapasiki).
      Wiem, bo przerabiam obecnie upadek z konia. Z tymże mam 3 dzieci. Wszystko się da. Tylko trzeba zmienić całkowicie przyzwyczajenia i sposób wydawania pieniędzy.
      • notabelle Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:24
        Mathiola, wiem ze niezamierzone, ale wyszlo cudnie smile Bez zlosliwosci smile Pozdrawiam.

        "Wiem, bo przerabiam obecnie upadek z konia. Z tymże mam 3 dzieci."

        Z tymze koniem???
        • mathiola Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 11:05
          > "Wiem, bo przerabiam obecnie upadek z konia. Z tymże mam 3 dzieci."
          >
          > Z tymze koniem???

          Nie, nie z koniem, tylko z osłem wink
    • erba wychodzi na to, że 16.11.11, 14:21
      Trzeba się do Wawy przenieść, pensje średnio o tysiaka większe, a jedzenie i paliwo tańsze niż wszędzie indziej. To skąd twierdzenia, że 3tys. w stolicy to życie na styk?
      2 lata temu mieliśmy z mężem w Białymstoku właśnie 3 tys. łącznie i do knajpy dalismy radę wyjść i o dziwo coś oszczędzić surprised
      • bri Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 14:55
        Ten kto twierdzi, że w Warszawie życie jest tańsze najwyraźniej nigdy w życiu w tym mieście nie pomieszkał. Cukier w Tesco może i faktycznie kosztuje tyle samo, co w Białymstoku, ale masę rzeczy jest droższych, szczególnie usługi. Dużo więcej kosztuje w Warszawie mieszkanie (wynajem mieszkania 40-50 m2 w Wawie - między 1500 a 2100 zł, w Białymstoku 700-1800). Benzyna może być droższa niż w mniejszych miastach, ale w Warszawie spędzam codziennie bitą godzinę na dojazdach, podczas gdy moja rodzina w mniejszym mieście pracę, zakupy, szkoły itd. ma w zasięgu 5-15 min spaceru. Bilet normalny na komunikację miejską w Białymstoku 2,40 w Warszawie 3,60. Zupełnie inne są ceny umieszczenia dziecka w prywatnym przedszkolu, dużo taniej zapłaci się u fryzjera, za naprawę samochodu. Parkowanie w strefie płatnego parkowania jest w Warszawie jak przypuszcza pewnie ze dwa razy droższe niż w Białymstoku.

        Ja nie narzekam, po prostu już mnie wkurza, kiedy po raz setny czytam tutaj te bzdury o tym, jak to tanio się w Warszawie żyje.
        • e_r_i_n Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:03
          W Warszawie mieszkam od 9 lat. I zgadzam się i zawsze piszę, że usługi, mieszkanie są droższe. Jedzenie, chemia, ciuchy natomiast - tańsze zdecydowanie, niż np. w małym mieście na Mazurach.
          Np. komunikacja miejska jest tańsza, niż w Olsztynie (w przynajmniej była przed podwyżką, bo wtedy porównywałam cenę sieciówki wwskiej i biletu na jedną trasę w Olsztynie).
        • ally Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 16:23
          > Ten kto twierdzi, że w Warszawie życie jest tańsze najwyraźniej nigdy w życiu w
          > tym mieście nie pomieszkał.

          Ja mieszkałam i dlatego gorzkie żale warszawiaków wydają mi się zabawne.
      • gryzelda71 Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:00
        Cały sekret tkwi w tym 2 lata temusmile
        • erba Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:08
          No raczej wątpie tongue_out Nie ma co ściemniać, że w Wawie jest taniej. Zresztą logika wskazuje, że tak być nie może: wyższe czynsze + wyższe płace = wyższe ceny.
          • gryzelda71 Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:12
            A ja jestem pewne,że 3000 teraz i 3000 2 lata temu to nie to samo.
            • erba Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:23
              Nie no oczywiście, nie ma co dyskutować, koszt życia wzósł, ale to nie zmienia faktu, że w Wawie nie jest taniej. Obecnie za 3tysie to bym w Białym jednak musiała lekko zacisnąć pasa, ale nie byłaby to bieda, nie musiałabym też brać słoików do mamy big_grin Zresztą można przecież pogrzebać i wyciągnać wątki na emamie sprzed 2-3 lat, gdzie udowadniano, że za 4-5-6-7 tys. to nędza w Wawie big_grin
              • gryzelda71 Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 16:06
                Rok temu za 2 tys starczało i na wakacje i niczego sobie nie odmawianosmile(nie stolica,a jednak)
                • erba Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 17:52
                  Jakby rok temu ktoś na ematce napisał, że za 2tys niczego sobie nie odmawia i na wakacje jeździ to warszawskie ematki oskarżyłyby o trollowanie, przeca to ubóstwo jest big_grin
      • mathiola Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:35
        Życie w Warszawie ogólnie jest droższe - przede wszystkim z racji cen mieszkań.
        Jednak żarcie/ubrania można kupić taniej, niż na prowincji.
        Jeśli więc człowiek nie ma aspiracji "bywania" i "posiadania", nie musi wynajmować mieszkania lub spłacać kredytu hipotecznego, a po prostu chce żyć jak człowiek - w Warszawie ma taką możliwość. Po małych miasteczkach i wsiach płaca byle jaka (jeśli jest), jedzenie masakratycznie drogie. Nie mam pojęcia jak jest w Białymstoku bo nie byłam. Znaczy byłam, ale nie kupowałam wink
        • bri Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:55
          Mam rodzinę i przyjaciół w świętokrzyskim, bywam tam regularnie i czasem robię zakupy (miasto ok. 50 tys. i wieś). Nie podejmuję się porównywać cen poszczególnych produktów, ale jakoś nie widzę tej masakrycznej drożyzny, a kupując np. warzywa czy owoce na bazarze, wręcz jestem zawsze zdziwiona, że tak mało wyszło. Nie mówiąc już o tym, że można tam tanio i bez podatku - bo prosto od producenta - kupić takie rarytasy jak świeżo zebrany bób, wczorajsze jajka od kur, które same wykopują sobie robaki, prawdziwą niepasteryzowaną śmietanę itp.

          Naprawdę jedzenie w Biedronce czy Tesco jest droższe niż w Warszawie? Czy po prostu na tle płac ceny w mniejszych miejscowościach wydają się wyższe? Ostatnio po urlopie robiliśmy tam takie zakupy jak z zwykle w Lidlu i zapłaciliśmy dokładnie tyle, co za takie same zakupy w Warszawie.
          • kropkacom Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 15:58
            Jak jest Lidl to nie ma problemu. U mojej teściowej jest jeden mały sklepik.
          • mathiola Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 16:10
            No przecież ja nie mówię o dyskontach, tylko zwyczajnych małych sklepach, szczególnie, kiedy jest to 1 czy 2 sklepy przypadające na cała małą miejscowość..... W dyskontach pewnie jest podobnie smile Tylko moja teściówka jakoś nie ma obok siebie dyskontów wink Ma za to zwykłe sklepy, w których za małą paczkę kawy płaci prawie 4 zł, podczas gdy u nas ta sama kosztuje niecałe 3. Przykład, pierwszy z brzega. O, albo masło, bo ostatnio kupowałam. U nich 4,50 zł. U nas - 3,20 zł.
            • bri Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 16:27
              No tak, jeśli porównywać "małe sklepy pod domem" do dyskontów to zawsze będzie dysproporcja, również na terenie samej Warszawy. Na wsi, z dala od jakiegokolwiek miasta może faktycznie nie być możliwości kupować gdzie indziej, ale w większości małych i średniej wielkości miast sklepów typu dyskont jest pod dostatkiem.

              Ja też nie mam obok, żadnego większego sklepu i codzienne zakupy robię często w delikatesach pod domem, gdzie ceny są kosmiczne i z pewnością porówywalne do małych sklepów na wsiach. Na niektórych towarach mają prawie trzykrotną przebitkę w porównaniu do supermarketów czy dyskontów.
              • agaja5b Re: wychodzi na to, że 17.11.11, 10:02
                Ja mam pod nosem (w Warszawie)sklep osiedlowy znanej sieci Społem i tam to dopiero przebitka cenowa, po kilka zł na produkcie to norma, więc chcąc zaoszczędzić nie kupuje tam zbyt często ale mam wybór i ide choćby do Biedronki, ale w małej miejscowości jest powiedzmy ze dwa sklepiki i naprawdę ceny kosmiczne (tańsze sa może tylko pieczywo, jak z pobliskiej małej piekarni, czy nabiał z powiatowej mleczarni, reszta w cenach warszawskich) do dyskontu często trzeba kilkadziesiat km pokonać, więc się nie kalkuluje, a pensje, szkoda gadać, i to sie jeszcze każdy trzęsie, żeby nie zwolnili.
            • foro-estupido Re: wychodzi na to, że 16.11.11, 18:48
              To nie o to chodzi,że to na wsiach jest drożej.Wejdź po prostu do sklepiku pod blokiem,do takiego osiedlowego....Cena powala.A pójdź już kilkanaście metrów dalej,jest sobie sklep samoobsługowy i już ceny inne.
          • e_r_i_n Re: wychodzi na to, że 17.11.11, 12:13
            bri napisała:

            > Naprawdę jedzenie w Biedronce czy Tesco jest droższe niż w Warszawie? Czy po pr
            > ostu na tle płac ceny w mniejszych miejscowościach wydają się wyższe?

            Ja porównuję ceny w lokalny supermarkecie, nie sieciowym ogólnopolskim, z cenami, które płacę w Wwie. I są wyższe w tymże lokalnym.
            Nie odnoszę tego do tamtejszych zarobków, bo płacę kasą zarobioną w Wwie smile
        • foro-estupido Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 16.11.11, 18:45
          wink
          Życie w wawie faktycznie droższe...

          Gdzie widziałaś to "masakrycznie" drogie jedzenie na wsiach???Przepraszam?.

          Na wsiach,powiedzmy takich,większych jest czasami 5sklepów na całą wieś i wtedy jest konkurencja.A jak jest konkurencja to ludzie patrzą żeby kupic taniej nawet o 1gr.
          Tak więc jedzenie moja droga jest o wiele tańsze.I kiedy zajeżdżam ja,albo moja bratowa do tej małej mieściny robimy duże zakupyu czego się da.
          A najzabawniejsze jest,jak ci ludzie jadą do innego,tylko tyckę wiekszego miasteczka do biedrony na zakupy albo jadą do marketu po 50,60km dalej,bo taniejbig_grin
          Wtedy sikam ze śmiechu.

          Zgadzam się,że w małych miejscowościach ceny są wyższe na ciuchy.
          Zdecydowanie droższe są tzw "markowe" ubrania od tych samych w dużym mieście.
          • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 08:17
            > Zgadzam się,że w małych miejscowościach ceny są wyższe na ciuchy.

            Na ciuchy? Markowe? Jak w ogóle są to akurat sieciówki trzymają ceny. Reszta to bazarek. Bazarek nie jest drogi.

            Nie wiem do jakiej mieściny niby jeździsz, ale poza marketami jedzenie jest drogie. Choćby na wsi małych sklepików był nawet trzy, właściciele trzymają takie ceny aby jak najwięcej zarobić.
            • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:12
              kropkacom napisała:

              > Nie wiem do jakiej mieściny niby jeździsz, ale poza marketami jedzenie jest dro
              > gie. Choćby na wsi małych sklepików był nawet trzy, właściciele trzymają takie
              > ceny aby jak najwięcej zarobić.

              W odróżnieniu od marketów, których chodzi wyłącznie o nawiązanie przyjaznych, rodzinnych relacji z sympatycznymi klientami.
              • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:15
                Widziałam już taki myk, ze w małym sklepiku sprzedawano wodę mineralną z LIDLA z trzykrotnym przebiciem w cenie.
                • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:23
                  kropkacom napisała:

                  > Widziałam już taki myk, ze w małym sklepiku sprzedawano wodę mineralną z LIDLA
                  > z trzykrotnym przebiciem w cenie.

                  W małym sklepiku gdzie?
                  • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:38
                    A co to za różnica?
                    • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:51
                      kropkacom napisała:

                      > A co to za różnica?

                      Na przykład w kosztach transportu. Zresztą samo zaopatrzenie się w towar w Lidlu jest znacznie bardzoej kosztowne niż w normalnej hurtowni.
                      Może ktoś po prostu sobie "zamówił" akurat wodę z Lidla u małego sklepikarza?
                      • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:56
                        Raczej wątpię, bo to na wsi nie był sklep. Nawet u moich rodziców hurtownia z napojami jest na miejscu.
                        • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 10:59
                          kropkacom napisała:

                          > Raczej wątpię, bo to na wsi nie był sklep. Nawet u moich rodziców hurtownia z n
                          > apojami jest na miejscu.

                          Ale jak to była woda z Lidla to przecież chyba z hurtowni sięjej nie bierze, nie?
                          • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:00
                            Ja się odniosłam do tego co napisałaś.
                            • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:05
                              kropkacom napisała:

                              > Ja się odniosłam do tego co napisałaś.

                              A ja się cały czas odnoszę do "wody z Lidla w małym sklepie za 3x tyle co w Lidlu".
                              Która to woda najwyraźniej Toba wstrząsnęła.
                              • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:06
                                No, wstrząsnęła. To skąd taka marża twoim zdaniem?
                                • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:24
                                  kropkacom napisała:

                                  > No, wstrząsnęła. To skąd taka marża twoim zdaniem?

                                  Z kosztów które generuje pozyskanie akurat tego towaru. Mam Ci je drugi raz wymienić?
                                  • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:30
                                    Niemożliwe, ze woda przywieziona z jednego końca miasta na drugi nagle robi się trzy razy droższa.
                                    • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:33
                                      kropkacom napisała:

                                      > Niemożliwe, ze woda przywieziona z jednego końca miasta na drugi nagle robi się
                                      > trzy razy droższa.


                                      Powiem tak...Kilka dobrych lat temu,facet miał w swoim sklepie czekolady z biedronki....Nie poszło mu,jak miał kontrolę i doszukali się tych czekolad,bo rzekomo w sklepie nie wolno sprzedawac ich produktów i na pewno nie po zawyżonej cenie.
                                      Więc nie wierzę,że ktoś był na tyle głupi,żeby przywieźc wodę z Lidla z jednego końca miasta na drugi i sprzedawał go drożej.Chyba,że jakiś półgłówek,bo wtedy ma swoich klientów w głębokim poszanowaniu i ma ich za idiotów.
                                      • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:36
                                        Kurcze, może i półgłówek. Ja sobie tego nie wymyśliłam big_grin
                                    • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:38
                                      kropkacom napisała:

                                      > Niemożliwe, ze woda przywieziona z jednego końca miasta na drugi nagle robi się
                                      > trzy razy droższa.

                                      Jak to jest kilka zgrzewek kupionych specjalnie dla klienta który akurat tej wody strasznie pożąda to spokojnie koszty transportu i pozyskania tej wody (czyli czas zużyty na całą tę operację) mogą przekroczyć cenę samej wody.
                                      (Ile to kosztuje w Lidlu?)
                                      • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:52
                                        Nikt nie pożąda wody z Lidla na Boga. Woda w Lidlu kosztuje grosze. W małym sklepiku miała cenę "normalną" czyli taką jak wody firmowe popularnych marek.
                                        • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:02
                                          kropkacom napisała:

                                          > Nikt nie pożąda wody z Lidla na Boga. Woda w Lidlu kosztuje grosze. W małym skl
                                          > epiku miała cenę "normalną" czyli taką jak wody firmowe popularnych marek.

                                          Co to znaczy "kosztuje grosze"? Ja nie mam pojęcia jakie są ceny w Lidlu albo Biedronce więc nie wiem co to sa tamtejsze "grosze".

                                          A skoro woda miała cenę taką jak inne porównywalne produkty to w ogóle nie rozumiem o co całe halo.
                                          • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:07
                                            O to chociażby, ze najtańszą wodę dyskontową sprzedawano w cenie wód firmowych.
                                            • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:19
                                              kropkacom napisała:

                                              > O to chociażby, ze najtańszą wodę dyskontową sprzedawano w cenie wód firmowych.
                                              >
                                              Nadal nie widzę w tym zadnego skandalu. Przecież nikogo nie zmuszali chyba do zakupu?

                                              A ty cały czas unikasz podania konkretnych cen. Coraz bardziej wygląda na to że woda była droższa niż w Lidlu o 3 grosze a nie 3 razy, a Ciebie oburzyło że w ogóle ktoś może mieć drożej niż hurtownia dla dusigroszy.

                                              • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:32
                                                Była droższa trzy razy. Ceny w tej chwili nie pamiętam. Mam skłamać? big_grin
                • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:13
                  a to zwykłe codzienne zjawisko, żadna nowina.
            • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:30
              kropkacom napisała:


              >
              > Na ciuchy? Markowe? Jak w ogóle są to akurat sieciówki trzymają ceny. Reszta to
              > bazarek. Bazarek nie jest drogi.


              Mam na mysli np Reportera,Big Star,Cross,Wrangler,Lee itp.(No pewnie zaraz posypie się,że to żadne markowe ciuchywink )Mam na myśli te tzw "z wyższej półki".
              Bazarki sa akurat w jednym dniu tygodniawinkI nie wiem,bo nie bywam tam
              Mam porównanie cen w/w po obserwacji tam ,a w dużym mieście,jest jednak taniej.W tych sklepach "markowych".
              >
              > Nie wiem do jakiej mieściny niby jeździsz, ale poza marketami jedzenie jest dro
              > gie. Choćby na wsi małych sklepików był nawet trzy, właściciele trzymają takie
              > ceny aby jak najwięcej zarobić.


              Nie zgadzam się.Wyjaśniłam to poniżej.
              • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:34
                > Mam na mysli np Reportera,Big Star,Cross,Wrangler,Lee itp.(No pewnie zaraz posy
                > pie się,że to żadne markowe ciuchywink )Mam na myśli te tzw "z wyższej półki".
                > Bazarki sa akurat w jednym dniu tygodniawinkI nie wiem,bo nie bywam tam
                > Mam porównanie cen w/w po obserwacji tam ,a w dużym mieście,jest jednak taniej.
                > W tych sklepach "markowych".

                Jeśli sklep jest firmowy, na przykład tylko Reportera, to ceny są wszędzie te same. Dżinsy Lee sprzedawane są w rożnych sklepach i tam faktycznie jest (lub może być) różnica w cenie.
                • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:45
                  No nie są te same....Wiem,bo kupuję tam i często zdarza się ,że w mieście(gdzie teraz mieszkam) jest tańszy ciuch.
                  Jest różnica nawet 30zł.Mało tego w jednym mieście,w dwóch różnych galeriach handlowych zdarzyło mi się kupic w różnych cenach.I nie była to ani przecena ani promocja.

                  • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:49
                    Jeśli sklep jest firmowy to reszta sklepów tej sieci ma takie same ceny (niekoniecznie te same promocje).
                    • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:52
                      kropkacom napisała:

                      > Jeśli sklep jest firmowy to reszta sklepów tej sieci ma takie same ceny (niekon
                      > iecznie te same promocje).

                      Oczywiście nic podobnego. To zależy od polityki firmy.
                      • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:54
                        Proszę bardzo, udowodnij mi, że na przykład Wójcik ma inne ceny w sklepie w Koluszkach, a inne w Warszawie. Wtedy ci przyznam rację.
                        • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:03
                          kropkacom napisała:

                          > Proszę bardzo, udowodnij mi, że na przykład Wójcik ma inne ceny w sklepie w Kol
                          > uszkach, a inne w Warszawie. Wtedy ci przyznam rację.

                          A czaisz różnicę między "na przykład wójcikiem" a "ogółem firm mających wiele sklepów"?
                        • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:05
                          Proszę bardzo.Latem kupiłam bluzę tańszą o 25zł
                          W tym samym mieście w innym centrum handlowym.Chodzi o sklep House.Mój brat pojevchał z kuzynką na zakupy do nowo otwartego C.H ,ona przyjechała do niego z mniejszej miejscowości i zrobiła zakupy w tym nowym C.H.
                          Na drugi dzień poszliśmy do kina,które znajduje się w C.H innym i w znalazła też ciuch ,który kupiła dzień wczesniej tańszy o 30zł.

                          Rozumiem,że np w rossmanie na tym osiedlu promocja jest na coś a drugim nie koniecznie,ale żeby stałe ceny rózniły się po C.H to jakiś absurd.
                        • e_r_i_n Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:17
                          Nieprawdą jest jakoby.
                          Sklepy firmowe jednej marki mogą być prowadzone przez różne firmy, mające różne ceny.
                          • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:20
                            To też to mam na myśli.....smile
                            Tak więc ceny mogą się różnic?Mogą!
          • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:10
            Może w innych wsiach bywamy?
            Ja piszę z obserwacji własnej, więc dlaczego zarzucasz mi brednie?

            Żarcie jest drogie wszędzie, nie oszukujmy się. A ostatnio to jakaś masakra.
            I w Warszawie i w Poznaniu i w Pszczynie Dolnej trzeba się nieźle nakombinować, żeby wyżyć jak się nie ma kasy.
            Ale w dużym mieście ma się WYBÓR. Tu po ciuchy, tam po kawę i olej, tu po mąkę.
            Kiedy się żyje we wsi, gdzie są trzy sklepy na krzyż - to sklepowe robią wszystko, żeby zarobić, a człowiek jeść musi to i tak kupi.
            No przecież ja te sklepy znam. I nie, nie są tanie. Są niemoralnie drogie.
            • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:23
              mathiola napisała:

              > Kiedy się żyje we wsi, gdzie są trzy sklepy na krzyż - to sklepowe robią wszyst
              > ko, żeby zarobić, a człowiek jeść musi to i tak kupi.
              > No przecież ja te sklepy znam. I nie, nie są tanie. Są niemoralnie drogie.

              Niemoralnie drogie? Cóż, sa równie niemoralnie drogie jak Ty niemoralnie wybierasz gdzie taniej.
              • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:37
                big_grin
                Mogę być niemoralna, ale nie dam z siebie zdzierać.
                Przykład z ostatniego czasu:
                Nieduże miasto. Zwykły sklep. Wódka po 19,90 zł.
                Towarzystwo odwiezione wraz z wódką 6 km dalej, na wieś.
                Na wsi dwa sklepy.
                Wódka się skończyła. Posłali mnie do sklepu nr 1.
                Kupiłam tą samą wódkę w cenie 25,90 zł.
                Wódka się skończyła, posłali mnie do sklepu nr 2, bo sklep nr 1 już zamknięty. Ta sama wódka w cenie 28 zł.
                Wniosek: sklepowa ze sklepu nr 1 jeździ na gazie, a sklepowa ze sklepu nr 2 jeździ na benzynie wink
                Żartowałam. Do obydwu sklepów towar dowożą.
                • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:42
                  mathiola napisała:

                  > big_grin
                  > Mogę być niemoralna, ale nie dam z siebie zdzierać.

                  No to właściciel sklepu na wsi może sobie być niemoralny, ale nie będzie robił prezentów własnym kosztem.

                  > Przykład z ostatniego czasu:
                  > Nieduże miasto. Zwykły sklep. Wódka po 19,90 zł.
                  > Towarzystwo odwiezione wraz z wódką 6 km dalej, na wieś.
                  > Na wsi dwa sklepy.
                  > Wódka się skończyła. Posłali mnie do sklepu nr 1.
                  > Kupiłam tą samą wódkę w cenie 25,90 zł.
                  > Wódka się skończyła, posłali mnie do sklepu nr 2, bo sklep nr 1 już zamknięty.
                  > Ta sama wódka w cenie 28 zł.
                  > Wniosek: sklepowa ze sklepu nr 1 jeździ na gazie, a sklepowa ze sklepu nr 2 jeź
                  > dzi na benzynie wink
                  > Żartowałam. Do obydwu sklepów towar dowożą.

                  Ale zdajesz sobie sprawę że obroty "zwykłego sklepu" w mieście są prawdopdobnie wyższe niż w tych wiejskich, prawda? No bo chyba nie wypowiadałabyś się o różnicach cen w różnych sklepach gdybyś nie rozumiała tych zależności, prawda?
                  • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:05
                    ale zrozumiałaś, że piszę o dwóch sklepach w tej samej wsi, prawda? No bo chyba nie wypowiadałabyś się, gdybyś nie przeczytała dokładnie mojego postu i starała się go zrozumieć?
                    • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:07
                      A ponadto to dowodzi jedynie temu, że miałam rację w pierwotnym sporze: żarcie w sklepach na wsi JEST droższe. No bo mniejsze obroty etc. wink Więc życie na wsi JEST droższe niż w warszawie. Bo w Warszawie obroty i te pe. I o tym był wątek. Czyli MIAŁAM RACJĘ tongue_out
                      • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:11
                        Możemy się spierac do"osr,nej śmierci"
                        I prawda leży pewnie pośrodku.Ja na własnym przykładzie wiem,że "żarcie" jest tańsze na wsi niż w warszawie.
                        Bywam w warszawie,mieszkam w duzym mieście i mam porównanie.
                      • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:13
                        mathiola napisała:

                        > A ponadto to dowodzi jedynie temu, że miałam rację w pierwotnym sporze: żarcie
                        > w sklepach na wsi JEST droższe. No bo mniejsze obroty etc. wink Więc życie na wsi
                        > JEST droższe niż w warszawie. Bo w Warszawie obroty i te pe. I o tym był wątek
                        > . Czyli MIAŁAM RACJĘ tongue_out

                        Życie i żarcie to nie jest to samo. Kwestię tego czy jakieś tam azjatyckie miasto jest drogie czy tanie w zasadzie mam gdzieś, ale jeżeli koszty mieszkania i usług są większe, to mniejszymi kosztami żywności może być to trudno zrównowazyć.
                    • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:11
                      mathiola napisała:

                      > ale zrozumiałaś, że piszę o dwóch sklepach w tej samej wsi, prawda? No bo chyba
                      > nie wypowiadałabyś się, gdybyś nie przeczytała dokładnie mojego postu i starał
                      > a się go zrozumieć?

                      A to Tobie nie chodzi o to że we wsi wódka jest droższa o średnio 7 złotych niż w mieście tylko o to że w jednej wsi sklepy samowolnie ustaliły sobie ceny różniące się o 2 złote, tak?
                      Cóż, w takiej sytuacji pozostaje Ci cofnięcie się w czasie o 25 lat i delektowanie się cenami urzędowymi. A kto sprzeda za inną niż ministerstwo ustaliło - ten spekulant.
                      • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:32
                        To ja powiem powoli jeszcze raz to co pisałam wcześniej: Mieszkając na wsi nie mamy wyboru i musimy nabywać produkty tam, gdzie musimy. Nie mamy szans poszukać tańszego sklepu, nawet jeśli sklepowe narzucają wysoką marżę. Po prostu nie mamy wyboru. Mieszkając chociażby w tej Warszawie wiemy, że po wódkę należy skoczyć do sklepu X, po olej i mąkę do sklepu y, a mleko najtańsze jest w sklepie z.
                        Dlatego będę upierać się przy stwierdzeniu, że taniej można się wyżywić w Warszawie.
                        I tylko o tym piszę, nie wciągaj mnie Babuniu w zawiłe meandry swojej logiki, bo nie mam czasu wink
                        • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 13:13
                          mathiola napisała:

                          > To ja powiem powoli jeszcze raz to co pisałam wcześniej: Mieszkając na wsi nie
                          > mamy wyboru i musimy nabywać produkty tam, gdzie musimy. Nie mamy szans poszuka
                          > ć tańszego sklepu, nawet jeśli sklepowe narzucają wysoką marżę. Po prostu nie m

                          Jak nie mamy wyboru skoro przecież sama piszesz że w tej wsi były 2 spożywcze i miały różne ceny?

                          > amy wyboru. Mieszkając chociażby w tej Warszawie wiemy, że po wódkę należy skoc
                          > zyć do sklepu X, po olej i mąkę do sklepu y, a mleko najtańsze jest w sklepie z
                          > .
                          > Dlatego będę upierać się przy stwierdzeniu, że taniej można się wyżywić w Warsz
                          > awie.

                          A to z takim stwierdzeniem to ja akurat nie polemizuję, bo to może być prawda.

                • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:54
                  Z wódką jest akurat różnie.Zależy czy współpracuje się długo z hurtownią,czy szuka się tańszego towaru dla klienta,czy zamawiam towar,żeby tylko był.

                  Duża róznica w cenie,to fakt.Akurat wózka to jest ten typ towaru,który ma raczej cenę stałą tak więc w marketach będzie tańsza.Przykładowo bols kosztuje gdzieś tam 19,99 a w sklepie w małej miejscowości będzie bo 23zł.To normalne,bo market(lidl,biedronka) zamawiają więcej tego towaru i dostają większy rabat,przez co mają mniejszą cenę.


                  Akurat wódka jest toware,który na wsi jednak będzie zawsze droższy,bo działa to tak jak napisałam wyżej.

                  Ale np kawa prima w biedronce,jest mniejsza wagowo a droższa,Cola podobnie.I inne towary.Ale o tym już kiedyś tu było pisane.


                  • mathiola Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:09
                    ceny w tym sklepie są wyższe ogólnie. Bo sklepowa buduje dom dla syna wink
                    A teraz w ramach pokuty idę przyłożyć sobie lampą po moim niemoralnym łbie wink
            • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:27
              Ja też piszę z własnej obserwacji.
              Pewnie,że życie teraz wszędzie jest drogie,nie zaprzeczam.W większym mieście ma się ten wybór,bo są markety.

              > Kiedy się żyje we wsi, gdzie są trzy sklepy na krzyż - to sklepowe robią wszyst
              > ko, żeby zarobić, a człowiek jeść musi to i tak kupi.


              Nieprawda...Jeżeli jest mała miejscowośc i są 3sklepy właściciele(nie tzw sklepowe) dbają o to b y miec jednak taniej niż konkurencja.Nie jest tak,że muszą kupic,bo mają 15-20km dalej biedronkę.Tylko,że tam trzeba dojechacwink

              > No przecież ja te sklepy znam. I nie, nie są tanie. Są niemoralnie drogie.

              Nie przeczę,że nie znasz sklepów w małej miejscowości.Ja np piszę z perspektywy właściciela sklepu....I dbałam zawsze o to,zeby był duży wybór i taniej niż u konkurencji.
              To ja nie wiem gdzie w małej mieścinie są tak drogie sklepy?
              • esr-esr Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 11:44
                ale naprawdę w mojej wsi (pomimo 3 sklepów w zasięgu 3 km i dużego miasta 15 km dalej) jest masakrycznie drogo. ja wiem, że sklep spożywczy nie kupi produktów taniej niż sieć ale czasami różnice w cenach dochodzą do granic absurdu - np masło jest prawie o 2 złote droższe niż w mieście (5,50 za kostkę produktu masłopodobnego to moim zdaniem dużo, analogicznie mały słoik tchibo za 15 złotych). konkurencyjne i niskie ceny to są na alkohol i papierosy, które nie są sprzedawane na "zeszyt" i na które popyt jest nieograniczony w czasie i przestrzeni. chleb i najtańsze wędliny są w normalnych cenach, natomiast produkty trochę lepsze, nabiał, wędliny, kawa, chemia, owoce i warzywa są koszmarnie drogie. jednym z powodów takiej sytuacji jest to że lokalni właściciele sklepów po całe zaopatrzenie jadą do makro a nie chce im się np. pojechać na giełdę warzywną, gdzie ceny są inne (wiem bo sama jeżdżę). czasami się zastanawiam z czego te sklepy się utrzymują i chyba wyłącznie z alkoholu i turystów, którzy nie wiedzą/nie chce im się pojechać do najbliższego marketu.
                • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:00
                  No własnie.Jeżeli właściciel sklepu idzie na łatwiznę i jedzie do Makro,to tanio miec nie będzie.Ja z makro nie miałam nigdy towaru.I nawet nie dlatego,że mam do Makro 80km,ale i tak jeżdziłam do dużego miasta,na giełdę rolno spożywczą.Teraz od lat nie jeżdżę,bo hurtownie przyjeżdżają z towarem do mnie i mam prawo decydowac czy wezmę towar z tej czy innej hurtowni.

                  Chemię jest tańsza w"moim "sklepie od marketowych.


                  Pewnie ceny zależą od podejścia właściciela do swojego biznesu.Ja byłam uczulona żeby zawsze miec taniej niż konkurencja.Bo wiem,że na wsi klient przyjdzie tam gdzie jest taniej nawet o 1gr.
                  • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:06
                    No i dobrze. U mojej teściowej na wsi klient idzie tam, gdzie właściciel daje jeszcze "na zeszyt". Naprawdę... Teściowa chodzi tam z bólem (co mogą dowiozą jej dzieci z miasta) i jako jedyna płaci za zakupy od razu.
                    • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:08
                      kompletnie JAKO JEDYNA?! płaci w tym sklepie????To dziwne,że sklep jeszcze istnieje?wink
                      • kropkacom Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:13
                        Ludzie płacą "zeszyt" jak przychodzi pensja i zaraz znowu się zadłużają. Widać daje radę.
                        • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:15
                          kropkacom napisała:

                          > Ludzie płacą "zeszyt" jak przychodzi pensja i zaraz znowu się zadłużają. Widać
                          > daje radę.

                          Oczywiście takie zjawisko także powoduje podniesienie cen.
                          • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:18
                            babunia_wygodka napisała:

                            > kropkacom napisała:
                            >
                            > > Ludzie płacą "zeszyt" jak przychodzi pensja i zaraz znowu się zadłużają.
                            > Widać
                            > > daje radę.
                            >
                            > Oczywiście takie zjawisko także powoduje podniesienie cen.


                            Nie wiem czego ona ma ceny podnosic,jak daje na zeszyt i nie ma gotówki na zakup świeżego towaru?
                            Nie powoduje to raczej podnoszenia cen towaru.
                            • babunia_wygodka Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:20
                              foro-estupido napisał:

                              > babunia_wygodka napisała:
                              >
                              > > kropkacom napisała:
                              > >
                              > > > Ludzie płacą "zeszyt" jak przychodzi pensja i zaraz znowu się zadłu
                              > żają.
                              > > Widać
                              > > > daje radę.
                              > >
                              > > Oczywiście takie zjawisko także powoduje podniesienie cen.
                              >
                              >
                              > Nie wiem czego ona ma ceny podnosic,jak daje na zeszyt i nie ma gotówki na zaku
                              > p świeżego towaru?
                              > Nie powoduje to raczej podnoszenia cen towaru.

                              W takim razie powoduje degenerację sklepu. Sprzedaż na zeszyt to kredyt. Kredyt kosztuje i coś ten koszt musi zrównoważyć. Albo wyższe ceny, albo spadek jakości.
                              • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:24
                                Obstawiam spadek jakości.
                        • foro-estupido Re: Przepraszam mathiola ale brednie piszesz... 17.11.11, 12:17
                          Hm?Musi to byc typowo wiejscki sklep.To cały m-c ona nie dowozi towaru,nie płaci np piekarni za pieczywo?Chyba,że płaci z własnej kieszeni?

                          No nic....Wyraźnie najważniejsze tam są towary"pierwszej potrzeby"(wódzia i fajki)
                          • foro-estupido No OK 17.11.11, 12:23
                            Bo tą dyskusję możemy prowadzic do jutra....Prawdą jest,że jest różnie.Wy znacie wiejskie sklepy droższe,ja znam tańsze.I nie powinnyśmy porównywac cen między sklepami wiejskimi a marketowymi,tylko sklepami wiejskimi a z miasta tzw osiedlowymi.Markety to "inna bajka".
                            A jeżeli przyjżec się cenom osiedlowgo sklepu i wiejskiego,to moim zdaniem w wiejskim jest taniejwink
    • gaskama Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 15:13
      Przeżyć się da. Ale tylko "przeżyć". Nic więcej.
    • zuzanna56 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 15:44

      pierr-dzioszek napisała:

      > Czy da się przeżyć za 3000zł w Warszawie,rodzina dwoje dorosłych plus czterolat
      > ek, opłaty miesięczne w wysokości tysiąca złotych, mają samochód,dzieciak chodz
      > i do przedszkola. Podobno oni dają radę,dla mnie to niemożliwe.

      Jak dają radę, to znaczy że jest możliwe.
    • klubgogo Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 17:54
      Jeśli stołują się u mamy i teściowej, tak, w innym wypadku nie wierzę. A może nie jedzą?
      • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 18:26
        klubgogo napisała:

        > Jeśli stołują się u mamy i teściowej, tak, w innym wypadku nie wierzę. A może n
        > ie jedzą?

        Na jedzeniu to jeszcze mozna zaoszczędzić ale ciuchy, rozrywka, leki.
        • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 19:00
          I te ciuchy i leki w w-wie są droższe niż w Katowicach/Wrocławiu/Krakowie ? Dobreee
          • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 20:10
            chipsi napisała:

            > I te ciuchy i leki w w-wie są droższe niż w Katowicach/Wrocławiu/Krakowie ? Dob
            > reee

            A ja tak napisałam? nie chodzi mi jakos szczególnie o Warszawę.
            • volta2 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 16.11.11, 21:49

              Na jedzeniu to jeszcze mozna zaoszczędzić ale ciuchy, rozrywka, leki.

              to ja uważam odwrotnie - w wawie można świetnie oszczędzić na ciuchach i rozrywce a mniej na jedzeniu.
              są świetne szmateksy, można sobie sporo rzeczy i dziecku również wybrać

              rozrywka - no cóż, nie trzeba ganiać do galerii na zakupy - można się przejśc na publiczny wypasiony plac zabaw(również w listopadzie), zabrać termos z herbatą, drożdżówki i spędzić ładny kawałek dnia. można isć do lasu, podpiąć się pod którąś z imprez darmowych z przewodnika gazety wyborczejsmile

              pamiętam, że jak były łikendy w które zamiast do miasta szliśmy do lasu - to koszt takiej wyprawy to był zakup dobrej kiełbasy na grila, piwko z domu(nie z baru) dla dzieci herbata w termosie i trochę chleba do tej kiełbasy.
              to był ułamek tego, co wydaje się w multikinie na jednym filmie dla rodziny. albo w galerii
              dla nas taki wypd do lasu to była nroma, wyjście w miasto - raczej rzadko.

              oczywiście do kina chodzić należy, ale niekoniecznie co łikend, jak kasy z lekka braknie.

              myślę, że stolica ma do zagospodarowania niezłe poletko z tanią rozrywką. ale to trzeba się nieco wysilić z organizacją.

              co do zakupów - w wawie mieszkam w drogawej dzielnicy, więc sklepiki osiedlowe mają narzuty bardzo wyskokie, ale za to po drugiej strnonie drogi stoi tesco, więc wybór też mam.
              • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:03
                volta2 napisała:

                > rozrywka - no cóż, nie trzeba ganiać do galerii na zakupy

                Nie uważam tego za rozrywkę. Myślałam raczej o kinie, teatrze, koncercie, restauracji, wyjściu na basen, bilard, wypad kilkudniowy w fajne miejsce itd.
                • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:20
                  Całe tabuny ludzi żyją bez teatru, opery, kina, galerii... Jak byś musiała tez byś żyła. Bez przesady.
                  • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:25
                    kropkacom napisała:

                    > Całe tabuny ludzi żyją bez teatru, opery, kina, galerii... Jak byś musiała tez
                    > byś żyła. Bez przesady.

                    O matko, a co to za argument?
                    Można tez zamieszkac w przytułku i żyć smile
                    • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:30
                      Bez urazy, ale zachowujesz się jak nowobogackie dziecko.
                      • kropkacom Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 08:32
                        Pytanie było: czy da się... A to, ze dla kogoś byłoby tragedią brak cotygodniowych wizyt w operze to zupełnie inna para butów.
                        • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 09:05
                          O to to. I będę już nudna ale kurde opera czy inny teatr czy nawet kino dla pospólstwa wink w Krakowie czy Wrocławiu za darmo też nie jest a czytając ten wątek mam wrażenie że tylko mieszkańcy stolicy muszą za wszystko płacić, reszta kraju ma gratis.
                          • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 09:16
                            Widzisz,bo jak w miejscowości nie ma kina,że o teatrze nie wspomnę to znaczy,ze mieszkańcy nigdy tam nie chodzą.I chyba nie przychodzi do głowy,że do ceny biletu dochodzi tez koszt dojazdu.Albo może myślą,ze w takich miejscowościach ludziska takich wzniosłych potrzeb nie mają?
                            • chipsi Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 09:23
                              Nooo bo jak całymi dniami te kury po polach ganiają to potem im kino nie w głowie wink
                              • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 09:24
                                I marchewkę uprawiają,żeby wyszło,że żywność tańszawink
                            • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 15:22
                              No jak w miejscowosci nie ma kina ani teatru to nie ma rzeczywiscie problemutongue_out
                              Przyznam sie że nie chodziło mi o Warszawę, pisze raczej ogólnie, że za 3000 zł miesiecznie trudno jest normalnie żyć czy to w Warszawie czy w Pcimiu Dolnym.
                        • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 15:14
                          kropkacom napisała:

                          > Pytanie było: czy da się... A to, ze dla kogoś byłoby tragedią brak cotygodniow
                          > ych wizyt w operze to zupełnie inna para butów.

                          Nie cotygodniowych, ale raz na miesiąc czy dwa warto się gdzieś wybrac z rodziną, pójść do fryzjera, kupić jakis nowy ciuch a jak masz 40 zł dziennie na osobę to kiepsko to widzę.
                          Tak więc przeżyć sie da, oczywiście tylko kwestia jest taka: co to za życie?Cos kosztem czegoś.
                • volta2 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 14:48
                  ja też zakupów nie uważam za rozrywkę, dlatego sobie łikendami siedzieliśmy w lesie. koszty zerowe, dzieci się wyszalały, pobawiły w palenie ogniska, przeleciały przez ścieżkę zdrowia i ani im w głowie nie były bilardy i teatry.

                  teraz nie mam lasu na podorędziu, też mieszkam w stolicy i w łikedny zwykle jeździmy na plażę. u nas można już plażować od marca do października, wystarczy koc, herbata z czajchany, czasem obiad jak nie ugotuję.
                  koszt minimalny a jakie zamki dzieciaki budują, czajchana ma wypaśny plac zabaw, więc jak sie nudzi budowanie a kąpać się jeszcze nie można, to lecą na plac.

                  jak zostajemy w mieście, to koszt się podwyższa o bilety do planetarium, restaurację/cukiernię, taxi na powrót do domu, no bez 100 ojro ciężko się obejść. przy czym nie widzę z plażowania mniejszej radośći niż z tego planetarium.

                  nie rozmawiamy w tym wątku o tym, jak byłoby można korzystać z rozrywek jakby się miało nieograniczone środki, tylko o 3000 na rodzinę. w tej sytuacji trzeba dostosować poziom finansowy rodziny do tego co można robić a nie tego co by się chciało.
                  • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 15:36
                    volta2 napisała:


                    > teraz nie mam lasu na podorędziu,

                    A ja mam obok tongue_out i bywamy tam dośc regularnie i pewnie dlatego to raczej nie jest dla nas jakaś szczególna atrakcja a kino, teatr, restauracja owszem. Dziecko tez mam w takim wieku, że plac zabaw ją już raczej nie interesuje.

                    > jak zostajemy w mieście, to koszt się podwyższa o bilety do planetarium, restau
                    > rację/cukiernię, taxi na powrót do domu, no bez 100 ojro ciężko się obejść. prz
                    > y czym nie widzę z plażowania mniejszej radośći niż z tego planetarium.

                    A widzisz sama przyznajesz że rozrywka kosztuje i żeby było atrakcyjnie to raczej chodzi o "płodozmian" Co weeckend na plażę? nudno sie robi, chociaż plażę bardzo lubię i gdybym mieszkała nad możem to pewnie bym chadzała.

                    > nie rozmawiamy w tym wątku o tym, jak byłoby można korzystać z rozrywek jakby
                    > się miało nieograniczone środki, tylko o 3000 na rodzinę.

                    Własnie pisze o tym, że w zasadzie przy 3000zł z rozrywek rezygnujemy w ogóle. Jest cos za coś. Na rozrywke można sobie pozwolić jak inne podstawowe potrzeby sa zaspokojone.
                    • volta2 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 17:33

                      a ja mam rozrywkę w najprostszych wydawałoby się źródłach.

                      ja w wawie też przy lesie mieszkałam, i tak się wprowadziłam, by do tego lasu móc chodzić pieszo. bo wiedziałam, że to jest nasza najlepsza forma spędzania czasu.
                      plaża - no, my możemy non stop, w sensie -raz w tygodniu, gdy nie ma pluskania, bo gdy woda ma 30 stopni, to możemy i codzienniesmile i tak robimysmile


                      ja się cieszę, że nie musimy sobie i dzieciom zapewniać bardziej kosztownych imprez, żeby się świetnie bawić. a na wakacje jeździmy z namiotem, jak się tylko da. kwestia podejścia do życia. i takiej bardziej ogólnej filozofii.

                      dzięki temu wiem, że jak zjedziemy do poziomu 3000 to nam się nasz styl życia za bardzo nie zmieni, mimo mieszkania w stolicy.
                      tylko, że będzie to wówczas może konieczność z braku kasy, teraz jest tylko naszym wyborem.
                      oczywiście sama jestem fanką opery i bywam tam kilka razy w miesiącu, zaczęłam zabierać też dzieci - głównie na balet - ale, oni i tak lepiej się bawią w lesie albo na plaży. publicznejsmile

                      stąd nie czuję takiego utyskiwania, że za 3000 to tylko wegetacja. oczywiście, nie znam tak dobrze kosztów życia w pl, bo bywam tam ostatnio tylko 3 miesiące w roku, ale płacę za mieszkanie, łazikuję do restauracji i kina i kupuję wszystko, czego mi trzeba na kolejne miesiące roku. i jakoś nie zauważyłam, by było znacząco drożej niż kiedyś, gdy jeszcze tam mieszkałam.



                      • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 18.11.11, 09:20
                        Niestety jest drogo. Szczególnie kultura i rozrywka jest droga. Wyjście całą rodzina w miasto jest drogie, wiele rodzin niestety nie stać na takie "fanaberie". Oczywiscie, że jest las, spacery itd. Jedno drugiego nie wyklucza.
                        BTW: Ostatnio w kinie zrobili zniżke 50% na bilet i były takie tłumy, że trudno było sie przecisnąć. To oznacza, że ludzie potrzebują sie troche "ukulturalnić" tylko ich nie stać.
                        My mamy troche więcej niż 3000 zł, jest nas troje i też zaszalec sobie zbyt czesto nie możemy, bo kasy brak.
    • esr-esr Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 11:07
      po prawie 10 latach mieszkania w trójmieście kilka lat temu wróciłam na wieś. różnica w sposobie życia jest ogromna i nie chodzi mi tu o ceny żywności, utrzymania domu (akurat woda i pra kosztuja tyle samo), etc tylko o styl zycia. nagle zauwazyliśmy, że część tych miejskich 'must have' czy 'must be' nas nie dotyczy. jest naprawdę masa przeróżnych rozrywek, które drogie nie są a dają o wiele więcej przyjemności od wyjścia do głośnego klubu na rozcieńczonego drinka/piwo i darcie się do osoby po drugiej stronie stolika.
      dosyć często znajomi/goście z warszawy pytają czy stać nas na życie na wsi i wywołuje to dyskusję odnośnie tego co nam rzeczywiście do szczęścia jest potrzebne. ja spokojnie utrzymam dom, siebie, męża i dziecko za 3 tysiące mając dwa samochody, dwa duże psy, papugę i duże akwarium. stać nas i na wyjścia do kina i na wyjazdy (chociaż nie bardzo się chce bo nam tu dobrze) i na ciuchy i kosmetyki pytanie tylko ile tych ciuchów z nowej kolekcji muszę mieć, ile nowych cieni do oczu, kremów czy innych mazideł? jeśli dobrze policzymy (ja tak zrobiłam) to okazało się, że co najmniej 50% moich impulsywnych zakupów leży teraz gdzieś w kartonach na strychu, niektóre ciuchy nawet nie zostały założone.
      i wierzę, że osoba która ma 3000 na 3 osoby i chce chodzić do opery co tydzień znajdzie pieniądze na karnet na cały sezon, nawet jesli będzie musiała zrezygnować z kupna kolejnej pary butów. jeśli koleżanka szyje to i tak będzie miała lepsze ciuchy niż od najlepszych projektantów bo będą idealnie skrojone na jej sylwetkę, itp. tak więc, da się przeżyć za 3000 i nie oznacza to, że jedzą tynk ze ściany.
      • bea_safir Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 12:02
        dwoje dorosłych plus dwulatek
        mąż siedzi w domu z synem ja zarabiam 2100
        mieszkanie komunalne bez co czyli sporo kasy za prąd
        żyjemy
        ale o kredycie i zmianie lokum możemy pomarzyć...
      • zuzanna56 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 12:15
        esr-esr napisała:

        > po prawie 10 latach mieszkania w trójmieście kilka lat temu wróciłam na wieś. r
        > óżnica w sposobie życia jest ogromna i nie chodzi mi tu o ceny żywności, utrzym
        > ania domu (akurat woda i pra kosztuja tyle samo), etc tylko o styl zycia. nagle
        > zauwazyliśmy, że część tych miejskich 'must have' czy 'must be' nas nie dotycz
        > y.


        Ja inaczej, po latach wielu (od urodzenia) w Trójmieście wyniosłam się na wieś, no ale fakt że blisko tego Trójmiasta. I niczego takiego nie widzę. Tzn opłaty za wodę czy prąd podobne. Styl życia? Nadal ten sam.


        jest naprawdę masa przeróżnych rozrywek, które drogie nie są a dają o wiele
        > więcej przyjemności od wyjścia do głośnego klubu na rozcieńczonego drinka/piwo
        > i darcie się do osoby po drugiej stronie stolika.


        No może nigdy nie chodziłam do żadnych klubów. Ani przedtem ani teraz.


        > dosyć często znajomi/goście z warszawy pytają czy stać nas na życie na wsi i wy
        > wołuje to dyskusję odnośnie tego co nam rzeczywiście do szczęścia jest potrzebn
        > e. ja spokojnie utrzymam dom, siebie, męża i dziecko za 3 tysiące mając dwa sam
        > ochody, dwa duże psy, papugę i duże akwarium. stać nas i na wyjścia do kina i n
        > a wyjazdy (chociaż nie bardzo się chce bo nam tu dobrze) i na ciuchy i kosmetyk
        > i


        Nie byłabym w stanie, może dlatego że mam kredyt (mój dom kosztował tyle co dwa trzypokojowe mieszkania w mieście, a mieszkanie miałam tylko jedno i je sprzedałam) no i dojeżdżamy jednak do miasta (koszt). Ale odliczywszy to, nadal nie wiem jak to robisz.
        • esr-esr Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 18.11.11, 09:04
          No ja przede wszystkim nie mam kredytu na dom (ale znajomi autorki wątku też chyba nie), dziecko jeszcze do szkoły nie chodzi i tu też odpada duża część wydatków. z drugiej strony druga ciąża mnie rujnuje przez wizyty u ginekologa ale zostały już tylko 3 tygodnie więc zaciskam zęby i płacę.
          Wiesz ja napisałam że utrzymanie mojego domu z rodziną mieści się w zakresie 3 tysięcy, mam jednak ten luksus że nasze dochody są większe - po prostu teraz ostro inwestujemy i taka kwota musi mi wystarczyć na życie (ale gdyby coś nagłego wyskoczyło to jeste w stanie przeznaczyć więcej). nauczyłam się dobrze planować zakupy, co dało ogromne oszczędności, patrzeć na ceny (właśnie unikając zakupów w lokalnych sklepikach), nie muszę wyrywać się na weekend za miasto i płacić za wyjazd/nocleg/jedzenie, ja pracuję w dużej mierze zdalnie więc odpadają mi koszty dojazdu do pracy, przedszkole i przychodnię mam w mojej wsi, różnego rodzaju opłaty stałe to u mnie 1300-1500 złotych ( w zalezności od sezonu), 1500 na jedzenie, ciuchy i resztę jest wystarczające (nie kupuję półproduktów).
          te 'must have' o których pisałam to przede wszystkim różnego rodzaju gadżety które kiedyś musieliśmy mieć, a teraz zalegają na półkach i okazują się zupełnie zbędne.
          • zuzanna56 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 18.11.11, 09:40

            esr-esr napisała:

            > No ja przede wszystkim nie mam kredytu na dom, dziecko jeszcze do szkoły nie chodzi i tu też odpada duża część wydatków.

            Myślę, że to ma znaczenie, moje dzieci sa większe (mam dwoje), syn nastolatek, koszty różnych zajęc dodatkowych, obozów czy ubrań są duże.
      • gryzelda71 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 12:24
        Ile twoje dziecko ma lat?
      • olena.s Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 13:15
        Nie mieszkałam nigdy dłużej na wsi, jestem z tej strasznej, potwornej Warszawy. W swoim czasie bywałam jednak w małej mazowieckiej miejscowości i wydawałam tam na bieżące życie o wiele mniej niż w mieście - nie bylo tam bowiem różnych pokus, na ktore wydaje sie więcej pieniędzy, niż człowiek zdaje sobie sprawę. Sery, wina, owoce pozasezonowe, kawy w różnych Starbuckach....serdelki eko, chleb bez polepszaczy, wędliny bez domieszek....
      • mama303 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 15:42
        esr-esr napisała:

        > e. ja spokojnie utrzymam dom, siebie, męża i dziecko za 3 tysiące mając dwa sam
        > ochody, dwa duże psy, papugę i duże akwarium. stać nas i na wyjścia do kina i n
        > a wyjazdy (chociaż nie bardzo się chce bo nam tu dobrze) i na ciuchy i kosmetyk
        A te dwa samochody to stoja czy trochę jeżdzą? Sorry ale jakos nie nabierzesz mnie, że za 3000 stac Cie na wszystko i to jeszcze SPOKOJNIE tongue_out

        • esr-esr Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 18.11.11, 09:42
          odpowiadam:
          jeżdżą, ale nie jadę codziennie rano do pracy, do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, na zakupy, itp. mąż jeździ dosyć dużo plus jego auto jest o wiele mniej ekonomiczne niż moje. dużą część obsługi samochodów wykonuje mój mąż - tzn zmienia filtry, oleje, koła ponieważ jest mechanikiem. samochody na tyle młode, że nie potrzebuja gruntownych napraw. ubezpieczenie ze zniżką 60%.
          mnie też nie chciało się wierzyć że aż tak zmienimy styl życia, ale jest to zmiana podyktowana nie tyle ekonomią (pisałam wyżej że generalnie stać nas na dorższe życie, nie tylko ja zarabiam), ale zmianą całej filozofii życia - zmianą sposobu żywienia, stylu rozrywki (więcej np kina i wyjść do znajomych niż wypadów do głośnych klubów gdzie kasa przecieka przez palce), zakupów (mniej pierdół, więcej produktów jakościowych - np buty jak już to dobre za 500 zl a nie 5 par beznadziejnych za 99,99, bo i tak ich nie noszę), sposobu spędzania wolnego czasu - tu dużo zmieniło dziecko bo siłą rzeczy więcej rozrywek jest nakierowanych na zabawę dla córki, czyli różne skanseny, parki botaniczne i ze zwierzętami, ale też jednodniowy wypad 200 km nad morze, a kiedyś trzeba było się polansować w modnej kawiarni, restauracji, czy innych miejscach gdzie się "bywa" i zostawia 200/300 złotych za byle pierdołę, trzeba było pojechac taksówką bo jak to tak nie zamówić wypasionego drinka?. nie mamy też kablówki, mamy darmowe połączenia na swoje komórki, etc. po prostu nauczyliśmy się czerpać większą radość z życia które nas otacza, bez potrzeby posiadania dużej ilości przedmiotów służącej do zabawy czy pokazania statusu (czyli nie musze mieć wypasionego laptopa z 3D, PSP, najnowszej komórki, netbooka, tabletu, zmieniac auto co dwa lata, etc).
          i tak jak pisałam - nie mamy kredytu do spłacania, nie liczę też prywatnego lekarza teraz w ciąży bo tu już 3000 na całą ciążę by nie wystarczyły jeśli policzę wszystkie badania i wizyty.
    • wimperga Zgadzam się z Mathiolą 17.11.11, 13:00
      Mieszkam pod Warszawą, a pracuję w Warszawie i tu też zazwyczaj robię zakupy. U mojej teściowej w małym miasteczku (2 tys mieszkańców) w zachodniopomorskim zawsze szokowały mnie ceny spożywczo-ciuchowo-paliwowe. Zarówno ceny ciuchów, paliwa jak i spożywka dużo taniej wynosi mnie w domu. Tylko, że zazwyczaj spożywkę kupujemy z Lidlu, Kauflandzie, Biedronce, sporadycznie w Bomi czy PiP, ciuchy w sieciówkach, a paliwo na Neste.
      Gdybym musiała, przeżyłabym za 3 tys.
    • mal-sia Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 13:22
      a jak jedna osoba w domu nie pracuje to po co dziecko chodzi doprzedszkola? bo ile niby oni zarabiaja 3000zł razem???
      • asiara74 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 13:55
        Jesli to dziecko 4-5 letnie to po prostu niewskazane jest mu siedzieć w domu

        Co do tematu wątku spokojnie 3 osobowa rodzina jest w stanie żyć za 3 tyś. Warunki to : brak kredytów powyżej 500 zł, gotowanie w domu, kupowanie z głową i niewyrzucanie jedzenia, skromne zakupy ciuchowe, mało rozrywek typu kino teatr czy wakacje wypasione, powstrzymywanie sie od spontanicznych zakupów-czyli planowanie i jeszcze raz planowanie
    • figrut Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 15:36
      >opłaty miesięczne w wysokości tysiąca złotych<
      Co się mieści w tych opłatach ? Czy jest to "gołe" mieszkanie, czy też mieszkanie z czynszem za ogrzewanie, wodę, ścieki ?
      > Podobno oni dają radę,dla mnie to niemożliwe.<
      Jak najbardziej możliwe. Ja żyję w cztery osoby (2 dzieci w wieku wczesnoszkolnym) za około 2000zł. miesięcznie bez opłat za wynajem mieszkania i mi wystarcza. Co prawda żyjemy oszczędnie, ale głodem nie przymieramy. Opłacam z tych 2000zł. samochód + gaz do niego, prąd, gaz, opał na zimę, szambo, wodę i internet (do tego miesiąca płaciłam też zbędny abonament za prąd w warsztacie 50zł./miesiąc ) + ubrania (większość z lumpeksu) + chemia i żywność. Stać nas było nawet na skromne wakacje, ale przy takim wzroście cen pewnie w przyszłym roku nie będzie nas już stać uncertain Mieszkam w małym miasteczku, gdzie nie można liczyć na tak wiele promocji jak w Warszawie.
      • niektorymodbija Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 17:12
        Zaintrygowoalo mnie to - sugerujesz, ze mozliwe jest wynajecie mieszkania w W-wie dla 3 osob za 1000 zl z czynszem? Czy , ze kredyt plus oplaty moga tyle wynosic?
        Chyba ze zakladamy,ze mieszkanie po prostu jest...
        • figrut Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 18:05
          > Zaintrygowoalo mnie to - sugerujesz, ze mozliwe jest wynajecie mieszkania w W-w
          > ie dla 3 osob za 1000 zl z czynszem?
          Nie sugeruję, a pytam co oznaczają "opłaty 1000zł." gdyż autorka nie napisała (przynajmniej w pierwszym poście) co wchodzi w skład tych "opłat 1000zł./miesiąc. Wiem też, że można w Warszawie wynająć mieszkanie za 1000zł. miesięcznie z czynszem (taką ofertę dostała moja córka studentka na ulicy Żelaznej w starym budownictwie, mieszkanie 2 pokoje do wykończenia po częściowym remoncie).
          • niektorymodbija Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 19:24
            Ladnych pare lat temu lub od znajomych, ktorzy wola wynajac spokojnej studentce, co do ktorej maja pewnosc, ze nie zdemoluje - jestem w stanie uwierzyc. Inne opcje nie przychodza mi do glowy wink Przeciez polowa tej kwoty to sam czynsz...
    • anka7961 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 20:26
      Chyba trochę przesadzasz. Moim zdaniem za taką kasę da się przeżyć w Warszawie. Może bez "szaleństw", ale spokojnie można za takie pieniądze da się utrzymać na poziomie - powiedzmy - średnim. Oczywiście zwaracając uwagę na co się wydaje pieniążki.
    • lejdi111 Re: Przeżyć za 3000zł w Warszawie 17.11.11, 20:38
      przejdź się do MOPS-u i zapytaj pracownika ile rodzin pobiera rodzinne. Oni nie przekraczają nawet 504 zł na osobę. A Twoi znajomi mają tysiąc na łeb. To nie jest tragedia i da się wyżyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka