Jeszcze jestem w szoku.
Nie liczyłam na ciepłe przyjęcie, bardziej na srogą pokutę, a przede wszystkim rozmowę i tak ta spowiedź, pierwsza od 8 lat była dla mnie stresująca.
Cóż, w końcu żyłam przez 7 lat w związku nieślubnym (braliśmy tylko ślub cywilny) i mam 2 nieślubnych dzieci.
Jestem po rozwodzie, po zdradzie męża, więc w końcu mogłam się wyspowiadać, tym bardziej, że za kilka dni chrzczę małą, a starszy syn przygotowuję się do I Komunii Św.
Często bywam teraz w kościele i chciałabym przyjąć komunię, ale się przeliczyłam.
Ksiądz wyzywał mnie od bezmózgow oraz małych możdżków, no bo jak można żyć tyle lat w grzechu? I dlaczego dopiero teraz przyszłam do spowiedzi, skoro jestem sama już od roku?
Mówił dosyć głośno, a ponieważ było to podczas mszy, to podejrzewam, że pół kościoła słyszało. Wyzywał mnie tak kilkakrotnie, więc powtórzył to dobitnie.
Pytał mnie też, czy mam zamiar teraz znaleźć sobie kolejnego cyt. "fagasa" i znowu żyć z nim bez ślubu.
Gdy nazwałam swojego byłego "mężem", zaczął wyzywać jak śmiem go tak nazywać i kto dał nam takie prawo skoro ślubu kościelnego nie było.
Stwierdził, że powinnam się spowiadać ze 3 godziny i nie jest pewny, czy wogóle da mi rozgrzeszenie. I ze przychodzę do niego odbębnić spowiedź raptem z kilkoma grzechami, a gdyby mnie zaczął ciagnąć za język, to pewnie by wyszło dużo więcej.
A w ogóle to należało mi się, że zostałam sama z dziećmi, bo mam teraz na całe życie pokutę.
Ex z kolejną panią tez bez ślubu, to zgroza i też mnie się oberwało.
Ogólnie to jestem zakałą rodziny i moja matka pewnie przeze mnie na zawał zejdzie.
Nic nie koloryzuje, miałam już ochotę po prostu wstać i wyjść... no ale to w końcu konfesjonał.
I tego wszystkiego już mu nie powiedziałam o moim drugim związku, który sama zakończyłam, bo autentycznie bałam się mu powiedzieć i skłamałam, że już po mężu nikogo nie miałam.
I teraz pytanie do zorientowanych, czy powinnam się znowu wyspowiadać, bo jak skłamałam księdzu podczas spowiedzi to chyba jeszcze gorzej nie?
Czy mogę w końcu przyjąć tą komunię na tych nieszczęsnych chrzcinach?