Jakis mam niesmak po dzisiejszej kolędzie.Ksiadz wszedl,"odbebnil" modlitwe,spytal sie czy hcodzimy do Kosciola,gdzie pracujemy i zyczac wszystkiego dobrego poszedl.Juz nie wspomne,ze mamy maledzieci, w ogole ich nie zagadnal, nie "pochwalil"

..wiadomo takie pitu pitu chocby
" jaka fajna mala,czy jaki kawaler juz"...

..Takie jakies zagadanie ich..Czekali caly dzien ,bo im naopowiadalam juz tak swiadomie na czym polega kolęda.W zeszlym roku jeszcze nie kumali do konca

..Obrazek rzucil jeden na stol,bez podpisu (bylo specjalne miejsce)...Wszystko trwalo z 5 minut doslownie...Za moich czasow

paietam,ze ksiadz dlugo siedzial,nawet zeszyt sprawdzal...Normalnie jakas rozczarowana jestem...Wzial szybko koperte i juz go nie bylo