Dodaj do ulubionych

pytanie o budżet dziecka

    • aekielski Re: pytanie o budżet dziecka 29.03.12, 14:08
      Jeżeli to co powiedziała córka oparte jest na prawdzie, to dać,nie żałować. Wydaje mi się jednak,że córka z mamą w kierki pogrywa.
    • jerzozwierza Re: pytanie o budżet dziecka 29.03.12, 15:30
      Moja znajoma dawała swojej córce takie godne kwoty na rzekomo niezależne życie. Z tym, że problem polegał na tym, że ją było stać jak Ciebie. Raz, że kwota za duża, by się dziecko nauczyło gospodarować oszczędnie (a rozumiem, że o to w tym eksperymencie chodzi), dwa- że to bezsensowna fikcja, bo dziecko nie jest niezależne, skoro samo tych pieniędzy nie zarabia- ale zaczyna WIERZYĆ, że jest niezależne i że się NALEŻY. Skutki były opłakane. Dziewczyna hasała po knajpach (w końcu jak jej się kasa skończyła to bywała więcej w domu- jaki to problem), życie miała fajne. Na studiach kwota znacząco wzrosła- przecież wydatki też. Chciała mieszkanie, samochód, utrzymywania jej, samochodu, benzyny, mieszkania itd itd. Bo wydawało jej się, że to jest właśnie niezależność. Jesteś pewna, że Twoje dziecko będzie zarabiało tak dobrze jak WY? Może je naucz najpierw gospodarować na niższym poziomie? Córka mojej znajomej nie jest w stanie zarobić tyle co rodzicie. I jest strasznie nieszczęśliwa- bo chce żyć na poziomie, do jakiego przyzwyczaiła ją jej "pensja" od rodziców. Efekt jest taki, że rodzice utrzymują starą już babę, pokrywając 70 proc. jej wydatków. Takie to jest gospodarowanie kwotami, które gospodarowania nie uczą, zarabiania nie uczą- przyjemnego życia za cudze - i owszem.
    • flying_ben Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 01:25
      Lepiej daj córce tego tysiaka, bo w przeciwnym razie może zechcieć sobie.. go "dorobić".
      • azile.oli Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 09:52
        Ale czemu z góry zakładacie, że wszystkie dzieciaki są nieodpowiedzialne? Jak najbardziej dziewczyna nabiera doświadczenia w gospodarowaniu pieniędzmi, wie, że są rzeczy, na które pieniędzy nie może zabraknąć.
        I czemu się uparliście tak na to samodzielne zarabianie w tym wieku? Młody człowiek przeważnie wtedy się uczy, do tego dochodzą dodatkowe zajęcia, a czasem jeszcze treningi. To moim zdaniem bardzo ciężka praca. Ja tam wolę, aby moje dzieci się uczyły i dobrze zdały maturę, niż w tym czasie zajmowały się dorabianiem.
        A 1000 zł na utrzymanie nastolatka, który ma dodatkowe płatne lekcje, musi do szkoły dojechać, zapłacić za wycieczkę, w coś się ubrać to wcale nie jest dużo. Tym bardziej, jeśli się ma jeszcze za to wyżywić.
        Pewnie, jak kogoś nie stać, to nie pójdzie na takie rozwiązanie.
    • mariner4 1000 PLN to stanowczo za mało! Daj jej 5000 30.03.12, 15:06
      żeby nie miała dziewczyna obciachu w galerii handlowej.
      M.
      • magdalena19871 Re: 1000 PLN to stanowczo za mało! Daj jej 5000 04.04.12, 21:11
        nie rozumiem tej całej zawiści.skoro rodziców stać i dziewczyna nie dała im powodu do braku zaufania to dlaczego mają jej nie dać tego 1000??? a odpowiedzi typu 80 zł miesięcznie kieszonkowego powinno jej wystarczyć są śmieszne bo ciekawa jestem czy osoba, która to napisała wydaje na swoje dodatkowe tylko potrzeby 80 zł miesięcznie?
    • akle2 Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 15:49
      Jeśli Cię stać, to czemu nie? W końcu to i tak wystarczy tylko na waciki.
    • fifiriffi Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 15:53
      ty...ty....ty....tysiąc złoty???!!!


      no ok,ale żebyś za kilka lat na forum nie płakała,że córunia ma dwie lewewink
      • azile.oli Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 17:45
        Ale czy 1000 zł na uczącą się licealistkę, to tak dużo, jeśli sobie z tego wszystko opłaca?
        Ja rozumiem, jakby rodzina miała problemy finansowe, ale jeśli nie ma, to być może rodzice więcej wydaliby na córkę, niż ten 1000.
        Bo co, dla zasady kupimy tańszy płaszcz, czy zrezygnujemy z firmowych butów dla dziewczyny, mimo, że nas stać?
        To jest dziecko , które chodzi do szkoły i się uczy, więc nie ma obowiązku zarabiać.
        Mój syn ma 17 lat. Ze szkoły wraca najwcześniej o 15, bywa, że o 16. Na 17.30 wyjeżdża na trening i wraca o 20. Kiedy ma pracować na swoje wydatki?
        • bialy.murzyn Nie bedzie chciała pracować. 30.03.12, 18:05
          1000 zł dostanie za nic. Nie będzie jej się chciało za tyle pracować a tyle dostanie (porównując siłę nabywczą za kilka lat) jak pójdzie do 1 pracy. No chyba że pójdzie do "pracy" w rodzinnej firmie to wtedy insza inszość.

          Będzie wtedy w ciężkim szoku. Może się okazać że będzie miala 2 lewe ręce do końca życia. A i na facetów patrzyć będzie przez pryzmat jak wygodne życie jej mogą "dać". I tyle w temacie.
          • azile.oli Re: Nie bedzie chciała pracować. 30.03.12, 18:36
            Ale, przepraszam , dziewczyna , uczennica ma w tym wieku na siebie zapracować?
            Jakby matki nie było stać, to by jej tyle nie dała, ale jeśli stać, to mogłaby na córkę wydać nawet dużo więcej.
            Przecież nastolatek zdaje sobie sprawę z tego , ile co kosztuje i jak ma zamożniejszych rodziców, to doskonale potrafi obliczyć, ile na niego wydają. Czyli wedle teorii niektórych on też nie będzie umiał gospodarować pieniędzmi i wogóle 2 lewe ręce ma.
            A niekoniecznie jest takie proste przełożenie - moje dzieci nie pracują, bo się uczą, ale wiedzą, że pieniądze z nieba nie spadają.
            • roksanka_3 Re: Nie bedzie chciała pracować. 30.03.12, 21:56
              zile.oli napisała:

              > Ale, przepraszam , dziewczyna , uczennica ma w tym wieku na siebie zapracować?

              ale po co od razu pracowac?? skoro (jak autorka podkreslila) to nie sa kieszonkowe tylko budzet to niech dziewcze placi za wszystko, czyli prad gaz media- plus swoje wydatki, ciekawe ile by jej z tego tysiaca zostalo, jesli nie to po kiego grzyba ktos tak usamodzielnia niepelnoletnia nastolatke dajac jej wysokosc pensji niejednego doroslego czlowieka? czego ja to nauczy? ze jak bedzie sama sie utrzymywac to ten tysiac nadal bedzie mogla przeznaczyc na kozaczki plaszczyki pomadki i inne duperele i bedzie w glebokim szoku ze nie bedzie miala na chleb, no chyba ze bedzie poracowac w firmie mamusi ;lub mamusia bedzie ja nadal utrzymywac mimo jej pojscia do pracy
            • bialy.murzyn Re: Nie bedzie chciała pracować. 31.03.12, 10:55
              azile.oli napisała:

              > Ale, przepraszam , dziewczyna , uczennica ma w tym wieku na siebie zapracować?

              Wcale nie musi na siebie zapracować. Oczywiście. Nie musi zatem dysponować pieniędzmi jakie dostaje się za miesięczna pracę.
    • mynia_pynia Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 18:16
      Tak szczerze, to mi nie zostaje 1000 zł na siebie jak już rozdysponuje moją pensje (kredyt, rachunki, wydatki na jedzenie, na chemie i ogólnie utrzymanie domu, paliwo, itp.).
      • roksanka_3 Re: pytanie o budżet dziecka 30.03.12, 21:51
        ja mysle ze malo komu zostajetongue_out
    • georgina123 Re: pytanie o budżet dziecka 02.04.12, 15:25
      Ja uważam, że 1000zł to zdecydowanie przesada. Oczywiście, że kieszonkowe powinna już dawno dostawać, na własne wydatki, ale w tym wieku uważam, że skoro z wami mieszka, jest na waszym utrzymaniu i chce sama kupować ciuszki i inne tam rzeczy powinna sir rozejrzeć za pracą. Moich rodziców też stać było w tym wieku dawać mi tyle pieniędzy ale nie dawali i wysłali do pracy. Dzięki temu teraz jako dorosła osoba jestem wstanie o siebie zadbać a koleżanki które w tym czasie dostawały właśnie po 1000 czy nawet 1500 miesięcznie od rodziców to dzo dzisiaj w wieku 25 nie wiedzą ile kosztuje chleb i jak się ścieli łóżko. Zero samodzielności, wiecznie są dziećmi.
    • wendd Re: pytanie o budżet dziecka 02.04.12, 19:34
      Nie bardzo rozumiem czym Ty się ekscytujesz - bo naprawdę nie ma czym.
      Drobne zakupy zrobi już kilkulatek (jeśli dostanie na nie pieniądze). Normalne zakupy zrobi 10-latek + popłaci rachunki (jeśli dostanie na to pieniądze) więc radość, że 17-latka potrafi kupić sobie buty, jedzenie, bilet do kina czy zapłacić za kawę nie jest naprawdę żadnym osiągnięciem - zwłaszcza, że płaci za to z pieniędzy zarobionych przez rodziców.
      Gdyby płaciła z uczciwie zarobionych przez siebie.....to byłyby powody do puchnięcia z dumy.

      W tym Twoim układzie nic się nie zmieniło - nadal Ty i tylko Ty opłacasz w 100% potrzeby i zachciewajki córki. Dajesz jej złudzenie samodzielności i dorosłości, a nie prawdziwą dorosłość i samodzielność.

      Gdybyś na przykład dawała jej 80% tego czego ona oczekuje i resztę musiałaby zarobić sama (albo inaczej rozdysponować - kupić np. tańsze buty, ciuchy, używane podręczniki, z czegoś zrezygnować, mniej gadać przez telefon) - wtedy można byłoby powiedzieć, że płynie z tego układu jakaś nauka, a Ty wychowujesz oszczędnego i zaradnego człowieka.
      Obecna sytuacja nic nie zmienia - może poza tym, że może pobrylować wśród mniej zamożnych koleżaneksmile
      • azile.oli Re: pytanie o budżet dziecka 02.04.12, 19:55
        No , jednak powód do zadowolenia (może nie do dumy jest). Bo dziewczyna mogłaby kasę przeszastać na głupoty, albo przebalować, a tymczasem dba o opłaty (wiem, przyczepicie się, że nioe dokłada do czynszu), o jedzenie, opłaca wycieczki , dodatkowe lekcje i kupiła sobie płaszcz, choć mogła wydać na mniej praktyczne bzdety.
        Wiecie, ile dzieciaków dostając 1000 zł dostałoby tzw ''małpiego rozumu'' i eksperyment należałoby przerwać, w dodatku dożywiając delikwenta i może dając mu na bilet, bo za daleko na piechotę do szkoły.
        • asta9126 Re: pytanie o budżet dziecka 03.04.12, 08:45
          Dla mnie to jednak nadal żaden wyczyn ;] Że płaszcz kupiła? Dziewczyny lubią kupować ciuszki, też bym kupowała i to co sezon nowy gdybym mogła smile
          • azile.oli Re: pytanie o budżet dziecka 03.04.12, 09:12
            No dobra, odpuśćmy ten płaszcz, choć mogła wydać kasę na mniej praktyczne ciuchy.
            Ale ogólnie - częśc nastolatków przeznaczyłaby te pieniądze na głupoty, może i zakazane głupoty, więc matka ma świadomośc, że córka głupia nie jest. Z głodu by nie umarła, do szkoły by dojechała, lekcje by zapłaciła, a do czynszu dołożyłaby z funduszy ciuchowych, względnie odpuściłaby wycieczkę.
            • wendd Re: pytanie o budżet dziecka 03.04.12, 12:10
              Oooooo jest o wiele wiele więcej powodów do zadowoleniasmile
              Nie puszcza się, nie morduje, w dealerkę narkotyków się nie angażuje, alarmów bombowych nie wszczyna.....smile
              Naprawdę wyjątkowe dzieckosmile

              Piszesz azile.oli jakbyś tylko z jakąś młodzieżową patologią miała do czynieniasmile
    • prives12 Re: pytanie o budżet dziecka 03.04.12, 10:39
      Niech idzie do pracy.
      • misiaczek1281 a potem rosną rozpieszczone puste lale ! 03.04.12, 12:58
        Ja bym dał swojemu dziecku 80 zł miesięcznie kieszonkowego w postaci gotówki...niech sobie kupi bułkę za 2 zł jeśli będzie w szkole głodna...proszę bardzo...ale po co 17-latce kosmetyki,imprezy i drogie ciuchy? Jak posmakuje drogiego życia to będzie rozpieszczona, rozkapryszona pusta lala...ojca i matkę będzie miała w nosie...zero szacunku !...jak będzie chciała nowe buty bo jej się stare zniszczą to jej kupię buty albo dezodorant raz na kwartał, ale żeby kasę dawać i to tysiąc zł miesięcznie? Niech pozna wartość każdej ciężko zapracowanej złotówki to wtedy doceni inaczej się rozpuści jak dziadowski biczwink...
        • najlepszygeorge Re: a potem rosną rozpieszczone puste lale ! 06.04.12, 17:11
          Jak chcesz zrobić dziada ze swojego dziecka to twoja sparwa, a za tego tysiaka to pewnie druga paris hliton będzie smile
      • azile.oli Re: pytanie o budżet dziecka 04.04.12, 09:18
        Chyba żartujesz, prawda? Nie, nie mam do czynienia z patologią osobiście i wiem, że dla niektórych 1000 zł to ogromna kwotai dlatego mam świadomośc, że jakby niektóre nastolatki taką kwotę do ręki dostały i nie były kontrolowane, to by zgłupiały i po 2 dniach kasy mogłoby nie być.
        Ja sobie obliczyłam, że wydaję na każde dziecko więcej, niż 1000 zł miesięcznie, więc przy takim systemie bym zaoszczędziła.
        A - moje dzieci nie pracują, ale oboje mają stypendia. Nie uważam , że zwalnia mnie to z pokrywaniem ich wszystkich potrzeb (a to normalne dzieci, więc m ówię o potrzebach, a nie spełnianiu każdej zachcianki). Pieniądze ze stypendium traktuję, jakby ich nie było - jak na razie mam obowiązek dziecko utrzymać.
    • fajka7 Re: pytanie o budżet dziecka 04.04.12, 23:00
      Widzę, że stary wątek i doczytałam, że system się sprawdza, więc gratuluję. Również uważam, że zamiast wyciągać co chwilę z portfela 50, 100 czy 200 zł na kolejne wydatki, prościej jest wyasygnować kasę z góry i powierzyć ją 17-latce jeżeli jest rozsądna i godna zaufania. Nie widzę tu żadnych pułapek, gdy dziecko, prawie dorosłe zresztą, zachowuje się odpowiednio odpowiedzialnie.
      Bzdurne są sugestie, że dziewczyna powinna zarobić te pieniądze, bo nie zauważyłam, żeby matce zależało na stwarzaniu złudzenia samodzielności, tylko na zwyczajnym uproszczeniu systemu dystrybucji gotówki na wydatki. Za rok córka może iść na studia do innego miasta i taką lub podobną kwotę rodzice będą jej wysyłać w całości, więc w czym problem?
      W każdej chwili można zmienić zasady, gdyby się ich córka nie wywiązywała z postanowień i po temacie. Na zarabianie ma czas, a teraz może się nauczyć właśnie planowania finansów, podejmowania decyzji, ustalania priorytetów jeśli chodzi o potrzeby itd. Trudno się tego uczyć w ramach 80zł na mc jak ktoś proponował i przychodzenia do rodziców po kasę na każda rzecz.
      Też bym chciała mieć dziecko w tym wieku, któremu mogłabym w takim stopniu zaufać.
    • gaskama Re: pytanie o budżet dziecka 05.04.12, 11:48
      Jeśli masz zaufanie do córki, to jest może i nawet ciekawy pomysł. Ważne jest, by córka nauczyła się tymi pieniędzmi gospodarować. Czyli mają być to pieniąze na jej utrzymanie (książki, ubrania, kawiarnie, hobby, fryzjer) a nie tylko kieszonkowe na własne widzimisie. Myślę, że jeśli Cię na to stać, to jest to rozsądna kwota. Dziewczyna w tym wieku kupuje:
      - perfumy
      - inne kosmetyki
      - ubrania
      - książki itd. itp.
      Poza tym musi wyść do kina, na koncert, do kawiarni.
      1.000 zł to nie aż tak, by poszaleć. Jeśli nie skończy się na ciągłym dokładaniu, to super. Umów się z córą, że wypróbujecie ten model przez .... dajmy na to, że 3 miesiące. To będzie okres próbny a potem zweryfikujecie tę kwotę.
      • gaskama Przepraszam, nie zauważyłam, że wątek juz stary! 05.04.12, 11:59
        Dobrze, że się sprawdza. Też bym chciała coś takiego synowi zaproponować za kilka lat. Myślę, że to może dziecko nauczyć gospodarowania pieniędzmi. Z tego co piszesz wynika, że córka bardzo rozsądna. Gratuluję.!
    • sickrisk Re: pytanie o budżet dziecka 05.04.12, 13:08
      Postanowiłem się wypowiedzieć, gdyż uznałem, że mogę mieć coś cennego do dodania. Jestem z dobrze usytuowanej finansowo rodziny. Obecnie uczę się do matury, chcę trafić na dobre studia. Mam 19 lat. Postanowiłem się wyprowadzić, chciałem trochę pożyć na własną rękę, sprawdzić się. Poprosiłem o 700zł na miesiąc, mogłem bezproblemowo poprosić o więcej. Nie chciałem. Są ludzie, których życie testuje już od samego początku samodzielności. W przeciwnym wypadku trzeba samemu wymuszać od siebie takie testy. Nie mam potrzeb w stylu kosmetyki, ciuchy itp, więc w przypadku młodej dziewczyny te wydatki by wzrosły. Ale ludzie- nie dajmy się zwariować. Za połowę z tych 700zł opłacam pokój. Jakieś 100zł schodzi na papierosy, skręcane, na zwykłe normalnie mnie nie stać. Reszta to wyżywienie, skromna chemia, prasa internetowa (w niektórych przypadkach jest nawet 3 razy tańsza!). Czasami wpadnie jakieś 50zł od dziadków, nie powiem - przydaje się.
    • da-jan55 Re: pytanie o budżet dziecka 06.04.12, 09:05
      Droga czytelniczko emamo !. Moja rada - lepiej oddaj od razu te 1000 zł. na biednych - będzie większy pożytek i zdrowsza córka - nie mówiąc już o twoim zdrowiu psychicznym !!!
    • kasiakolka 5 złotych na dzień 07.04.12, 15:31
      niezłe oczekiwania od życia ma Twoja córa. nalepszą nauka zarządzania pieniędzmi to praca ! własnymi rękoma lub głową jeśli sie człowiek na czymś zna big_grin

      1 000zł to wg mnei stanowczo za dużo ja mam" kieszonkowego" 5 złotych na dzień i to mi musi wystarczyć na cały dzień smile
      Zmiagania z tym aby utrzymać się za 5 złotych dziennie opisuję na blogu: 5-zlotych-na-dzien.blogspot.com/
      Pozdrawiam
      • azeta2 Re: 5 złotych na dzień 07.04.12, 17:55
        ja swojemu synowi ustanowiłem 1200zł a i tak żona mu dorzuca, a poza tym utrzymujemy mu mieszkanie w mieście gdzie studiuje, 1000 zł dla studenta na utrzymanie to normalka
        • beatulek Re: 5 złotych na dzień 07.04.12, 20:33
          Ja zrozumiałam, że te 5 zł dziennie to na "pierdołki". Pewnie mimo tego dziewczyna ma opłacone rachunki, zaopatrzoną przez rodziców lodówkę oraz jest zaopatrywana w niezbędne ciuchy. Zupełnie inna sytuacja niż ta gdy mieszka się oddzielnie, bez rodziców.
    • anten-ka Re: pytanie o budżet dziecka 08.04.12, 20:41
      Mnie uczono zarządzania budżetem dopuszczając do informacji o domowym budżecie, zobowiązań, rachunków domowych, załatwiania spraw w urzędach w imieniu rodziców oraz wypełniania druków na przelewy. Mama planowała wydatki z ołówkiem w ręku, prowadziła "domową księgowość", wprowadzając mnie w ten temat na bieżąco, co teraz mi się przydaje w życiu.

      Samodzielność jest wtedy gdy się na siebie zarabia i mieszka na swoim. A jeśli się nie wyprowadziło od rodziców - dokłada się do rachunków rodzicom z tego co się zarobiło.

      Wasz sposób utwierdzi dzieciaka w przekonaniu, że kasa przychodzi łatwo i że praca za pensję 800-1000 zł na rękę na początku umowy o pracę się nie opłaca bo można poprosić rodziców o "kieszonkowe" w tej wysokości.

      P.S. Ja byłam w pełni "na swoim" w wieku lat 19. Opłacałam nie tylko mieszkanie i życie, ale również szkołę. Zaoczną by móc pracować na pełny etat. Ale dawałam sobie radę, bo matka nauczyła mnie planować w ołówkiem w ręku.
      • okruszek_a Re: pytanie o budżet dziecka 08.04.12, 22:43
        Mnie się wydaje , że tysiąc złotych to dużo jak na panne, która mieszka z rodzicami i nie ponosi opłat za pokój/prąd/gaz/wodę.
        Moja siostra na studiach dostaje od rodziców 1000zł, z czego 300zł to akademik, 80zl bilet miesięczny, 50 zł doładowanie konta w tel.
        Za te pieniądze musi jeść, pić, bawić się, jak trzeba coś skserować, kupić zeszyty, kupić ciuchy, zapłacić za bile do rodzinnego miasta około 20zł.
        Jak już jest w domu mama robi jej "wałówę", więc siostra przez kilka dni na studiach ma obiady. Rodzice też finansują większe zakupy typu kurtlka na zime, buty, ale bez szaleńst.
        W okresie wakacji siostra nie dostaje tych pieniędzy,rodzice dają jej kieszonkowe 200zł. Siostra przez okres wakacji pracuje, trochę przyoszczędza i ma na jakieś ekstra wydatki.
        Nie narzeka, ma się dobrze.
        Napomknę tylko , że ja 5 lat temu skończyłam studia i rodzicę dawali mi 700zł, fakt ceny były ciut niższe, ale z głodu nie umierała,ciuchy zawsze na przecenach kupywałam.
        Mój obecny mąż w tym samym czasie od rodziców dostawał 600zł na miesiąc, trochę dorabiał, więc też miał się nieźle.
    • stolowkowy Re: pytanie o budżet dziecka 15.04.12, 16:28
      daj jej 1000. I tak wyjdzie cie to taniej jak policzysz stressy jakie edziesz miala gdy dostanie tylko 500.
    • alfabetta Re: pytanie o budżet dziecka 16.04.12, 10:29
      Pomysł dobry. Ja w jej wieku miałam to rozwiązane trochę inaczej - każdego miesiąca robiłam ogólny kosztorys na miesiąc następny - podstawowe pozycje to jedzenie, książki, ubrania, bilet miesięczny, itp. Kosztorys do akceptacji ojca. Na ogół akceptował bez komentarza, bo to nie chodziło o to, żeby się wykłócać o ilość wyjść do kina, ale żeby "ograniać swoje wydatki". Jeśli pod wpływem chwili kupiłam drogi sweter to potem nie było kina, pizzy na mieście, a zamiast biletu miesięcznego był rower. Bardzo się to sprawdziło i funkcjonowało aż do osiągnięcia mojej niezależności finansowej.
    • aura1508 Re: pytanie o budżet dziecka 18.04.12, 13:24
      Zawsze dostawałam od rodziców kieszonkowe. Najpierw były to kwoty rzędu 10-15zł na tydzień w szkole podstawowej, w liceum początkowo 100zł miesięcznie na sklepik szkolny, inne wydatki opłacali rodzice.
      Ale...zaczął się okres pubów, koncertowy, imprezowy i niestety 100zł to było trochę mało smile Dlatego dostawałam od rodziców 350zł (z tego opłacałam bilet m-czny ale wtedy czyli ponad 15 lat temu był to koszt rzędu 30zł). Jak na tamte warunki 350zł spokojnie starczało mi na imprezowanie, koncerty, kino czy pub (dodam, że nie byłam typem hulaszczym, raczej spokojna i zrównoważona). Starczało też na kawę czy kanapkę w bufecie szkolnym.
      Miałam najwyższe kieszonkowe wśród znajomych ale....właśnie.....ale....
      Ja dostawałam jednorazowo 350zł a znajomi wyciągali nawet więcej od rodziców ale biorąc mniejsze kwoty.
      Gospodarowałam kasą tak, żeby rodziców nie prosić o więcej na piwo czy inne szaleństwa, było mi po prostu głupio od nich ciągnąc. Kupowali mi ubrania, podręczniki, opłacali korki i zajęcia hobbistyczne, naukę języków. Nie miałam sumienia nigdy prosić o więcej.
      Nie rozumiem dlaczego uważacie, że dziewczyna chce wyciągnąć od mamy 1000zł na narkotyki, pijaństwo itp. Trzeba ufać dzieciom, to jest podstawa ich zaufania do nas smile Myślę, że kwota 1000zł na przyjemności byłaby zdecydowanie za duża ale jeśli w tym ma być wszystko prócz jedzenia oczywiście to uważam, że jest to ok. Dodam, że nauka to jest tak samo ciężką pracą, jaką my dorośli wykonujemy. Dlatego nie zgadzam się z opiniami, że dziecku nic się nie należy. Im szybciej nauczy się "obracać" pieniędzmi tym łatwiej będzie jej później.
      • szanowna_altorka Re: pytanie o budżet dziecka 18.04.12, 23:09
        ja od rodziców na utrzymanie w innym mieście, 500 km od domu dostawałam 900 zł, dawałam radę, choć na początku, jak pokój kosztował 500, (3 lata temu), to było ciężkawo...

        ale danie ciut za mało prowokuje przedsiębiorczość (udzielałam korki, zadbałam o stypendium, uciułało się z 1400 miesięcznie i sobie fajnie żyłamwink)
    • nidelka Re: pytanie o budżet dziecka 20.04.12, 09:01
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Wydaje mi się, że ważne jest nauczenie dzieci gospodarowania pieniędzmi. Jednakże w tym temacie widzę pewne niejasności. Na wszystko to 1000 zł? Jak wyda od razu to nie będzie mieć? W porządku, ale weźmy pod uwagę to, że po 10 dniach nie ma już kompletnie nic, na jedzenie też (bo rozumiem, że na to też te pieniądze mają iść) i pozwolicie dziecku nic nie jeść przez kolejne 3 tygodnie do kolejnej "wypłaty"? Czy to tylko chodzi o jedzenie na mieście? Swoją drogą łatwo wydać na takowe dużą sumę, ale też nie musi codziennie wyskakiwać z koleżankami/ kolegami do knajpy. Zresztą kiedy znajdzie na to czas? Można spotkać się też w domu, zrobić kanapki, herbatę. Poza tym - ciuchów nie kupuje się codziennie, nawet, jeśli chodzi o spodnie czy bluzkę. Chyba, że do tego przywykła, że sobotnie przedpołudnie spędza w galeriach handlowych wyszukując tzw. okazji.
      Tak jak już ktoś zauważył, są rzeczy, które trzeba opłacać co miesiąc - np. karta komunikacji miejskiej. Jak nie będzie miała za co ją kupić, to powie, że nie może chodzić do szkoły, bo nie ma jak dojechać? Dawniej można było kupić karty semestralne - większy wydatek za jednym razem, ale suma sumarum opłacały się i w moim domu zawsze się takie kupowało.
      Co do kina - tu jakoś mnie nie rusza wizja wychodzących rodziców bez niej, bo ona już nie ma na rozrywki. To jest właśnie to, co uczy. Nie masz, nie idziesz/ nie kupujesz. To tyczy się też wypadów z koleżankami. Rodzice zaproszą - nie ma sprawy.
      Moim zdaniem należałoby z córką usiąść i prześledzić wszystkie wydatki, jakie na nią idą. Pokazać, że tyle wydaje się na jej naukę/ dojazdy itp. Dawanie dziecku pieniędzy na coś, na co i tak musicie wydać to tylko pośrednictwo. Tego bym nie wliczała, tym bardziej, że obecnie dużo płaci się przelewami (może córka chce nauczyć się to robić?). Kursy językowe, doszkalające - też w gestii rodziców. Każdy chce dobrze wykształcić dziecko i to w ich gestii leży czy posłać na nie swojej pociech czy nie. Jeśli to nie zabija domowego budżetu, dziecko będzie chodzić czy chce czy nie.
      Więc całą reszta - telefon (tu się zgadzam - wybrać dobry abonament albo kupować karty), kosmetyki (nie musi mieć kolejnego lakieru do paznokci czy balsamu o zapachu truskawek; czasem za dużo się na nie wydaje), rozrywki jak wyjścia, okazjonalne prezenty itp. O.k., na to powinno być kieszonkowe, które ona dostawała. Nie wiem czy jest sens to zmieniać. Chyba, że ustalicie do tego kwartalną kwotę na ciuchy - żeby nie musiała się spowiadać na co, a nauczyła się dokonywać wyborów kupuje ciuchy teraz, za 3 miesiące już pogoda się zmieni i będzie widzieć czego potrzebuje na jesień/ zimę - będzie myśleć z pewnym wyprzedzeniem. Przecież zwykle nikt nie przejmuje się w lecie brakiem butów na zimę. No, chyba, że korzysta w wyprzedaży i za nic ma to, że dla niektórych ten fason będzie już za rok niemodny.
    • marzenkowie Re: pytanie o budżet dziecka 07.10.14, 11:15
      Drogie panie
      gdyby nie maz, pewnie nie znalazłabym tego watku i mojego starego nicka. Tyle czasu przeszło. Chciałam wam napisać jak sprawy się potoczyły. Moja córka zdała maturę, z dobrym wynikiem. Powiedziała nam, ze nie chce iść na studia, bo woli iść do szkoły z zawodem ( rzemiosło )bo to chce robić w przyszłości. Poszła. Przez ten cały czas dostawała te pieniądze tak jak było umówione . Ani razu nie poprosiła o więcej. Jak była już po maturze to w szkole zawodu miała lzej to tyle w domu pomagała, ze jak akurat ja w pracy miałam wiecej roboty to dom jak prawdziwa gospodyni prowadziła.
      Na wakacje pojechala zagranice na praktykę, i była dobra w tym co robi to tam została. Powiedziała, ze więcej nauczy się w pracy w dobrym miejscu niż w szkole. Malo pieniędzy posyłaliśmy , bo dawała rade się utrzymać. Pracowała i niedawno wzięła udział w konkursie ze swojej pracy, bardzo trudnym. I w tym konkursie zdobyła nagrodę i dostala się do ważnej szkoły tego zawodu. Powiedziala, ze jak chce dobrze pracować na swiecie, to musi się uczyć i chciała by tam zostać.
      Szkola jest bardzo droga, ale trudno, szkola dobra i na pewno prace dobra znajdzie, bo w tam wszyscy gdzies prakykuja i pracują i roznych robót się chwyta. Z radoscia na szkole płacimy. I bardzo jesteśmy dumni. Jezyka się poduczyła przez rok , bo angielski to tylko będzie w szkole , ale na ulicy i znajomi to już nie. Ale już sporo mowi.
      I pisze to , bo zadowoleni jesteśmy, to jedno, ale corka po konkursie, był strasznie ciezki, opowiadała, ze już się chciała poddac, ale przypomniała sobie jak jej te glupie 1000 złotych obiecaliśmy dawac. I powiedziała, ze ona wcale nie była pewna , czy sobie da rade zagospodarować , żeby ba wszystko jej starczyło. I ale jak sobie pomyslala, ze mysmy jej wierzyli, i dala rade, to wiedzieliśmy widocznie sami, ze potrafi. I jak jesteśmy za nia w tym konkursie , to tez pewnie jej się uda . I dostala nagrodę!
      I tak z mężem rozmawialiśmy, o tym 1000 zlotych, i to forum sobie przypomniałam, jak mi pisali, ze to na narkotyki, a jak corka na studia nie pojdzie i magisterm nie będzie to ja jestem bogata a glupia i corka tez.
      Jak sobie pomysle, gdybym nie wierzyla córce, i powiedziała cos o narkotykach czy pijaństwie to ona by nie pojechala do tej pracy i nic by nie zdobyla, to mi slabo.
      Mamusia nam mowila, jak dziecko poważasz i nie kłamiesz od urodzenia to i ono będzie ciebie poważać. I będzie uczciwe.
      I pewnie by mnie wszyscy zjedli , jakby wiedzieli ile na szkole daje na semestr czesnego i nie do szkoły , tylko córce wysyłam, i nic nie sprawdzam. I nie bede. I już nie mam po co pisać.
      • marzenkowie Re: pytanie o budżet dziecka 07.10.14, 11:43
        Jeszcze tylko jedno. Jak córka chciala po 1 semestrze wyjechac to zapłacilismy bilety i dali, zeby miala gdzie mieszkac. A jak powiedziala, ze nie chce wracać i woli szkole rzucic a w zawodzie zostac sie uczyc, to sie martwilam. A maz powiedzial, ze mam sie nie martwic, bo jak do tej pory madrze postepowala to widocznie teraz tez wie co robi. A szkola nie ucieknie, a fach w reku jest najwazniejszy. I mysle, ze zle maja te dzieci, co w nie nikt nie wierzy, tylko szuka narkotyków. Jak czytam o zaufaniu ale ograniczonym, to tak jakbym czytała o byciu w ciazy ale tylko troche.
        • paul_ina Re: pytanie o budżet dziecka 07.10.14, 12:07
          smile
          No właśnie, najważniejsze to znać swoje dziecko i pozostawać z nim blisko, nawet jak już mu się pieluch nie zmienia.
          Pozdrawiam serdecznie smile
    • imsad tak 07.10.14, 11:52
      Co do kwoty przyznanego corce budzetu to powinnas najpierw usiąść i określić realne koszty stałe w wydatkach corki czyli poszczególne skladowe : telefon , ciuch, jedzenie , zajęcia dodatkowe , rozrywka etc.
      Taką kwotę córka dostawałaby do dyspozycji np przez 3 kolejne miesiące samodzielnie nią zarządzając (odkładając ewentualne nadwyżki) ,zakładając ,że zarządzi miesiącznym budżetem skutecznie nie powodując ,że w połowie miesiąca zabraknie jej na jedzenie np.
      Uważam ,ze to bardzo dobry trening . Będzie jej o wiele łatwiej kiedy będzie na "swoim".
      Wiele osob nie potrafi zarządzac swoimi środkami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka