Widziałam dziś taką scenkę:
Przy osiedlowym sklepiku stoi dwóch strazników miejskich. Niedaleko pani wyprowadza pieska, nie widzi owych strażników, ale oni widzą ją

Obserwują, co też pani zamierza uczynić, gdy juz piesek wydalił. Pani oczywiście nie zamierzała nic. Odwróciła się z zamiarem powędrowania dalej i w tym momencie ZOBACZYŁA panów w mundurach. Panowie przywołali ją gestem. W tym momencie pani zapewne uświadomiła sobie co się szykuje.
Co zrobiła?
Rzuciła się w stronę kupy i gołymi rękami zaczęła zbierać ją z trawika! Myslałam, że się porzygam. To nie były twarde bobki, o nie

Nie miała przy sobie niczego w co mogłaby to psie kupsko zapakować, więc pakowała po kieszeniach.
Strażnicy tylko kręcili głowami z politowaniem. Żałosne to było.
A ja się zastanawiam, co jest z tymi ludźmi, że dopiero wizja mandatu skłania do posprzątania po swoim pupilu?
Ps. U mnie całe osiedle OSRANE, kupa na kupie.