18_lipcowa1
28.12.11, 17:08
Poszłam sobie wieczorem do Biedronki mojej ukochanej po zakupy.
idę jakoś tak zza zakrętu, skręcam po koszyk, wyciągam rękę a tu siedzi przywiązany pitbull albo coś podobnego i patrzy na mnie. Nie, nie boję się psów, ale autentycznie sie wystraszyłam bo łapę mialam nad nim. Przywiązany był tak jakby obok jednego rzędu koszyków.
Gdyby było ze mną moje dziecko wbiegłoby prosto na niego.
Pies ofkors bez kaganca.
Fajnie, nie czepiałabym sie, ale po co uwiązali psa przy koszykach, raz że straszy, dwa, że przeszkadza.
Poczekalam chwilę, wyszli. Pani normalna, pan obgartus taki z dredami.
Mowie grzecznie ''Proszę psa tak bez kaganca nie wiązac tu gdzie chodza ludzie, zwlaszcza dzieci '', można albo mu kaganiec zalozyc, albo uwiazac dalej''
Pani zajechala standardowym tekstem '' Ale ona niegrozna''
Ja mówie ''Niewazne czy grozna, czy nie. Z reszta ja tego wiedziec nie moge, prawda? Nie musze nawet ''.
Na co odezwał sie mencizna bo do tej pory stał i słuchał ""i co z tego ogolnie ?????"
Ja na to mu '' nic z tego, prosze zakładac kaganiec' albo wiazac psa dalej a nie przy koszykach' i oddaliłam sie.
Na co obdartus '' nie, na złość nie bede zakładać ''.
Usmiałam sie serdecznie z umiejetnosci rozmowy/zrozumienia i tak ogolnie z tego mencizny bo zachował sie jak mały obrażony chłopczyk. Mi on na złosc nie zrobił przeciez....
Spotkałam ich przy osiedlowej- pewnie nie raz ich spotkam - co sądzicie? Odwiązac im tego psa i przestawic gdzie indziej? Czy wołac straż? Robic zdjecie?
Bo pies powinien miec kaganiec prawda?
Czemu wlasciciele psów są tacy tępi?