Mieszkamy na bardzo małej powierzchni w trójkę (my, 6-latek i dwa koty). Mamy dwa pokoje, pokój dziecka i nasz duży pokój, który robi za pokój dzienny, sypialnię i pokój do pracy (oboje z mężem mamy pracę, która wymaga wykonywania jej również w domu przy komputerach). Jednocześnie oboje jesteśmy osobami, które potrzebują trochę wyciszenia, izolacji, żeby zebrać myśli i chwilę odpocząć.
I teraz do rzeczy - najciężej jest w wolne dni, kiedy spędzamy je np w domu - wowczas całe życie toczy się w tym naszym jednym pokoju, dziecko siedzi cały czas z nami, ogląda filmy, gra na kompie lub rysuje, maluje, bawi się - ale najchetniej robi to właśnie z nami, i ja to rozumiem. Problem robi się w momencie, kiedy na tej niewielkiej powierzchni zbierze się tysiąc zabawek, leci jednocześnie jakaś bajka, dziecko szaleje po kanapie, biega itd, wszędzie bałagan - powiem wam, że po weekendzie wieczorem w niedzielę mam ochotę zamknąć się w ciemnej i cichej łazience
Jak sobie radzicie z problemem małych powierzchni? Czy nakłaniacie dzieci do zabawy w swoim pokoju (jeśli mają), po to, aby móc w ciszy i spokoju odpocząć w drugim? Czy telewizor w pokoju dziecka jest rozwiązaniem? (tylko nie piszcie o tym, że tv to samo zło itd, mówię, o NORMALMYM korzystaniu przez dziecko). Czy używacie czasami słuchawek do muzyki lub tv lub kompa, żeby się odciąć?
Podzielcie się swoimi doświadczeniami!!