miobio
09.01.12, 06:57
Moje życie skończyło się,gdy umarł mój ojciec. Miałam wtedy osiem lat i świat się zawalił. Matka nie przejmowała się mną i siostrą zbytnio,zajęta była piciem, kolejnymi kochankami i handlem wódką i walutą obcą. Jeść dawała, owszem,ciuchy dostawałyśmy z kościoła. Miałyśmy z siostrą status "półsierot" dlatego obejmowała nas opieka państwa - były bezpłatne obiady, wyjazdy, kolonie,paczki na święta. Matka zapisała nas do harcerstwa- dzięki temu często wyjeżdżałyśmy i był spokój. Co przeżyłyśmy z siostrą w dzieciństwie opisywać szczegółowo nie będę, powiem tylko, że był to koszmar. Nigdy nie było wiadomo, w jakim stanie będzie matka, gdy wrócimy ze szkoły. Uczyłyśmy się z siostrą bardzo dobrze, kryzys nastąpił w wieku nastoletnim, kiedy to w poszukiwaniu odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia poznałam mojego pierwszego męża. Zaszłam w ciążę trzy miesiące przed maturą. Matka wywaliła mnie z domu. Musiałam dać sobie radę sama, przy nikłej pomocy mojego pierwszego męża (pobraliśmy się, jak córka miała półtora roku) Wynajęłam mieszkanie u mojej ciotki, pracę znalazłam również w rodzinie, była to praca na noce, w dzień opiekowałam się dzieckiem. Sypiałam po trzy godziny na dobę, ale jakoś przetrwałam. Gdy córka skończyła trzy lata moja matka poprosiła, żebym wróciła do domu. Wróciłam. Zamieszkałam z matką w domu moich dziadków. Zajęłam piętro,matka zamieszkała na parterze. Zaproponowała mi pomoc w opiece nad córką,mała poszła już do przedszkola,więc o tyle było łatwiej. Przystałam na jej propozycję i znalazłam pracę na dzień. Pracowałam dużo,ale zaczęło mi "odbijać". Byłam jeszcze bardzo młoda, złakniona wolności, towarzystwa. Zaczęłam chodzić na imprezy,zdarzyło mi się nie wrócić na noc. Zaniedbałam córkę, co miało mieć katastrofalne skutki w przyszłości. Po pewnym czasie poznałam mojego drugiego męża, był to spokojny,pracowity, miły młody chłopak. Wydawało mi się,że zaakceptował moją córkę. Nalegał na ślub, więc go wzięliśmy. I zaczął się kolejny, trwający siedem lat, koszmar w moim życiu. Mąż okazał się psychopatą,dręczącym mnie i córkę psychicznie. Moje dziecko zaczęło mu przeszkadzać, przebywało więc głównie u babci. Awantury były o wszystko - o niedokręconą nakrętkę w butelce, niedokładne (jego zdaniem) umycie spodu patelni itp. Zabierał mi całą wypłatę, potrafił zjawić się w mojej pracy w dniu wypłaty i zabrać wszystkie pieniądze. To on decydował, co i za ile kupimy. Wydatków na moją córkę nie uznawał, brałam po cichu pożyczki,żeby coś jej kupić, dodatkowe godziny ,zrezygnowałam z ubezpieczenia, nasz pracodawca wypłacał nieubezpieczonym osobom "gratyfikację". Dużo by pisać, trwało to długie siedem lat ,nim znalazłam siłę,żeby wywalić go z domu. Znalazłam pracę za granicą. Długo zastanawiałam się,czy wyjechać,ale uznałam,że córka jest już na tyle duża, że mogę spróbować. Nie zwróciłam uwagi, jak bardzo córka mnie potrzebuje. Wiecznie pod opieką zaborczej i apodyktycznej babci, córka czuła się bardzo samotna. Gdy wyjechałam zaczęły się z nią kłopoty.Akurat zdała do gimnazjum, poznała nowe towarzystwo, zaczęła palić, popijać,chodzić na imprezy. Gdy dzwoniłam, babcia ją kryła,mówiła,że wszystko jest ok. Dopiero telefon od kuzyna z rodziny uświadomił mi problem .Wróciłam. Zaczęły się korowody,zmiany szkół, ośrodki socjoterapeutyczne. Pomógł mi wtedy bardzo mój kuzyn, woził mnie i córkę po ośrodkach,wspierał. Sam rozwiedziony, sporo starszy ode mnie, stał się moim najlepszym przyjacielem,powiernikiem. Wkrótce odkryłam, że jestem w ciąży. W rodzinie wybuchł skandal. Wszyscy z mojej rodziny odwrócili się od nas. Matka sprzedała mieszkanie, żebyśmy czasem nie chcieli zamieszkać u niej. Sama zamieszkała w drugim,po moim ojcu. Na szczęście mój mąż (pobraliśmy się) miał dom na wsi,gdzie się osiedliliśmy.Urodził nam się syn, córka powoli wychodziła na prostą, wszystko było na dobrej drodze. Niestety, zaczęłam mieć kłopoty ze zdrowiem,bardzo utyłam (130kg) pojawiły się problemy z zębami, na leczenie których nigdy nie miałam pieniędzy. Córka skończyła 18 lat i wyprowadziła się, nie wiadomo gdzie. Utrzymuję z nią kontakt wyłącznie telefoniczny, gdy zaczynam zadawać niewygodne pytania rozłącza się... jutro kończę 39 lat i mój życiowy bilans wygląda tak - wykształcenie tylko podstawowe, żadnych świadectw pracy, żadnych kursów, 55kg nadwagi i cztery zęby w górnej szczęce. Tkwię na wsi, nie mogę znaleźć pracy. Mam świadomość,że spieprzyłam swoje życie, swojej córce również...