zurawinka12
23.01.12, 08:57
Zadzwonili do nas ostatnio znajomi, których dosyć długo z mężem nie widzieliśmy. Urodziło nam się dziecko, więc zaprosiliśmy ich do siebie, żeby nie tułać się "po kominach" z niemowlakiem. Wszystko super, fajnie, czekamy.
No i wczoraj otwieram drzwi a tam znajoma para z... psem. Znajomi wiedzą, że mamy kota, wiedzą, że jest niemowlę w domu, a zabierają ze sobą swojego pieska... Jeszcze żeby zapytali podczas rozmowy telefonicznej, czy mogą psa zabrac (i tak usłyszeliby nie) ale nie, nic z tych rzeczy. Chyba miałam lekko zdziwioną minę, bo od razu usłyszałam od znajomej "bo nie mieliśmy z kim go zostawić". Eeee, to pies nie może zostać sam na kilka godzin?
Skończyło się mało fajnie, bo powiedziałam, że przykro mi, ale z psem ich nie wpuszczę ze względu na kota, którego NADAL mamy. Obrazili się, pewnie już się nie spotkamy, no cóż.
Albo ja jestem nienormalna albo świat się tak bardzo zmienił. Do głowy by mi nie przyszło ciągnąć do kogoś w odwiedziny swojego kota - moje zwierzątko, mój problem. Psa kiedyś miałam i też z nami nie chodził - kilka godzin w domu wytrzyma. Nawet z dzieckiem staramy się unikać odwiedzin u kogoś, bo jest w fazie dosyć płaczliwej, więc nie jest to zbyt komfortowe. Nie rozumiem tego... Musiałam się wyżalić.