Hej pracujące Mamy

, glownie wiecej niz jednego dziecka

Mam w domu dwa Szkraby, 4.5 roku i niemal 2. I chyba sie wypaliłam. Moj problem jest taki, ze nie czuję radosci (poza ulgą, ze koniec pracy i ze znow zobacze dzieci i meza) z powrotu do domu. Nadchodzi pora powrotu, wchodze i pustka... przytulam dzieci oczywiscie, szykuje cos tam do jedzenia, pogadam chwile z niania... i potem tak wisze, az dzieci pojda spac (ostatnie o 22.30). Potem ogarniam dom razem z mezem i padam. i rano od nowa.
nie jest to kwestia zmeczenia praca, bo w weekendy - o ile czegos nie zorganizuje - typu kino , znajomi, sala zabaw, park, czy nawet market, bo dla dzieci to tez frajda... to tez po odbebnieniu prac domowych (ktore nawet lubię) odbijam sie od sciany do sciany, doglądając dzieci.
Wpadam w jakies takie odrentwienie(znudzenie?), ze nawet nie potrafię sie kreatywnie zając dziecmi.
Wydaje mi się, ze moj problem to taki, ze zapomnialam jak przyjemnie spedzac czas, w pojednykę, jak zajac sie sobą.
Tylko czy to sie da robic przy dzieciach? Wiem co lubie- lubie czytac, malowac, rysowac, robic na drutach, gotować, pisac maile do rodziny, grzebać na Allegro (ciuchy

, etc.. tylko nie da sie w zasadzie nic z tego robic z dwojka Maluszkow dookola(ze starszym jeszcze tak, ale mlodszym juz zupelnie nie, potrafi sie zajac soba, ale o dziwo tylko wtedy, jak widzi, ze ja sie niczym nie zajmuję

))). A wieczorem juz nie mam sily. znow w weekendy tez nie chce dzieci na pol dnia na polkę odstawiac i zajmowac sie sobą, bo przeciez one sa wytesknione i mnie potrzebuja...
ale efekt jest taki, ze ostatnio jak moglam wyjsc wczeniej z pracy i bylam o 13.00 w domu z dziecmi, to do przyjscia meza z domu ratowal mnie telefon z mama i SMSy z kolezanka...
myslalam, ze z nudów padne.
Macie cos takiego??? moze po 4.5 roku aktywnego matkowania sie wypalilam??
Wstyd mi normalnie, ale nie wiem co z tym zrobic. jak wykrzesac z siebie energie do zajecia sie dziecmi, jak zając sie sobą.....
jak to jest u Was?
pozdrawiam!
ludzinka