Tytuł trochę z kosmosu, wiem

Od wielu lat planujemy budowę domu. W tej chwili mieszkamy u moich rodziców ale dom będzie brata, ja dostałam działkę. Liczyłam liczyłam i wyszło mi ze albo liczymy na cud albo budujemy niewielka parterówkę albo mieszkamy pod mostem. Oczywiście z kredytem.
Mężowi pomysł się podoba ale... autko szwankuje, trzeba by trochę włożyć i małżonek stwierdził że go sprzeda i kupi inne. Z kredytem. Myślałam że go zabiję. Uważam że jest nieodpowiedzialny a on że ja, bo auto się popsuje całkiem i wtedy nikt go nie kupi. Tyle że ja nie zamierzam go sprzedawać. I tak się kłócimy od kilku dni.