elmira_k
15.03.12, 20:55
Dzisiaj po 22 latach małżeństwa podjęłam decyzję o rozstaniu z miom mężem. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem, przynajmniej tak mi się wydawało. Po 8 latach mąż mnie zdradził. Miał dosyć długi romans. Ja przeżyłam depresję i długo dochodziłam by mu ponownie zaufać ale udało się. Byliśmy szczęśliwi przez kolejne lata. Aż do stycznia tego roku. Zaczęło się coś psuć. Zaczęłam się czuć tak jak 14 lat temu kiedy był zaangażowany w romans. Rozmawiałam, pytałam co się dzieje ale twierdził, że nic. Pytałam czy chodzi o kobietę ale zaprzeczał. 2 dni temu powiedziałam, że jeżeli nie ma nikogo na boku to będę walczyć o nasz związek bo go kocham i warto z nim być. Lecz jeśli robi mi powtórkę sprzed 14 lat to rozstaniemy się i ja nie będę chciała go znać. Powiedział, że nie ma żadnej kobiety, kocha mnie i postara się byc lepszym mężem. Nawet wtedy bardzo fajnie gadaliśmy długo w nocy. Mój spokój trwał dwa dni. mąż dalej był jakiś nieobecny. I wtedy zrobiłam coś czego nigdy nie robiłam - wzięłam jego telefon i dowiedziałam się, że właśnie od końca stycznia ma romans z młodą dziewczyną (on 43 ona 28) moja reakcja była taka że kazałam mu się spakowac i wynosić z domu. Prosił bym nie podejmowała takiej decyzji, że mnie kocha , że ten romans nie ma znaczenia bo dopiero 1,5 miesiąca i on nie chce się ze mną rozstawać i kocha nasze dzieci i nie wyobraża sobie życia beż nas itp.itd. Nie będę pisać co czuję bo to koszmar. Zdecydowałam, że to koniec naszego wspólnego życia. Proszę powiedzcie, że moja decyzja jest słuszna, że nie można mu już zaufać i że to jedyne wyjście z sytuacji. Różne mysli krążą po mojej głowie. Jestem w takim stanie że wzięłam urlop na dzisiaj i jutro bo cały czas płaczę...i nie daję rady
Elmira