Dodaj do ulubionych

Jednak nie słuchali

    • damajah Nie można naprawić, trzeba wziąć odpowiedzialność 14.04.12, 13:17
      Czasem nie da się naprawić, zmienić. Trzeba to uznać. Trzeba też wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje decyzje a nie spychać winę na innych. Zresztą są też dobre strony, istnienie człowieka ciężko uznać za fakt negatywny. To co musisz zrobić to zrozumieć że popełniłaś błąd zgadzając się na ciążę (tak, TY - zdecydowałaś się i weź za to odpowiedzialność) i że nie da się tego cofnąć ani "naprawić" Efektem tej ciąży jest człowiek - może teraz jako że dzieci nie znosisz i nie masz cierpliwości nie potrafisz tego człowieka kochać ale nie zakładaj że jak ten człowiek dorośnie to go nie pokochasz/nie polubisz. Jeśli nie widzisz możliwości życia z teraz z dzieckiem pod jednym dachem tak żeby nie krzywdzić dziecka i Ciebie to odejdź. Myślę że w tak skrajnym przypadku takie kategoryczne działanie może być konieczne. Być może odpowiedzialne zachowanie tutaj to nie zostanie i na siłę próba pokochania a w rzeczywistości krzywdzenie całe życie dzieciaka i to potężne - tylko właśnie zostawienie go ludziom którzy nie będą krzywdzili i będą kochali. Umożliwienie normalnego życia. A może jak będziesz osobno, odetchniesz to też zmienisz stosunek do dziecka. A może nie teraz, może jak podrośnie i nie będzie tak czasochłonne i denerwujące. A może nigdy - ale przynajmniej dziecko nie będzie rosło w poczuciu że jej nienawidzisz i żałujesz że ją masz...bo to jest straszne poczucie dla każdego człowieka sad
    • edelstein Re: Jednak nie słuchali 14.04.12, 18:17
      Caly swiat jest “be“,a ty niewinna lilija pokrzywdzona przez wszystkich,bo zmuszona do macierzynstwa.Jestes zalosna.Tym bardziej,ze znam kobiete “zmuszona“czytaj zgwalcona i pozostawiona samej sobie.Dlugo wpierala wszystkim,ze jej dziecko to wynik one stand night (zupelnie do niej nie pasujace)Nie usunela,bo bylo to wbrew jej przekonaniom.Ty zostalas zmuszona,to co ona ma powiedziec?Rozmawialam z nia wielokrotnie,rozwazala w pierwszym momencie oddanie dziecka rodzinie,adopcje ze wskazaniem.Powiedziala do mnie G. byly dni,ze nie wiedzialam co zrobic,co bedzie najlepsze dla nas“ w rezultacie stwierdzila,ze wezmie odpowiedzialnosc podwojna,bo za siebie i za tego gnoja co ja zgwalcil.Ona nie winila calego swiata za to co sie stalo ani tez siebie,a mogla,bo ona jest ofiara,ty nia nigdy nie bylas i nie bedziesz.Nawet jak wyprodukujesz milion postow.Spakuj sie i wyp...z zycia tych wszystkich ludzi,bo to im je niszczysz,a nie oni tobie.

      Szczerze noz mi sie w kieszeni otwiera jak czytam twoje wywody.
    • thana203 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 07:31
      Do autorki wątku:

      Dwie rzeczy mnie u Ciebie zaskakują:
      1. Dlaczego tak bardzo zwracasz uwagę na to, co ktoś tam mówi o Twoich powinnościach? Dlaczego punktem odniesienia są przekonania innych ludzi, a nie Twoje własne? Ktoś tam powiedział, co wiedział i tyle. A Ty ciągle się do tego odnosisz i decyzje podejmujesz "za" albo "przeciw". Próbowałaś myśleć o swoim życiu bez odniesienia do wypowiedzi innych - nie "za", nie "przeciw", tylko "obok"?
      2. Wciąż "dziecko" i "dziecko". Twoja córka jest osobą, człowiekiem. Z dziecięctwa się wyrasta. "Bo ja nie lubię dzieci" - piszesz. Ale ona nie będzie tym dzieckiem wiecznie. Można się skupić na niej, jako na człowieku, który na razie cierpi na "dziecięcość", ale to przejdzie. Dziecko nie jest odrębnym gatunkiem, tylko przynależy do gatunku ludzkiego i nawet u bardzo małych ludzi widać nie tylko "dziecięctwo", ale także człowieczeństwo. Możesz nawiązać więź z człowiekiem, nie z dzieckiem. Chyba, że ludzi też nie lubisz?
      • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 11:51
        ad. 1. niestety dałam się wychować na "grzeczną dziewczynkę" która zawsze słucha "mądrzejszych". Nie umiem walczyć o swoje, nawet gdy jestem święcie przekonana o swoich racjach daję się przegadać. A najgorsze, że w praniu wychodzi, że w przeczuciach się nie mylę i jestem na siebie jeszcze bardziej wściekła bo najpierw dałam sobie wmówić, że jestem dzieckiem które się na życiu nie zna bo wbrew modzie mam swoje zdanie które mi podpowiada, że dla mnie jest inna droga a potem się okazuję, że właśnie byłam dzieckiem bo nie postawiłam na swoim. (tak w nawiasie, zawsze mnie uczono, że tupanie nóżką z uporem wbrew "mądrości ogółu" jest właśnie oznaką niedojrzałości).

        ad. 2. to może nie zaskoczyć: wśród moich młodszych znajomych tych których poznałam jako dzieci w dalszym ciągu odbieram jako jednostki wybitnie wkurzając mimo, że obiektywnie potrafię stwierdzić, że to już dorośli ludzie. Na moje szczęście w moim otoczeniu było niewiele dzieci a jak już były to znajdowały się jakieś inne nastolatki pragnące zabawy żywą lalką.
        • marzeka1 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:00
          Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że chodzisz/przechodzisz terapię, aby sobie ze swoim problemem poradzić.
        • princess_yo_yo Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:11
          zrob sobie przysluge i idz wreszcie na terapie. zrob to dla siebie przede wszystkim, a przy okazji pomozesz tez i swojemu dziecku i mezowi, nawet jesli nie chcesz. idz, zanim sie tak oderwiesz od rzeczywistosci ze juz nie bedzie odwrotu.
        • sumire Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:17
          no dobra. dałaś się wychować na grzeczną dziewczynkę. ale już dziewczynką chyba nie jesteś, co? to może czas złapać kierownicę we własne rączki?
        • yenna_m Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:19
          ale chodzisz na terapie?
          tarapię asertywności i terapię, która pomogłaby Tobie poukładać swoje życie?
          • yenna_m Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:21
            acha, poszłabym na Twoim miejscu też do psychiatry (równolegle z terapią u psychologa)
            lekarz jak lekarz, nie ma się co wstydzić (sama chadzam, żyję, mam się dobrze)
            a czasem naprawdę potrafi pomóc farmakologicznie wyciszyć to, czego psycholog nie wyciszy, żeby zebrac się do kupy i zacząć współpracować z psychologiem na terapii
            • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:36
              przyznam ci się, że gdy pytałam lekarzy do kogo (w sensie specjalności) mam się zwrócić o pomoc to albo robili wielkie oczy z zaskoczenia albo kręcili głowami. Zastanawiam się czy to jest takie tabu i nikt nie wierzy, że można mieć taki problem czy w inny sytuacjach jestem na tyle opanowana by po prostu oni stwierdzali, że sobie wydumałam problem.
              • princess_yo_yo Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:46
                ale ty jestes w stanie sama sie zapisac na wizyte do psychiatry albo psychoterapeuty. jak inni lekarze nie pokaza palcem to sie nie da? serio pytam.
                • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:58
                  teraz już się zapisałam do psychologa. sama (spory sukces)
                  Ale był moment w którym wszystko co byłam w stanie robić to prosić męża (zapisz się to ci potowarzyszę)

                  A po co dopytywać się u lekarzy? Na przykład ja nie wpadłam na endokrynologa... Ale nie bój się, żaden z lekarzy których prosiłam o taką radę nie splamił się odpowiedzią odbiegającą od standardowego "to niemożliwe" "odpocznij" "machnij se drugie dziecko to nie będziesz miała czasu na takie du.perele"
                  • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:09
                    a już się zapisalas. To teraz dzisiaj dla dany jak zadzwoni ktoras babcia, to na pierwsza zlota radę rzeknij odpie...się w końcu z tymi radami, co. I się rozlacz i wylacz komorę. Uwierz, poczujesz, jakbys pierwszy raz w życiu nabrala powietrza w pluca aż do końca.
                  • princess_yo_yo Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:34
                    swietnie ze sie zapisalas, rozumiem wiec ze bedzie to regularna terapia i chcesz nad soba i swoim zyciem pracowac.

                    nikt nie kwestionuje sensu domagania sie pomocy od lekarzy, ale za jakies 6 miesiecy terapi moze zobaczysz jak nieadekwatna do obecnej wymiany zdan jest twoja tyrada na ten akurat temat.
              • antyideal Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:56
                Mozesz tez zorientowac sie, gdzie jest najblizszy osrodek pomocy społ., jest tam prawdopodobnie tzw.koordynator, opowiedziec ogolnie o swoim problemie i wskaze Ci miejsce gdzie mozesz szukac pomocy, osrodek wsparcia rodziny, czy cos inn.
              • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:01
                Jak się zapisać do psychologa : szukasz poradni zdrowia psychicznego na nfz w google w swoim mieście. Dzwonisz, ze chcesz się umowic na pierwsza wizytę do psychologa, nie musisz rejestratorce opisywać problemu. Nie musisz mieć skierowania od lekarza rodzinnego. Umawiasz termin i w gabinecie opisujesz, w czym problem widzisz, a resztę on dam z ciebie wyciagnie.
          • iuscogens Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:32
            yenna, takie terapie kosztują i to pewnie nie mało, autorka nie pracuje i nie ma super sytuacji finansowej. Chyba, że takie terapie są na NFZ, to byłoby dla mnie zaskoczenie.
            • princess_yo_yo Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:36
              nfz w pl nie zajmuje sie zdrowiem mentalnym? jakos trudno mi w to uwierzyc.
            • antyideal Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:44
              Dlatego polecam zgloszenie sie do opieki spolecznej, sa rozne instytucje, ktore pomagaja bezplatnie kobietom w trudnej sytuacji, takze w sytuacji przemocy psych.a na taka w zwiazku sie skarzyła.
            • yenna_m Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 18:07
              no ale psychiatra jest za darmo
              moim zdaniem warto się przejść
        • thana203 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:21
          Myślę, że terapia behawioralno-poznawcza by Ci pomogła. Masz irracjonalne przekonania, które utrudniają Ci prawidłowy odbiór rzeczywistości. Ale skoro je masz, to znaczy, że do czegoś są Ci potrzebne. Nie pozbędziesz się ich sama, ale pod opieką terapeuty możesz to zrobić. W orientacji behawioralno-poznawczej terapeuci pracują właśnie z przekonaniami. Z tą "antydziecięcością" to wygląda wręcz na rodzaj fobii, która też się nie wzięła z powietrza przecież. Terapia behawioralno-poznawcza daje dobre efekty w leczeniu fobii. Spróbuj. Nie ze względu na dziecko, ale dla własnego dobra.
        • doczegotopodobne Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:14
          Nie odpowiedziałaś na moje pytania, wkleję post raz jeszcze:
          Obawiasz się, że "zostaniesz zupełnie sama", a jednocześnie masz fatalne stosunki z tymi, których utraty się obawiasz. Nie lubisz ich, obwiniasz o wiele rzeczy, ale nie chcesz, zeby cie porzucili. O co chodzi?

          I pytanie: czego ty właściwie chcesz? Ja rozumiem z twoich postów jedynie to, że chcesz, zeby ci ludzie przyznali rację, że można nie kochać dziecka i że błędem było powoływanie go na świat. No to wyobraź sobie, ze ci rację przyznają. I co dalej?
          • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:33
            zabiegam o akceptacje MNIE i MOICH WYBORÓW. Widzę jakie jest to idiotyczne... Bo nie wierzę, w swoje wybory a moje poczucie własnej wartości właśnie uciekło przez szparę pod drzwiami nawet się nie rąbiąc w łeb.

            Nie wiem, co bym zrobiła gdyby mi teraz przyznali rację.
            • doczegotopodobne Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:43
              Twoim wyborem było zajście w ciążę i urodzenie dziecka. Co oni mają tu akceptować?
              Akceptacji jakich innych wyborów poszukujesz?
              Lubisz tych ludzi, naprawdę ci na nich zależy? Po co ci do szczęścia ich akceptacja? Co będzie, jeśli nigdy jej nie zdobędziesz?
              Najważniejsze pytanie: Jakie znaczenie dla twojej obecnej sytuacji ma to, że ktoś ci przyzna rację, że faktycznie nie powinnaś była zachodzić w ciążę?
            • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 13:53
              Po to idziesz do psychola, aby się nauczyć wdupiemania. Uznaj, ze problem masz rozwiazany i ze za parę mcy niczyja akceptacja nie będzie Ci potrzebna. A teraz idź na cos niezdrowego do mcdonalda z dzieckiem, np. lody z polewa. Potem oglądajcie w tv durne programy lub wlacz mu bajkę a sama sobie cos poczytaj.

              I koniecznie wkurw jakas krewna przez telefon, teraz Twoja kolej na odwet smile

              A jak wygląda Twoja syt. finansowa, pracujesz? Czy dziecko chodzi. do przedszkola?
              • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 14:33
                dziecko usiłuję zapisać do przedszkola, u nas nabór jeszcze trwa.

                Finansowo kiepsko. Pracy brak. No i "kochający" mąż który niby z jednej strony mi kibicuje a z drugiej strony wyraźnie widzę, że jego ego może nie wytrzymać jak ja pójdę do pracy (cokolwiek nie robię w temacie "wyjście do ludzi" do pewnego momentu mi kibicuje ale gdy widzi, że doprowadzam sprawę do finału nagle dowiaduję się, że moje osiągnięcie nie było warte kiwnięcia palcem, i w ogóle to się ośmieszam robiąc to czy tamto, kto zatrudni babę z taką dziurą w życiorysie, po co w ogóle chcę pracować przecież każdy gupi wie, że kobieta z dzieckiem to nawet na waciki nie jest w stanie sobie zarobić)
                • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:00
                  a to i mezus zjebany jak reszta rodzinki poprawią dnie ego Twoim kosztem. Bo to koniec rozmow z nim i zwierzania się. Jak cos pie... krytycznego, powiedz mu ZAMKNIJ PYSK FRAJERZE i rob swoje, znajdź prace w warzywniaku, a dziecko podrzucaj kochajacej babci, polu nie dostanie się do pkola.

                  Ja moje sloneczko od razu bardziej polubilam, od kiedy prawie wcale go nie oglądam. Trzylatki SĄ denerwujace i tyle. Za to są już dość duże, by uczestniczyć w przyjemnościach, które dostarcza sobie mama, tj. zakupy, durne programy w tv, gierki komputerowe. Siedzi pierdek i patrzy, jak stawiasz pasjansa i jest mu rozkosznie. Lepiej tak, niż się zmuszać do czytania bachorowi bajeczek a w myślach planować dobudowanie progu w lazience.
                • asocial Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:07
                  a ja tobie serdecznie wspolczuje. Naprawde.
                  Mysle, ze tutaj jest wiele problemow pomieszanych.

                  Z jednej strony brak pracy- nie bylas psychicznie przygotowana na rezygnacje z wylaczenia sie na te 8h dziennie (czyt. praca). Od poczatku sobie tego nie wyobrazalas, a z tego co rozumiem, siedzisz w domu juz prawie 4 lata. Jestem przekonana, ze wiekszosc pracujacych ematek tez by wysiadla, gdyby tyle czasu byla poza rynkiem pracy.

                  Z drugiej strony- jesli chodzisz na terapie, pewnie juz sama do tego doszlas- brak zaufania do wlasnych decyzji, niskie poczucie wlasnej wartosci, ergo ufasz/ ufalas bardziej opiniom osob z zewnatrz niz Tobie samej. Kazdy w jakims momencie zycia popelnil ten blad, ty go popelnilas na poniekad wielka skale- zdecydowalas sie, lecac po opinii innych, na totalne przemeblowanie Twojego zycia.
                  I tego juz nie zmienisz.

                  Mozesz oddac dziecku mezowi, porzucic rodzine, uciec, nienawidzic tego dziecka i zle je traktowac- ale zawsze bedziesz nosic ze soba ciezar w postaci dziecka.

                  Jedyne co mozesz w tej sytuacji zrobic, to szukac jakiegos rozwiazania- chodzisz na terapie- to bardzo OK.
                  JEsli jednak chodzisz juz kilka lat, a wciaz nie ma zadnych efektow, to moze jednak zmien psychologa.

                  Nie nauczysz sie kochac, ale moze znajdziesz w sobie uczucia, ktore wczesniej byly pokryte wstydem, zalem, poczuciem winy. Wg mnie efektem terapii powinien byc ¨luz¨, wybaczenie sobie samej tej decyzji (wyobraz sobie np, ze w Twojej sytuacji jest twoja najlepsza przyjaciolka, siostra, albo w przeszlosci matka, czy babcia). Wtedy latwiej bedzie poniesc konsekwencje decyzji i moze nawet znajdziesz w tej sytuacji jakies pozytywne aspekty.

                  Bo teraz wchodzisz w spirale bez wyjscia- zachowujesz sie w stosunku do corki (wg ciebie) zle, nie kochasz jej, jestes wsciekla na sama siebie ,na wszystkich wokol- im bardziej bedziesz w te spirale wchodzic, tym trudniej bedzie Tobie z niej wyjsc.

                  I wbrew wszystkiemu, bardzo mi Ciebie szkoda- mnie tez wiele osob ¨namawia¨ na dziecko, przeprowadzalo ze mna rozmowy, tlumaczenie, jak jest pieknie. i moze i jest, cos w tym musi byc, skoro tyle osob sie decyduje na dziecko, ale niekoniecznie musze sie decydowac ja. Mnie pomoglo, ze w odpowiednim momencie poznalam kilka kobiet i kilka par, ktore z wlasnego wyboru dzieci nie maja. Poznalam dwie strony medalu i teraz decyzja nalezy tylko do mnie.

                  Ty pewnie do tej pory bylas dosc slaba, latwo sie poddawalas emocjom innych, teraz sama widzisz, ze popelnilas blad (kazdy popelnia bledy, nie kazdy takiego kalibru, ale zle decyzje podejmuje KAZDY), z pomoca terapeutki zaakceptuj to, nie szukaj winy w innych i naucz sie zyc dalej.

                  Na koniec podam, dla wielu troche kontrowersyjny przyklad, ale z ¨traumami¨ (poniewaz najwyrazniej ta nieudana decyzje i jej konekwencje sa traumatyczne) da sie zyc, nalezy je zaakceptowac i nauczyc sie zyc z konsekwencjami- np. ofiary gwaltu, wojny, terroryzmu, etc.
                • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:10
                  Aha. Nawet jak bachora nie lubisz, to codziennie rano go ucaluj w czolko, dupke czy co tam wolisz i mu powiedz, mamusia kocha cię najbardziej. na świecie. Wieczorem to samo zrób, tak jak jesc dajesz to te gadki musisz mu serwowac.
                • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:10

                • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:16

                • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 16:45
                  Aha. Nawet jak bachora nie lubisz, to codziennie rano go ucaluj w czolko, dupke czy co tam wolisz i mu powiedz, mamusia kocha cię najbardziej. na świecie. Wieczorem to samo zrób, tak jak jesc dajesz to te gadki musisz mu serwowac.
                  • atowlasnieja Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 17:14
                    marny pomysł. Próbowałam i niemal się udławiłam takim kłamstwem.
                    • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 18:06
                      To pocwicz, w końcu to nie kod z polykiem smile
                    • gryzelda71 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 18:07
                      Dasz radę.Za chwilę będzie troszkę starsze to samo będzie ciebie unikać,na razie nie rozumie i nie umie.Bardzo smutna historia.
    • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 12:49
      Tez czasem nie lubie mojego trzylatka. Tobie polecam

      _terapie u psychologa, abys nauczyla się odpowiadać, odwal się, na wszelkie swiatle rady co to nie powinnas zrobić, bo to przez z dupy wzięte oczekiwania debili i swój wlasny brak asertywnosci nie lubisz swojego bachora

      _zerwanie kontaktów z przemadrzalymi osobami, już, natychmiast.

      _polubisz swojego pierda jak tylko będzie wylacznie Twoj i meza, nie posranych ciotel i babc dobra rada

      _glosno sobie powtarzaj zlote zdanie TO NIE TWOJA SPRAWA i uzywaj go na każda złotą radę, choćby nie wiem jak madra.

      _jak już w ten sposób nabierzesz pewności siebie, za jakoś rok, to będziesz gotowa na oszczedne kontakty z dziadkami kto. ale na Twoich warunkach, i to krótkie godzinne spotkania pro forma i do pierwszej toksycznej uwagi.

      _trzymaj się. Nie musisz kochać dziecka i nie możesz nawet, bo zabito w Tobie te milosc. Dasz radę odbudowac choćby sympatie, ale tylko w samotnosci z dzieckiem

      _wiele matek nie lubi swoich dzieci, tylko nie mówi o tym glosno, a daje upust niecheci za zamkniętymi drzwiami. Ty się przyznajesz do niecheci i to już pierwszy krok do. ,uzdrowienia, Ciebie
    • melancho_lia Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 14:31
      1. Idź do lekarza- pyschiatra/psycholog- aler znajdź kogoś, kto się zna na takich sprawach i znajdź koniecznie terapię.
      2. Zerwij kontakt ze wszystkimi toksycznymi osobnikami- przynajmniej do czasu az sama będziesz silniejsza i nie dasz sobą tak manewrować.
      3. Zrobiłas już pierwszy krok bo zdajesz sobie sprawę ze swojej niechęci i swoich uczuć. Pytanie tylko czy chcesz cokiolwiek w tej sprawie zmienic aby samemu poczuć się lepiej.
      Bo o smopoczuciu Twojego dziecka pisać nie będę, zrobiły to już koleżąnki z wątku.
    • jagienka75 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 14:55
      Trzeba było nie decydować się na dziecko tylko dlatego, że mąż chciał zostać ojcem.
      On być może znalazłby kobietę, która go zrozumie, Ty miałabyś dziś spokój i nie jęczała byś wciąż tutaj, jaka nieszczęśliwa dziś jesteś jesteś.
      • totorotot Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:03
        o jezu jagienka, ale jesteś zajebista, ja bym sto lat myslala i bym nie wymyslila tak madrego postu
        • jagienka75 Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:08
          A ty dawaj jej dalej swoje mądre rady, z których i tak nie skorzysta.
          Powodzeniasmile
    • asia_i_p Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 15:40
      Przykro mi i współczuję - ja po trudnym starcie pokochałam. Tak jak jedna z dziewczyn pisała, pokochałam jako konkretną osobę, bo nie potrafię kochać inaczej. Też na początku byłam nadmiernie nerwowa i agresywna - ale dziecko mnie wychowało.
      Życzę Ci, żeby Wam się też udało. Dla mnie początkiem przełomu było, kiedy babcia powiedziała mi, że dziecko jest bardzo fajne, bo je bardzo dobrze wychowuję. Nie masz wpływu na otoczenie, ale możesz zrobić to dla siebie sama - zapisz sobie wszystko, co jako matka robisz dobrze i wszystko, co ci się podoba w twoim dziecku. Może nie jest tego tak mało?

      Prawdą jest, że dziecko potrzebuje miłości. Ale i prawdą jest, że nie da się wyprodukować miłości na zawołanie. Odetnij się całkowicie od ocen otoczenia, skup się tylko na sytuacji swojej i dziecka. Co było, to było. Podejdź do tego tak, że masz teraz dziecko, którego nie chcesz oddać. Tak, jakby ci je teraz zostawiła np. siostra - masz je i już, jesteś za nie odpowiedzialna, tak wyszło. Staraj się je polubić jako człowieka, za którego odpowiadasz, być wobec niego w porządku, zamiast dążyć za nieuchwytnym ideałem macierzyńskiej miłości. Co innego możesz zrobić?

      I nie oceniaj siebie, ani dziecka, na bazie tego, że nie pokachałaś. Ani ty nie zawiodłaś, ani ono, trafiło na was po prostu - mieliście pecha.
      • edelstein Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 17:00
        A ja jej nie wspolczuje,od dwoch lat nie robi nic choc rady z tego watku sa jej dawane nie pierwszy raz,grono odpowiadajacych sie niewiele zmienilo.Teraz panna chce akceptacji jej wyborow i zachowania.Tzn ona taki wybor podjela,ze bachora kochac nie bedzie,a otoczenie ma patologie akceptowac?smieszne i straszne.Mozna akceptowac gdy ktos jest chory,ona nie jest chora,ona zwyczajnie chce byc inna i udowodnic calemu
        swiatu,ze “tak tez mozna“ i “ona ma racje“.Nie ma racji i noe otoczenie jest tu winne,bo ile choroba to choroba trzeba pomoc to wrodzone stawianie siebie na pierwszym miejscu i udowadnianie,ze “zlo“ jest dobre nie musi byc przez
        nikogo akceptowane.Dziwie sie otoczeniu,ze
        jeszcze probuja,ja bym ja wykreslila i otoczenie ma
        do tego pelne prawo.Nie chce zyc w okreslonych strukturach spolecznych to niech zyje poza nimi.ilu osobom ulzy.“Porzucic“ tych ludzi jest najlepszym co moze zrobic.Poza tym dla niej wszyscy sa “be“nawet szef,ktorego sie okazuje nie ma w tej chwili. Stosunek do dziecka to jeden z wielu jej odpalow.Wybacz nie wierze,ze wszyscy,ktorych zna sa tacy “anty“ i betony,na forum tez powoli wszyscy staja sie takowymi.Jej nic nie pomoze,ona chce taka byc,to niech bedzie.Nie widac krzyku rozpaczy “chce to zmienic“ tylko “nie zamierzam sie zmieniac,akceptujcie to barany,zem wyjatkowa“.
        Wybacz,socjopata,ktorego znam jest w porownaniu do niej jak aniol,a on jest chory,a nie ma takie widzimisie.
        • edelstein Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 17:06
          Ona jest jak Brevik,poniewaz spoleczenstwo nie kapuje jak mozna byc takim(nie unaja podobnych przypadkow) to szukaja u niego na sile choroby psychicznej i probuja tlumaczyc“afektemi“,“chwilowa niepoczytalnoscia“choc on sam mowil,ze nie mialo to miejsca,taki jest i zrobilby drugi raz.Wybacz ona po prostu taka jest,rozgrzeszenia jej nie trzeba,a akceptacji nie diswiadczy jak i Brevik.
          • asocial Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 17:08
            edelstein, odstaw te dragi, bo kiepskie jazdy masz
            • martaka1only Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 20:23
              To chyba jakaś podpucha. Wpisałam w wyszukiwarkę, znalazłam chyba pierwszy wpis, z 2008. Jak to możliwe, że przez 4 lata ten sam problem, te same rady .I dalej to samo?? To po co było się wzruszać nad "biedną osaczoną " kobietą. Ona (jeśli to w ogóle kobieta),nie potrzebuje rad, pociechy. Ten ktoś albo mąci na forum, albo jest ciężko zaburzony.
              • martaka1only Re: Jednak nie słuchali 15.04.12, 20:51
                A następnym razem co napisze? "Że kocyk był za śliski"??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka