Dodaj do ulubionych

głodny mąż

17.04.12, 16:20
Czy kobieta pracująca jest zwolniona (?) z obowiązku wyprodukowania obiadu dla męża? Czy brak obiadu (dla męża) może być uzasadniony innymi (nowymi) obowiązkami wykonywanymi przez żonę (praca, gotowanei dla dziecka, przygotowywanie SOBIE posiłku do pracy)?
Czy OBOWIĄZKIEM małżeńskim żony jest odżywianie męża?
Czy raczej - jeśli żona nie daje rady ugotować hurtowo, to mąż - jako dorosły, inteligentny, zaradny i zarobkujący człowiek - może udac się do baru albo zamówić do biura coś "na telefon"? A żona - matka powiedzmy 2 dzieci - nei powinna w ogóle zaprzątać sobie tym głowy, podobnie jak obecnością czystych skarpetek i gaci w szufladzie męża oraz obecnością czapki na jego głowie w wietrzne dni...?
Czy miłość małżeńska/istota małżeństwa MUSI wyrażać się w dbaniu o męża tak jak o dziecko (tu: w kwestii żywienia)?
A może przyrządzacie jednocześnie kilka wersji obiadu: dla siebie (co lubicie ale szybkie), dla dziecka (patrz: warzywa!), dla męża (patrz: mięcho! tradycyjnie!).
Gdzie jest granica zdrowego egoizmu....?
Odpowiedź interesuje mnie z powodów osobistych na gruncie pewnej małżeńskiej scysji...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: głodny mąż 17.04.12, 16:24
      Żartujesz?
    • rudylis35 Re: głodny mąż 17.04.12, 16:28
      Dbanie o podstawowe zabezpieczenie potrzeb życiowych zdrowego i dorosłego człowieka jest tylko i wyłącznie jego obowiązkiem. Jednak może być DOBRĄ WOLĄ współmałżonka.
    • iuscogens Re: głodny mąż 17.04.12, 16:28
      Kropko przybywaj, twój ulubiony temat wink
      • amoreska Re: głodny mąż 17.04.12, 16:32
        Mój też big_grin
        A co do meritum - bardzo śmieszne big_grin
        • iuscogens Re: głodny mąż 17.04.12, 17:10
          Bo temat ogólnie nośny jest trzeba przyznać. Ja jestem ciekawa z jakiego rocznika jest autorka, ja jestem 84 i mam wrażenie, że ten problem już nie dotyczy moich koleżanek. Znam jednego w sumie z mojego pokolenia, który chciał się rozwodzić, bo żona nie umiała gotować, ale biorąc pod uwagę całokształt jego burakowatości była to zdecydowanie jego najmniejsza wada.
          • amoreska Re: głodny mąż 17.04.12, 17:16
            Ja jestem jeszcze z lat siedemdziesiątych. Myślę, że podejście do sprawy "obsługiwalności" i "dbalności" o komfort kulinarny mężczyzny przez kobietę zależy nie od czasu urodzenia, a po prostu od mentalności.
            • gku25 Re: głodny mąż 17.04.12, 17:21
              Też lata siedemdziesiąte. I uważam że po to Bozia rączki dała, żeby je używać. A lodówka zamknięta nie jest. Przy czym oczywiście nie narzekam na swojego męża, on dobrze gotuje itp. Ale każdy inny byłby traktowany podobnie, czyli na zasadzie samoobsługi. Aha, maminsynkom mówimy nie.
          • wuika Re: głodny mąż 17.04.12, 19:45
            Przywołam tutaj niezmordowanie męża mojej kuzynki (rocznik mój), który nie wie, jaką kawę pije, bo od jej przyrządzania jest żona. Inny kumpel, lat 35, niedawno się ożenił i przeżył szok, jak się okazało, że należy sobie robić kanapki do pracy, bo zawsze mama robiła, a teraz żona popukała się w czoło i powiedziała, żeby zrobił jej też, skoro uważa, że domowe kanapki to obowiązkowa pozycja w menu wink
            • jak_matrioszka Re: głodny mąż 17.04.12, 19:55
              Ja nie wiem w jakim banku mamy konto, bo od spraw finansowych jest maz. Mam karte i moge w kazdej chwili sprawdzic kto wystawil, tak samo jak maz Twojej kuzynki moze w kuchni obejrzec torebke po kawie, ale nie jest to nam konieczne do zycia.
              • wuika Re: głodny mąż 17.04.12, 21:44
                Co oznacza dla Ciebie zacofanie finansowe, a dla niego kulinarne. Bo - odkupać - jeśli stanie się coś Twojemu mężowi, to zanim dorwiesz się do kasy, możesz zdążyć umrzeć z głodu. Na szczęście brak kawy nie niesie aż takich skutków suspicious
                • jak_matrioszka Re: głodny mąż 18.04.12, 00:05
                  "Odkupać", jezeli cos mu sie stanie, to ja wciaz jeszcze mam karte i wyjac co nieco sobie z banku zdaze, ze juz nie wspomne o natychmiastowym przekierowaniu mojej wyplaty. Ja sie w zyciu nabylam odpowiedzialna za finanse, teraz to "zacofanie" traktuje jako wakacje, co nie oznacza ze nie bede potrafila z wakacji wrocic w kierat bankowosci domowej.
          • e_r_i_n Re: głodny mąż 18.04.12, 08:47
            Kurde, jaka Ty młoda jesteś big_grin
            Ale się chyba zgodzę, coś w tym jest.
            Dla mnie też problem wydumany (ale może też inny wzorzec w domu - u mnie obiady, jeśli już w tygodniu były gotowane, a raczej nie były, bo placówkowo się żywiliśmy wszyscy), to robił to mój tata wink. Bo to on generalnie gotuje w domu.
            Chociaż na początku małżeństwa miałam spięcie z teściową, która była oburzona, że jej syneczek nie ma ciepłego obiadu albo sam musi robić (syneczkowi nie przeszkadzało). Oczywiście koronnym argumentem było, że ona też pracowała i gotowała.
            Cóż, nie każdy musi być tytanem wink I to też jej powiedziałam wink
            • iuscogens Re: głodny mąż 18.04.12, 22:01
              Ty chyba wiele starsza nie jesteś z tego co kojarzę wink
              I jeszcze doprecyzują, z tym, ze młode osoby płci różnej nie potrafiły gotować/prasować/prać td. jak najbardziej się spotkałam, ale z tym, żeby facet wymagał od kobiety pełnej obsługi to w moim pokoleniu już nie. Mój teść też ciężko przeżył, że nie jestem super panią domu, ktora robi pyszne obiadki i prasuje koszule (taka była teściowa). A gdy mąz wyjechał do pracy za granicę, to okazało się, że umiejętność samoobsługi jest w cenie. Wśród kolegów kwitnie wymiana usług, mąż jako że jest jedynym z nielicznych który umie prasować, czasem prasuje kolegom koszule a oni robią coś innego za niego tongue_out
      • kropkacom Re: głodny mąż 17.04.12, 17:01
        Dzięki iuscogens, za pamięć smile Poczytam z przyjemnością wink
    • broceliande Re: głodny mąż 17.04.12, 16:29
      A co to za pytanie retoryczne. Nigdzie nie jest zapisane co konkretnie kto będzi erobił. Mają dbać o siebie nawzajem.
      To tylko takie kulturowo-zwyczajowe, miejmy nadzieję, że na wykończeniu, z czasów kiedy kobiety albo nie pracowały albo mniej albo dały sobie wmówić, że ich praca nie jest ważna.
      To silna presja nadal, trudno mis obie wręcz wyobrazić kobietę, która bez wyrzutów sumienia (choćby i bezpodstawnych) ma głodnego męża.
      • ulas123 Re: głodny mąż 17.04.12, 16:47
        > trudno mis obie wręcz wyobrazić kobietę, która bez wyrzu
        > tów sumienia (choćby i bezpodstawnych) ma głodnego męża.

        chyba w jakiejś innej kulturze się wychowałam, mojego ojca nic tak nie wkurza jak próby wciskania w niego jedzenia przez babcię, i generalnie robienia z niego dziecka, mama to nawet tak nie próbuje i nie ma takich zapędów, mój mąż też radzi sobie z obsługą kuchenki czy lodówki.
        ale oni obaj po akademiku i wiedzą, że zakupy, pranie i jedzenie się same nie robią, a koledzy z pokoju tez nie mieli ochoty na niańczenie kumpli smile)
        • broceliande Re: głodny mąż 17.04.12, 16:53
          Od wciskania jedzenia zawsze jest babcia.
          Nie słyszałaś za młodu "Przez żołądek do serca?". Ja dość często, a nikt mnie do gotowania nie zmuszał. Jednak swoje zrobiło.
          Mój mąz też wie, gdzie lodówka i umie sobie kanapkę zrobić, ma swój kuchenny repertuar również.
          Jeden powie, że normalne, a drugi, że żony nie ma czy co?
          • ulas123 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:30
            "Przez żołądek do serca" - nikt tak do mnie nie mówił, mój mąż zanim zamieszkaliśmy razem to chyba nawet kanapki się nie doczekał mojej roboty.
            • nanuk24 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:38
              A moj malzonek na ktorejs randce zaprosil mnie do siebie na obiad i zrobil bigos, a ja bigosu nie lubie, co nie omieszkalam mu przy stole oznajmic. Nie powiem, ze nie bylam obrazona. Glodna i bez obiadubig_grin Musialo go to strasznie ruszyc, bo kiedy ja przejelam stery w kuchni, to biedak przez kilka lat dusil w sobie, ze nie lubi natki pietruszki, a ja znowu ja uwielbiam i nie bylo dania, do ktorego bym tej natki nie dodala. Dopiero - jakies 3 - 4lata temu( a jestesmy juz 10 lat), kiedy zasiedlismy do stolu i biedak zobaczyl w rosoloe wiecej natki niz makaronu wykrzyczal jednym tchem na caly dom: "ale ja natki nie lubie!"big_grin
              • bezpocztyonline Ae natka zdrowa jest 18.04.12, 08:23
                nanuk24 napisała:

                > to biedak przez kilka lat dusil w sobie, ze nie lubi natki pietruszki, a ja znowu ja uwielbiam i nie > bylo dania, do ktorego bym tej natki nie dodala.

                Ale natka zdrowa jest.
              • wespuczi Re: głodny mąż 18.04.12, 19:30
                LOL - ja mam kolege - ktorego lubie bardzo - fakt ze on nie znosi natki zawazyl na tym ze nie jestesmy para teraz wink
    • imasumak Re: głodny mąż 17.04.12, 16:59
      wiu napisał:

      Czy kobieta pracująca jest zwolniona (?) z obowiązku wyprodukowania obiadu dla męża? Czy brak obiadu (dla męża) może być uzasadniony innymi (nowymi) obowiązkami wykonywanymi przez żonę (praca, gotowanei dla dziecka, przygotowywanie SOBIE posiłku do pracy)?

      TAK, aczkolwiek jeśli przygotowuje posiłek sobie i dziecku, robię go również dla męża. Podobnie jest gdy mąż działa w kuchni - mam pewność, że głodna też nie będę.

      Czy OBOWIĄZKIEM małżeńskim żony jest odżywianie męża?

      NIE, ale jak wyżej.

      Czy miłość małżeńska/istota małżeństwa MUSI wyrażać się w dbaniu o męża tak jako dziecko (tu: w kwestii żywienia)?

      NIE, ale jak wyżej

      A może przyrządzacie jednocześnie kilka wersji obiadu: dla siebie (co lubicie ale szybkie), dla dziecka (patrz: warzywa!), dla męża (patrz: mięcho! tradycyjnie!).

      Nie. Ale staram się brać pod uwagę preferencje domowników. W wyjątkowych sytuacjach, takich np gdy ja z córkami jemy zupę rybną, mąż robi sobie makaron z serem albo podgrzewa coś z zamrażalnika. I już.

      Gdzie jest granica zdrowego egoizmu....?

      Tam gdzie rozsądna miłość?
    • nabakier Re: głodny mąż 17.04.12, 17:01
      hehehehehe...padłam...big_grin
      • bi_scotti Re: głodny mąż 17.04.12, 17:06
        Zona sie zawsze moze powolac na klauzule sumienia i zakomunikowac, ze karmienie meza jest sprzeczne z jej swiatopogladem i wtedy nawet jest to jest jej malzenskim obowiazkiem (???), Jego Wyskosc Pan i Wladca kanapke z kielbasa i ogorkiem musi zrobic sobie samodzielnie. Life.
        • iuscogens Re: głodny mąż 17.04.12, 17:11
          a jak ogórka w domu nie ma to co wtedy big_grin
          no naprawdę nie znam osób w moim wieku, które mają takie problemy. To chyba dobry znak smile
          • gku25 Re: głodny mąż 17.04.12, 17:25
            Ja znam dziewczynę tak sporo przed trzydziestką i jak jej kiedyś powiedziałam że mój mąż sam czasem gotuje (!!!) to prawie mnie wyklęła. Co najśmieszniejsze to jej mąż to cukiernik i ona go w domu do kuchni nie dopuszczawink
        • montechristo4 Re: głodny mąż 17.04.12, 17:21
          mam wrażenie, że takie sztuczne umawianie się, "zdrowy egoizm", idzie w złą stronę. W naszym domu ja przeważnie gotuję i robię to dla wszystkich. Robię zawsze 2 zestawy obiadowe, bo moi mężczyźni są mięsożerni, a ja jestem wegetarianką. Mąż i dzieci robią zakupy i sprzątają po posiłkach.
          I nie uważam się za pokrzywdzoną smile, bo wiem, że kiedy ja wracam później z pracy, na stole będzie czekał na mnie ciepły posiłek, przygotowany przez męża.
          Kanapek do pracy mu nie robię, on robi hurtowo dla wszystkich, jeżeli tylko mam ochotę, to dla mnie też.
          Jak raz na kwartał zdarzy się, że jednak ja mu je robię do pracy, to prawie mnie po rękach całuje z radości smile
          Związek i miłość to wzajemność - nie wyobrażam sobie inaczej.
      • imasumak Re: głodny mąż 17.04.12, 17:16
        nabakier napisała:

        hehehehehe...padłam...big_grin

        Ale właściwie dlaczego? wink
        Jest to problem w większości związków niestety. W przypadku mojego pierwszego męża, gdy szłam na zajęcia weekendowe przygotowywałam cały obiad wcześnie rano, garnki z prowiantem były na wierzchu, każdy poopisywany karteczkami samoprzylepnymi, a i tak po powrocie dowiadywałam się że była zamiana piazza, " bo wiesz kochanie nie mogłem się połapać". I mówił to gość z IQ 152.
        Całe szczęście mój drugi mąż wykazuje daleko bardziej idącą inicjatywę i umiejętności, nawet pizze w razie czego potrafi zrobić sam smile
    • marghe_72 Re: głodny mąż 17.04.12, 17:13
      a mąż rączek nie ma co by zrobić obiad sobie i rodzinie?
      • marzeka1 Re: głodny mąż 17.04.12, 17:30
        Nie, ale można się na różne rzeczy w domu umówić; w mnie w ciągu tygodnia jemy w pracy lub w szkołach- za to gotuję bez poczucia uciemiężenia rolą w weekend, za to mąż jest lepszy w odkurzaniu mieszkania czy robieniu zakupów na cały tydzień.
    • mdro Re: głodny mąż 17.04.12, 17:26
      Hmm, czytałam książkę, której autor (antropolog) postawił tezę, że małżeństwa wzięły się stąd, że gotowanie trwa co nieco i trzeba ognia pilnować, a polowanie też czasochłonne jest. Więc jak jedna sztuka (facet, bo silniejszy) szła na polowanie, to druga gotowała, i ta wracająca z polowania oczekiwała gorącego (a przynajmniej ugotowanego) posiłku. I taki atawizm w wielu facetach pozostał wink. (Tzn. ten wywód był trochę bardziej skomplikowany wink, ale myśl generalnie taka była).
      • imasumak Re: głodny mąż 17.04.12, 17:30
        Ten atawizm nie tylko w facetach został niestety.
        • mdro Re: głodny mąż 17.04.12, 21:42
          No wiesz, potomstwo tych, co grzecznie gotowały, pewnie miało większe szanse na przeżycie wink.
      • z_lasu Re: głodny mąż 18.04.12, 05:43
        Ale tutaj właśnie na tym problem polega, że obydwoje idą na polowanie, ale mimo tego on oczekuje, że ona będzie gotować.
    • ina_nova Re: głodny mąż 17.04.12, 17:28
      Raczysz żartować. Pracujesz?! No wiesz, tak zaniedbywać dom, rodzinę, dzieci, męża, obiad, pranie i brudne gary?! Pfff powinno być dla Ciebie oczywiste, co jest najważniejsze w życiu.

      _________________________________________________
      „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
      przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
    • tititu Re: głodny mąż 17.04.12, 17:30
      > Czy OBOWIĄZKIEM małżeńskim żony jest odżywianie męża?
      Nie. Obowiązkiem rodziców jest nauczyć dzieci do 18rż - niezależnie od płci - jak sobie zrobić coś do jedzenia i po sobie posprzątać.
      Jak rodzice temu nie podołają, można jeszcze liczyć na akademik.

      >może udac się do baru albo zamów> ić do biura coś "na telefon"?
      Co więcej ja czasem mówię albo smsuje do męża "masz prawo/zezwalam łaskawie/ na przywiezienie pizzy/kebabu/dania z kateringu".
      I mąż, zdolna bestia, opanował już mapę i jedzie po żarcie.

      > Czy miłość małżeńska/istota małżeństwa MUSI wyrażać się w dbaniu o męża tak jak
      > o dziecko (tu: w kwestii żywienia)?
      Nie. Ale jak ktoś to lubi, to można.

      > A może przyrządzacie jednocześnie kilka wersji obiadu:
      Jak mogę to zrobić, to biorę pod uwagę co kto lubi. Męża rownież, bo z nami mieszka tę mąż smile
      Ale to zazwyczaj niewielkie modyfikacje, dotyczące rodzaju warzyw czy mięsa. Mąż rownież jak gotuje bierze pod uwagę co lubimy.

      > Gdzie jest granica zdrowego egoizmu....?
      U każdego gdzie indziej. Również w kwestii karmienia rodziny.
      • hermina5 Re: głodny mąż 18.04.12, 16:27
        > Nie. Obowiązkiem rodziców jest nauczyć dzieci do 18rż - niezależnie od płci - j
        > ak sobie zrobić coś do jedzenia i po sobie posprzątać.
        > Jak rodzice temu nie podołają, można jeszcze liczyć na akademik.

        Boże, wreszcie jakaś mądra odpowiedź!

        Jasne, że tak - rodzica powinni nauczyć dzieci NIEZALEŻNIE od płci, że im są starsze, tym więcej rzeczy robią same. Podkreślam - niezależnie od płci, bo nie moze być tak, że siostra pierze za brata, bo on nie lubi. Ona też nie chce nad tym spędzać życia...

        I uważam, że każdy przed ukończeniem 18 roku życia powinien potrafić robić sobie kanapki, jajecznicę, jakiś prosty obiad, wyoprać ciuchy, nie mieszając proszków, ani białego z czerwonym i posprzątać. Jak ktoś tego nie robi, to znaczy, że jest piperzonym leniem, z aktórego wszystko robiła matka i to mamusi zawdzięcza się ofermę.
    • moopsinka Re: głodny mąż 17.04.12, 18:04
      Zostałam wychowana w rodzinie, gdzie pracująca zawodowo mama gotowała dwudaniowy obiad codziennie i to w czasach, gdy mięsa na kotlety nie mozna było ot tak sobie kupić...
      Nie udzieliło mi sie to kucharzenie niestety i mój mąż często bywa głodny. Gotować nie umiem i nie lubię (choć jeść to już co innego), ale mamie się nie przyznaję, że obiadów z prawdziwego zdarzenia to u nas jak na lekarstwo, przetworów nie robimy wcale, ciasta są z cukierni, a mięsko, jajka i warzywa z supermarketu (a nie od rzeźnika, wiejskiej kury grzebiącej, z własnej działeczki lub prosto od rolnika jak Pan Bóg przykazał).
      a jak już ktoś coś w garze zamiesza to jest dla wszystkich i nie można wybrzydzać.
      • izak31 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:10
        Absolutnie nie ma takiego obowiązku.
        Nie gotuje, nie piore, nie prasuje, nie sprzątam po mężu.
    • kali_pso Re: głodny mąż 17.04.12, 18:08
      Czy brak obiadu (dla męża) może być uzasadniony innymi (nowymi) obowiązkami wykonywanymi przez żonę (praca, gotowanei dla dziecka, przygotowywanie SOBIE posiłku do pracy)?

      To w tej rodzinie gotuje się 3 obiady oddzielnie?
      Bo skoro gotuje dla dziecka i SIEBIE to dla męża porcja się nie znajdzie?
      Wydumany problem, baba leń albo troll z ciebiewinkp
    • nanuk24 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:15
      Nie, nie ma o0bowiazku, tylko jednego nie rozumiem: jak mozna gotowac dla siebie i dziecka i nie pomyslec, zeby dorzucic do gara dwa ziemniaki czy garsc makaronu wiecej, by dla meza starczylo.
      Ja, np, mam zwyczaj pytania sie wszystkich domownikow czy chca herbate, jesli ide zaparzyc dla siebie. I maz robi to samo.
      • sokhna Re: głodny mąż 17.04.12, 18:30
        O, przypomnialas mi, ze herbatke w kuchni zostawilam i pewnie juz ostygla smile

        Co do tematu to tez jak powyzej - dziwne by bylo gdybym gotowala obiad dla siebie i dziecka a dla meza nie...
        Jak tylko maz pracowal to gotowalam ja, a czesto w weekendy maz, teraz ja tez pracuje i zazwyczaj obiad rob i ten, kto przychodzi üierwszy do domu, albo ma wolne.

        Podobala mi sie czyjas wypowiedz, ze w koncu maz ma rece to sobie kanapki z kielbasa czyo gorkiem zrobi... jasne, tylko chyba kazdy by sie wk... jakby 5 x w tygodniu zamiast obiadu mial jesc kanapki....
        • nanuk24 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:49
          czyjas wypowiedz, ze w koncu maz ma rece to sobie kanapki z kie
          > lbasa czyo gorkiem zrobi... jasne, tylko chyba kazdy by sie wk... jakby 5 x w t
          > ygodniu zamiast obiadu mial jesc kanapki....

          a zona kazdego wcina cieply obiad, ktory sama ugotowala sobie, bo dla meza juz nie starczylo czasubig_grin

          Probuje sobie wyobrazic sytuacje: wracam z pracy, maz juz od sporych chwil w domu i rzecze do mnie: Zabko, w lodowce masz kielbase, w chlebaku chleb, ktory kupilem 5 dni temu. Zjedz sobie jak jestes glodna. mna sie nie przyjmuj, bo ja juz jadlem pyszny gulasz z plackami ziemniaczanymi, niestety zabraklo mi czasu, by porcje dla ciebie przygotowac. kocham cie"big_grin
          • hermina5 Re: głodny mąż 18.04.12, 16:31
            Ona jest wegetarianką, wiec to nie jest, wbrew pozorom, takie łatwe...
      • draconessa Re: głodny mąż 17.04.12, 18:34
        Obowiazku nie ma...jest za to dobra wola. Jesli gotuje, to nie tylko dla siebie, ale i dla reszty domownikow. I vice versa. I podobnie, jak u Nanuk - jesli robie kawe, herbate, kanapki itp to pytam tez MZ, czy by nie chcial. W druga strone tez to dziala. Oczywiscie, nie zawsze to ja robie obiad - sa dni, kiedy mie sie nie chce, albo pracuje do pozna. I wtedy mezczyzna staje przy kuchni, ewentualnie zamawia na wynos. Scysji z powodu obiadu nigdy nie bylo.
    • 18_lipcowa1 Re: głodny mąż 17.04.12, 18:36
      Uważam że pracujący na etacie mąz powinien na równi z żoną dbac o wyzywienie rodziny.
    • inguszetia_2006 Re: głodny mąż 17.04.12, 19:00
      wiu napisał:
      > Czy OBOWIĄZKIEM małżeńskim żony jest odżywianie męża?
      Witam,
      Szukasz wykładni prawa w tym temacie, czy jak?;-P Bo wiesz, nie istnieje na to żaden paragraf. Pewne rzeczy wychodzą w praniu i tyle. Mój mąż na początku naszego pożycia strzelał focha, że nie ma komu jeść obiadów, które on ugotował i że jak to, on ugotował, a my jesteśmy najedzone? I foch, taki foch, że jadłyśmy ten obiad na kolację skruszone, że on tak się nagotował i żeby mu było miło. Ale wreszcie się nauczył,że obiad ma przygotować, jak się go o to poprosi, a nie dlatego że MUSI być codziennie obiad. Bo nie musi, jemy często na mieście. Lubimy z córką tak jeść.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • melancho_lia Re: głodny mąż 17.04.12, 19:12
      Nie jest 'zwolniona" ale obiadu robić nie musi. Ogołnie "obowiązek" żywienia męza to dla mnie jakaieś kuriozum jest. W końcu to dorosły chłop, ma dwie ręce jak jest głodny to może sam sobie ugotować. Jak nie umie gotować to zawsze można coś zamówić, albo kupić gotowca w sklepie.
    • jak_matrioszka Re: głodny mąż 17.04.12, 19:13
      Przygotowanie jedzenia dla siebie i dzieci, ale nie dla meza to juz przekroczenie granic zdrowego egoizmu.
      Robienie prania z podzialem: moje piore, dzieci piore, a mezowe zostawiam, to tez jest przekroczenie granic zdrowego egoizmu.
      Gotowanie dla jednej osoby wiecej to nie jest przejscie z detalu na hurt, gdybys miala w domu nie jednego ale 10 mezow, to mozna mowic o gotowaniu hurtowym.
      Praca zawodowa poza domem moze byc powodem do zwolnienia z obowiazkow domowych: za zarobione pieniadze zarudnia sie pomoc domowa, to jest postepowanie w granicach zdrowego egoizmu.
      Zdrowy egoizm nie polega tylko na zaniechaniu robienia czegokolwiek w zwiazku, ale na znalezieniu rownowagi w tym ile pracy strony wkladaja we wspolzycie. Nie piszesz nic o tym w jaki sposob maz doklada sie do spolki zwanej malzenstwem. Czy na przyklad wynosi smieci tylko po sobie, a te wyprodukowane przez Ciebie i dzieci zostawia? Jedzie gdzies autem, a Ty w to samo miejsce autobusem, bo uwaza ze powinnas dac sobie rade?
      • marzeka1 Re: głodny mąż 17.04.12, 19:16
        Zgadzam się z jak_matrioszką.
      • martishia7 Re: głodny mąż 17.04.12, 20:21
        Po przeczytaniu postu założycielskiego odniosłam wrażenie, że mąż nie bardzo gustuje w jedzeniu, którym odżywia się małżonka i dzieci, ale może się mylę. Może autorka wyjaśni bardziej na przykładach. Bo co do zasady się zgadzam, że zrobić dla siebie i dla dzieci, a starego już nie uwzględnić, to trochę niemiło.
        • anyx27 Re: głodny mąż 17.04.12, 20:56
          Obiad robię wtedy, kiedy mam ochotę coś upichcić - najczęściej 2-3 razy w tygodniu, mój mąż gotuje 1-2 razy w tygodniu. Nie mamy parcia na przymusowe obiady.
          • anyx27 Re: głodny mąż 17.04.12, 21:01
            Z pozostałymi posiłkami jest tak, że każdy robi sobie jedzonko sam, co chce i kiedy chce.
          • e_r_i_n Re: głodny mąż 18.04.12, 08:44
            O, u nas jest tak samo.
            Dziecko je w szkole, więc z bańki. Jak jest w domu (bo wolne/jest chore), to wtedy obiad jest (do podgrzania samodzielnie przez dziecko).
            Często coś ciepłego robimy, ale to zazwyczaj nie jest pełny obiad, tylko np. upieczona ryba, pizza (o zgrozo, czasami gotowiec), jakieś pierogi itd.
            I robi to ten, kto ma więcej siły w danym momencie. Albo jest podział - jedno z psem, drugie do kuchni.
        • jak_matrioszka Re: głodny mąż 17.04.12, 21:29
          Nie wiem, ja patrze na to co czytam przez pryzmat wlasnej sytuacji. Owszem, autorka pisze ze dla siebie to na szybko, dla dzieci warzywa a dla meza mieso, ale dla mnie to jest opis jednego dania, a nie trzech.
          Ponadto powatpiewam w istnienie dzieci zajadajacych sie samotnie warzywami podczas gdy rodzice tego produktu nie ruszaja, bo matka tylko na szybko ("chinskie" zupki?) a ojciec samo miecho.
    • jagienka75 Re: głodny mąż 17.04.12, 19:24
      Chyba kogoś tu pogięło.
    • wuika Re: głodny mąż 17.04.12, 19:43
      A kobieta to ma obowiązek produkcji pożywienia, oprania i oporządzenia dorosłego człowieka? Rozumiem, że to w rodzinie powstają pewne obowiązki, no bo - nie ukrywajmy - coś tam zrobić trzeba, w czymś chodzić, coś zjeść i nie przykleić się do podłogi. Ale to, co jest komu przynależne, to już zależy. Jeśli jedna osoba ma więcej czasu pozapracowego, to wiadomo, że zrobi więcej. Jeśli panuje jakiś umowny podział obowiązków, po czym inne warunki się zmieniają (dodatkowe obowiązki w innej dziedzinie), to dotychczasowy podział może jak najbardziej podlegać zmianie.
      I na litość - jeśli do tej pory żona gotowała mężowi, a teraz z jakichś powodów jest to niemożliwe czy trudnowykonywalne, to nie, że pan mąż ma sobie zjeść na mieście, tylko podkasać rękawy i zrobić obiad dla siebie, dziatek i żony. Od tego się nie umiera, o czym świadczy przykład żony. To samo z całą resztą - pranie, sprzątanie, ogólne dbanie.
    • peggy_su Re: głodny mąż 17.04.12, 20:01
      A to jest taki obowiązek w ogóle, że trzeba być z niego zwolnionym?
      Mój mąż gotować nie potrafi, nawet prostych rzeczy, ale to jego problem. Jak jest głodny to wcina kanapki. Ja gotuję 2-3 razy w tygodniu. Jak gotuję sobie to i dla męża, bo czemu nie. Ale już np sałatki do pracy robię tylko sobie, bo: on takich nie lubi, wolałby coś innego. No to już jego problem, w pracy coś sobie po prostu kupuje.

      Co do OBOWIĄZKÓW - oboje mamy taki sam - dbanie o szeroko pojęte wspólne sprawy. Szczegóły to kwestia ustaleń.
    • mary_lu Re: głodny mąż 17.04.12, 20:14
      Zgadzam się z Matrioszką.

      Dla mnie problem dziwaczny? Jak można gotować tyle obiadów? Jesteście na specjalistycznych dietach, każde innej? Dla mnie normalne jest, że ten, kto ma czas, robi coś w kuchni dla wszystkich chętnych, choćby to herbata była.
      • toxicity1 Re: głodny mąż 17.04.12, 21:07
        Po przeczytaniu niektorych Waszych wypowiedzi wiem jedno - mój mąż miał w życiu duuużo szczęścia.
        • mdmaj2371 Re: głodny mąż 17.04.12, 21:10
          toxicity1 napisała:

          > Po przeczytaniu niektorych Waszych wypowiedzi wiem jedno - mój mąż miał w życi
          > u duuużo szczęścia.

          dokladnie to samo pomyslalam - to znaczy o swoim mezu
          • ledzeppelin3 Re: głodny mąż 17.04.12, 21:47
            Zwykle 2-3 razy w tygodniu gotuje na dwa dni, bo mój chłop nie umie
            Jak nie ma obiadu, to je kanapki albo zamawiamy pizze
            Dzieci w "placowkach", najmłodsze na słoikach
            Ogólnie luz
    • asocial Re: głodny mąż 18.04.12, 00:14
      obowiazku nie ma zadnego ,ewentualne dobra wola. Na poczatku zwiazku skutecznie raczylam mojego chlopaka makaronem z koncentratem pomidorowym, co szybko zweryfikowalo jego ewentualne przemyslenia na temat, kto sie czym w domu zajmuje. W miedzyczasie wkrecilam sie w gootwanie, ale facet nauczony doswiadczoniem ma kilka wypracowanych potraw.
    • krolowa_online Re: głodny mąż 18.04.12, 04:19
      czesto gotuje specjalnie dla meza, przewaznie to co on lubi, czesto oddzielnie dla dzieci, dla mnie samej.
      Uwilebiam gotowac, uwielbiam gotowac swojemu mezowi. On nie gotuje wcale. Sniadanie czy kolacje sam sobie przyrzadza.
      ale wg tego forum to wstyd i glupota najwyzsza, naiwnosc, matka polka i co tam jeszcze
      bo malo ktora emama umie czy ma czas gotowac, cool jest nie umiec, nie robic nic dla swego meza, niech se gnojek sam wszystko robi
      • peggy_su Re: głodny mąż 18.04.12, 10:49
        Nie uwazam ze to wstyd i głupota, wręcz przeciwnie. Zdarza mi się ugotować coś specjalnie dla męża, bo lubi, albo upiec. Po prostu nie uważam, aby był to mój obowiązek, zwłaszcza że zwyczajnie nie mam na to czasu, pracuję tyle samo co mąż.
        Jeśli kiedys będę siedzieć w domu z dzieckiem, to czemu nie,mogę gotować. Ale też nie będę codzień wracać na złamanie karku do domu, jak moja mama niegdyś, bo facet głodny i od kanapki umże.
    • rosapulchra-0 Re: głodny mąż 18.04.12, 07:21
      Nie czytałam odpowiedzi, ale domyślam się, że u większości emam to mężowie tylko gotują i sprzątają, a emamy leżą i pachną.
      Otóż w moim domu tak nie ma. To ja gotuję, bo bardzo to lubię robić. Ja sprzątam, choć nie lubię, ale mam do pomocy trzy panny, ja piorę, bo tylko ja wiem najlepiej, jak się to robi. Ja robię zakupy i ja dbam o dom, nawet gdy pracuję.
      Mój mąż nauczył gotować kilku prostych potraw i prać sobie i dbać o przestrzeń wokół siebie dopiero wtedy, gdy wyjechał i musiał samodzielnie egzystować przez dwa lata. Dlatego też zdarzają się wyjątki, kiedy on coś ugotuje, czy jakieś pranie wstawi, ale to rzadko. Zdecydowanie często to on odkurza, zmywa i zajmuje się pracami stolarsko - modelarskimi, wszelkimi naprawami drobnymi w domu.
      I taki układ nam jak najbardziej odpowiada. Amen.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka