wiu
17.04.12, 16:20
Czy kobieta pracująca jest zwolniona (?) z obowiązku wyprodukowania obiadu dla męża? Czy brak obiadu (dla męża) może być uzasadniony innymi (nowymi) obowiązkami wykonywanymi przez żonę (praca, gotowanei dla dziecka, przygotowywanie SOBIE posiłku do pracy)?
Czy OBOWIĄZKIEM małżeńskim żony jest odżywianie męża?
Czy raczej - jeśli żona nie daje rady ugotować hurtowo, to mąż - jako dorosły, inteligentny, zaradny i zarobkujący człowiek - może udac się do baru albo zamówić do biura coś "na telefon"? A żona - matka powiedzmy 2 dzieci - nei powinna w ogóle zaprzątać sobie tym głowy, podobnie jak obecnością czystych skarpetek i gaci w szufladzie męża oraz obecnością czapki na jego głowie w wietrzne dni...?
Czy miłość małżeńska/istota małżeństwa MUSI wyrażać się w dbaniu o męża tak jak o dziecko (tu: w kwestii żywienia)?
A może przyrządzacie jednocześnie kilka wersji obiadu: dla siebie (co lubicie ale szybkie), dla dziecka (patrz: warzywa!), dla męża (patrz: mięcho! tradycyjnie!).
Gdzie jest granica zdrowego egoizmu....?
Odpowiedź interesuje mnie z powodów osobistych na gruncie pewnej małżeńskiej scysji...