Dodaj do ulubionych

Życie u boku himalaisty

27.04.12, 16:00
www.polskieradio.pl/9/1363/Artykul/593754,Zycie-u-boku-himalaisty

Słuchałyście? Dla mnie to było niesamowicie przejmujace wyznanie. Młoda kobieta nagle została sama z dwójką małych dzieci, ale tak pieknie opowiadała nawet o tym smutku.I tyle w sobie znalazła siły i radości do życie (teraz).
Jestem pod wrażeniem...
Obserwuj wątek
    • sueellen Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 16:28
      Mój eks eks byl himalaistą, jego kolega, Wojtek Kozub zginął w zeszlym roku osierocając miesięczną córeczke. Nie umiałabym żyć w takim zwiazku, w permanentnym strachu i oczekiwaniu na ten telefon.
      • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:02
        Egoiści.
      • 3-mamuska Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 01:06
        sueellen napisała:

        > Mój eks eks byl himalaistą, jego kolega, Wojtek Kozub zginął w zeszlym roku o
        > sierocając miesięczną córeczke. Nie umiałabym żyć w takim zwiazku, w permanentn
        > ym strachu i oczekiwaniu na ten telefon.

        Dokladnie,mysle ze tez jest inaczej jesli meza nie ma dlugo/czesto z nami,bo pracuje daleko.
        Jak moja maz jezdzil to ja sobie swietnie dawalam rade i chyba latwiej byloby mi ogarnac zycie ,gdyby zginal wlasnie w tamtym czasie,kiedy bylam czesto sama.
        Teraz bylby mi o wiele trudniej, bo jestesmy duzo ze soba i taka nagle strate bolesniej bym odczula.

        Ja tez wiem ze jesli nie przejdzie sie etapow zaloby,po latach mozna bolesnie to odczuc .
        Uwazam ze po stracie nalezy dac sobie czas,i nie byc silaczka za wszeka cene,dla dzieci,no bo ktos musi.

        zginął w zeszlym roku o
        > sierocając miesięczną córeczke.

        Wiem ze nie powinno sie mowic zle o zmarlych ,ale facet zrobil bardzo zle zostawiajac tak malutkie dziecko i jego matke sama.
    • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 16:32
      Czytałam książkę pisaną przez nią na podstawie pamiętnika i listów męża (mniej więcej). No i cóż, nie mogłabym żyć z dobrowolnym samobójcą, który zaniedbuje rodzinę, bo nowe raki i namiocik jest ważniejszy.
      • atowlasnieja Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 16:43
        "Dobrowolny samobója" - trafne określenie... znałam takiego jednego: najpierw "skałki" potem "łódka", "motorek", "autko" (w naprawdę zaskakujących kombinacjach)... dużo tego było a teraz już niestety jest kamyk. nagrobny.
        • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:41
          na czym sie roztrzaskał?
          • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:18
            Znajomy latał na paralotniach, swego czasu testował mega wypasiony silnik. Silnik za kupę siana popsuł się w trakcie lotu. Kolega przeżył, jest sparaliżowany od szyi w dół. Żona została z długami.
            • lykaena Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 21:49
              Paralotnia nie ma silnika
              • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 23:05
                pl.wikipedia.org/wiki/Paralotnia
                Doucz się może zanim zaczniesz durnoty wypisywać, bo wiesz, później jest wstyd.
                • lykaena Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 23:09
                  Paralotnia może zostać wyposażona w silnik.
                  Latałam na paralotniach- nie jest mi wcale wstyd.
                  Myślałam, że mylisz para z moto.
                  Nie rozumiem skąd agresja
                  • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 23:26
                    Może zostać i ta została. A ty odgórnie napisałaś że NIE MOŻE a następnie zmieniłaś zdanie, że jednak MOŻE. Nie zauważyłam agresji, ale pewnie wiesz lepiej.

                    Aha, ja też uprawiałam pewien "sport" ekstremalny. Ale nie miałam wtedy rodziny, ba, nawet chłopakatongue_out
                    • lykaena Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 23:33
                      Ja wtedy też.
                      Teraz pozostał tenis i szachy smile
                      Pewnie nie było w twojej wypowiedzi agresji.Przepraszam.Przewrażliwiona jestem-rozwodzę się.
                      Ale nie napisałam" nie może" tylko "nie ma"
                      • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 29.04.12, 00:09
                        No ok, nastąpiło niedomówienie. Bywawink Ze sportów ekstremalnych u mnie została (niestety) szybka jazda autemuncertain Ale to jest silniejsze ode mnie, aczkolwiek staram się nad tym jakoś panować.
                        • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 29.04.12, 00:10
                          Rozwodu współczuję...
                          • lykaena Re: Życie u boku himalaisty 29.04.12, 00:15
                            To moja decyzja.
                            Ale stres jest nieziemski.
                            • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 29.04.12, 00:22
                              Rozumiem, moja mama przeszła bardzo ciężki rozwód. Ale czasem to jedyne wyjście, swoją drogą niektórym rozwodu można tylko pogratulować.
          • atowlasnieja Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 22:31
            kamelia04.08.2007 napisała:

            > na czym sie roztrzaskał?
            Na ziemi.
            Eufemistycznie powiem, że zawiodły go skrzydła.
            • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:28
              atowlasnieja napisała:


              > Na ziemi.
              > Eufemistycznie powiem, że zawiodły go skrzydła.

              to bym wtedy zapytała: gdzie sie roztrzaskał?
              • atowlasnieja Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 21:49
                jego ostatnim hobby było latanie. Nie jestem pewna czy przecenił możliwości sprzętu czy własne umiejętności. Ale jestem pewna, że się pomylił i to z natychmiastowym skutkiem śmiertelnym.
      • sueellen Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 16:52
        To nie do końca jest tak. Ci ludzie kochają życie, kochają nature i piękno i chcą byc blisko. Jednocześnie pragną walczyć ze swoimi słabościami, ćwiczyć ciało i charakter. To najczęściej wspaniali, ciepli, otwarci, pełni życia ludzie. Niestety nie można ich kochać, bo ta miłość za bardzo boli.
        • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:45
          od kiedy krzywdzenie ciała (a tym jest takie dyscyplinowanie) to miłość do natury? To hajcowanie się, zboczenie. Z nadbudowanym ideolo.
          Zaczarowany świat, nałóg, i tyle.
        • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:26
          Ja też kocham naturę i piękno. Ale kocham też moją rodzinę i ONA, TA rodzina jest najważniejsza. A pan M. rodzinę miał między pośladkami, na chleb dla dzieci nie było ale na hulanie po Himalajach kasa się znajdowała. Pracować też nie bardzo mu się chciało, bo przecież górki, a tam na tydzień się nie jedzie. To wszystko jest w pamiętnikach i listach - tytuł "Od początku do końca". I nie mogę się zgodzić z taką wizją miłości do życia - stąd twierdzę że to dobrowolny samobójca. I zdania nie zmienię.
          • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:01
            No tak, ale rozróżnijmy dwie rzeczy. Po Himalajach chodzą z reguły dwa typy ludzi (teraz). Tacy, którzy mają kupę siana i za kasę załatwiają sobie wszystko oraz tacy jak Morawski - tych drugich raczej ktoś sponsoruje, firmy, instytucje, itp. No trudno, żeby dawały na rodzinę, stąd też kasa na wyprawy była.
            • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:09
              Ja dobrze o tym wiem.
    • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:24
      Nie otwiera mi się linka (why???). Z Twojego opisu wnioskuję, że chodzi o Piotra Morawskiego. Pasja pasją, osiągnięcia osiągnięciami, ale ta kobieta została po jego śmierci z dwójką dzieci bez środków do życia. O ile się nie mylę, to były organizowane jakieś zbiórki czy coś. Dla mnie to chore, skrajna nieodpowiedzialnośc. Kto jak kto, ale oni doskonale zdają sobie sprawę, że o ich życiu, a raczej końcu tego życia, decydują często sekundy.
      • gku25 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:27
        Tak, o niego chodzi.
    • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:51

      To są normalni ludzie, pragnący ciepła i miłości, domu...czy ich zawód/pasja powinna ich tego pozbawiać? Te kobiety nie idą w ciemno, wiążą się z nimi wiedząc jak będzie wyglądała ich przyszłość- kochają. Nie każdy to potrafi, ale nikt nie ma prawa odmawiać im rodziny, bo "sobie nie wyobraża".
      • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:55
        Normalny człowiek nie zostawia swoich dzieci bez środków do życia w imię pasji.

        Amen.
        • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:11

          Chwilunia- nie sprawadzaj wszystkiego do jednej historii, ok?
      • iuscogens Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:28
        Tak jak piszesz są niebezpieczne zawody, są też niebezpieczne hobby. Ja bym nie chciała męża himalaisty, ale rozumiem taką pasję, mój ojciec kocha góry, łazi po nich od lat, jest ratownkiem górskim, każdy weekend, każdy urlop - góry, ewentualnie kajaki. Zamkniesz taką osobę w domu przed tv czy nawet na wycieczce po parku to się udusi. Ojcem był kiepskim, ale nie z powodu miłości do gór.
    • 18_lipcowa1 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:54
      tak cudne
      JEGO pasja najważniejsza
      miałabym mega wku...wa po takim czyms
      pomijając ze nie zwiazałabym sie z kims takim

      po chol...re tacy ludzie zakładaja rodziny???????????
      • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 18:56
        > po chol...re tacy ludzie zakładaja rodziny???????????

        A niby dlaczego mają nie zakładać?
        • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 19:58
          odpowiedzialność za dzieci? Wszak żywy rodzic lepszy niż martwy.
          • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:06

            Tzn, że policjant czy strażak też nie powinni mieć dzieci?
            Dzieci na ogół ma się z egoizmu.
            A zadawanie pytania, po co ktoś chce zakładać rodzinę jest po prostu aroganckie.
            Ja rozumiem, że człowiek chce mieć bezpieczną przystań i zakłada tą rodzinę. Ropzumiem bo to ludzkie.
            • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:31
              No nie wiem, czy to aroganckie. Raczej normalne. Policjant pełni służbę, to nie fanaberia. zawód jak każdy. Himalaista to nie zawód. I ryzyko znacznie wyższe. Ale przede wszystkim- fanaberia. Nikomu niepotrzebna poza samym alpinista.
              To chorzy ludzie.
            • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:36
              kali_pso napisała:

              >
              > Tzn, że policjant czy strażak też nie powinni mieć dzieci?

              ale policjant czy strazak to zawód czy tez słuzba, która jest oplacana i słuzy czemus/komus. Stazak czy policjant swoja parca zarabia na utrzymanie domu i rodziny.

              A taki łażący po górach dla adrenaliny w jaki sposób zaspokaja potzreby rodziny????



              > Ja rozumiem, że człowiek chce mieć bezpieczną przystań i zakłada tą rodzinę. Ro
              > pzumiem bo to ludzkie.


              to dziala w dwie strony.
              Ciekawe co rodzinie po takim "marynarzu", co dom traktuje za miejsce wymiany ciuchów na nowe fanaberie. Kurcze blade, to nie jest tak, ze on zakłada te rodzine, bo przystani potrzebuje. jak juz zwiąże sie z kims i wyjda z tego dzieci, to jest tak, ze i ta zona i te dzieci tez jego potrzebuja.
            • 3-mamuska Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 01:13
              kali_pso napisała:

              >
              > Tzn, że policjant czy strażak też nie powinni mieć dzieci?
              > Dzieci na ogół ma się z egoizmu.
              > A zadawanie pytania, po co ktoś chce zakładać rodzinę jest po prostu aroganckie
              > .
              > Ja rozumiem, że człowiek chce mieć bezpieczną przystań i zakłada tą rodzinę. Ro
              > pzumiem bo to ludzkie.
              >

              Policjant i starzak to praca dajaca kase,hobby to zjadacz kasy.
              DO tego zawsze zostaje renta dla dzieci, odszkodowanie,czy pomoc dla rodziny, ubezpieczenie.
      • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:03
        Zgadzam się z Lipcową.
        Życie to sztuka wyboru. Albo rybka albo pipka.
    • volta2 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:01
      mój nie jest himalaistą(ale chciałby, a jak) tylko zwyklym górołazem
      z racji mieszkania na kaukazie lata po górach najłatwiej mu obecnie dostępnych

      miał już do czynienia z niedźwiedziem, wilkami i ostatnio, z napalonymi bykami stoczył walkę

      kijami trekkingowymi wymachiwał niczym torreador, tylko za plecami nie mial trybun, a przepaść.
      za każdym razem gdy idzie - mam lekkiego stracha, z drugiej strony - ufam jego ocenie sytuacji.

      jak mi kiedyś nie wróci? no nie wiem, zakazać mu nie zakażę.

      środków do życia mi wystarczy na jakiś czas, ale dzieci? nic im nie zastąpi ojca, i tu by był największy ból.

    • nenia1 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:15
      Góry trzeba bardzo, bardzo kochać i czuć w sobie czym może byc pasja, żeby zrozumieć takich ludzi.
      Ludzie związani z górami, to bardzo często wspaniali, mądrzy i ciekawi ludzie.
      Ludzie ktorzy mają w sobie upór, siłę woli, ciekawość, chęć poznania czegoś nowego.
      Nie można ich mierzyć zwykłą miarą, bo tam nie ma dla nich skali, a człowiekowi który przez cały rok pracuje w biurze i naraża się na skaleczenie zszywaczem ich zachowania wydadzą się irracjonalne.

      Swoją drogą ciekawe, ilu ginie górników rocznie? Bo że wybierają niezbezpieczną pracę to fakt.
      On też nie powinni zakładać rodzin i mieć dzieci?
      Czy moze zdobywanie pieniędzy usprawiedliwia ryzyko, a pasja nie?
      • ardzuna Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:20
        Ciekawe czy kobiete himalaistkę która zginęła w górach osierocając dwoje dzieci pasja by usprawiedliwiała zdaniem forumek, czy nie?
        • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:25

          Pewnie byłoby tak samo jak w przypadku faceta- poczytaj sobie watki o Martynie Wojciechowskiej, to sie dowieszwinkP
          • ardzuna Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:31
            Ona zginęła? jestem nie na bieżąco.
            • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:38

              Chodziło mi o cos innego- Wojciechowska tez nie ma dobrej pracy z racji tego, że ma takie a nie inne pomysły na zycie- ematki ja tutaj pożarły życem za to, że naraża dziecko na zostanie sierota a sama na biegun sie wybraławink- to, że nie zginęła tam niczego nie zmieniawink- czy facet czy kobieta będzie tak samo- " czemu ci ludzie zakładaja rodziny"?
            • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:39
              ardzuna napisała:

              > Ona zginęła? jestem nie na bieżąco.



              zyje, ale na w tyłku swoje dziecko, bo przeciez ona ma PASJĘ, a dziecko na nie przeszkadzac
              • 3-mamuska Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 01:17
                kamelia04.08.2007 napisała:

                > ardzuna napisała:
                >
                > > Ona zginęła? jestem nie na bieżąco.
                >
                >
                >
                > zyje, ale na w tyłku swoje dziecko, bo przeciez ona ma PASJĘ, a dziecko na nie
                > przeszkadzac


                Dlatego nie zawsze "szczesliwa mama,to szczesliwe dziecko"
                • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 01:55
                  3-mamuska napisała:


                  > Dlatego nie zawsze "szczesliwa mama,to szczesliwe dziecko"

                  nigdy sie nie upierałam przy tym stwierdzeniu.

                  Kiedys był watek nt. pasji. dziewczyna pisala, że jest w ciazy i ma pasję, i tak jest wychodzi, ze jak dziecko bedzie miało 5 m-cy, to ona w ramach tej pasji bedzie miała wyjazd i sie zastanawiala co zrobic.
                  Otóz odezwały sie panie z pasja, w tym pani blixniaków, która mówila, ze zostawiła swoje kilkudniowe blixniaki, bo musiała poleciec do koników (tej pasji). Pojawiały sie głosy, że matka pasjonatka, moze zarazic dziecko swoja pasja i własnie tez "szczesliwa matka, sczęsliwe dziecko", ble, ble, bla, bla....
              • pinkdot Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 13:47
                > zyje, ale na w tyłku swoje dziecko, bo przeciez ona ma PASJĘ, a dziecko na nie
                > przeszkadzac

                Podejrzewam, że relacje jej i dziecka mogą kiedyś wyglądać o wiele lepiej, niż relacje ze swoimi dziećmi pań, które świata nie widzą poza potomstwem, dzieci to dla nich cały świat i ten świat się na nich kończy, potrafią żyć tylko życiem swoich dzieci, bo tak się zatraciły w tym matkowaniu.
        • nenia1 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:38
          Błąd jaki popełniasz to właśnie potrzeba oceniania, szufladkowania.
          Ja nie oceniam, rozumiem.
          Pewne rzeczy wymykają się stereotypowym standardom i nie da się ich po prostu zamknąć w prostych oczekiwaniach. Proste oczekiwania zniekształcają je.

          Zaręczam ci, że są kobiety i mężczyźni, którzy przeżywają tak intensywne i głębokie doznania, tak fascynujące życie, że nawet jeśli jest ono krótsze, to godzą się na to ryzyko właśnie dla smaku. Inni wybierają ciepłe kapcie.
          Himalaiści kochają życie, tylko nieco inne niż ty.
          Oni nie idą w góry, aby zginąć, jednak podejmują takie ryzyko.
          • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:49
            Wierzę, że himalaiści kochają życie, mają pasję. Ale bólu po stracie bliskiej osoby NIE DA SIĘ OPISAĆ.
            • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:53

              Podobnie jak nie potrafi tego opisać żona i dzieci budowlańca, który spadł z rusztowania podczas pracy- prawda jest taka, że niektórzy ryzukują bardziej niż inni, a jednak ci inni też giną- w głupich wypadkach, przez czyjąs głupotę, przypadek, zbieg okoliczności...life.
              • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:51
                Wypadki w pracy się zdarzają, nadal jedna to himalaizm jest bardziej niebezpieczny niż legalna praca na budowie (odpowiednio zabezpieczonej, w odpowiednim ubraniu roboczym -kask).
                • pinkdot Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 13:49
                  > Wypadki w pracy się zdarzają, nadal jedna to himalaizm jest bardziej niebezpiec
                  > zny niż legalna praca na budowie (odpowiednio zabezpieczonej, w odpowiednim ubr
                  > aniu roboczym -kask).

                  Przecież himalaiści też nie popylają na Mount Everest w japonkach i t-shircie.
                  • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:43
                    I robią to aby zapracować na rodzinę i jej potrzeby?
                    • patysiak Re: Życie u boku himalaisty 30.04.12, 21:43
                      robią to aby poczuć szczęście. każdy z nas znjaduje je w czymś innym. niektórzy nigdy go nie zaznają - są nieszczęśliwi i niespełnieni. mają nieszczęśliwie dzieci.
                      • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 02.05.12, 08:28
                        Za to dzieci -sieroty są bardzo szczęśliwe.
      • kosheen4 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:47
        nenia1 napisała:

        > Góry trzeba bardzo, bardzo kochać i czuć w sobie czym może byc pasja, żeby zroz
        > umieć takich ludzi.
        > Ludzie związani z górami, to bardzo często wspaniali, mądrzy i ciekawi ludzie.
        > Ludzie ktorzy mają w sobie upór, siłę woli, ciekawość, chęć poznania czegoś now
        > ego.
        > Nie można ich mierzyć zwykłą miarą, bo tam nie ma dla nich skali, a człowiekowi
        > który przez cały rok pracuje w biurze i naraża się na skaleczenie zszywaczem i
        > ch zachowania wydadzą się irracjonalne.


        lepiej bym tego nie ujęła

        niedługo po jego śmierci Olga Morawska sama pojechała tam, do Nepalu, żeby właśnie tam zmierzyć się z odejściem męża - co więcej, namawiali ją do tego znajomi i rodzina

        a później, kilka miesięcy po śmierci Piotra Olga miała prelekcję na Krakowskim Festiwalu Górskim. może to nie do uwierzenia dla niektórych, ale nie padło ani jedno słowo w stylu - przeklęte ryzyko, durna pasja.
        żony himalaistów na ogół nie miewają do nich żalu, może dlatego, że ich żonami nie zostają na ogół kobiety standardowe?
        • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:55
          To jest układ kobieta - mężczyzna. Niestandardowy meżczyzna - niestandardowa kobieta. A dzieci?
        • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:57

          Czytam teraz ksiązkę poświęconą żonom polarników- kobietom, które wspierały swoich męzów, same z nimi podróżowały a nawet- nie do wiary- zachęcały do spełniania marzeń.
          Racja, nie były to zwykłe kobiety, przyzwyczajone do kapci i wieczorów przed kominkiemwinkp
          • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:04
            A dzieci gdzie w tym były?
            • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:09


              Zostawały w domu albo podrózowały z rodzicami- jakaś krzywda im się działa w zwiazku z tym?
              • triss_merigold6 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:14
                No, jak zostały sierotkami bez środków do życia to chyba im się jednak stała krzywda.
                • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:19
                  Samo półsieroctwo to tragedia dla dzieciaka.
                  • czarnaalineczka Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:32
                    czyli na dzieci powinni sie decydowac tylko niesmiertelni
                    bo zadna praca ,zadne hobby , zaden styl zycia nie gwarantuje ,ze sie dozyje nastepnego dnia

                    znalam faceta z bezpieczna pasja ( malarstwo ) , pewna praca na etacie
                    i ogolnie milo fajnie i bezpiecznie
                    adoptowal dwojke dzieci
                    umarl od glupiego kleszcza uncertain
                    • triss_merigold6 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:35
                      Hm... jakby to delikatnie ująć - są hobby i zawody, które nie gwarantują bardziej.
                    • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:49
                      Na niektóre rzeczy ma się wpływ na niektóre nie. I powinno się pilnować tych pierwszych.
                      • kosheen4 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:59
                        kub-ma napisała:

                        > Na niektóre rzeczy ma się wpływ na niektóre nie. I powinno się pilnować tych pi
                        > erwszych.
                        >

                        tak, ale wydaje mi się że należałoby to robić we własnym zakresie, a nie troszczyć się o cudze półsieroty - bo co innego mieć własne sądy i przekonania, a co innego (i po jaką cholerę w zasadzie?) wchodzić w rolę adwokata?
                        dorośli synowie często sami angażują się w działalność górską, kultywują pamięć zmarłych i nie mają pretensji ani do nich, ani do gór (vide: synowie Kukuczki).
                    • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:49
                      To nie zmienia faktu, że himalaizm jest bardzo niebezpiecznym sportem dla widzimisię.
                • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:20

                  No sorry, ale to demagogia- chyba stać nas na więcej, co?
                  • triss_merigold6 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:28
                    Nie chce mi się tworzyć mądrej argumentacji.uncertain
                    Po prostu nie kupuję sportów bardzo ekstremalnych w wydaniu ludzi, którzy mają dzieci. Bezdzietni - proszszsz. Podkreślam sportów, bo praca to inna kategoria. Znaczy, ok., są, uprawiają, piszą o tym itd. ale mnie nie zachwyca, nie musi.
              • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:34
                No chyba tak. Jak gęsto trup się ścielił?
          • czarnaalineczka Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:08
            a jaka to ksiazka ?
            • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:12

              " Żony polarników" Kari Herbert
          • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:11
            A miały za co żyć? Tak lekko to wszystko opisujesz, ale pani Morawskiej najwidoczniej lekko nie było, skoro musiała wyciągnąć rękę po pomoc innym.
            Mój facet wykonywał zawód dużo bardziej niebezpieczny niż P.M. Ale uwierz mi - do głowy by mu nie przyszło, aby zostawić swoją rodzinę bez środków do życia. Odróżniaj dwie rzeczy -
            pasję, którą jak najbardziej rozumiem od skrajnej nieodpowiedzialności i zostawienie swoich dzieci na pastwę losu.
            • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:17

              A ty nie sprowadzaj wszystkiego do historii tej kobiety akurat- juz ci to wyżej napisałam. To, że ktos tam okazał się niedopowiedzialny, nie oznacza, że wszyscy tacy są, bo podobni mu znajdą się w każdym zawodzie. Rodziny ofiar bardzo często wyciagają rękę po pomoc, mimo, że ich bliscy odchodzą w zupełnie innych warunkach i z innych przyczyn- na smierć współmałżonka rzadko kto jest gotowy- finansowo, duchowo i emocjonalnie.

              To, co napisałam dotyczyło raczej całej sytuacji widzianej oczami kobiet- sa i takie, które popierają i wspierają i tyle.
              • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:42
                A ja będę sprowadzała, gdyż o historii tego małżeństwa rozmawiamy.
                No i niestety nie znam przypadku, by dla osób, które utraciły mężów w sposób mało spektakularny (typu zawalenie hali w Katowicach czy wybuch w kopalni), zbierało się pieniądze.

                --
                Producentka hormonu szczęścia smile
              • thank_you Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:44
                I przepraszam za błędy w postach. Miało być "od innych" oraz "nie typu". smile
          • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:28
            Tu nie ma kategori "zwykłe" czy "niezwykłe". Każdy wybiera swoją drogę życia.
          • dorek3 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 14:18
            Polarnika to mam akurat prawie pod ręka bo mój teść był na 5 jak nie więcej wyprawach z czego ze 3 to zimowania. Na jedna wyprawę pojechał z żoną. Wtedy swojego nastoletniego syna zostawili z babcia, w czasie kolejnych wypraw teściowa budowała dom (mały i na wsi). Ale to jednak zupełnie co innego. Ryzyko zupełnie nie porównywalne, ale trzeba się umieć zmierzyć z samotnością.
      • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 20:54
        > Nie można ich mierzyć zwykłą miarą, bo tam nie ma dla nich skali, a człowiekowi
        > który przez cały rok pracuje w biurze i naraża się na skaleczenie zszywaczem i
        > ch zachowania wydadzą się irracjonalne.

        Nic dodać, nic ująć.
        • himilke Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:40
          Moj ojciec byl himalaista, zginal na poczatku lat osiemdziesiatych w Nepalu, podczas niefortunnej wyprawy. Plytka wypadla spod lodu i moj ojciec spadl, jego kolega, ktory szedl pierwszy to widzial z dolu. Trzeci kolega zostal na scianie, uwieziony, potem go uratowano cudem po kilku dniach. Ale moj ojciec wlasnie mial pecha. Ja mialam wowczas 13 miesiecy. Nie mialam szansy poznac mojego taty, zabrala mi go ta straszna i piekna byc moze gora. Cialo mego ojca nie zostalo nigdy odnalezione. Jako dziecko czesto fantazjowalam sobie, ze moze on nie zginal, ze moze mieszka gdzies wsrod Szerpow, ze pewnego dnia wroci i moje i mojej mamy zycie stanie sie normalne, ze juz nie bede musiala sama zostawac w domu, bo mama musi pracowac nawet, gdy jestem chora.
          Teraz, gdy mam wlasne dzieci po prostu nie wiem, jak on mogl nam to zrobic, jak mogl dla tej cholernej gory rozwalic wszystko, nie zrozumiem tego nigdy.
          • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:54
            I to jest bardzo cenne świadectwo w całej tej dyskusji. Dzięki.

            I pojawia się pytanie: Na ile rodzice mają prawo dostosować życie dzieci do własnego życia, własnych wizji, własnych pasji?
          • kosheen4 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 22:05
            > Teraz, gdy mam wlasne dzieci po prostu nie wiem, jak on mogl nam to zrobic, jak
            > mogl dla tej cholernej gory rozwalic wszystko, nie zrozumiem tego nigdy.

            w świetle tego co piszesz, moje rozważania właśnie straciły częściowo na wartości. indifferent
            zechcesz zdradzić kim był twój ojciec, albo która góra?
            • himilke Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:09
              Tu historia tej paskudnej gory: www.himalayanclub.org/journal/ganesh-himal/
              Moj ojciec akurat nie byl nikim ze slawnych,nie zdazyl.
          • kamelia04.08.2007 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:53
            himilke napisała:

            > Teraz, gdy mam wlasne dzieci po prostu nie wiem, jak on mogl nam to zrobic, jak
            > mogl dla tej cholernej gory rozwalic wszystko, nie zrozumiem tego nigdy.


            no własnie, o to mi chodzi - dokładnie o tym mysle.

            pasja, która jest ważniejsza od rodziny jest durna pasje, pasja, która jest wazniejsza od rodziny i jest niebezpieczna jest po prostu idiotyczna pasja.

            Tez nie moge tego zrozumiec: rodzi sie dziecko, to czlowiek ma jakies zobowiazania, ma pracowac na utrzymanie tych dzieci. Hobby jest wtedy na dalszym miejscu.


            Mojego meza tez pociagaja durne rzeczy, był studentem, to gral w rugby, polamali mu kosci kilka razy, wybili zeba. Potem zaczął aikido, przy rugby, to delikatny sport, potem cos bąknął o aeroklubie. Wtedy sie postawilam, bo kurza dupa: chłop ma dwoej dzieci, jest jedynym zywicilem rodziny, mieszkanie jest wynajmowane, kredyt sie spłaca. On sie roztrzaska tym samolocikiem, to ciekawe co ja zrobie, jako cudzoziemka z 2 malutkich dzieci.
      • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:38
        Jezusmaryja, nie chodzi o pasję, pasja sama w sobie jest rzeczą wspaniałą, chodzi o pasję DURNĄ. Nikomu nie przydatną i ryzykowną.
        I nie o partnerów, ale o DZIECI.
        • kub-ma Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:57
          Właśnie. O dzieci. Ból po stracie bliskich jest ogromny. A jak ma poradzić sobie z tym dziecko?
        • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 21:59
          Zgadzam się z Tobą.
      • virtual_moth Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 00:06
        nenia1 napisała:


        > Nie można ich mierzyć zwykłą miarą, bo tam nie ma dla nich skali, a człowiekowi
        > który przez cały rok pracuje w biurze i naraża się na skaleczenie zszywaczem i
        > ch zachowania wydadzą się irracjonalne.

        Nenia, jak lubię Twoje wypowiedzi, tak tutaj mam pewność, ze nie masz pojęcia o czym piszesz. Skali to nie ma dla osoby, która chciaaby sobie pohasać po górach, ale tego nie robi, bo jest odpowiedzialna - ma dzieci pod opieką. Ja jako nastolatka i 20-latka atakowałam góry z całą zawartą w hormonach mocą - często niestety z narażeniem życia. Kochałam też ludzi lubiących góry, to normane. Teraz siedze na dupie w biurze nie dlatego, ze boje sie ryzyka, ale dlatego, ze moje dziecko potrzebuje stabilizacji. A wierz mi, moja pasja była wielka. Tyle ze jakims dziwnym trafem facetom wybacza sie te "pasje", sa wrecz artystami ginąc na stoku (2 dzieci sieroty), a kobieta himalaistka to najlepiej bezdzietna. Jednym słowem - w sposób gó...any opisałaś artyzm życia, bo on polega na czymś dokładnie odwrotnym - by swój temperament i pasje ukierunkować na to, za co jest sie odpowiedzialnym, a nie tylko na sobie.
      • sanciasancia Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 06:44
        E, tam, znam kilku górłazów i kilku grotołazów, ludzie jak ludzie, pasja jak pasja. Ani nie są szlachetniejsi, ani mądrzejsi, ani lepszymi naukowcami ze względu na swoją pasję poznania. Za to ze względu na swój zwis na rzeczywistość z powodu pasji mają też zwykle zwis na innych ludzi, więc raczej nie szlachetniejsi, a wręcz przeciwnie, bardziej dupkowaci.

        > Czy moze zdobywanie pieniędzy usprawiedliwia ryzyko, a pasja nie?
        NIe porównywałabym ryzyka utraty majątku do ryzyka utraty życia, a tu życia rodzica.

        Skrajną nieodpowiedzialnością i s-syństwem, imho, wobec dzieci jest zakładanie rodziny przez himalaistę i zakładanie rodziny z himalaistą.

        > Swoją drogą ciekawe, ilu ginie górników rocznie? Bo że wybierają niezbezpieczną
        > pracę to fakt.
        Praca na budowie jest bardziej niebezpieczna tylko mniej medialne mają wypadki (no i górnik, hutnik sól tej ziemi).
      • toxicity1 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 14:48
        nenia1 napisała:

        >> Swoją drogą ciekawe, ilu ginie górników rocznie? Bo że wybierają niezbezpieczną
        > pracę to fakt.
        > On też nie powinni zakładać rodzin i mieć dzieci?
        > Czy moze zdobywanie pieniędzy usprawiedliwia ryzyko, a pasja nie?

        Nenia, nie oszukujmy się - spora część górników to ludzie, którzy wybierają te pracę bo:
        -są zbyt hmm ograniczeni, żeby pracować w innym zawodzie (nie dotyczy oczywiście wszystkich)
        -lepiej zarobić wiecej niż mniej
        -są łasi na przywileje - barbórki, na zeszyty dla dzieci, deputaty itp (kiedyś książeczki G)
        -załatwiona sprawa (nie)powołania do wojska (kiedyś)
        -możliwość szybkiego otrzymania mieszkania (kiedyś)
        -możliwosć szybszego przejścia na (wysoką) emeryturę).
    • kiszczynska Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 22:01
      niel ubie czytac o wodwach
      o nieodpwiedzlnytch facetach lazacych po gorach zmaiastp omagac zoniw

      fuj
      nie
      ban
      • bi_scotti Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 23:20
        Taka pasja to piekna choroba i wiazac sie z czlowiekiem "opetanym" taka pasja trzeba brac pod uwage i to, ze wiele chorob bywa nieuleczalnych ...
        A co myslicie o ludziach decydujacych sie na dzieci wiedzac, ze wlasnie zabija ich rak czy slabe serce, czy inna przypadlosc gwarantujaca, ze doroslosci swojego potomstwa nie doczekaja. Tez, wedlug Was, powinni sie powstrzymac przed prokreacja? A co gdy druga strona chce miec to dziecko (dzieci) wlasnie dlatego, ze partner moze odejsc przedwczesnie ...? To nie sie takie proste sprawy, nie mieszcza sie w bialo-czarnych ocenach!
        • kali_pso Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 23:26

          Weźmy chociaż taka Agatę Mróz...nie mogę się doczekac filmu o niej...
          • 3-mamuska Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 01:43
            kali_pso napisała:

            >
            > Weźmy chociaż taka Agatę Mróz...nie mogę się doczekac filmu o niej...


            Widzisz choroba nie wybiera,gdy dziecko spyta gdzie mama i dlaczego zmarla to tata powie ze bardzo chorowala .
            A co innego jesli rodzic wybiera gory czy flaszke wodki i na swoje wlasne zyczenie marnuje zycie rodziny.

            Ja wcale nie popieram kobiet, ktore urodzily mimo smiertelnej choroby odmawiajac leczenia.

            Tu w UK byla polka ktora urodzila dziecko mimo choroby i zmarla gdy ono mialo 9 miesiecy,jak dla mnie glupotal, egoizm,skazac dziecko na zycie bez matki.
            I o ile dzeicko jest male,nie pamieta mamy ,tata znajdzie sobie kochajaca 2 zone,to jeszcze jako tako.

            Ale jak rodzic obojetnie matka/ojciec robi cos bardzo niebezpiecznego (hobby ) to juz nie jest ok.

            To samo jak matka np.2 dzieci jest w ciazy i dowiaduje sie ze ma raka,i dla dziecka nie narodzonego odmawia terapi, wiedzac ze bez tego umrze i zostawi juz te zyjace.No glupota skrajna glupota.
            I o ile nie widomo czy leczenie pomoze czy nie,ale zawsze jest wieksza szansa leczc jak najszybciej,niz czekac i meczyc cialo ciaza.
        • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 06:14
          Scotii, uważam to za egoizm i chyba chorobę psychiczną-aż taki pd do rozmnażania się w obliczu tak bliskiego końca.
          Mój mąż też nie ma własnych dzieci, i też mogliśmy sobie strzelić, a co...Bo w końcu każdemu wolno...Ale ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
          • bi_scotti Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 15:06
            No i? Egoizm jest zdrowy i naturalny. Z egoizmu w ogole mamy dzieci, jemy cokolwiek, myjemy zeby, dbamy o siebie i paradoksalnie ... o innych. Demonizowanie egoizmu jako jakiegos potwora niszczacego ludzkosc w ogole, a pojedynczych osobnikow w szczegolnosci, uwazam za smieszne. Tak, himalaista jest egoista, bo spelnia sie w swojej pasji. Egoista jest jego partnerka, ktora decyduje sie z nim byc i miec dzieci - dla krotkich chwil szczescia z ukochanym himalaista ... etc. etc. Egoista zreszta tez by byla gdyby probowala go od himalaizmu "oderwac" lub gdyby nie chciala miec z nim tych dzieci ... Himalaista rezygnujac z himalaizmu dla rodziny i dzieci, i np. popadajac w melancholie z powodu owej rezygnacji ... tez jest egoista.
            Nie dajmy sie zwariowac! Jest typ ludzi, dla ktorych ich pasje zawsze beda wazniejsze niz inni ludzie wokol nich, chocby i najbardziej ukochani. Jesli ktos nie ma takiej pasji, nigdy nie zrozumie (to przeciez nie tylko sport czy styl zycia, wystarczy podyskutowac o dzialaczach politycznych juz nawet nie koniczenie w niedemokratycznych krajach albo o workaholic'ach ograniczajacych zycie swoim najblizszym nonstop). A jesli ktos sie decyduje na zwiazek z osoba majaca taka pasje, to musi brac pod uwage ewentualne konsekwencje. Naprawde najlepsza ilustracja dla tego tematu jest zawsze super film z Ed Harris'em i Marcia Gay Harden "Pollock" www.imdb.com/title/tt0183659/
        • sanciasancia Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 06:47
          > A co myslicie o ludziach decydujacych sie na dzieci wiedzac, ze wlasnie zabija
          > ich rak czy slabe serce, czy inna przypadlosc gwarantujaca, ze doroslosci swoje
          > go potomstwa nie doczekaja.
          Imho skrajna nieodpowiedzialność.
    • edorka1 Re: Życie u boku himalaisty 27.04.12, 23:36
      To jest ryzyko bycia z kimś, kto ma pasję, którą kocha bardziej niż życie.
      Ale też nie są to zwyczajne związki - tak jak nie są zwyczajni ludzie którzy zdobywają najwyższe szczyty.
      Nie każdego na to stać i nie każdego stać na taką miłość...

      "Alpiniści różnią się od innych, dlatego trudno im znaleźć podobnie myślącego partnera życiowego. Właściwie bardziej podziwiam żony słynnych alpinistów niż ich samych, bo nie mogę sobie wyobrazić, żeby jakiś mężczyzna zgodził się na takie życie'' - to słowa Wandy Rutkiewicz.
      • nabakier Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 06:16
        Edorka, ale rodzą im się ZWYCZAJNE dzieci, ze zwyczajnym DNA itd. I takie dzieci maja prawo do rodziców zywych, nie- martwych.
        • edorka1 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 10:03
          Na tej zasadzie połowa populacji nie powinna mieć dzieci. Himalaiści, piloci,kaskaderzy, paralotniarze,policjanci, kierowcy rajdowi,korespondenci wojenni itd,itp. Nie wspominając o alkoholikach czy ludziach ciężko chorych. Księgowemu też cegła może spaść na głowę w drodze do pracy.
          Oczywiście w przypadku himalaistów ryzyko jest większe niż zazwyczaj, ale kobiety wychodzą za nich świadome ryzyka i rodzą dzieci też wiedząc co to oznacza.Robią tak, bo tego chcą.
          Zapytaj dzieci Kukuczki czy żałują, że miały takiego ojca.
          Nie sądzę.

          • kawka74 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 13:12
            kobie
            > ty wychodzą za nich świadome ryzyka i rodzą dzieci też wiedząc co to oznacza.Ro
            > bią tak, bo tego chcą.

            Raczej dlatego, że chorują na przypadłość wielu kobiet: wiarę, że ON się zmieni, czy to dotyczy picia, bicia, czy sportów ekstremalnych. Sama Morawska o tym mówiła.
          • lacitadelle Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 16:28
            rodzice kolegi zginęli podczas wspinaczki - ojciec, gdy syn miał 3 lata, matka 2 lata później. Chłopak ma do nich ogromny żal, wolałby, żeby go do domu dziecka od razu oddali, a nie pozwolili się przywiązać i pokochać, mając jednocześnie w dupie (jego słowa).
            • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 02.05.12, 08:36
              Smutne.
    • pinkdot Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 08:54
      Sama się kiedyś wspinałam i jestem w stanie zrozumieć co kieruje tymi, których ciągnie w Himalaje. Gdybym decydowała się na związek ze wspinaczem, brałabym pod uwagę to, że może kiedyś nie wrócić. Czy decydowałabym się na dzieci? Nie wiem, nie wiem też jaka jest historia tamtej pani, czy decyzję o posiadaniu potomstwa podejmowali oboje, czy nie była to jej taktyka by go odwieść od pchania się w niebezpieczne sytuacje...myślę, że tak mogą kobiety myśleć "teraz jak mamy dzieci, nie będzie tyle wyjeżdżał, przestanie wydawać majątek na sprzęt" - człowiek (a zwłaszcza mężczyzna, bo u nas biologia załatwiła nas tak hormonalnie, że łatwiej nam wszystko dla dziecka rzucić) uzależniony od adrenaliny, który głowę ma wiecznie na innym kontynencie nie ustabilizuje się znienacka, nie zamieni wspinaczki (która jest wysoce uzależniająca, sama miałam epizody gdy zamykałam oczy i widziałam tylko chwyty i formacje skalnewink na wyprawy z wózkiem dookoła osiedla.

      A pamiętacie film "Wielki Błękit"? To nie o himalaiście co prawda, ale sytuacja jest podobna - kobieta chce "udomowić" kogoś, kto ma wielką pasję - co ciekawe zawsze byłam po stronie tego gościa właśnie, nie Rosannysmile.
    • woman_in_love takie sporty ekstremalne to jak narkomania 28.04.12, 09:36
      Jedni dają w żyłę, inni wciągają, jeszcze inni latają na paralotniach albo włażą na K2. Potrzeba podobna, sposób jej zaspokojenia odmienny, a efekt prawie zawsze taki sam: tragedia narkomana i rodziny.
      • gku25 Re: takie sporty ekstremalne to jak narkomania 28.04.12, 23:06
        Niestety, muszę się z tobą zgodzićsad
    • dorek3 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 14:57
      To co mnie ujęło to przede wszystkim sposób w jaki P. Olga o tym opowiadała. Nie było w tym skargi. Sama go zresztą zachęcała kiedy jeszcze wspinał się na skałki.

      Utkwiło mi w pamięci jak mówiła, że od zawsze w jej sercu mieszkał strach, że kiedyś TO się stanie. I kiedy jej mąż zginał to poczuła coś w rodzaju ulgi że już nie musi się bać.

      Albo kiedy wspomniała, że nigdy nie kazała mu wybierać, nie żądała aby zrezygnował. Tak po ludzku to bała się usłyszeć odpowiedź odmowną.
      • patysiak Re: Życie u boku himalaisty 30.04.12, 21:44
        "że nigdy nie kazała mu wybierać, nie żądała aby zrezygnował" - wierzysz w to? ja nie.
    • przeciwcialo Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 15:32
      Nie wyobrażam sobie związku z himalaistą, żołnierzem na misjach, marynarzem co to raz w roku w domu, czy innym odkrywca nowych lądów pływającego mała łódka itp. tacy ludzie z zasady musza byc egoistami aby w ekstremach dawać sobie rade i zakładanie rodzin na takich warunakch to paskudna sprawa. Ja wiem że komuś może taki układ pasowac, jego wybór.
      I prosze mi nie pisac że człowiek może z domu wyjść i nie wrócić bo to wiem.
      • marzeka1 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 15:37
        Ale niech pan sobie ma PASJĘ, ba- niech nawet ta pasja będzie durna i niebezpieczna, jeśli znajdzie do tego kobietę do związku i założenia rodziny- też ok; TYLKO: no kurczę, nie pomyśleć tak w ogóle , że trzeba zabezpieczyć rodzinie byt? że może być różnie, więc : mam polisę na życie, mam odłożone pieniądze "w razie czego"- a tak: no głupota i nieodpowiedzialność, a nie miłość jak z bajki do faceta z pociągiem do niebezpieczeństw.
        • bi_scotti Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 15:58
          marzeka1 napisała:

          > TYLKO: no kurczę, nie pomyśleć tak w ogóle , że trzeba zabezpieczyć rodzinie byt?
          > że może być różnie, więc : mam polisę na życie, mam odłożone pieniądze "w razi
          > e czego"- a tak: no głupota i nieodpowiedzialność, a nie miłość jak z bajki do
          > faceta z pociągiem do niebezpieczeństw.

          No ale to jest decyzja OBOJGA - czy chca wplacac co miesiac na ubezpieczenie na zycie/zdrowie/utrate pracy etc. Sa ludzie, ktorzy (z roznych wzgledow) nie chca/nie decyduja sie i SWIADOMIE ponosza konsekwencje gdy tego ubezpieczenia w jakims momencie brak ... Ja np. z zalozenia nie wykupuje ubezpieczen zwiazanych z przelotami i jak dotad tylko raz brak takiego ubezpieczenia kosztowal mnie extra pieniadze, a latam duzo i czesto, i na skomplikowanych trasach. Ale moj prywatny rachunek prawdopodobienstwa i dotychczasowe doswiadczenia warunkuja moje takie a nie inne decyzje w tym zakresie. Kto wie jakie motywy kierowaly tym akurat konkretnym himalaista gdy on i jego zona decydowali sie na to, ze za ubezpieczenie nie zaplacili.
          • marzeka1 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 16:04
            To nie musi być polisa, ale COKOLWIEK, co jednak zapewniałoby byt rodzinie, "gdyby coś się stało", aby potem nie trzeba było organizować zbiórek, by pani z dziećmi mogła w ogóle mieć na przeżycie.
            I niby piszesz o "ŚWIADOMYCH konsekwencjach", tyle że całe mnóstwo ludzi myśli, że ich dramaty nie dotkną, że "to u innych, nie u nich". Nie wiem, może wynika to z moich życiowych doświadczeń, utraty rodziców i teściów, którzy zmarli jako ludzie 40+ lub 50+, jakoś nie ma we mnie tej beztroski " a mnie nic się nie stanie"- dlatego wiem, że wykończyłabym się psychicznie przy tego typu facecie.
            • bi_scotti Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 16:09
              Marzeka1, ja sie z Toba zgadzam, ze tak "nalezy" ALE sa tysiace (setki tysiecy? miliony?) ludzi, ktorzy nie robia mnostwa rzeczy, ktore "nalezy". Life. Mnie np. zawsze fascynuje gdy np. ofiary pozaru prosza o wsparcie, bo mieli nieubezpieczone domy/mieszkania. Albo sytuacje z jednej z naszych prowincji gdzie domy stawiane na pewnych terenach z zalozenia (!) nie sa ubezpieczane z powodu zagrozen powodziowych (co roku!!!) a jednak ludzie te domy tam stawiaja i rok po roku ktos zostaje bez dachu nad glowa i potrzebuje pomocy od reszty swiata. I oczywiscie, mozna sie wtedy wkurzac, ze "sami sobie winni" ale chocby nie wiem co, takiej rodziny sie przeciez bez pomocy nie zostawi, no bo jak?
              Generalnie, jako ludzkosc, chyba czesciej bywamy kaprysni i nieodpowiedzialni niz odwrotnie ... a jednak trwamy smile
              • imasumak Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 16:59
                bi_scotti napisała:

                Life. Mnie np. zawsze fascynuje gdy np. ofiary pozaru prosza o wsparcie, bo mieli nieubezpieczone domy/mieszkania.

                A mnie nie. Ludzie którzy nie wykupują polis zazwyczaj mają problem z tym, co do garnka włożyć albo z czego kupić buty dziecku na zimę. Jeśli mają wybór, zrobić zakupy w spożywczym, kupić worek węgla czy wpłacić na polisę, to niestety ten wybór jest oczywisty. Kasa idzie na bieżącą konsumpcję.
                Morawscy mieli ciężką sytuację materialną, a mimo to mąż i ojciec całymi miesiącami przebywał na wyprawach, podczas których nie zarabiał. To jest skrajna nieodpowiedzialność. Na takie pasje mogą sobie pozwolić bardzo zamożni albo samotni ludzie - tylko wtedy nikt nie ponosi finansowych konsekwencji ich trybu życia.
                • marzeka1 Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:09
                  "Morawscy mieli ciężką sytuację materialną, a mimo to mąż i ojciec całymi miesiącami przebywał na wyprawach, podczas których nie zarabiał. To jest skrajna nieodpowiedzialność. Na takie pasje mogą sobie pozwolić bardzo zamożni albo samotni ludzie - tylko wtedy nikt nie ponosi finansowych konsekwencji ich trybu życia. "

                  - o, i to jest dobre podsumowanie akurat TEGO przypadku.
                • bi_scotti Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:14
                  imasumak napisała:

                  > Ludzie którzy nie wykupują polis zazwyczaj mają problem z tym, co d
                  > o garnka włożyć albo z czego kupić buty dziecku na zimę. Jeśli mają wybór, zrob
                  > ić zakupy w spożywczym, kupić worek węgla czy wpłacić na polisę, to niestety te
                  > n wybór jest oczywisty. Kasa idzie na bieżącą konsumpcję.

                  Generalizujesz. Ja tam juz niejednych widzialam, ktorzy ewidentnie dokonali wyboru albo zwyczajnie nie brali pod uwage choc forsa na polise byla. No i co? No i i tak trzeba im potem pomoc, bo przeciez inaczej sie nie da.

                  > Morawscy mieli ciężką sytuację materialną, a mimo to mąż i ojciec całymi miesią
                  > cami przebywał na wyprawach, podczas których nie zarabiał.

                  Tego tez pewnie nie wiesz for sure - wielu himalaistow ma teraz duzo lepsza sytuacje niz to bylo w latach 70tych czy 80tych - sa sponsorzy, ktorzy finansuja wiele, rowniez czesc tzw. "codziennego zycia", sa kontrakty na ksiazki czy inne records z zaliczkami i innymi formami zaplaty "przed" etc. Jaka FAKTYCZNIE byla ich sytuacja materialna to i ona pewnie tadk do konca szczerze publice nie wyjawi, bo to sa bardzo prywatne sprawy. Normalne.

                  > To jest skrajna nieo
                  > dpowiedzialność. Na takie pasje mogą sobie pozwolić bardzo zamożni albo samotni
                  > ludzie - tylko wtedy nikt nie ponosi finansowych konsekwencji ich trybu życia.
                  >

                  Co to znaczy "moga sobie pozwolic"? A jak "sobie pozwalaja" inni to co? Do wiezienia ich wsadzic? C'mon, tych dwoje, maz i zona, dokonali jakichs tam wyborow. Z punktu widzenia wiekszosci populacji, te wybory sa "kontrowersyjne" ale to byly ich wybory i w ostatecznym rozrachunku, oni poniesli/ona wciaz ponosi ich konsekwencje. Jak to w zyciu. Jedni lubia lody truskawkowe a inni wspinaczke na Mount Everest. Ci pierwsi moga sie smiertelnie zatruc gronkowcem a ci drudzy dozyc poznej starosci jak Sir Edmund Hillary (mial 88 lat gdy umarl!) ... a moze tez byc zupelnie inaczej jak w przypadku meza tej pani Olgi ... Life.
                  • imasumak Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 18:34
                    bi_scotti napisała:
                    Generalizujesz. Ja tam juz niejednych widzialam, ktorzy ewidentnie dokonali wyboru albo zwyczajnie nie brali pod uwage choc forsa na polise byla. No i co? No
                    i i tak trzeba im potem pomoc, bo przeciez inaczej sie nie da.


                    Nie generalizuje. Mieszkam w małym miasteczku, mam oczy i widzę jak ludzie żyją. Jest po prostu mniej albo bardziej biednie. Ludzi, których stać na polisy jest niewielu i nie znam nikogo, kto by nie wykupił polisy, skoro go na to stać. A nawet jeśli polisa nie pokryje całości szkód i tak nie wyciągają ręki po pomoc.
                    Moim znajomym półtora roku temu spłonął dom. Polisa pokryła może 1/2 rzeczywistych strat.

                    Tego tez pewnie nie wiesz for sure - wielu himalaistow ma teraz duzo lepsza syt
                    uacje niz to bylo w latach 70tych czy 80tych - sa sponsorzy, ktorzy finansuja wiele, rowniez czesc tzw. "codziennego zycia",


                    O tym pisze Morawska, więc mogę uznać, że wiem for sure. I przypominam, że piszę o konkretnym przypadku, w którym pan się po protu nie wywiązywał ze swoich obowiązków.

                    Co to znaczy "moga sobie pozwolic"? A jak "sobie pozwalaja" inni to co? Do wiezienia ich wsadzic?

                    A ktoś tu pisał o odpowiedzialności karnej? Pan był odpowiedzialny za swoją rodzinę, nie sprostał.


                    C'mon, tych dwoje, maz i zona, dokonali jakichs tam wyborow.


                    Tak. Ona dokonała wyboru w ten sposób, że się zgadzała na pasje męża licząc, że kiedyś się to zmieni. Tak naprawdę nie miała żadnego wyboru, a nie przepraszam, mogła ewentualnie odejść.
                    Sorry, ale jeśli facet jest na tyle zakręcony, żeby stawiać wszystko na jedną kartę, to jego partnerka jest na straconej pozycji.
    • platki_sniadaniowe Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:34
      Każdy wychodzi z założenia że, akurat on będzie tym któremu się nic nie przytrafi. Zapalony motocyklista, żołnierz, pilot...
      Są pasje bardziej bezpieczne i niebezpieczne, jednak nektórzy kochaja ten skok adrenaliny i nie wyobrażaja sobie innego życia.
      Kolega jest zapalonym motocyklistą, i nie ma na niego siły. Z pierwszym ciepłym dniem zaczyna sezon. Do tej pory nie miał wypadku. Ma zónę i dwójkę dzieci.
      Nie wiem czy to jest egoizm, może po części. Jeżeli ktos kocha motor nie wsadzisz go na kłada czy rower.
      Tak jak himalaisty nie wsadzisz na skałkę.
      Pewnie że, ideałem byłoby gdyby taka osoba po założeniu rodziny zrezygnowała ze swoich pasji i przeniosła sie na pole golfowe ale nie kazdy tak potrafi.
      I co ma taka żona zrobić? Albo odejdzie albo bedzie wspierała męża i modliła się o jego życie.I jak widac tego happy endu czasem zabraknie. Smutne.
      • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:46
        To niech zdecyduje się na kolejny motor, ale nie dziecko skoro motor ważniejszy od dzieciaka i żony.
        • platki_sniadaniowe Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 17:53
          Na początku żona naciskała... potem dała spokój
          teraz jedynie prosi żeby szybko nie jezdził


          Najsmutniejsze jest to że, w takich przypadkach ktoś ginie poniekąd na własne życzenie. Bo co innego wykonywac niebezpieczny zawód i utrzymywac z tego rodzinę, a co innego z własnej nieprzymuszonej woli lawirowac na granicy życia i smierci.
          • gazeta_mi_placi Re: Życie u boku himalaisty 28.04.12, 18:42
            Zgadzam się z Tobą.
    • sunday Znam to środowisko... 01.05.12, 00:29
      ... od podszewki. Z nielicznymi wyjątkami -
      • patysiak sunday 01.05.12, 22:32
        -
        • gazeta_mi_placi Re: sunday 02.05.12, 08:27
          Sku...syny.
          • sunday Re: sunday 02.05.12, 15:10
            gazeta_mi_placi napisała:
            > Sku...syny.

            Skąd ten wniosek? Pisząc $%?&*@! miałem na myśli raczej "sympatyczni ludzie, ale nie całkiem w moim typie".
            • gazeta_mi_placi Re: sunday 02.05.12, 15:14
              To przepraszam, źle zrozumiałam smile
    • zabulin Wiele tu słów padło 02.05.12, 00:09
      o tych ludziach, że egoisci, że po co zakładali rodzine?

      Temat nie jest czarno-biały.

      Te pytania można przecież odwrócic. Po co kobieta zakłada z kims takim rodzine? Z kimś kto ma taka pasje?
      Ludzie chodzą w wysokie góry, bo to ich miłośc, pasja prawdziwa. Jest to kosztowne (finansowo, emocjonalnie,kondycyjnie)i w związku z tym można wysnuć śmiało wniosek, ze sa od tego uzależnieni, skoro tyle poswięcaja żeby w te góry pójść.

      Nie tylko żony himalaistów zostaja wdowami.

      Ja rozumiem pewien punkt widzenia, że świadomie narażają się na ryzyko. Racja, ale to pasja czyni życie pieknym i nie wierze, ze nadejdzie kiedys taki czas, że wspinać się będa, latać paralotniami, skakać ze spadochronem tylko kawalerowie i panny.

      Ja tam wierzę, ze "co ma wisieć, nie utonie".

      Pamietam kiedyś znajomy opowiadał o swoich z kolei znajomych:mieli dwoje dzieci-syna (latał śmigłowcami, szybowcami, czym sie dało- ekstremalny zapaleniec) i córke- uczennicę, domatorke, książkowego mola.
      Cały czas trzęsli się o syna- wiadomo czemu. Córka- szkoła-dom- książki-jedna kolezanka.
      Pewnego dnia córka poszła z koleżanką nad wode- skoczyła do wody tak nieszczęsliwie, ze wbił sie w jej szyje jakiś konar, gałaź sterczący z dna. Zmarła.

      A syn wylatał swoje jeszcze przez długie lata i dożył spokojnie średniego wieku (obecnie 40 latek).
      • gazeta_mi_placi Re: Wiele tu słów padło 02.05.12, 08:26
        Mimo wszystko więcej ginie uprawiających sporty ekstremalne, to podwyższone ryzyko.
        • zabulin Re: Wiele tu słów padło 02.05.12, 10:11
          owszem.

          zatem ludziom,którzy nie umieją żyć z ciągłym dreszczem, strachem za kołnierzem, polecam unikać partnerów w ekstremalną pasją.
          To znacznie pewniejsze niż naiwne łudzenie się, ze oni z tej pasji zrezygnuja.

          Moga ją uśpić na lata.

          Prawdziwa pasja zawsze wzywa, cale życie.
          • gazeta_mi_placi Re: Wiele tu słów padło 02.05.12, 15:17
            Ładnie w dzisiejszych czasach nazywa się zwykły pospolity egoizm i stawie swoich potrzeb ponad potrzeby rodziny, w tym dzieci smile
    • atena12345 Re: Życie u boku himalaisty 02.05.12, 10:38
      A potem
      www.fundacjakukuczki.pl//pages/posts/pomoc-finansowa-dla-sylwii-bukowickiej-324.php
      rozumiem, wypadki są wszędzie. Ale o alpinistach mówi się, że wiadomo jak zginą - to tylko kwestia czasu.
      Przy tak ryzykownym hobby warto pomyśleć najpierw o zabezpieczeniu rodziny - przynajmniej minimalnym.
      • atena12345 Re: Życie u boku himalaisty 02.05.12, 10:40
        www.fundacjakukuczki.pl//pages/posts/1-dla-synow-piotrka-morawskiego-354.php

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka