Zabrali mi męża!

19.06.04, 13:44
Długo się zastanawiałam czy napisać i do teraz mam obawy. Zabrano mi męża.
Dwa tygdonie temu, rano o 7 weszli do mieszkania i go zabrali. Zostałam sama
z córcią. Został aresztowany za sparwę sprzed 8 lat (nawet go wtedy nie
znałam). Dostał wyrok dawno temu, odsiedział z tego 4 miesiące. Wyszedł za
kaucją. Sprawa ciągła się do teraz. Ciągle jakieś odroczenia. Ale wszystko
było dobrze (tak nas zapewniał adwokat). A teraz nasz "kochany" adwokat
zapomniał wysłąć kolejne pismo o odroczenie i mi go zamknęli. Mojego
najcudowniejszego męża.
Powiecie dobrze mu tak, zrobił niech teraz płąci za błedy. Ale on już zbyt
wiele za to zapłacił. Siedział 4 miesiądce. Wywalił kupe kasy na adwokata.
Nabawił się nerwicy z której leczy się do dziś. Był wtedy nastolatkiem.
Zbłądził. Teraz pracuje, stduiuje, jest cudwonym mężem i ojcem a oni wyrwali
go tak poprostu z życia. Wiem, że go bronie ale to przecież mój mąż.
I wicie co winie za to adwokata. Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się że w
wyroku wcale nie było zawiesznia jak cały czas twierdził adwokat. Zapomniał
wysłać pismo (wiem my też o tym zapomnieliśmy ale adwokat twierdził że
wszytskim się zajmie). W końcu za coś mu płacimy! I nie rozumiem jednego.
Skoro sąd wydał nakaz aresztowania to dlaczego przyjął spóźnine pismo od
adwokata i wyznaczył termin rozprawy odroczeniowej? Która i tak się już nie
odbędzie bo męża aresztowali i sprawę zamknęli.
Jestem załamana. Nasze życie układało się coraz lepiej. Mąż powoli wychodził
z nerwicy. A teraz co? Zostanie bez pracy, bez studiów. Ja zarabiam 600 zł.
Chodze po sądach, pisze różne pisma, przedkładam zaświadczenia o chorobie,
pracy, studiach. Adwokat jest spokojny i mówi że wszytsko jest ok. Cholera
nic nie jest ok! Mieliśmy iść ustalać datę ślubu Kościelnego, kupić
mieszkanie. Najgrosze jest ż córcia cały czas o tatusia pyta. Ale jak długo
moge mówić, że wyjechał, że jest w pracy...
Już nie wiem co robić. Czekam aż wyznaczą termin rozprawy od przerwanie kary.
Ale sędzia prowadzący jest chory i nie wiadomo kiedy wyznaczy termin. Do tego
czasu mój mąż będzie wrakiem. A ja chyba w psychiatryku wyląduje sad Już nie
wiem co robić.......
    • agnes123 Re: Zabrali mi męża! 19.06.04, 14:13
      Wiesz,rozumiem Cię doskonale,ponieważ przyjaciółki mąż też poszedł do
      więzienia,kiedy ona dopiero co urodziła córeczkę,druga z kolei jest w ciąży a
      ich tatuś poszedł siedzieć też za sprawę sprzed lat..Mogę Ci jedynie współczuć
      i pozyczyć dużo siły,wiary i dobrych nadziei..Powodzenia!!!
    • aprze Re: Zabrali mi męża! 19.06.04, 16:47
      Ktosik8 trzymaj się, wszystko będzie dobrze. Powinni łapać złodzieji a nie ludzi co się poprawili mają rodziny i normalne życie. Musisz być dzielna.
      Jak będziesz miała doła to napisz do mnie:
      aprzesmycka@op.pl
      gg 1298265
      może będzi Ci łatwiej jak będziesz miała komu się wygadać
      pozdrawiam, agnieszka
      • sowa_hu_hu Re: Zabrali mi męża! 19.06.04, 16:49
        nie wiem co powiedzieć... bardzo mi przykro... nawet nie wyobrazam sobie jak
        bardzo ci teraz ciężko sad
        ale wiesz - ja wierze ze wszystko sie ułozy... szkoda tylko ze cała wasza
        rodzina musi przez to wszytsko przechodzić...

        wysyłam pozytywne fluidy

        trzymaj sie

        dasz rade!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • sakada Re: Zabrali mi męża! 19.06.04, 19:27
      To niesamowite, ale nas spotkało ostatnio to samo! To znaczy nie do końca. Wypłynęła po 3 latach sprawa, która się również za narzeczonym ciągnie i w piątek miał on rozprawę o wykonanie kary pozbawienia wolności na rok. Winę ponosi również nasze niedopatrzenie w kwestii papierkowej roboty. Na szczęście sędzia stwierdził, że skoro poprawił się, założył rodzinę, ma syna i pracę - głupotą i krzydą dla niego byłby wyrok więzienia. Ale zanim sprawa została rozwiązana w sądzie, przez tydzień obgryzałam dłonie z nerwów, Oskar - synek wychuwał jak barometr mój strach i płakał cały czas przeraźliwie. Ja próbowałam wyobrazić sobie życie bez narzeczonego - i nie umiałam. Dalatego rozumiem co czujesz - to musi być koszmar. Nasz syn ma dopiero miesiąc - bardzo go oboje kochamy ale nie wiem, jakbym sobie poradziła bez mojego ukochanego. Nie umiałabym się chyba cieszyć macierzyństwem, tak jakbym chciała. Naprawdę bardzo ci współczuję i boli mnie to, że wsadza się ludzi, którzy popełnili jeden błąd, przecież wyrok w zawieszeniu wystarczył zupełnie. Życzę pomyślnego rozwiązania sprawy.Moj numer gg to 2680716 - jakbyś chciała pogadać.
      • ktosik8 Re: Zabrali mi męża! 20.06.04, 17:27
        Dzięki dziewczyny za ciepłe słowa.
        Dziś byłam na widzeniu. Mąż dobarze się trzyma. Udaje że wszystko jest ok. Ale
        ja wiem jaki on jest. Dusi wszystko w sobie. Czułam się jak na randce. Kurcze
        widywać męża co tydzień. Istny koszmar. Całe szczęście że mogliśmy się choć
        trochę poprzytulać. Powiem szczerze że ten areszt gdzie jest mój mąż to jakiś
        kosmzar. Brud i smród. Gołębie im srają (sroki) na okna, koce zakurzone,
        kibelek za zasłonką. 11 osób w celi. Mąż odpala jednego papierosa za drugim.
        Jak wyjdzie to pewnie będe go musiała odgrzybiać. Cały czas myśle że to jest
        jakiś koszmar. Warunki panujące tam są dalekie od unijnych (bo nie sądze żeby w
        Unii był taki syf). A ci pracownicy to kamienie a nie ludzie.
        A najlepsze jest to, że okazało się iż jak było dawno temu ogłoszenie wyroku to
        nasz adwokat się nie stawił i dlatego mąż nie dostał zawieszenia bo nie miał
        kto o to się starać. Obiecuje że zaskarże tego adwokata jak mąż wyjdzie. Są na
        niego dwa paragrafy. Wyłudzał pieniądze i przedłużał całą sprawę. Jutro przede
        mną kolejny dzień. Będe łązić po sędziach i płaszczyć się przed nimi żeby
        przyspieszyli rozprawę.
        Naprawdę nie wiem za co nas to spotkało. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną,
        mieliśmy się we wrześniu starać o kolejnego dzidziusia...
        • sakada Re: Zabrali mi męża! 20.06.04, 21:04
          Jezzzzzuuuuu.... Naprawdę wyrazy głębokiego współczucia. Żałuję, że sama nie jestem adwokatem i nie mogę Ci pomóc. Trzymaj się ciepło.
Pełna wersja