Dodaj do ulubionych

Moja niedziela :(

    • nangaparbat3 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 06:29
      Podobnie jak Mruwa sądzę, że ktoś sobie jaja robi.
      Z drugiej srony -
      W jak najbardziej realu moja przyjaciołka, lekarka, po wyjsciu za mąż zrywala się codziennie o czwartej, zeby meżowi przed wyjsciem do pracy (zaczynal o 6) PODAĆ śniadanie.
      ponieważ oprócz tego dyzurowala (i nie były to spokojne dyzury, na odwrot) co najmniej raz w tygodniu, pisala doktorat i dorabiala popoludniami (nie wiem, jakie domowe obowiazki narzucila sobie oprocz tego podawania sniadania), dość szybko doprowadzila sie do stanu ciężkiej frustracji. Więc to się zdarza, sądzę że o wiele częściej niż nam się zdaje.
      • mea.may Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 06:55
        Mąż w zeszłym miesiącu przepracował prawie 360 godzin, ja tylko 120. Ma więc prawo do wypoczynku i zdejmuję z niego wszystkie domowe obowiązki. Tak, to prawda, że dałam się zagonić w kierat i jestem już zmęczona. We wrześniu wracamy do naszego warszawskiego mieszkania, blisko rodziny męża, która obiecała pomóc w opiece nad małym. Już przepisany do innego przedszkola. Ja idę do pracy na cały etat, uwierzcie, daruję sobie wówczas i gotowanie, i sprzątania będzie mniej, bo teraz mam do ogarnięcia duży dom i ogród. Próbowaliśmy mieszkać na wsi, ale się nie da. Przede wszystkim ze względu na dziecko, daleko do przedszkola i szkoły, niby kursuje szkolny autobus, ale w ściśle określone godziny a ktoś musi zaopiekować się dzieckiem po zajęciach. Ja też chcę wreszcie do pracy na pełen etat i do innego życia niż na tym zad..piu. Dom niech sobie stoi, będziemy powoli wykańczać górę, ogród pielęgnować w ramach relaksu (zresztą już umówiłam się z jedną kobitą ze wsi, będzie przychodzić raz w tygodniu, pielić i podlewać) Pięć lat temu byłam innym człowiekiem. Teraz nie czuję się kobietą, tylko jakimś p..rzonym cyborgiem do roboty, opieki nad dzieckiem i seksu. Już zapomniałam, jak to jest cudownie usiąść sobie z przyjaciółką, filiżanką kawy w kawiarence na Nowym Świecie i patrzeć leniwie na przechodzących ludzi. Chcę wrócić do starego życia, zacząć myśleć o sobie i swoich potrzebach. Kocham męża bardzo i chcę mu ułatwić życie, ale można też w inny sposób niż zasuwając od świtu do nocy, no nie??
        • nangaparbat3 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 07:10
          Słuchaj - moglaś nie robic co najmniej połowy rzeczy, ktore wymienilas. Jeśli jestes prawdziwa i zyjesz jak piszesz, niewiele zmieni przeprowadzka do Warszawy - traktujesz dziecko jak uposledzone, męza jak dziecko, a w stosunku do siebie samej jesteś jak bezwzgledny wlasciciel niewolnikow.
          Moim zdaniem za chwile zaczniesz chorować na hashimoto albo inny podobny zajzajer.

          Acha, mąż pracujacy ponad wszelką miarę, jesli nie jest niewykwalifikowanym pracownikiem fizycznym, to przewalajac się z lożka na kanapę a z kanapy na leżak zejdzie na zawal przed czterdziestką.
        • mruwa9 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 07:52
          No mercy!
          jestes zmeczona na wlasne zyczenie,k bo 3/4 tych prac nie musialas wykonywac.
          Sniadanie- rozumiem dziecko w wieku przedszkolnym, ale reszcie domownikow rece odrabalo? Korona z glowy spadnie, jesli sami sobie zrobia po kanapce? nawet przedszkolaka mozna nauczyc , zeby sobie wzial platki z mlekiem i dal rano matce pospac. Prasowanie? Po co? Rozwiesic pranie rowno i sie nie pogniecie. Mycie auta? Mozna pojechac na myjnie, a w miedzyczasie jezdzic nieumytym. Na myjni zreszta ekologiczniej, bo nie zmywasz detergentow i brudow samochodowych (smaru, oleju) do wod gruntowych. Ciasto piec? No, jesli lubisz, to prosze bardzo, ale jesli ma to byc dla ciebie meczarnia, to nie piecz, ciasto nie jest obowiazkowym skladnikiem diety.
          Zagonilas sie w kierat na wlasne zyczenie. I myslisz, ze teraz inni domownicy wykaza zrozumienie , jesli zechcesz cos w tym wzgledzie zmienic? Choc lepiej pozno, niz wcale. Rozpiescilas domownikow, przy okazji strzelajac sobie w stope.
        • kropkacom Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:36
          Kochana, mąż chociaż może odpocząć. To, ze pracowałaś mniej zawodowo nic nie ma do rzeczy. Mąż rowy kopie w tej pracy? Sama wiesz, że w domu nic samo się nie robi.
        • esr-esr Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 10:57
          ale wiesz co, ja tu nie widzę żadnych prac których w mieszkaniu wykonywać nie będziesz - prać, prasować, gotować i szorować męża auto będziesz też w warszawie. do tego nie potrzeba domu. i naprawdę życzę Ci jak najlepiej, ale nie sądzę żebyś porzuciła ten sposób spędzania niedzieli. szykować mężowi ubranie? sprzątać jego samochód? co z tego, że mąż pracuje 360 godzin w miesiącu - to zwykły etat. rozumiem, że nie pracuje fizycznie (to przygotowanie ubrań mężowi odebrałam jako przygotowanie koszul, marynarek, etc)? tu uwaga, do jednej z ematek - jest wiele zawodów, gdzie po skończeniu studiów, i to technicznych, pracuje się fizycznie po 10-12 godzin na dobę, serio serio.
          • dziennik.odchudzania Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 13:22
            Proponuje proste działanie na kalkulatorze. Podziel te 360 dni na wszystkie dni maja (włącznie z sobotami, niedzielami, państwowymi świętami w dniu 1 i 3 maja). Z tego prostego rachunku wynika, że mąż autorki wątku pracował w te wszystkie dni (31) powyżej 11 godzin. No rzeczywiście normalny etat - niewolnika. Norma to ponad połowa mniej.

            I chętnie poznam te zawody, które wymagają od absolwenta studiów technicznych ciężkiej fizycznej pracy w wymiarze 360 godzin miesięcznie. Bo chyba mi wyobraźni zabrakło.
        • joxanna Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 13:16
          Jeśli przepracowałaś 120 godzin w miesiącu, to mi wychodzi, że średnio codziennie pracujesz jakieś 5-6 godzin. Może to np. mycie samochodów, prasowanie, albo nawet gotowanie i mrożenie w większym stopniu można przełożyć na dni pracowe? Codziennie po troszeczku.

          Jeśli macie dużą dysproporcję w pracy, to nie dziwię się, że Ty przejmujesz większość domowych obowiązków, ale zorganizowaliście to sobie tak, że niedziela nie była ani dla Ciebie fajna, ani też nie pobyliście razem. Zupełnie bez sensu.

          Ciągle nurtuje mnie kwestia co to znaczy przygotować mężowi ubranie na cały tydzień?
        • draconessa Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 18:36
          Kobieto, ocknij sie !!! Nic sie nie zmieni po przperowadzce - bedziesz zapierniczac w domu, jak to czynilas wczesniej, tylko jeszcze dluzej bedziesz pracowac zawodowo. PIeniedzy Wam az tak wiele nie przybedzie, bo inne sa koszty utrzymania na wsi, w domu z wlasnym ogrodkiem, a inne w Warszawie - to chyba wiesz. Bedziesz wiec zasuwac nadal, a o ploteczkach przy kawce na Nowym Swiecie zapomnij.
          Primo: czemu Twoi Krolewicze nie potrafia sobie sami wziac sniadania? Po kiego grzyba owo sniadanie przypomina raczej uczte z okazji Zjazdu Gnieznienskiego swoja wystawnoscia? Po cholere jaka bawisz sie sloikami? Po jakiego diabla myjesz sama dwa samochody? Moze zrobic to maz. Dodatkowo, mycie wlasnoreczne wcale az tak nie oszczedza Ci pieniedzy - czy wliczasz zuzycie wlasnych srodkow, wody, a przede wszystkim czas i wysilek w to wlozony? Znacznie lepiej skorzystac z myjni. Sama sobie produkujesz glupie zajecia, wiec nie jecz teraz. Nikt sie nad Toba uzalac nie bedzie.
        • kol.3 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 22:00
          Jakoś trudno uwierzyć w te 360 godzin, bo dawałoby to prawie 15 godzin pracy dziennie jeśli uznać soboty za dni robocze, a raczej nie są. Bez sobót to 17 godzin pracy dziennie. Etat czyli 8 godzin przez 5 dni w tygodniu dawał w maju 168 godzin pracy.
          Jeśli nawet uznać, że mąż tyra zawodowo a Ty odpowiadasz bardziej za dom to nie wiem po co dokładasz sobie głupiej roboty piekąc ciasto, produkując pasty do chleba itp.
          • hellulah Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 22:14
            To jest chyba kierowca tira. Dobrze zgaduję? (stąd ta wałówka dla męża do pracy)
            • z_lasu Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 06:55
              > To jest chyba kierowca tira.

              No to nie ma siły, żeby przepracował 360 godzin w miesiącu, nawet licząc z przestojami. Od tego są tachografy.
    • hanadoma Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 06:47
      odpuściłabym sobie mycie samochodów, ciasto, prasowanie, robienie kolacji (niech robi mąż), a jakby miała go spakowac!!!!! Jezu! o przesadzaniu kwiatów nie wspomnę! miałabyś jakies 3-4 godziny dla siebie na niedzielne leniuchowanie!

      Zaspiewaj sobie nastepnym razem "Oj głupiaś Ty, głupiaś Ty" i zalegnij obok mężabig_grin
    • jagienka75 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 07:30
      Dlaczego to sobie robisz?
      Weekend jest od leniuchowania, odpoczynku a Ty zapierniczasz, jak w kołowrotku.
      Dlaczego? Myślisz, że ktoś to doceni?


    • panikorbka-to-ja Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:06
      mnie tylko dziwi, że macie jedno dziecko a nie wspomnianą szóstkęsmile
      ukręciłaś bicz na siebie bo teraz nie zagonisz chłopa do roboty tylko będziesz pracować na cały etat i mu majty szykować na cały tydzień..tudzież mięska bo chłop nie może zeżreć hotdoga na statoilu, ani kanapki z krakowską podsuszaną,
      a skoro on tyle pracuje to powinien w niedziele wziąć tyłek w garść i iść z dzieckiem na spacer a nie spać cały dzień, już nie mówię, że powinniście iść w trójkę
      i jeszcze jedno bigos z młodej kapusty i tego typu rzeczy sobie odpuść od razu.. ja się tego nauczyłam od mojej teściowej a contrario mojego domu rodzinnego, im mniej pracochłonne żarcie tym lepiej, żadnych bigosów, pierogów, klusek śląskich z rolada i modrą kapustą, chyba że naprawdę raz na czas masz ochotę, wszelkie makarony, ew. schabowy bo się szybko robi, pieczony drób itp i koniec żadnych cholernych trzydaniowych obiadków z ciastem kojarzących się z ciepłem domu rodzinnego i zatyraną babą przy garach.
      • mika_p Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 17:50
        Bigos nie jest praco- tylko czasochłonny.
        Praca to: umyć mięso, pokroić ugotowane mięso, umyć garnek po gotowaniu mięsa, pokroić i przesmażyć boczek i cebulę, czasami mieszać. A, i włożyć kapustę i wsypać przyprawy.
        Mieszać można przy okazji czekania, aż się woda na herbatkę zagotuje, abo idąc pobrać piwo z lodówki.
        Gdyby mój syn lubił bigos, to bym chyba co tydzień gotowała - dużo jedzenia, mało roboty smile

        Z młodą kapusta faktycznie więcej pracy, pokroić trzeba.
    • alabama8 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:08
      Czy mogę zaproponować drobną korektę tekstu:
      nie "mąż" tylko "pan", nie "żona" tylko "służąca".
      Obudzisz się kiedyś z tego snu? Pewenie nie - potem będziesz tak samo obrabiać dorosłe dzieci, wnuki - a synowa będzie się z ciebie smiać że mamusia taka wiecznie zabiegana ...
      • mruwa9 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:14
        A ona w swojej naiwnosci wierzy pewnie, ze ktokolwiek jej wysilek zauwazy i doceni.
        Szybciej przezyja szok i okaza wielkie oburzenie, gdyby pewnego dnia zabraklo czystych skarpetek lub sniadania pod nosem ( kanapki w 3 rodzajach).
    • franczii Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:30
      Ja rozumiem, ze maz pracuje tyle wiec ma prawo do odpoczynku. Ale ty grubo przesadzasz z tym urabianiem sie. Przynajmniej polowy rzeczy ktore wymienilas moglabys spokojnie nie robic.
      Robisz sniadanie ok. Ale po co 2 pasty do wyboru i salatka.
      Po co przesadzasz kwaitki. Ja myslalam ze zajmowanie sie kwiatami to relaksujace hobby a nie robota.
      Po co ciasto pieczesz?
      Po co te sloiki?
      Czemu maz ma miec mieso do chleba na tydzien a nie wedline?
      Czemu mu szykujesz ubrania?
      czemu myjesz samochody?
      A moze to ma byc taka forma karania samej siebie ze mniej pracujesz?
      Od wrzesnia zaczniesz pelen etat i twierdzisz, ze przestaniesz sie tak urabiac. A przeciez juz w tej chwili pracujesz 6 godzin dziennie to wcale nie jest duzo mniej niz etat. Czemu nagle przy etacie odejdzie ci ta cala robota? Juz nie bedzie trzeba szykowac 2 past, miesa dla meza, ubrania na tydzien i myc samochodow? Kto to wtedy bedzie robil?
      • xxe-lka Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 08:46
        A no właśnie. Na tak zaburzoną relację nawet wielkie miasto i Nowy Świat nie pomoże
      • mea.may Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 13:41
        Myję samochody, bo wypada to taniej niż na myjni, używam ekologicznych kosmetyków. Piekę mięso, bo wędliny raz, że drogie, to jeszcze niesmaczne. Ciasto piekę raz w tygodniu, w niedziele właśnie, poza tym dla dziecka zawsze jakieś ciasteczka - nie kupuję gotowych słodyczy, z wyjątkiem czekolady od wielkiego dzwonu. Mąż potrzebuje zjeść trochę bardziej wartościowe rzeczy niż hot doga na Statoilu. Oszczędzamy - mamy górę domu do wykończenia a na wiosnę przyszłego roku musimy kupić samochód. Jeśli chodzi o kwiaty, owszem, przesadzanie to przyjemność, ale jak ma się działkę ponad trzy tysiące metrów kwadratowych i trzeba co tydzień skosić trawę, podlewać, pielić, czyścić trzy oczka wodne, grabić, walczyć z kretami, mszycami i innym cholerstwem to staje się to mało zabawne. Dlatego zostawiam to wszystko, zapłacę pani, niech się w to bawi. Ale żeby zapłacić muszę zarobić, a żeby zarobić muszę się stąd wynieść.
        • marghe_72 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 13:58
          Ja jestem kura domową. A zrobiło mi się słabo jak przeczytałam jak wyglądaj Twoje weekendy.

          NAsza ostatnia sobota:
          wyleźlismy z łóżek po 10
          Dziecko w tym czasie wstało, poczytało (ok, jest duża.. nie wymaga opieki 2h na na dobę, ale radzi sobie tak od wielu lat)
          dostałam kawę do łóżka
          Wspólnie zrobiliśmy śniadanie
          Wspólnie odgruzowaliśmy dwa pomieszczenia, których samej mi się nie chciało tknąć. Dziecię ogarnęło swój pokój.
          Dziecko zrobiło obiad . Gdyby nie miała weny / czasu / ochoty obiad (coś mało pracochłonnego, bo szkoda weekendu na siedzenie w kuchni) zrobiłby mąż, albo byśmy wyskoczyli coś przegryźć. Ja też mam prawo miec wolne od gotowania weekendy wink
          itp

          Weekendy nie są po to, żeby jedna osoba padała na twarz a reszta leżała do góry brzuchem.
          Nie na tym polega rodzinne zycie. Przynajmniej w naszym wydaniu
          Poza tym zobacz czego uczysz swoje dziecko - to matka zapiernicza, reszta się oboja
        • franczii Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 14:29
          To nie wy oszczedzacie to ty oszczedzasz. Na sobie.
          Ty lecisz na pysk i nie masz ani chwili czasu wolnego a maz lezy cala niedziele? Jakim cudem?
        • dziennik.odchudzania Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 14:30
          Większość tych prac możesz spokojnie zrobić od poniedziałku do soboty. Po jakie licho zostawiasz to wszystko na niedzielę?
        • franczii Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 14:31
          A jak wrocisz na caly etat do pracy i bedziesz pracowac te 160 godzin zamiast 120 to juz bedziesz sie czula zwolniona z obowiazku szykowania mezowi ubranka i pieczenia zapasu miesa na tydzien zeby sobie porzadnie podjadl?
        • hellulah Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 18:23
          A ja nawet rozumiem wiele z tych rzeczy, tylko nie rozumiem, czemu:
          - wszystko kumulujesz w niedzielę,
          - nie szukasz prostszych rozwiązań,
          - nie angażujesz dziecka oraz męża do pomocy, choćby symbolicznej (w przypadku dziecka pomoc z czasem z symbolicznej stanie się realna)?

          Ja np. w tę niedzielę owszem upiekłam ciasto drożdżowe z truskawkami, zajęło mi to ok. 5 minut smile - w sobotę wieczorem, co zajęło ok. 15 minut, nastawiłam zaczyn (taki przepis, że się ciasto wstawia do lodówki na noc) i pokroiłam truskawki. Rano w niedzielę wystarczyło wylać je na blachę, obsypać truskawkami i kruszonką i wstawić do zimnego piekarnika. Ale jakbym miała na to poświęcić zbyt dużo wysiłku - nie piekłabym, ot co.

          Śniadanie - pasty? tyle różnych rzeczy na raz? Trochę prościej, więcej udziału dziecka i męża w przygotowaniach, sprzątaniu itd.. Robienie obiadów na zapas można rozłożyć na inne dni itp..

          Ja masz tyle zajęć i tak dużą działkę, zasiej czymś, co nie wymaga zachodu i odpuść sobie pielenie (a niech choćby koniczyną porasta).

          Samochodów też co tydzień myć nie trzeba. No, chyba że to uwielbiasz...

          Chyba jednak nie dajesz rady, taki jest zdaje się ton twojego postu. Połowy tych rzeczy nie musisz robić, robisz, bo chcesz. Męża mogłabyś natomiast zaangażować do pomocy/współdziałania, ale nie chcesz. No sorry.

    • gabi683 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 10:03
      mea.may napisała:

      > Wstałam o szóstej. Nastawiłam jedno pranie, potem drugie.
      Nie robię tego w niedziele i nie wstaje o 6 rano
      Przygotowałam śniadan
      > ie dla domowników, kanapki z wędliną, dwiema pastami do wyboru, sałatka i jajka
      > na twardo.
      Moje dzieci z mężem robią w niedziele śniadanie dla mnie z kawka do łóżka tongue_out
      Poprasowałam.
      Prasuje w niedziel wieczorem dla dzieci i męża koszule na poniedziałek
      Przesadziłam kwiaty. Wstali moi - podałam śniadanie,
      Marysia po sprząta i pojedzie po 5 kg cukru
      > pościeliłam łóżka, ubrałam i uczesałam dziecko.
      sami za sobą ścielą
      Mąż poszedł odpoczywać na leżak
      > , mały z nim - wzięli klocki i książeczki.
      pudel francuski ręce od odpadną jak zonie pomoże ?
      Ja - za obiad. Dziś niedziela, więc
      > piekłam też ciasto, mięso do chleba dla męża na tydzień, fasolka i bigos z młod
      > ej kapusty do słoików, nasmażyłam kotletów do zamrożenia. Podałam obiad, pozmyw
      > ałam,posprzątałam kuchnię.
      Padłam ze śmichu takie rzeczy robi się w tygodniu nie w niedziele gdzie trzeba odpoczywać a nie tyrać jak wół
      O reszcie już nie wspomnę bo mi się zygać chce !
      • chipsi Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 10:25
        Zabrakło chyba tylko tekstu "towarzyszyłam mężowi z papierem toaletowym w ubikacji dziś kilkakrotnie bo miał rozwolnienie a nie chciałam żeby się zmęczył podcieraniem"
    • mariolka55 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 10:36
      trochę ciężko w to uwierzyć....
    • default Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 10:45
      Myślę, że mimo rozgoryczenia jesteś z siebie dumna – jaka to jesteś dzielna, zaradna i robotna. Niestety – tylko Ty. Nikt inny tego nie doceni – dziecko za małe, mąż rozpuszczony i zdemoralizowany, teściowa… wiadomo. Poniekąd Cię rozumiem, bo też kiedyś miałam zapędy bycia „perfekcyjną panią domu” , wyobrażając sobie naiwnie, że zaowocuje to podziwem i gorącą wdzięcznością ze strony rodziny, zwłaszcza męża. Szybko się rozczarowałam, bo o ile na początku faktycznie mąż z entuzjazmem odnosił się do świeżego, pełnego obiadu, ciasta w niedzielę czy zawsze na czas wyprasowanej koszuli, o tyle z czasem spowszedniało mu to na tyle, że nie widział w tym nic wartego uwagi i docenienia, raczej coś co mu się po prostu należy jak psu miska.
      I tak to niestety jest. Myślę, że należysz do tych osób, które lubią stawiać sobie ciężkie zadania i choćby paść na pysk – ale wykonać je i zasłużyć sobie tym na uznanie otoczenia. Ponieważ tego uznania jednak nie masz – stąd rozgoryczenie. Pomyśl – mąż raczej nie każe Ci wstać o piątej i zapitalać – to Twój wybór, w imię czego ? Dlaczego pozwalasz mu, by nic nie robił – dobra, pracuje, ale jeśli nie fizycznie, to jak najbardziej wskazane jest dla odmiany popracować trochę rękami w ramach relaksu (mycie samochodów przez Ciebie, podczas gdy mąż śpi na leżaku, to dla mnie jakiś kosmos). Poza tym – Ty też pracujesz, a niedługo masz pracować na pełny etat, myślisz, że to zmobilizuje nagle Twojego rozleniwionego męża? Podejrzewam, że raczej będą kłótnie, bo skończy mu się „pełny serwis” i będzie niezadowolony, a Ty, ze swoim podejściem, zamiast walnąć pięścią w stół, przestaniesz w ogóle sypiać, by ogarnąć etat i utrzymać dotychczasowy standard obsługi w domu.
      Musisz wziąć do galopu swojego męża i postarać się opanować w sobie przemożną chęć ogarnięcia wszystkiego samodzielnie, własnymi rękami. Odpuścić sobie. Uwierz – może to paradoks, ale im mniej będziesz robić w domu, tym bardziej mąż Cię doceni – nigdy odwrotnie.


      • aagnes Re: Troche cie rozumiem 11.06.12, 11:01
        kiedys mialam takie zapedy. ALE!!!!!!!! pamietaj o jednym - tesciowej nigdy, przenigdy nie dogodzisz, czuje podskornie, ze to o to chodzi, zeby wreszcie powiedziala ci cos w stylu - kochana, ale z ciebie matka, zona kochanka, cud miod. NIE, tego sie nigdy nie doczekasz, mozesz spokojnie olac polowe roboty, czy dyplomatycznie zagonic meza do roboty (pewnie sie nie uda), wtedy jakos inaczej - wez dziecko i jedzcie gdzies na calodniowa wycieczke, rzuc na odchodnym, ze warto by bylo zrobic x czy y, bo ciebie nie bedzie.
        ja majac juz ww wiedze o tesciowej, tak od niechcenia rzucam (trcohe koloryzuje nawet dla wzmocnienia efektu), ze zyjemy na samych kanapkach, ze czasu nie ma na gotowanie i prasowanie (ona wtedy ma wizje swojego synka przymierajacego glodem w wymietolonym ubraniu) i widze jak sie robi purpurowa, albo opowiadam jak to wczoraj zrobilam zupe na 2 dni i sz. powinien byc szczesliwy ze ma cieply posilek raz dziennie przynajmniej 2 razy w tygodniu, przy mojej ciezkiej pracy. itp itd. oczywiscie mam ku temu powody, to nie jest pastwienie sie dla czystej przyjemnosci wink
        podejrzewam tez, ze tak po prostu lubisz, ze musisz robic cos pozytecznego, ze nie usiedzisz (ja mam cos takiego) - dla mnie przewalanie sie w lozku do 11, a pozniej wloczenie sie w pizamie po domu jest niedopuszczalne, nie potrafie odpoczywac gnijac w lozku czy leżaku, tylko ja po prostu zawijam sie z corka na caly dzien i zostawiam liste domowych rzeczy do zrobienia w tym czasie, mam gleboko w d czy szzanowny M sie z tym wyrobi czy nie. albo na odwrot - jak chce miec cos zrobione to musi znikac z dzieckiem na pol dnia co najmniej zapewniajac mu rozrywki a mnie swiety spokoj.
    • attiya Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 11:04
      cóż, głupich nie sieją, sami się rodzą
    • jowita771 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 11:39
      Dotarł kiedyś do mnie taki tekst, który opowiadał o życiu matki-Polki. Ta matka wszystko robiła sama, całą rodzinę obsługiwała. Autor tekstu chciał pokazać, jak ta matka kocha swoich bliskich, a u mnie wywołał tylko myśli, że ta matka to straszny jeleń jest i rodzina jej wcale nie szanuje. Nie obraź się, ale z Ciebie też niezły jeleń. I nie licz na szacunek, bo tak to jakoś działa, że ludzi, którzy robią tak, jak Ty, się nie szanuje.
    • anaisanais Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 12:11
      a ty tak serio ????
      • izak31 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 14:14
        Ja chrzanie ale niektóre to popieprzone są....po co zakładalyscie rodzinę? trzeba było się wynajac jako gosposie to mozna by było na tym zarobic....?
        Pranie, obiad to moze spokojnie załatwiac mąż....ja swojemu nie gotuje, niesprzatam po nim, nie piore i nie prasuje....i mam sporo czasu aby zajać się swoimi sprawami.
        • chipsi Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 14:21
          Dokładnie. Potem czytamy posty o mężach-niewdzięcznikach, którzy olali żonę dla innej, zadbanej, zadowolonej z życia i spełniającej własne pragnienia kobiety.
    • girl.anachronism Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 15:17
      dziwi mnie, że Twój mąż jeszcze nie ma Cię dosyć - chyba, że mu ujebało rączki przy łokciach, ale o tym nie wspomniałaś. wygoda wygodą, ale ja bym zwariowała z babą, która zamiast spędzić ze mną czas w dzień wolny od pracy, maniakalnie robi niepotrzebne nikomu weki i decyduje o tym, co mam na siebie włożyć w który dzień tygodnia.
      nie masz żadnego życia poza garami i ścierką? jakiegoś hobby? nie czytasz książek?
      kobieto, jak nie upieczesz ciasta i nie umyjesz ręcznie samochodu to świat się nie zawali, serio. jest tyle innych cudownych rzeczy w życiu poza sprzątaniem i usługiwaniem rodzinie...
      jeśli to do Ciebie nie trafia to pomyśl, że Twoje dziecko wolałoby mieć wypoczętą i uśmiechniętą mamę, która ma czas i siłę się z nim pobawić, niż umęczoną cierpiętnicę snującą się po domu i jęczącą, że nikt jej w niczym nie pomaga.
    • erin7 Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 21:16
      W niektorych przypadkach zamierzony skutek odnosła ta prowokacja.
    • fifiriffi Re: Moja niedziela :( 11.06.12, 22:28
      K...nie wierzę...normalnie nie wierzę....Zwaliła bym gnojka z leżaka,niech se sam swój samochód myje...No i gary po obiedzie.Jakaś ty durna babo.A potem kolejna za kilka lat napisze, że"zmarnowała życie".Obudź się co?!
      No nie wierzę nooo!
      • franczii Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 06:19
        Zwaliła bym gnojka z leżaka,niech se s
        > am swój samochód myje..

        Tia, juz widze jak sam myje. Pojedzie na myjnie a nie sam bedzie myl.
        Facet pracuje 12 godzin dziennie wlaczajac weekendy to chyba pare zloty na myjnie go stac. Bylby glupi gdyby sam myl.
        To samo z miesem. jak mu zona nie przyszykuje to sam sobie przyrzadzi? Nie, po 12 godzinach roboty zje na miescie. No ale to kosztuje a Mea musi oszczedzic te pare zloty.
        • fifiriffi Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 12:21
          a niech se jedzie na tę myjnię,czy na mięcho....nie będzie musiała stac przy garach.Niech jeszcze zabierze się z nim ną tę myjnię i na mięchowink
          • franczii Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 13:00
            No ale na to ona nie pozwoli bo wedlug niej jest to szastanie pieniedzmi a chce oszczedzic wiec wypruwa sobie zyly.
            Jeszcze jestem ciekawa co na temat tak drastycznego oszczedzania sadzi maz Mei.
            • fifiriffi Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 19:14
              Zakupienie tyle żarcia na jeden dzień,ba! zrobienie go i cala ta reszta to "oszczędzanie" wg niej???No hm?Ok nie mam więcej pytańsmile
    • feniks_z_popiolu Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 06:27
      Tytułem eksperymentu odpuść w następną niedzielę.
      Od dzisiaj już zacznij konstruować listę czego NIE ROBIĆ w ten dzień.
      Zdziwisz się bardzo, że pomimo tego że nie zrobiłaś większości rzeczy z poprzedniej niedzieli świat istnieje i ma się całkiem dobrze.
    • lejla81 Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 15:29
      Serio zaczynam się cieszyć, że nie mam męża.
      Moja niedziela:
      Wstałam o 8:45, chociaż mam taką zasadę, że przed 9 w niedzielę nie wstaję. Syn wstał wcześniej, włączył sobie bajki, zjadł garść czekoladowych kulek i popił wodą.
      Zrobiłam na śniadanie sałatkę z jajka i rzodkiewki (i było to moje najbardziej pracochłonne zajęcie tego dnia), do południa robiliśmy coś nieokreślonego, potem razem z kolegą, który u mnie nocował, pojechaliśmy po jego syna i wszyscy w czwórkę na rowery i na plażę. Kiedy zgłodnieliśmy, poszliśmy na pizzę, po pizzy połazić po Gdańsku i pooglądać sobie hiszpańskich kibiców. Wróciliśmy na mecz, obejrzeliśmy mecz, wypiliśmy po piwie, mój kolega położył spać moje dziecko (czytał mu bajki), a ja w tym czasie wzięłam prysznic. Zrobiłam tosty na kolację. A dalej to już Wam nie powiem, co było wink
      Opis mojej niedzieli to pół Twojego opisu, a i tak byłam zmęczona.
      • ttomojnowynick Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 18:11
        Jesteś bardzo niemoralna- kolega u ciebie śpi i jeszcze popijasz z nim piwo przy dzieciach. Niesłychane.
        • lejla81 Re: Moja niedziela :( 12.06.12, 18:51
          Nooo... Straszne, co nie?
          Na dodatek to nie pierwszy kolega, który u mnie nocował. Mam dużo znajomych obojga płci z zagranicy i czasem u mnie nocują (szok i niedowierzanie).
          A piwo było bezalkoholowe ofkors.
          • ttomojnowynick Re: Moja niedziela :( 13.06.12, 15:54
            Tjaaaaa, bezalkoholowe wink A ja się dziś narobiłam okrutnie - nastawiłam trzy słoje ogórków na małosolne i zrobiłam kilka weków z truskawek. W związku z czym na resztę dnia mam wolne.
            • lejla81 Re: Moja niedziela :( 15.06.12, 11:07
              Wy to pracowite jesteście, ja takich rzeczy jak ogórki, truskawki w ogóle nie robię. I tak nie miałby kto tego jeść wink
              Teraz takie dobre coś jest - piwo z lemoniadą (Lech i Warka to robią). Ma mniej alko i jest pycha!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka