Opowiadałam wam o kocie, którego próbuję oswoić i podaję mu różne smakołyki. Otóż ten Bandyta, który nadal nie da do siebie podejść, wchodzi na moją werandę, bo tam mu postawiłam miskę. Mało tego, a to akurat uważam za sukces, gdy chce jeść to wskakuje na zewnętrzny parapet w oknie naszego salonu i tak hałasuje, że nie ma bata, żeby go nie usłyszeć. Zdaje się, że to on mnie tresuje, a nie ja jego

Ale podoba mi się to

Gdy tylko słyszę hałas przy oknie, to lecę do kuchni, by kotkowi o spojrzeniu mordercy podać jakiś przysmak.
Myślę, że jeszcze kilka miesięcy i zaprzyjaźnimy się po mojemu