demonii.larua
11.09.12, 15:28
Czy któraś z mam nauczycielek lub ogólnie oblatanych w ustawach oświatowych wie jak to jest?
Szkoła moich dzieciaków od lat wymienia jedną godzinę WF na zajęcia na basenie. Zajęcia obejmują klasy 1-3, starsze już są pozbawione tego luksusu. Pomysł co do zasady fajny, bo te WF w szkole wyglądają raczej miernie, a to sala zajęta a to w remoncie, a na dużej ćwiczą starsze klasy itp. no więc ekstra. Problem w tym, że ów basen jest oddalony od szkoły o prawie 2 km, godziny ustalone sztywno - wszak nie tylko szkoła moich dzieciaków z basenu korzysta. Trzeba zatem te dzieciaki na basen i po basenie do szkoły dostarczyć tak by nie traciły następnych godzin lekcyjnych, w praktyce wygląda to tak, że dzieci mające basen w trakcie dnia najnormalniej w świecie tracą połowę następnej godziny lekcyjnej na powrót z basenu, bo w 10 minut nie wysuszą się i nie wrócą do szkoły na czas. Transport na basen jest płatny (szkoła nie posiada własnego pojazdu więc wynajmuje zewnętrzną firmę) również jeśli dziecko zajęcia opuści z powodu choroby czy nieobecności.
Pytanie moje brzmi czy ten basen jest faktycznie OBOWIĄZKOWY, czy regulują to jakieś przepisy i jeśli tak, to czy posyłając dzieci na basen oddalony jednak spory kawałek od szkoły, dyrekcja nie powinna zapewnić darmowego transportu - skoro ten basen jest obowiązkowy? Wszak za lekcje WF w szkole się nie płaci. Czy nie jest to na zasadzie "miasto daje Ci dyrekcjo darmowe godziny na basenie, a co Ty z tym zrobisz to już Twój problem" ?
Co roku na zebraniach wrześniowych jest problem, wiadomo koszt benzyny nie stoi w miejscu więc nie dziwne, że cena dojazdu na basen rośnie. Można by komunikacją miejską, bo to połowę taniej, ale tu podnoszą głos rodzice zatroskani o zdrowie dzieci zimą zwłaszcza.
No i koniec końców staje na tym, że jednak na basen jeżdżą Ci co chcą i Ci co nie chcą, bo z basenu zrezygnować nie można. Może jednak podsunąć szkole rozważenie z rezygnacji z basenu na rzecz WF, skoro więcej z tym problemu niż to warte? Założenie było szczytne, bo miało przynieść ulgę mniej zamożnym rodzinom, których nie stać na zajęcia płatne po lekcjach, tylko niestety nie wszystkich stać na wywalanie dodatkowo 30 zeta co miesiąc, więc nie płacą ale dzieci na basen posyłają bo nie ma opcji rezygnacji, to z kolei generuje długi u firmy transportowej i kwasy bo koniec końców inni rodzice kwoty zaległe regulują, a przecież to żaden obowiązek no i nie każdy ma ochotę sponsorować inne dziecko niż swoje.
To jak to w końcu jest?